Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 kwietnia 2021

Utracona cześć Katarzyny Blum Heinrich Böll

 

Słowa, które ranią, słowa, które niszczą, słowa, które zabijają - o tym jest ta krótka opowieść. O przemocy słownej, która doprowadziła do tragedii.  Temat dziś może nawet bardziej aktualny niż w roku wydania książki (1974).

Historia Katarzyny Blum może być historią każdego z nas, bo oto nagle w życie zwykłej gospodyni domowej, osoby uczciwej, pracowitej i może nawet nieco pruderyjnej wkracza "dziennikarz" brukowej gazety.  Dziennikarz  będący świadkiem zatrzymania przez policję kobiety podejrzewanej o pomoc przestępcy, dostaje cynk i zaczyna węszyć. Im bardziej nieprawdopodobna historia, tym większy nakład gazety, im większy nakład, tym większa sprzedaż, im większa sprzedaż tym większy zysk. A że informacje nie sprawdzone, a słowa przekręcone to nie ma znaczenia. Dziennikarz posuwa się do tego, że przypisuje ofierze własny naganny postępek. Choć tutaj ofiara występuje też w roli sprawcy i odwrotnie. Cykl artykułów, w których Katarzyna zostaje przedstawiona,  jako zimna, wyrachowana manipulantka, osoba podejrzanego prowadzenia się, a wreszcie osoba, której czyny doprowadziły do śmierci matki sprawia, że kobieta czuje się głęboko zraniona, urażona, doprowadzona do ostateczności,  bo … utraciła -to co było dla niej najważniejsze - cześć (dobre imię). 

Opowieść zaczyna się wizytą kobiety na posterunku policji. Składa ona zeznania, z których wynika, iż parę godzin wcześniej zamordowała w swoim mieszkaniu dziennikarza. Co gorsza, Katarzyna wydaje się nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia z powodu zbrodniczego czynu. Książka przybiera postać sprawozdania ze skrupulatnie przeprowadzonego przez narratora dochodzenia. Są to lakoniczne, acz treściwe relacje pozyskane z różnych punktów widzenia. Pochodzą od  Katarzyny, jej pracodawców i znajomych, pochodzą też z kręgów policyjnych, wymiaru sprawiedliwości, a także pośrednio z artykułów zamieszczanych  w gazecie (tej GAZECIE, która stała się źródłem tragedii).   Relacje są opisem pozbawionym warstwy emocjonalnej; zbiorem faktów. Ich suchy język powoduje większe wzburzenie czytelnika. GAZETA, żywiąca się plotkami, niedomówieniami, przeinaczeniem, nieprawdą, niszczy nie tylko życie Katarzyny, niszczy też życie jej przyjaciół i pozbawia wiary w rzetelność dziennikarską. I wydaje się, że wszyscy są wobec takich działań bezsilni. Łącznie w wymiarem sprawiedliwości. Bo jak pokazuje życie są bezsilni. Jedynie pisarz może dać świadectwo. 

Książka przeczytana jako następstwo Zwierzeń klowna. A przeczytana dzięki niepożądanym objawom poszczepiennym w postaci między innymi ogromnej słabości, która uziemiła autorkę w łóżku. 

Czyżbym nauczyła się pisania krótkich wrażeń? A może to następstwo zmętnienia mózgu.  

niedziela, 11 kwietnia 2021

Zwierzenia klowna Heinrich Böll

Dwudziestoparoletni Heinrich wychowany w bogatej, mieszczańskiej prohitlerowskiej rodzinie buntujący się przeciwko hipokryzji i podwójnej moralności pokolenia rodziców zostaje klownem. Dzięki pieniądzom i koneksjom ojca miałby zapewnioną świetną przyszłość, wybiera niepewny los, aby żyć w zgodzie z przekonaniami. Nie przeszkadza mu tułacza egzystencja, dopóty ma przy boku ukochaną kobietę. Życie w podróży i na walizkach, od hotelu do hotelu. Niestety pewnego dnia Maria odchodzi, a Heinrich doznaje załamania. Zaczyna więcej pić, jego występy są coraz słabsze, aż w końcu druzgocząca krytyka sprawia, że musi ich zaprzestać. Bez perspektyw i bez jednej marki w kieszeni rozpoczyna spowiedź, w trakcie której rozlicza się z przeszłością. Obnaża zakłamanie rodziców i kręgu ich znajomych, którzy podczas wojny w różnym stopniu sprzyjali polityce nazistowskich Niemiec, aby zaraz po jej zakończeniu odciąć się od przeszłości angażując w życie różnych organizacji religijnych. Przy czym ich życie daleko odbiega od zasad, które głoszą.

