Francuska kawiarenka literacka
Łączna liczba wyświetleń
piątek, 13 marca 2026
Randez vous ze śmiercią Agaty Christie i Fabrykantka aniołków Camili Lackberg
niedziela, 19 stycznia 2025
Zając o bursztynowych oczach Edmund de Waal (historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie)
![]() |
| Wydawnictwo Czarne rok 2013 |
| Dom Nany przy Parku Monceau |
Śledząc losy kolekcji podążamy za losami członków rodu. Bogactwo w rodzinie żydowskiej łączyło się z wykształceniem, znajomością języków obcych, obyciem, kulturą, obracaniem się w kręgach ludzi nie tylko uprzywilejowanych, ale też artystycznie uzdolnionych, to też dobroczynność i gromadzenie dzieł sztuki. Akcja opowieści obejmuje ponad sto lat. Nie będę streszczała fabuły, chciałabym jednak zasygnalizować tylko (może jako zachętę dla osób, którym bliskie są klimaty ludzkiego losu na przestrzeni dziejów oparte na faktach, osadzone w historii, dziejące się w otoczeniu znanych nam nazwisk i w miejscach tak pięknych architektoniczne) historię dwóch pierwszych właścicieli kolekcji.
| We wnętrzu Muzeum Camondo (źródło). Nie dysponuję zdjęciem kamienicy Ephrussich w Paryżu (tutaj mógł bywać Charles przynajmniej sporadycznie) |
![]() |
| Śniadanie wioślarzy Renoir (Źródło) |
![]() |
| Pałac Ephrussich Wiedeń (Źródło) |
Mój wyścig z suknią nadał trwa.
A jaki ona upór ma!
A jakby ona chciała przeżyć!
piątek, 5 sierpnia 2022
Iść ciągle iść za marzeniem, czyli Lord Jim Conrada
Lord Jim, zanim został gdzieś w głuszy półwyspu Malajskiego nazwany Lordem był młodym podoficerem pływającym na statku z pielgrzymami. Od dzieciństwa marzył o bohaterskich czynach, które staną się jego udziałem, niestety w chwili próby zawiódł. Czy to z powodu nadmiaru bujnej wyobraźni, czy też na skutek całkiem ludzkiego strachu w chwili próby Jim nie zachował się tak, jak należy.
Kiedy statek wpłynął na przeszkodę i groziło mu zatonięcie Jim wyobrażając sobie panikę i chaos, jaką wywoła to w kilkuset pogrążonych we śnie pasażerach nie zrobił kompletnie nic. Stał wbity w miejsce i z obrzydzeniem obserwował swego kapitana i jego pomocników, którzy szykowali się do ucieczki. Jim potępiał ich tchórzostwo. On zamierzał utonąć razem z pozostałymi. Dróg ratunku nie dostrzegał, skoro łajba nie miała wystarczającej ilości szalup.
Jednak w ostatniej chwili wyskoczył do opuszczonej na wodę szalupy. Może czyni to ze strachu, do którego nie potrafi się przyznać nawet przed sobą. Od tej pory wyrzuty sumienia stale go prześladują. I nie będzie miało żadnego znaczenia, że pasażerów statku uratowano.
Jim jest niezwykle ludzkim bohaterem, popełnia straszny, okrutny błąd, ulega strachowi bądź to przed własną wyobraźnią (jak sam chce wierzyć), bądź takiemu rzeczywistemu, paraliżującemu strachowi, którzy nakazuje walczyć o życie w chwili bezpośredniego zagrożenia.
Jim jest człowiekiem skomplikowanym, pełnym sprzeczności, niezrozumiałym, zwłaszcza, kiedy jako jedyny wśród członków załogi, którzy uciekli z tonącego statku stawi się przed sądem, aby ponieść za swój czyn odpowiedzialność. Choć uważa, że nie popełnił błędu, to poczucie honoru nakazuje mu stawienie czoła sytuacji. Nie mógłby uciec ponownie. To poczucie utraconego honoru, które będzie mu nakazywało ciągłe poszukiwanie okazji do naprawienia błędu stanie się niezrozumiałe nawet dla tych kilku osób, których zainteresuje los Jima, i które będą mu życzliwe.
