Znając zdanie znajomych na temat mojego opętania Upiorem w Operze obawiałam się zamieścić tytuł książki w tytule wpisu, aby nie usłyszeć.. znowu, ileż można o tym upiorze, to jakaś obsesja. Dla niewtajemniczonych wpisy dotyczące musicalu ilustrują pewien rodzaj obłędu autorki tekstu. Przez dość długi czas poszukiwałam książki w bibliotekach i księgarniach. Kiedy wreszcie udało mi się nabyć książkę w księgarni internetowej, zabrałam się do lektury pełna nadziei na miłe spędzenie czasu i …. Mam mieszane uczucia; nie mogę powiedzieć, aby książka mnie znudziła, ale też nie mogę powiedzieć, aby mnie zachwyciła.
Musical, (który znam niemal na pamięć) stał się silną konkurencją, której wg mnie książka nie była w stanie dorównać. Choć z reguły bywa odwrotnie, to przecież ekranizacje i adaptacje rzadko dorównują literackiemu pierwowzorowi.
Być może to właśnie znajomość treści musicalu była przeszkodą w czytaniu. Początkowo lektura nastręczała pewne kłopoty; nie mogłam wyzwolić się z wizji filmowej ekranizacji.
Na plus książce muszę oddać, iż po paru rozdziałach książka zaczęła żyć własnym życiem, a ja budowałam nowe wyobrażenia postaci oparte na lekturze.
To, co mi się w książce spodobało najbardziej to klimat. Opera, jej mroczne zakamarki, podziemne jezioro opisane zostały w tak, że bez trudno przeniosłam się do paryskiej Opery Garnier i jej wnętrz.
Lektura tak naprawdę wciągnęła mnie dopiero od momentu, kiedy wicehrabia wraz z Persem znaleźli się w Sali tortur, czyli niemal pod koniec książki. Wcześniej opisana historia jest dla mnie mało wiarygodna. W musicalu zostałam przekonana o istnieniu upiora - Eryka, w książce nie.
Przeczytałam gdzieś opinię o tym, iż Upiór w Operze to połączenie romansu, kryminału i horroru mrożącego krew w żyłach. Romans (jak dla mnie) jest nieprzekonywujący, naiwny, nieciekawy i ckliwy. Dialogi pomiędzy Christine a wicehrabią są sztuczne, postacie infantylne i papierowe. Wicehrabia zachowuje się niczym rozhisteryzowana panienka; jęczy i wzdycha i wpada w rozpacz. Podobnie Christine jest drętwą, choć niepozbawioną egoizmu osóbką.
Kryminał – nie nazwałabym powieści kryminałem. Mamy co prawda kilka zbrodni, ale stanowią one jedynie poboczny wątek historii upiora.
Horror - może nie znam się na horrorach, ale żaden z opisów nie zmroził mi krwi w żyłach. Wprowadzenie na karty powieści Upiora jest dla mnie mało wiarygodne. Choć historia intryguje, bo wiedząc, że upiór nie jest upiorem, zastanawiałam się, jakie wyjaśnienie przyniesie rozwiązanie zagadki. To właśnie postać upiora jest jedyną (poza Persem) „żywą” postacią w całej powieści. Eryk nie jest marionetką. Jest człowiekiem, który popełnia zbrodnie, ale żyje, ma namiętności, pragnienia, działa. Myślę, że gdyby autor poświęcił więcej uwagi postaci Eryka oraz motywom jego działania powieść zyskałaby na wartości. Można by zgłębić problem odrzucenia przez społeczeństwo tego, co inne (w tym przypadku przerażająco brzydkie). Inne, a więc niezrozumiałe.
Trudno jest mi przyznać odpowiednią ilość punktów tej książce. Jak mogłabym przyznać jej małą ilość punktów, skoro tak kocham Upiora. Gdyby nie Gaston Leroux Andrew Webber nie stworzyłby musicalu, a Joel Schumacher filmu. No ale jak mogłabym przyznać jej większą ilość punktów, skoro nie zachwyciła mnie.
Dlatego tym razem bez punktów. Napiszę tak - polecam lekturę zwłaszcza wielbicielkom musicali dla porównania i wyrobienia sobie własnej opinii.
Zdjęcia: 1. Okładka książki, 2. Scena Opery Garnier wraz z lożą nr 5, 3. Foyer Opery Garnier
