Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 9 kwietnia 2026

Jednodniowa wycieczka do Vicenzy

 

Na widowni Teatru Olimpijskiego


O ile do Padwy jechałam z uwagi Giotto i uniwersytet, o tyle impulsem do odwiedzenia  Vicenzy był Palladio. Palladio był renesansowym architektem, jednym z największych w historii architektury. Po raz pierwszy usłyszałam o nim dopiero parę lat temu słuchając audycji Olafa Kwapisa w Radio Nowy Świat.  Kiedy przeczytałam, że w Vincenzy znajduje się parę zaprojektowanych przez niego obiektów nie mogłam odmówić sobie wycieczki, zwłaszcza, że podróż  trwała około pół godziny.

Na wycieczkę wybrałam  się w niedzielę, dzięki czemu uniknęłam niedzielnych tłumów w Padwie. Jak tylko wysiadłam z pociągu i szłam przez niemal puste Pola Marsowe do Porta Castello - bramy prowadzącej na główną ulicę Corso Andrea Palladio już mi się podobało, taka cisza i spokój. Przyznaję było dość wcześnie, ale i później (mimo większej ilości spacerujących) nie było tłoku. A kiedy już weszłam na główne Corso poczułam odświętność miejsca i urok renesansowej zabudowy. To wszystko co w Padwie zagłuszył, czy zeszpecił zgiełk jarmarcznych bud z chińszczyzną tu miało szansę pokazać się w całym majestacie, bez zakłóceń. Dobremu nastrojowi sprzyjała i mała ilość ludzi i ładna, ciepła, słoneczna pogoda i czystość miasta połączona z elegancją. Vicenza należy do jednego z najbogatszych miast włoskich.
Porta Castello- brama prowadząca na Corso Andrea Palladio
Idąc Corso mijam zadbane portyki kamienic, jakże inne sprawiające wrażenie od tych padewskich.
przez Corso Andrea Palladio


Kiedy weszłam na Piazza dei Signori mogłam cieszyć oczy przepiękną zabudową. Basilica Palladiana, która stanowi jej najważniejszą ozdobę sprawia na mnie dużo korzystniejsze wrażenie, niż Palazzo Ragione w Padwie. Jest w nim więcej elegancji, prostoty, dostojeństwa. A może sprawiło to kolebkowe zadaszenie (skłonność do podziwu wszelkich kulistości, krągłości, owalu😊) Bazylika wbrew nazwie nie jest świątynią, a miejscem spotkań rady miejskiej. Nazwa nawiązuje do czasów rzymskich, kiedy to bazylika była halą targowo-sądową i stała na forum. Jej renowację – odnowienie fasady , obudowę krużgankami i pokrycie dachem było pierwszym poważnym zadaniem zleconym Palladio (połowa XVI w.). 

Basillica Palladiana 

Jako renesansowy twórca studiował zabytki starożytnego Rzymu (Witruwiusza) a także dzieła Giulio Romano czy Donato Bramante. Plac okolony jest wieloma wieloma ładnymi budynkami. Mnie najbardziej spodobały się Palazzo del Capitaniato (dziś siedziba rady miejskiej) i Loggia del Capitaniato, czyli Pałac i Loża Kapitana także zaprojektowane przez Palladio oraz kolumna z weneckim skrzydlatym lwem. Zadziwiające jest jak większość miast zacięcie walczyła o niepodleganie Republice Weneckiej, a z drugiej strony, jak często spotyka się nawiązania do Wenecji w architekturze miast. Obok kolumny z weneckim lwem stoi kolumna z Odkupicielem.
Piazza dei Signori

Loggia del Capitanaio
W Vicenzy co krok można spotkać któreś z dzieł Palladia, stąd nie dziwi ani nazwa głównej ulicy, ani pomnik ustawiony przy jednej ze ścian Bazyliki jego imienia. Kolejnym dzieła architekta był Palazzo Chiericati zbudowany na zlecenie rodziny Chiericati, której dwój przedstawicieli było patronami Palladia. Pałac został ukończony dopiero 130 lat po rozpoczęciu prac przez Andreę stąd jego ostateczny wygląd różni się zapewne od projektu. Dziś w Pałacu mieści się Muzeum Miejskie. Jak w każdym muzeum znalazłam coś dla siebie; od płaskorzeźbionego popiersia Cesarza Oktawiana dłuta Antonio Canovy, poprzez rzeźbę madonny z dzieciątkiem Sansovina do rysunku węglem popiersia księżniczki Trubeckiej autorstwa Johna Sargenta (którym interesuję się od czasu przeczytania książki Bez ramiączka).
Oktawian Canovy
Madonna z dzieciątkiem Sansovino