Wydaje się, że jedynie Stein, bogaty i szanowany kupiec rozumie go tak naprawdę, nazywając romantykiem, wiernym zasadom. To on powie, iż najważniejszym jest Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem - i tak wiecznie, aż do końca.
Jim od najmłodszych lat pragnął zostać bohaterem, uratować kogoś z opresji, los dał mu na to szansę, wystarczyło jedynie zostać na statku wraz z jego pasażerami i zostałby okrzyknięty bohaterem, a on tej szansy nie wykorzystał. I już całe życie będzie nosił piętno tego, który postąpił niehonorowo, nie tyle w opinii innych, co własnej. Jim nabiera wiatru w żagle po spotkaniu Marlowa (narrator), który wskazuje mu szansę sprawdzenia się. On tej szansy nie zmarnuje. I choć Jim tym razem nie popełni błędu, to los postawi go przed kolejnymi dylematami.
Lord Jim
jest wymagającą lekturą, pisaną z pozycji kilkorga narratorów, bez zachowania
chronologii czasowej co nie ułatwia odbioru, a jednak trud włożony w lekturę
wynagradza czytelnikowi interesującymi dylematami moralnymi.
Tak, potwierdzam przeczytaną u Marlowa (Galeria Kongo) konkluzję, iż tej książki się nie zapomina.
Stawia wiele pytań, nie udzielając na nie odpowiedzi. Możemy sami poszukać argumentów na usprawiedliwienie, lub potępienie Jima, a możemy też dojść do wniosku, że bywają sytuacje, w których nie ma dobrych rozwiązań. A może pytania są ważniejsze od odpowiedzi.
Jako niepoprawna romantyczka uważam, że trzeba iść za marzeniem, iść ciągle iść, aż do końca. Nawet, jeśli do dla innych niezrozumiałe.
Książkę przeczytałam w ramach stosikowego wyzwania u Anny.
czwartek, 17 lutego 2022
Anioł Panny Garnet Salley Vickers
Purytańskie wychowanie przez despotycznego ojca oraz wrodzona nieśmiałość spowodowały, iż Julia zamknęła się przed życiem na samym jego początku. Życie było dla niej jedynie spełnianiem obowiązków, pełno w nim było nakazów, zakazów i rygorów, które sama sobie narzuciła. Wyglądało tak, jakby przyświecała jej dewiza, im mniej od życia oczekujesz (im mniejsze są twoje pragnienia), tym mniejsze będzie rozczarowanie i gorycz z powodu niespełnienia. W obawie przed wyszydzeniem, czy zranieniem Julia była zawsze ostrożna w nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich.
Ale kiedy tylko przylatuje do Wenecji jej życie toczy się innym torem, zupełnie, jakby to miasto wyzwoliło Julię z kokonu, w jakim tkwiła mieszkając całe życie w Londynie. Od pierwszego dnia pobytu nawiązuje znajomości, niektóre z nich przekształcą się z czasem w przyjaźnie. Pomyślała o tych wszystkich latach, w czasie których nikogo na nic nie zaprosiła (za wyjątkiem Hariet…). Obawiając się odmowy, pokazywała światu twarz niezależności, a były o pozory. Gdyby była zdolna do sformułowania takich stwierdzeń i przyznania się sama przed sobą w tamtym monotonnych latach, prawdopodobnie zawyrokowałaby wtedy, że była zbyt mało atrakcyjna, by ktokolwiek chciał się z nią zaprzyjaźnić. (str. 60)
Całe życie upłynęło jej na unikaniu ludzi, gdyż obawiała się, jak to teraz zrozumiała, że jej nie polubią,
| Anioł z Tobiaszem nad portalem Kościoła Saint Rafaello |
lub nie zaakceptują. (str. 69)
I nawet, jeśli niektóre zranią to Julia dopiero teraz poznaje smak życia, z jego blaskami i cieniami. Czerpie radość zarówno ze zwykłych codziennych przyjemności, jak i pogłębiania wiedzy. Od pierwszego spotkania z kamiennym aniołem w Chiesa Saint Rafaello (do którego od dzieciństwa czuła sentyment mimo swych komunistycznych przekonań) zostaje owładnięta pragnieniem poznania jego biblijnej historii.