Bardzo spodobał mi się początek opowieści, kiedy Heinrich opisuje, jak nagle to co było czymś naturalnym staje się monotonią powtarzających się zdarzeń.

Usiłowałem zwalczyć w sobie automatyzm, wytworzony w ciągu pięciu lat moich nieustannych podróży: schodami w dół, schodami w górę, stawiam walizkę, wyjmuję bilet z kieszeni płaszcza, podnoszę walizkę, oddaję bilet, podchodzę do kiosku, kupuję wieczorne gazety, wychodzę z Halu dworca, przywołuję taksówkę. Przez pięć lat prawie co dzień skądś wyjeżdżałem i dokądś przyjeżdżałem, rano schodami w górę i w dół, popołudniu schodami w dół i w górę, przywoływałem taksówkę, szukałem drobnych po kieszeniach, kupowałem w kiosku wieczorne gazety i w jakimś zakątku świadomości rozkoszowałem się dokładnie wystudiowaną niedbałością tego automatyzmu. Odkąd Maria opuściła mnie (…) procedura przyjazdów i wyjazdów stała się jeszcze bardziej mechaniczna, nie tracąc nic ze swojej niedbałości. (str. 7)

Zwierzenia klowna są ciekawe, zaskakujące, chwilami  szokują. Jak choćby w przypadku braku reakcji matki na śmierć córki, do której pośrednio się przyczyniła, czy w opisie zakradającej się do spiżarni matki, aby zjeść po kryjomu plaster szynki, kiedy dzieci w tej najbogatszej w okolicy rodzinie niedojadały. Poza opisem wspomnień są też ciągi myśli, refleksji i  pomysłów Heinricha, a te bywają przytłaczające i ciężkie. Przyznaję, że miałam momentami dość bohatera i jego egzystencjalnej wiwisekcji, jego pijackich pomysłów i nużących wywodów. Ludzie z otoczenia Heinricha  w sporej mierze są podłymi hipokrytami, egoistami, nierzadko  mają zbrodniczą przeszłość. Ale i bohaterowi można sporo zarzucić, jest coś z fałszu w jego uczuciu do Marii, jest okrucieństwo i egoizm wobec bliskich. Krytykuje otaczających go ludzi, ale wyciąga rękę po ich pieniądze, tęskni za Marią, którą jak twierdzi kochał, ale można odnieść wrażenie, że bardziej irytuje go to, że kobieta,  odnalazła  stabilizację u boku innego, niż to, że odeszła. Ale czy można się dziwić, że kalekie czasy rodzą kalekich ludzi.  

Niezła książka, choć jej lektura nie jest lekką.

Książka ma ciekawą dedykację – Klaudynce klown Grześ. Widocznie książka nie trafiła w gust obdarowanej, bo cztery lata później nabyłam ją na allegro.

Przeczytana w ramach losowania u Anny, a przy okazji zaliczona do wyzwań klasyka literatury oraz nobliści.

