W natłoku wrażeń podróżniczo - wystawienniczych nadszedł czas na kilka zdań z lektury kryminałów, jakie wylosowałam w stosikowym losowaniu u Anny. (styczeń i luty). Z marcową książką (Doktor Faustus Tomasa Manna) nie idzie mi tak łatwo.
Tak jak do niedawna zaczytywałam się kryminałami Donny Leon tak teraz wpadłam jak śliwka w kompot z czytaniem kryminałów Agaty Christie. O fabule kryminału trudno pisać, aby nie zdradzić zbyt wiele. Tu rzecz dotyczy zbrodni popełnionej na starszej pani, osobie, która czerpała satysfakcję z dręczenia całej rodziny. Nic dziwnego, że któregoś dnia syn owej despotki powiedział do siostry, iż ją trzeba zabić. Świadkiem owej rozmowy jest Herkules Poirot, więc kiedy kobieta umiera (pozornie z przyczyn naturalnych) owa zasłyszana rozmowa jest jednym z argumentów przemawiających za tym, iż śmierć nie była naturalną. Czytając miałam nieodparte skojarzenie podobieństwa z morderstwem opisanym w Orient Expresie, ba nawet w samej opowieści przywołano owo morderstwo, jednak zbieżność okazuje się pozorna i przypadkowa. Herkules Poirot jak to on ma w zwyczaju uruchamia swoje szare komórki i w ciągu doby dochodzi do ustalenia przyczyn zgonu tylko i wyłącznie rozmawiając ze świadkami. Bo jak twierdzi, świadek nawet kłamiąc i zacierając ślady mimowolnie mówi prawdę, trzeba tylko wszystko dokładnie porównać i przeanalizować. Dziś mamy monitoring, logowanie telefonów, media społecznościowe, a wiele zbrodni pozostaje nierozwiązanych. Herkules Poirot jak to ma w zwyczaju aby przedstawić wersję zdarzeń zbiera wszystkich zainteresowanych i odstawia przedstawienie, analizując po kolei każdą osobę pod kątem możliwości popełnienia przestępstwa. Zadufany w sobie narcystyczny, mały Belg i tym razem dochodzi do prawdy, bo nic nie jest mu w stanie umknąć. Uważałam i nadal uważam Agatę Christie za królową kryminałów.
Jeszcze do niedawno nazwisko Lackberg było ością niezgody pomiędzy mną, a moją przyjaciółką Magdą, która zachwycała się jej twórczością wychwalając je książki pod niebiosa a mną, która twierdziłam, że przeczytawszy jedną z książek pisarki (Księżniczka z lodu) jestem mocno rozczarowana i nie zamierzam więcej sięgać po książki autorki. Słowa dotrzymałam przez ponad dwanaście lat. Wybierając się do Rzymu nagrałam parę audiobooków dla mojej włoskiej gospodyni Edyty, a wiedząc, że lubi kryminały nagrałam też Camilę Lackberg. Audiobooki dołączyłam do listy książek do przeczytania i kiedy wylosowano mi Fabrykantkę aniołków pomyślałam, że znowu będę się zżymać podczas słuchania. Włączyłam audiobooka podczas prasowania, myśląc, że nic nie stracę, jeśli sobie będzie leciało w tle. Ponad dwanaście godzin słuchania tak mnie wciągnęło, że wysłuchałam lekturę w przeciągu dwóch dni i połowy nocy. Pisałam kiedyś, iż od kryminałów dużo nie oczekuję, ma być intrygująco, ma zaciekawić, niezbyt krwawo, nie lubię emanowania brutalnością, naiwnością, sentymentalnością i seksualnością. To co w niedużej ilości nadaje kolorytu, czy pikanterii w nadmiarze jest nudne. Tutaj zagrały wszystkie czynniki, a w dodatku poza zwykłą zbrodnią jest jeszcze wątek polityczny (jak się wydaje antycypowany przez autorkę, bowiem, wg jej słów dopiero pisząc posłowie to, co miało być fikcyjnym założeniem w książce - stało się faktem i to właśnie we Szwecji, w której dzieje się akcja kryminału). Fabuła nie toczy się linearnie, po kolei poznajemy fragmenty układanki, które niczym puzzle z początku wydają się całkiem nieprzystające do siebie, mieszają się osoby, zdarzenia, czas akcji, przeskakujemy z lat dwudziestych zeszłego stulecia do siedemdziesiątych, wracamy w lata czterdzieste, aby za chwilę znowu znaleźć się w końcówce XX wieku. A wszystko zaczyna się od przypadkowego pożaru w domu remontowanym przez młode małżeństwo. Z domem wiąże się niewyjaśnione sprzed ponad dwudziestu lat tajemnicze zniknięcie zamieszkującej posiadłość pięcioosobowej rodziny. Została tylko mała roczna dziewczynka. To właśnie ona po latach po stracie dziecka wraca z mężem, aby wyremontować dom i to ona omal nie ginie w pożarze. Zaskakujące zwroty akcji, zero zbędnych dłużyzn, ciekawi bohaterowie. Może jedynie zdeterminowanie postaw kobiet w rodzinie bohaterki przez ich przeszłość budziło trochę moją wątpliwość, ale pewnie z psychologicznego punktu widzenia jest to uzasadnione. Wydaje się, iż każda z kobiet z kolejnego pokolenia popełnia błędy, których nie potrafiła wybaczyć własnej matce, no może poza niezrównoważoną wielbicielką Hermana Goeringa, bo i wątek niemieckich faszystów się tu pojawia, choć marginalny, nie mniej mogący mieć wpływ na prawicowe sympatie Szwedzkich „patriotów” . Wysłuchawszy tej książki jestem w stanie zgodzić się z Magdą, że pani Lackberg potrafi napisać niezłą książkę. Nie wiem, czy zatem skrytykowana przeze mnie Księżniczka z lodu to był jednostkowy przypadek, czy może trafiłam na niewłaściwy dla lektury czas. Z ciekawości dołączyłam do moich lektur i zamierzam to sprawdzić.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).