Narracja przebiega dwutorowo; jeden nurt opowieści to historia pobytu Julii w Wenecji, drugi to apokryficzna wersja biblijnej Księgi Tobiasza. Oba nurty są jednakowo interesujące, oba się przeplatają i zazębiają między sobą. Historia miesza się z teraźniejszością, postaci realne mają swoje odniesienia w mitycznej opowieści, a cała powieść pełna jest symboliki i alegorii. Apokryficzny mit o losach Tobiasza i wspomagającego go anioła Rafała staje się kluczem do rozwiązania współczesnych problemów.
A wszystko to na tle Wenecji, do której Julia przybyła poza sezonem, dzięki czemu poznaje jej inne oblicze; zamglone, deszczowe, pełne wilgoci i przede wszystkim pozbawione tłumu turystów, bardziej codzienne.
Cztery lata temu będąc w Wenecji udało mi się odwiedzić kościół odgrywający tak dużą rolę w powieści, przechadzałam się uliczkami, którymi wędrowała Julia z swym cicerone.
Historia Tobiasza prowadzonego przez anioła Rafała zainspirowała wielu malarzy. Jednym z najbardziej znanych jest obraz "Tobiasz i anioł" namalowany przez Andreę Verocchio przy współuczestnictwie Leonarda da Vinci.
Lubię książki, które żyją we mnie swoim własnym życiem, tak jak Annioł panny Garnet, który zaowocował kolekcją obrazów ilustrujących historię Tobiasza i Anioła Rafaela. Poniżej te, które udało mi się obejrzeć dotychczas:
| Verrocchio w National Gallery w Londynie |
| Tycjan w Galleria dell` Accademia w Wenecji |
| Nie pamiętam nazwiska malarza w Galleria dell` Accademia we Florencji |
Nie pamiętam, czy w Galeriach londyńskiej i weneckiej można było robić zdjęcia, chyba nie, skoro nie mam ani jednego.
Z ogromną chęcią obejrzałabym rzeźbę autorstwa Wita Stwosza, która znajduje się w zbiorach Muzeum w Norymberdze
poniedziałek, 21 maja 2018
Mag John Fowles oraz Wakacje nad Adriatykiem Zofia Posmysz, czyli hurtowo o książkach
Nicholas Urfe, młody, cyniczny człowiek, poszukiwacz przygód przyjmuje posadę nauczyciela języka angielskiego na greckiej wyspie. Pozostawia w kraju dziewczynę, bo nie chce się wiązać, szuka odmiany i ucieczki od odpowiedzialności. Na wyspie poznaje lokalnego milionera Maurice`a Conchisa, który wciąga go w dziwaczną grę, w której fantazja miesza się z rzeczywistością.
Zwroty akcji, ciągłe odkrywanie, iż to, co przed chwilą było rzeczywistością jest jedynie misternie uknutą intrygą najpierw budziły ciekawość i podziw, jednak z czasem zaczynały irytować. Głownie z tego powodu, że sama dałam się zmanipulować.
Nicholas został poddany eksperymentowi psychologicznemu, którego celu nie potrafię zrozumieć, bowiem wykreowanie całego niezwykłego, tajemniczego, pięknego, ale i okrutnego świata dla wejścia w psychikę jednego człowieka jest dla mnie mało przekonujące. Czy Maurice chce przeprowadzić naukowe doświadczenie, czy też chce dać nauczkę młodemu człowiekowi, chce mu coś udowodnić, czy po prostu znudzony luksusową egzystencją uczynił sobie ekscytującą zabawę kosztem jej uczestników, którzy (poza Nicholasem) nie bardzo wiemy, czy są jej uczestnikami, czy także ofiarami. A może my (czytelnicy) jesteśmy po prostu kolejnym elementem gry, jaką prowadzi autor. Gry, która ma nam uświadomić, iż "Każdy człowiek wart jest trochę więcej, niż sądzą o nim inni, a zarazem - trochę mniej, niż myśli o sobie sam."
Książkę polecam, jednak ostrzegam; jeśli lektura was wciągnie - siedemset stron to dość czasochłonne zajęcie.