wtorek, 25 czerwca 2019

Na ziemi obiecanej Eric Maria Remarque

Bellona rok wyd. 2015
Na ziemi obiecanej jest ostatnią, niedokończoną powieścią Remarqe`a. Przeciwnicy autora będą podnosić, iż jako taka nie powinna zostać w ogóle wydana, sporo w niej nieścisłości, powtórzeń, styl też wymagałby dopracowania, brakuje też  zakończenia. Dla zwolenników powieść będzie stanowić ciekawe dopełnienie wcześniej powstałych. To taka kontynuacja losów bohaterów, nie koniecznie tych wcześniej poznanych, choć czytelników Łuku Tryumfalnego ucieszy możliwość powtórnego spotkania Ravica (nawet, jeśli jego postać przedstawiona została epizodycznie). Książka jest opowieścią o losach tych, którym udało się przeżyć gehennę wojny w Europie i uciec do Ameryki. Tam najpierw na wyspie Ellis Island w obozie przejściowym czekają na dostąpienie Raju.
Załamań nerwowych było tyle co zawsze. Co dziwne na Ellis Island dochodziło do nich znacznie częściej niż we francuskich obozach dla internowanych, gdy niemieckie wojska i gestapo były w odległości zaledwie kilku kilometrów. Wiązało się to prawdopodobnie z koniecznością adaptacji w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia we Francji. Było ono tak wielkie, że zapobiegało załamaniom nerwowym, natomiast tutaj, gdy ratunek zda się tak bliski- stawał znowu pod znakiem zapytania, wyczerpania jeszcze je raczej pogłębiało. (str.15).
Ludwik Sommer niemiecki uciekinier, który nazwisko wraz z profesją odziedziczył po zmarłym w obozie żydowskim przyjacielu po krótkim pobycie w obozie przejściowym trafia do Nowego Yorku. Na początek dostaje wizę na dwa miesiące i zakaz pracy. Pieniędzy ma tyle, aby wynająć na miesiąc pokój hotelowy. Wraz z nim próbują się tutaj zaczepić, zdobyć prawo pobytu, a w dalszej przyszłości obywatelstwo wygnańcy z Europy; uciekający przed Holokaustem Żydzi, rosyjscy uciekinierzy czasów rewolucji, niemieccy pacyfiści i wszelkie inne nacje. Aby nie zostać deportowanym do kolejnego obozu, albo co gorsza do ogarniętej wojną Europy są w stanie zrobić wszystko (jak Robert Hirsch, który mając za sobą moralne prawo nie cofnie się przed paskudnym szantażem). Gehenna wojennych przeżyć, wspomnienia ciągłego ukrywania się, zmiany tożsamości, więzień, tortur, obozów i pieców krematoriów nie pozwalają normalnie żyć.
Nie poznamy pełnej historii żadnego z bohaterów, są jedynie urywki, tak jakby życie pozbawione przeszłości nie miało szans także na przyszłość. Niemniej jednak bohaterowie Remarque`a są wyraziści; od obserwatora - narratora Ludwika Sommera po postacie drugiego planu; rosyjskiego emigranta Meukoffa, który uciekając przez Rewolucją zajął się prowadzeniem hotelu, zubożałą arystokratkę Contessę, żyjącą wspomnieniami młodości spędzonej na carskim dworze, Raoula bogatego homoseksualistę poszukującego miłości, Marię Fiolę modelkę żyjącą na kredyt w wypożyczonych ubraniach, biżuterii, mieszkaniu, samochodzie.
Wszyscy marzą o życiu tu i teraz, o stabilizacji, o poczuciu bezpieczeństwa, ale nie potrafią zadomowić się w nowej przestrzeni; wspomnienia są zbyt okrutne. Żyją powierzchownie, nie zapuszczają korzeni, nie wchodzą w związki, żyją od spotkania do spotkania, od jednej wódki w hotelowym bufecie do kolejnej,   od jednego interesu do następnego, który pozwoli na przeżycie następnego miesiąca.
Ludwig często w rozmowach z przyjacielem (Robertem Hirschem) mówi o pragnieniu zbudowania życia opartego na mieszczańskiej iluzji bycia szczęśliwym. Autor zadaje sobie pytanie, czy po doświadczeniach Holokaustu takie życie pod względem moralnym jest w ogóle możliwe.
Skoro życie na tej ziemi obiecanej nie przypomina w najmniejszym stopniu Raju, pozostają marzenia powrotu do swych ojczyzn. Ale, czy taki powrót jest w ogóle możliwy.
…powrót. Marzą o nim. Jako o swego rodzaju zadośćuczynieniu. Nawet jeśli się do tego nie przyznają. To ich podtrzymuje. Ale to złudzenie. W rzeczywistości sami w to nie wierzą. Mają jedynie nadzieję. A kiedy wrócą, nikt nie będzie chciał o nich słyszeć. Nawet, ci tzw. Dobrzy Niemcy. Jedni będą ich nadal jawnie nienawidzić, drudzy będą robić to skrycie, bo sami mają nieczyste sumienie. W swej dawnej ojczyźnie poczują się jeszcze bardziej wygnańcami niż tutaj, gdzie wierzą, że pewnego dnia będą mogli wrócić jako budzące szacunek ofiary. (str.211 Hirsch do Ludwika Sommera).
To, co dla niektórych jest wadą powieści; poszarpana narracja, powtórzenie, pewien chaos dla mnie jest niezamierzonym (zapewne), ale jednak atutem tej powieści. To wszystko sprawia, że losy pokolenia wygnańców stają się bardziej prawdziwe. I z jednej strony szkoda, że brak zakończenia, a z drugiej może to i lepiej, bowiem żadna z zachowanych w notatkach wersji nie jest dla mnie przekonywująca, a tym samym mogę stworzyć sobie własną.
Sporo miejsca w powieści zajmuje sztuka (malarstwo impresjonistów, brązy, porcelana, meble, dywany) dla jednych stanowią przedmiot kultu (Sommer, Black, Durant), dla innych źródło utrzymania (bracia Silver) a dla innych lokatę pieniędzy i atrybut statusu społecznego (Cooper). 
Trzeba coś kochać, w przeciwnym razie jest się martwym. Sztuka jest najbezpieczniejsza. Ona się nie zmienia, nie rozczarowuje,nie ucieknie. (str. 461 Reginald Black do Ludwika). 
I może to ona, jako jedyna pozostaje nadzieją dla tych pozbawionych przeszłości i przyszłości ludzi. W końcu, jak ma się coś, co można kochać życie nabiera sensu. 