Popiersie księżniczki Trubeckiej Sargenta (niestety światło dzienne i światła lamp odbijają się w szkle, podobnie, jak obrazie z przeciwległej ściany)
Jednak tym co mnie absolutnie urzekło z dzieł Palladia był Teatr Olimpijski. Było to ostatnie z dzieł Palladia i nie dożył jego ostatecznej realizacji. Jest to najstarszy nowożytny teatr, pierwszy w Europie zadaszony z wymalowany na suficie niebem. Tym, co mnie zachwyciło był efekt iluzji na scenie. Nie mam pojęcia ile w tym pomysłu Andrei, ile jednego z następców. Siedząc na widowni ma się wrażenie że będące na scenie uliczki ciągną się w nieskończoność. Robiłam zdjęcie za zdjęciem, ale obawiam się, że nie oddają one tej perspektywy, jaka jest udziałem widza. Chciałoby się zejść z widowni i zapuścić w owe uliczki sceniczne. Siedziałam jak zahipnotyzowana i gapiłam się w głąb sceny. I zastanawiałam się, jaką rolę gra iluzja, a jaka jest rzeczywistość. Ten teatr był inspiracją dla później powstałych w teatrów w całej Europie.
Scena Teatru Olimpijskiego



Po odwiedzeniu muzeum i teatru był czas na kawę i lody.

Kawowa przerwa, jakże mnie zdumiało, kiedy kelnerka podeszła i zabrała mi kawę, aby ją wymienić na nową, widać pianka się za bardzo rozpieniła :)

Po kawowej przerwie wybrałam kolejne dwie z czterech atrakcji wchodzące w skład srebrnej karty turystycznej. Zdecydowałam się na Kościół Św. Korony pełniący obecnie funkcję muzealną oraz Galerie Włoch, czyli kolejną galerię sztuki, w której poza ikonami i sztuką XVIII wieczną odbywała się wystawa fotografii pani Cristiny Mittermaier.

Chrzest Chrystusa Giovani Bellini kościół Santa Corona


Kościół wybrałam z uwagi na obraz ołtarzowy Chrzest Chrystusa wykonany przez Giovaniego Belliniego. Bellini Giovani należy do jednego z niewielu weneckich malarzy, których prace mnie ciekawią, a po obejrzeniu Madonny z Frai (Anuncjaty), o które pisarze tworzą wiersze tym chętniej oglądam jego dzieła. Sam obraz nie zachwyca tak bardzo, jak jego bogata oprawa; łuki, kolumny, kapitele, tympanon, pilastry – można sobie przypomnieć architektoniczne słownictwo. Ciekawy jest też ołtarz główny inkrustowany szlachetnymi kamieniami z marmurowymi kolumienkami.
Ołtarz w całej okazałości kościół Santa Corona 


Ołtarz główny Kościół Santa Corona

Predella Głównego Ołtarza kościoła Santa Corona

Na koniec zostawiłam sobie galerię sztuki nie do końca wiedząc czego się po niej spodziewać. Nie szukałam wcześniej informacji na temat znajdujących się tam zbiorów, bowiem zakup karty turysty był spontaniczną decyzję. Paradoksalnie to co wydawało mi się najmniej interesujące czyli wystawa fotografii nieznanej mi pani fotograf okazało się najciekawszą dla mnie częścią zbiorów. Może po trosze na zasadzie kontrastu dla sztuki dawnej, której się sporo naoglądałam wcześniej, (a przyznam, że okres malarstwa XVIII wieku, czy nawet późnego XVII niespecjalnie leży w kręgu moich zainteresowań) te piękne współczesne fotografie doskonałej jakości, wręcz przejrzystości były niczym powiew świeżego powietrza. Z jednej strony były to portrety etiopskich kobiet fantastycznie udekorowanych płodami ziemi, co tworzyło ciekawą kompozycję, a z drugiej natura dzika, nieskażona cywilizacją, przepiękna.
Poniżej parę fotografii z wystawy pani Mittermeier




Wpis tworzyłam troszkę w pośpiechu więc pewnie niedopracowany. Chciałam w miarę na świeżo zanim wyruszę w kolejną podróż pojutrze zapisać wrażenia. A jeszcze czeka Werona. 

 I tradycyjnie parę zdjęć z Vicenzy

Kościół Santa Corona 

Kamieniczka, a może pałacyk przy Corso Andrea Palladio

Palazzo Chieriati

Pomnik Andrea Palladio

Katedra w Vicenzy



Podcienia pod Basilica Palladiana
Vicenza nie jest obleganym turystycznie miasteczkiem, co jest jej ogromną zaletą, a ma wiele do zaoferowania; ciekawa architektura, bogate zbiory muzealne, niesamowity, jedyny w swoim rodzaju Teatr Olimpijski, elegancję i spokój.

1 komentarz:

  1. O, to coś dla mnie, spodobała mi się Vicenza :). Mało turystów, większy porządek, klimat taki bardziej... europejski. Malowidło w teatrze rzeczywiście fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).