Wakacje nad Adriatykiem Zofia Posmysz
Wbrew sugerującemu relaks tytułowi rzecz dotyczy historii dwóch kobiet, których losy splotły się w dramatycznych okolicznościach obozowych. Narratorka, zwana dalej Sekretarką z chwilą trafienia za druty robi wszystko, aby przetrwać, a najlepszym na to sposobem jest wejście w łaski uprzywilejowanych więźniarek. Poznawszy ich sekret otrzymuje większe porcje jedzenia i lżejsze zajęcia, a tym samym nadzieję na przeżycie kolejnego kwadransa, godziny, dnia. Bo takim jednostkami miary liczone jest życie w obozowej rzeczywistości. Sekretarka uważa, iż należy walczyć pazurami o każdy oddech i każdą chwilę. Nie zastanawia się nad ceną. I wtedy spotyka Ptaszkę, dziewczynę z pozoru słabą, niezdolną do walki o życie i do życia. Dziewczynę, której zachowanie wydaje się irracjonalne, zupełnie, jakby sama prosiła się o skierowanie do komory gazowej. Między Sekretarką a Ptaszką zawiązuje się więź, która sprawia, że Sekretarka postanawia uratować Ptaszkę, a Ptaszka upatruje w Sekretarce osobę, której będzie mogła powierzyć swój sekret, swoją niepełnioną winę.
Traumatyczne obozowe przeżycia sprawiają, że nawet kilka lat po wojnie na sam dźwięk języka wroga odżywają lęki i pojawia się dręczące poczucie winy, iż narratorka nie zachowała się etycznie w czasie próby. Opowieść oparta na kontrastach. Z jednej strony leniwe, upalne plażowanie nad morzem, sielski klimat wakacji, z drugiej wykańczające fizycznie bytowanie wśród głodu, brudu, smrodu, zimna, strachu i permanentnego poczucia zagrożenia życia. Z jednej strony kompromis (zamykanie oczu na tragedię współwięźniarek za cenę możliwości przeżycia jeszcze kilku chwil), z drugiej dobrowolne udanie się do obozu za to, iż było się zbyt łatwowiernym i za bardzo wierzyło w człowieczeństwo. Lektura trudna z uwagi na temat, a także z uwagi na styl pisarki (długie zdania, dialogi wplecione w tok rozważań bohaterki). Te trudności zostają nagrodzone/ zrekompensowane opowiedzianą przez narratorkę historią i refleksjami, jakie niesie. Jak chociażby ta wynikająca z rozmowy Sekretarki z przypadkowo spotkanym po wojnie Niemcem.
Z upływem lat granica między nami i wami staje się coraz mniej wyraźna, jesteście w nas na równi z waszymi ofiarami, jesteście częścią nas, a my jesteśmy w jakimś stopniu waszym dziełem, ależ tak, w jakiś sposób stworzyliście nas, bez waszego w naszym życiu udziału nie bylibyśmy tym, czy jesteśmy, bylibyśmy przeciętnymi, niewyróżniającymi się niczym, w zwykły sposób porządnymi ludźmi albo może szlachetnymi jednostkami, w każdym razie pozbawieni bylibyśmy samowiedzy… Str. 275 wydawnictwo Znak, rok wydania 2017
Obie książki przeczytane w ramach stosikowego losowania u Anny.
sobota, 17 maja 2014
Pojedynek mistrzów Leonardo da Vinci i Michał Anioł Jonathana Jonesa oraz trochę o niemoralności Buonarrotiego
Jeśli dwóch wybitnych ludzi żyje w tym samym czasie i do tego w tym samym miejscu oznacza to nieuchronną rywalizację. Dla postronnych to szansa oglądania wciąż nowych i wciąż bardziej genialnych wytworów intelektu, wyobraźni i talentu. Dla zainteresowanych powód do frustracji, ale też impuls do twórczych poszukiwań.
Kiedy Florencja po wygnaniu Medyceuszy, a następnie pozbyciu się (spaleniu) szalonego mnicha Savonaroli na powrót stała się republiką stojący na jej czele gonfalonier Soderini wspierany radami Nicolo Machiavellego stanął przed niełatwym zadaniem utrzymania porządku i wzmocnienia miasta. Czasy były niezwykle burzliwe. Florencja pozbyła się wspaniałego dworu i charyzmatycznego przywódcy, mieszkańcy utracili wiarę we własne siły po francuskim najeździe z 1494 r., a podległa jej Piza uparcie broniła świeżo odzyskanej niepodległości. Skarbiec był pusty, poczucie bezpieczeństwa i poczucie siły uległy gwałtownemu osłabieniu.