niedziela, 10 stycznia 2016

Noc w Lizbonie Erich Maria Remarque

Rok wydania 1974 - tł. Aleksander Matuszyn 
Książek Remarqua przeczytałam kilka. Lubię jego prozę, za jej mroczny, niepokojący klimat, prosty, oszczędny język, choć muszę przyznać, że zdarzają mu się banalne wtręty, ale przymykam na nie oko. Remarque pisał o tym, co znał najlepiej. Był niemieckim uchodźcą który na skutek nagonki nazistowskich władz emigrował najpierw do Szwajcarii, potem za Ocean. 
Lizbona, oświetlony tysiącami świateł port to ostatni skrawek nadziei dla uciekinierów z Europy. Niestety już następnego dnia Lizbona ma się pogrążyć w ciemności; tego dnia odpłynie ostatni statek do Ameryki, ziemi obiecanej wszystkich wygnańców. 
Zdesperowany bohater, niemiecki uciekinier, przeciwnik totalitarnego systemu, chcąc uchronić życie (swoje i żony) poszukuje sposobu wyrwania się z ogarniętej wojną Europy i dostania się na statek, który przewiezie go za ocean. Niestety nie ma ani pieniędzy, ani dokumentów, a dostanie biletów graniczy z cudem. Kiedy przegrawszy ostatnie grosze w kasynie traci już wszelką nadzieję, spotyka mężczyznę, który proponuje przepustkę do życia (bilety na statek wraz z dokumentami); ma tylko jedną prośbę; potrzebuje towarzystwa na tę ostatnią noc, chce coś ocalić, coś niebagatelnego; pamięć o swojej żonie. Mężczyzna posługujący się cudzą tożsamością (Schwarz) w ciągu tej ostatniej nocy opowiada historię życia. Opowiada o tym, jak bezskutecznie poszukiwał azylu, opowiada o pobytach w więzieniach, obozach, ucieczkach, o tęsknocie do żony, niebezpiecznych powrotach i wreszcie o jej śmierci. Opowiada sugestywnie. Za wszelką cenę chce, aby jego opowieść wryła się mocno w pamięć jego współtowarzysza, bo wie, iż sam ją szybko zapomni. Miota się w domysłach, wątpliwościach, chce zostać zrozumiany i zrozumieć sam to co przeżył. Zastanawia się czy był kochany, czy tylko użyteczny, czy uszczęśliwił żonę, czy też ją zabił. 
… moja pamięć będzie usiłowała zniszczyć wspomnienie. Zostanie ono rozczłonkowane, rozdrobnione, zatarte i sfałszowane, a w końcu stanie się znośne i niebezpieczne. Już po kilku tygodniach nie potrafiłbym opowiedzieć panu, tego, co opowiedziałem panu dzisiejszej nocy. Dlatego właśnie zwróciłem się do pana, żeby pan mnie wysłuchał! Pan zachowa to niespaczone, ponieważ dla pana nie jest niebezpieczne. Musi się przecież gdzieś zachować…. 
Schwarz przeżywszy piekło będące udziałem wszystkich uchodźców z faszystowskich Niemiec staje się oschły i obojętny, tylko jedna rzecz trzyma go przy życiu; miłość do żony, której, jak się okazuje prawie wcale nie znał. Odkrywając kolejne jej tajemnice coraz bardziej oddala się od niej. Swoją opowieścią przytłacza słuchacza, który zgodnie z jego przekonaniem nie będzie się umiał wyzwolić z tej opowieści, zabierając obraz Ruth do Ameryki i wszędzie tam, gdzie się kiedykolwiek uda. 
Pogrążająca się w ciemnościach Lizbona 