![]() |
| Bitwa pod Casciną |
W tym czasie Leonardo maluje Monę Lisę a Michał Anioł tworzy Dawida. Pomiędzy oboma artystami skrzy napięcie, Michał Anioł zarzuca starszemu koledze, iż nie potrafi dokończyć tego, czego się podjął, Leonardo drwi z uznanego za symbol Nowej Florencji Dawida mającego być wyrazem jej siły, męstwa, odwagi i patriotycznych uczuć. Leonardo rysuje karykaturę posągu i zarzuca twórcy nieprzyzwoitość; radzi przyodzianie Dawida w biodrową przepaskę. Straszna to zniewaga dla młodszego kolegi, zwłaszcza, iż Leonardo nie kryje się ze swoimi inklinacjami do młodych mężczyzn. I taki człowiek zarzuca jego dziełu (a może jemu samemu) niemoralność. No właśnie, zarzuca Michałowi Aniołowi, bowiem dostrzega w jego dziełach wyraz tajonych pragnień, odgaduje to, co mistrz stara się starannie ukrywać, jego pociąg do męskiego ciała.
W 1503 roku pada rzucone obu wyzwanie; udekorowanie Sali Wielkiej Rady Palazzo Vecchio freskami, które wzmogą ducha walki i patriotyzmu mieszkańców grodu. Wydaje się, że obu to nie na rękę, ale z drugiej strony ego artysty nie pozwala cofnąć się przed szansą pokonania i upokorzenia rywala, wykazania swojej nad nim przewagi.
Leonardo za temat dzieła obiera Bitwę pod Anghiari, Buonarotti Bitwę pod Casciną.
![]() |
| fragm. Bitwy pod Anghiari |
Epizod rywalizacji został przedstawiony na tle szesnastowiecznej historii Florencji oraz ościennych miast, przywołując na karty książki najwybitniejszych przedstawicieli włoskiego renesansu i włoskiej polityki.
Sposób opisu obu dzieł jest tak plastyczny, że nie widząc obrazu można go dojrzeć oczyma wyobraźni.
„Na ogromnym rysunku zawieszonym w ponurej Sali piekło już
![]() |
| bitwa pod Anghiari |
Przyznaję, iż oglądając wcześniej rysunki i szkice obu dzieł nie zwróciłam nań większej uwagi. Po lekturze książki wiem, że podczas najbliżej wizyty w Luwrze nie przejdą obojętnie przed Rubensowską kopią Leonarda.
![]() |
| fragm. Bitwy pod Anghiari |
„Michał Anioł otwarcie wyrażał uwielbienie dla męskiego ciała, ale do końca nie sprecyzował, co to w istocie oznacza”***
„Michał Anioł unikał łamania reguł obowiązujących w społeczeństwie i nie chciał obnosić się ze swoją odmiennością, taką, jaka cechowała Leonarda i sprowadziła na starszego artystę mnóstwo nieprzyjemności”****
A ja nadal chcę wierzyć, że rzeźby tego tytana były wyrazem
![]() |
| Dawid Michała Anioła |
Ponad siedem stron bibliografii robi wrażenie. Książka jest bardzo starannie wydana, na kredowym papierze, w sztywnych okładkach, okraszona fotografiami i reprodukcjami dzieł i co ważne dla pewnej grupy wiekowej czytelników ma sporą czcionkę, co sprawia, iż prawie trzystu stronicową pozycję można pochłonąć bardzo szybko. Jedyne co mnie przeszkadza w lekturze to umieszczenie przypisów na końcu książki, ale to właściwie drobiazg.
Ilekroć sięgam po kolejną książkę o Michale Aniele obawiam się rozczarowania, bo po pierwsze Udręce i ekstazie, (mimo, że nie jest to typowa książka biograficzna), nic moim zdaniem nie jest w stanie dorównać, a po drugie obawiam się zawsze, iż kolejna książka nie zadośćuczyni moim oczekiwaniom. Ta książka naprawdę godna jest polecenia.