Remarque podobnie, jak w innych powieściach nie szczędzi swoim bohaterom cierpień i traumy, ale też taki był los setek a może tysięcy podobnych Schwarcowi czy Ravikowi (z Łuku Triumfalnego). I opowiada te historie tak wzruszająco, iż stajemy się nie tylko ich obserwatorami, ale i współuczestnikami. To kolejna opowieść o samotności i wyobcowaniu, bo kto w ogarniętej wojną Europie wywołanej przez hitlerowskie Niemcy będzie współczuł uciekającym przed reżimem jego przeciwnikom. Autor potrafi fantastycznie oddać nastrój grozy, strachu, niepewności, beznadziei, nastrój, w jakim znajduje się osaczone przez polujących nań zwierzę, bo tak czuli się jego bohaterowie. 
Opowieść jest przejmująca i smutna, choć mimo wszystko niesie nadzieję. 
Momentami raził mnie język autora, ale podejrzewam, że to kwestia tłumaczenia, bowiem we wcześniej czytanych książkach Remarque nie miałam takich zastrzeżeń. Tutaj chwilami brzmiał chropawo i zmuszał do ponownego odczytania jakiegoś zdania czy dialogu. Nie mniej jednak to książka warta przeczytania. 
Niestety dzisiaj, w pogrążonej w ciemności Europie ta opowieść przejmuje chyba większą grozą niż jeszcze kilka lat temu.
Książkę przeczytałam w ramach stosikowego losowania u Anny.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Hurtowo, czyli Złodziejka książek, Papieżyca Joanna i (Nie) boszczyk mąż

Złodziejka książek - Zusak Marcus (Audiobook)
Gdyby oceniać książkę ilością łez wylanych podczas  lektury to należałoby ją zaliczyć do pierwszej dziesiątki najlepszych książek, jakie przeczytałam w przeciągu ostatnich dwóch lat. Było jednak w tej lekturze coś, co sprawiało nieprzyjemny zgrzyt, wyczuwałam jakiś fałsz. Bohaterka Liesel Meminger to mała dziewczynka, oddana na czas wojny rodzinie zastępczej z powodu nieprawomyślnych poglądów ojca. Liesel, która kolejno traci wszystko, co kocha (tatę, brata, mamę, przyjaciół) azyl znajduje w książkach. Brzmi ciekawie, nawet, jeśli tą pierwszą książką, na której nauczy się czytać jest Podręcznik grabarza. Narratorem jest śmierć, ale choć sieje spustoszenie, to jednak próbuje wzbudzić (jeśli nie litość)  zrozumienie, bo przecież ona jest tylko wykonawcą czyjejś woli. Autor w sposób wzruszający opisuje koszmar wojny, której ofiarami są niewinni. Jak napisałam wyżej spłakałam się niemiłosiernie czytając o ogromie krzywd i tragedii ludzkich. Tylko z czyjej winy one się dzieją? Otóż autor podobnie jak śmierć czyni jedynie wykonawcą czyjeś woli, tak Niemców czyni jedynie ofiarami systemu. Bo przecież oni nie chcieli, a co najwyżej godzili się lub musieli się pogodzić z rozwojem wydarzeń, bo przecież oni też byli ofiarami i oni cierpieli niedogodności wojny, głód, wypędzenia i oni ginęli na wojnie. Z niedowierzaniem czytałam o wzmiankę o Hitlerze, który zdaniem autora był jedynie siewcą słów.
Wpadł na pomysł, że będzie rządził światem za pomocą słów. „Nie będę strzelał z pistoletu –stwierdził - Nie będę musiał”. Trzeba mu przyznać, że nie działał pochopnie ani głupio. (...) Cały obszar swego kraju gęsto obsadził słowami .”
Moim zdaniem Złodziejka słów to lektura szkodliwa, bowiem czytelnik odnosić z niej może błędne przekonanie, iż Niemcy były takimi samymi ofiarami wojny, jak inne narody. Zwłaszcza młody czytelnik, dla którego historia II wojny światowej staje się powoli tak odległa, jak dla mojego pokolenia historia bitwy pod Cedynią. Lektura tym bardziej szkodliwa, iż autor nie jest pozbawiony literackiego talentu i potrafi grać na emocjach.

Papieżyca Joanna Donna W. Cross
Postać legendarna, czy autentyczna – to pytanie będzie zapewne jeszcze długo zaprzątało umysły ciekawskich. Zdając sobie sprawę, iż nigdy nie dowiemy się, czy Jan Anglicus (właściwie Joanna) pod imieniem Jana VIII rzeczywiście zasiadał/ła na tronie Piotrowym (pomiędzy papieżami Leonem IV i Benedyktem III) w latach 853-855 autorka napisała powieść, w której kontrowersyjna historia / legenda jest pretekstem do ukazania realiów epoki. Europa z IX wieku, to raczej mało znany okres w historii. Realia życia w małej, ubogiej wiosce, czy na rubieżach monarchii, całkowite podporządkowanie kobiet ich męskim „opiekunom”, brak prawa do wykształcenia dla płci pięknej, surowe warunki życia, wiara w zabobony, ciągłe najazdy, gwałty, zniszczenia stanowią ciekawe tło dla fikcyjnej acz prawdopodobnej historii. Dla uatrakcyjnienia opowieści bohaterka cudem unika całego splotu nieprawdopodobnych okoliczności. Najciekawsza część opowieści dotyczy dzieciństwa Joanny, w której poznajemy życie niekochanej, poniżanej przez ojca i brata dziewczynki o bystrym umyśle i głodzie wiedzy. Kiedy udaje się do zakonu i wiedzie życie pod męskim przebraniem historia staje się bardziej mglista. A już najmniej udany jest wątek romansowy, jednak, skoro przekazy (legendy) podają, iż Joanna zmarła w trakcie porodu jest to wątek niezbędny. Sama postać Joanny jest nie do końca dopracowana. I choć po powieści historyczne sięgam rzadko to lekturę uważam za miłe urozmaicenie upalnych sierpniowych dni, choćby ze względu na dokonane z pietyzmem odtworzenie historycznych realiów oraz mimo wszystko ciekawie poprowadzoną fabułę.

(Nie) boszczyk mąż Joanna Chmielewska
Nie umiem powiedzieć, dlaczego ta książka kiedyś szalenie mnie śmieszyła. Dzisiaj przeczytałam może bez otrząsania się, ale i bez zachwytów. Zabrakło mi tego właściwego pani Joannie poczucia humoru. Sam pomysł opiera się na próbie zamordowania męża przez osobę o umysłowości debilki do kwadratu, czyli nic nowego, bowiem większość potencjalnych sprawców u Chmielewskiej to osoby nie grzeszące inteligencją. Żona – niedoszła morderczyni poza brakiem inteligencji wyróżnia się talentem kulinarnym godnym master chefa oraz monstrualnymi rozmiarami. Kilka razy podczas lektury się uśmiechnęłam, jednak powodów do śmiechu pełną gębą nie odnalazłam. Ponowna lektura rozczarowała. Jako osoba od zawsze stosująca różne diety z zainteresowaniem czytałam o próbach odchudzenia głównej bohaterki. Tyle, że dziś lepsze rady można wyczytać w Internecie. Książka przeczytana w ramach wyzwania stosikowe losowanie u Anny.

niedziela, 25 stycznia 2015

Wilk stepowy Hermann Hesse

Książkę kupiłam dawno temu, na fali zauroczenia twórczością Whartona. Tak, miałam i taki etap w życiu, dziś zauroczenie minęło, choć pozostał sentyment. Nadal też uważam jego książkę Tato za kawał dobrej literatury, choć mogę nie być obiektywna; książka dotyka bliskich mi zagadnień. 

Otóż w jednym w wywiadów Wharton wskazał Wilka Stepowego, jako książkę do której często powraca. Kupiłam, zajrzałam i odłożyłam na półkę. Od twego czasu, a było to kilkanaście lat temu zaglądałam jeszcze kilka razy i jakoś nie dałam się uwieść. Kilka miesięcy temu przeczytałam recenzję u Marlowa (raczej krytyczną, aczkolwiek nie odwodzącą od lektury). Sięgnęłam ponownie i udało mi się zanurzyć w świat wilka stepowego; z jednej strony samotnika, nonkonformisty, buntownika, indywidualisty, z drugiej człowieka, który nie potrafił znaleźć sobie miejsca w życiu. Harry Haller kontestował zastaną rzeczywistość; konwenanse, mieszczański tryb życia, zakłamanie, obłudę, sprzeciwiał się wojnie, a jednocześnie korzystał z dobrodziejstw tego zakłamanego świata. Szukał czegoś niezwykłego, sensu, magii, ulotności, wzruszeń, a żył zwyczajnie, wygodnie, po mieszczańsku. 

Wilk stepowy tkwi w wielu z nas, nie godzimy się na otaczający nas świat, wydaje nam się, że jesteśmy inni, chcemy być indywidualistami, a tak naprawdę nasz bunt tkwi gdzieś w środku i z zewnątrz może wyglądać śmiesznie, albo pozostaje w ogóle niezauważony. 
Harry jest interesującym bohaterem o złożonej naturze człowieka (wtłoczonego w pewne ramy życia społecznego) i dzikiego zwierzęcia (wolnego). Pokazanie bohatera z trzech punktów widzenia (trzech narratorów) daje możliwość pełniejszego obrazu. Bijący się z myślami Hary (nawet, jeśli w swym rozumowaniu błądzi, nawet, jeśli są to pseudofilozoficzne rozważania) budził moją ciekawość do chwili, kiedy spotkał Herminę, wówczas zamiast rozważań zanurza się w świat, którym do tej pory pogardzał; świat pospolitej rozrywki; nocne życie, knajpy, kobiety, alkohol, a w końcu magiczny teatr dla obłąkanych. Teatr pełen metafizyki, nie do końca dla mnie zrozumiałej. Może ten Harry, któremu wydawało się, iż jest inny, lepszy, wrażliwszy niż otoczenie, tak naprawdę niewiele się od tego otoczenia różnił, jego odmienność polegała na unikaniu ludzi i zamykaniu się w świecie myśli i literatury, ale jego rozważania pobudzały do refleksji (dialogu z bohaterem). Rozdarty pomiędzy tęsknotą za czymś wzniosłym (byciem wolnym, pacyfistą, człowiekiem żyjącym w harmonii z otoczeniem) a realnym światem (koniecznością podporządkowania, mieszczańskim życiem, chaosem świata, nadciągającą wojną) nie potrafi pojąć, iż nie można być jednocześnie wilkiem i człowiekiem. Kiedy daje się wciągnąć w świat dekadencji przestaje być wilkiem stepowym. 
Okazuje się, iż odmienna rzeczywistość, za którą tęsknił tkwiła tylko w jego wnętrzu.
A tak naprawdę zamiast tych poszukiwań, które prowadzą Harego donikąd,  wystarczy żyć i nauczyć się śmiechu, czyli doceniać piękno tkwiące w prostocie, drobiazgach, normalności.
Podkreśliłam całą masę cytatów, które podczas pierwszego czytania wydawały mi się interesujące, a które, kiedy chciałam zacytować straciły urok odkrywczości. 
Książka nie oczarowała mnie, ale uważam, że warto przeczytać, choćby po to, aby zamyślić się nad dwoistością natury, a może też potraktować, jako przestrogę przed poczuciem wyższości, z jakim stepowym wilkom zdarza się patrzeć na świat.

sobota, 13 kwietnia 2013

Czarny obelisk Erich Maria Remarque oraz nowe wyzwanie Czytamy Zolę


Po powieści Remarque`a sięgam bez obaw. Podoba mi się ich nieco mroczny klimat, prosty język, jasne przesłanie, bohaterowie rzuceni na wielką toń historycznej zawieruchy, którzy usiłują utrzymać się na jej fali zachowując godność. Bez patosu i wielkich słów, a niemal każda z jego książek to najpiękniejszy manifest przeciwko totalitaryzmowi.

Akcja powieści rozgrywa się w niewielkim miasteczku w Niemczech w roku 1923. Rośnie bezrobocie, spada siła nabywcza pieniądza, pensje wypłaca się dwa razy dziennie, inflacja szaleje, spekulanci zbijają majątki, mniej odporni psychicznie popełniają samobójstwa, umacniają cię nastroje nacjonalistyczne, rodzi się faszyzm. W poczuciu rozgoryczenia Niemcy snują marzenia o odwecie za przegraną wojnę zapominając (nie chcąc pamiętać), że sami ją wywołali. Jednym słowem świat oszalał. Ludwik weteran wojenny, muzyk, poeta i pracownik zakładu pogrzebowego próbuje odnaleźć normalność i sens w świecie, który nie zdążywszy otrząsnąć się z jednej wojny zaczyna przygotowania do kolejnej. Pracuje, spotyka się z przyjaciółmi, gra w kościele, odwiedza chorą przyjaciółkę, chodzi na spotkania stowarzyszenia poetów. Jest to młody, wrażliwy, przedwcześnie dojrzały człowiek, o traumatycznych przeżyciach, który pogrąża się w egzystencjalnych pytaniach: jak żyć, po co żyć, ku czemu zmierzamy. Podstawowe pytania dręczące każdego myślącego człowieka nabierają innego wymiaru w świecie braku poczucia stabilności, w świecie, w którym wszystko ma wymiar tymczasowy i w którym nie powinno się zadawać zbyt wielu pytań. Po co zastanawiać się, co będzie jutro, ważne, że dziś jest co zjeść na obiad, ważne, że jest wino na stole, kobieta u boku i jeszcze raz udało się przechytrzyć życie.

A jednak Ludwik wciąż zadaje pytania. A towarzyszy mu w tym Izabela, chora na schizofrenię, przebywająca w zakładzie zamkniętym dziewczyna. Ich rozmowy, jakże nierzeczywiste i niebanalne, tak oderwane od otaczającego ich świata wydają się jedynym wyrazem normalności w świecie pomiędzy (pomiędzy jednym a drugim kataklizmem).

… kto właściwie potrafi dobrze grać, a jeśli potrafi cóż mu to pomoże? Czy wielka ciemność staje się przez to mniej ciemna, czy pytania bez odpowiedzi są wówczas mniej beznadziejne, czy rozpacz nad wieczną niedoskonałością pali się wówczas mniej boleśnie? Czy dzięki temu można kiedykolwiek wytłumaczyć życie, okiełznać je i jechać na nim, jak na spokojnym koniu, czy też jest ono zawsze, jak potężny żagiel wśród burzy, który nas niesie, i gdy go chcemy schwycić, zmiata nas do wody? Niekiedy zjawia się przede mną przepaść, która zdaje się sięgać do jądra ziemi. Co ją wypełnia? Tęsknota, rozpacz, szczęście? Ale jakie? Zmęczenie? Rezygnacja? Śmierć? Po co żyję? Tak, po co żyję?

Największą krzywdą, jaką świat wyrządził Izabeli okazuje się to, że w pewnym momencie zostaje ona uleczona, ale czy szczęśliwa?

Autor w ironiczny i groteskowy sposób przedstawia społeczeństwo niemieckie oraz realia Republiki Weimarskiej w latach dwudziestych; realia w których biedacy stają się jeszcze biedniejsi, a bogaci i zaradni dzięki finansowym machlojkom pomnażają swoje fortuny. Rząd nie robi nic czekając na dewaluację długów, a polityczni agitatorzy zbijają poparcie coraz bardziej sfrustrowanych obywateli. Marazmowi i obojętności jednych przeciwstawia się kreatywność i pomysłowość drugich. Jest to doskonała analiza przyczyn kolejnej wojny. Hasła nowego nacjonalistycznego ruchu trafiły tu na podatny grunt ruchu, a kolejna wojna jest tylko kwestią czasu.

Gdzie jest granica, która dzieli chaos i ład? Kto może ją przekroczyć i potem wrócić, a gdy mu się to uda, czy coś z tego pamięta? Czy jedno nie zaciera wspomnienia o drugim? Kto jest obłąkany, napiętnowany, wyklęty - czy my z naszymi granicami rzeczy, rozsądkiem i uporządkowanym obrazem świata, czy też ci inni, w których szaleje i migocze chaos?... Ale czym jest chaos? I czym jest ład? Kto nim rządzi? I dlaczego? I komu kiedykolwiek udaje się uciec? 
Czarny obelisk to wspaniałe studium niemieckiego społeczeństwa, a zarazem gorzki zapis losów pokolenia straconego. Pokolenie młodych chłopców, których I wojna okaleczyła fizycznie i psychicznie, którzy walczą o utrzymanie się na powierzchni w okresie międzywojennym i którym przyjdzie wziąć udział w kolejnej wojnie. Jedyną alternatywą jest ucieczka.

Czarny obelisk ma o wiele więcej zalet, wymienię jedynie takie, jak malownicza galeria pełnokrwistych postaci, barwny język i groteskowy humor.

Ciekawa jestem, czy macie swoje przemyślenia – czym jest tytułowy czarny obelisk, a jeśli tak, czy podzielicie się nimi ze mną.

Moja ocena stanu podobania się (dopisuje to od pewnego czasu, dla podkreślenia, iż nie jest to ocena profesjonalna, a jedynie emocjonalna) 5,5/6

Inne moje opisy wrażeń z lektury Remarque można przeczytać tutaj

Obiecywałam sobie, że nie dam się wciągnąć w żadne nowe wyzwanie czytelnicze, a tymczasem, o mały włos, a sama bym je utworzyła (choć po doświadczeniu z Anielskim nie powinnam tego robić). Wyzwanie nazywa się Czytamy Zolę. 
jest wyzwaniem bezterminowym. Zasady zostały opisane tutaj
Do tej pory przeczytałam siedem książek Zoli, ale ponieważ zasadniczym założeniem wyzwania jest czytanie Zoli, a nie zamieszczanie przeczytanych wcześniej recenzji (poza nielicznymi wyjątkami) zamierzam do kilku książek powrócić, a inne dopiero poznawać. A poniżej moje przygotowanie do wyzwania do dziś


Ponadto zamówiłam już biografię autorstwa Haliny Suwała
W imieniu założycielki wyzwania Ani zapraszam