Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 marca 2026

Randez vous ze śmiercią Agaty Christie i Fabrykantka aniołków Camili Lackberg


W natłoku wrażeń podróżniczo - wystawienniczych nadszedł czas na kilka zdań z lektury kryminałów, jakie wylosowałam w stosikowym losowaniu u Anny. (styczeń i luty). Z marcową książką (Doktor Faustus Tomasa Manna) nie idzie mi tak łatwo.


Randez vouz ze śmiercią Agata Christie

Tak jak do niedawna zaczytywałam się kryminałami Donny Leon tak teraz wpadłam jak śliwka w kompot z czytaniem kryminałów Agaty Christie. O fabule kryminału trudno pisać, aby nie zdradzić zbyt wiele. Tu rzecz dotyczy zbrodni popełnionej na starszej pani, osobie, która czerpała satysfakcję z dręczenia całej rodziny. Nic dziwnego, że któregoś dnia syn owej despotki powiedział do siostry, iż ją trzeba zabić. Świadkiem owej rozmowy jest Herkules Poirot, więc kiedy kobieta umiera (pozornie z przyczyn naturalnych) owa zasłyszana rozmowa jest jednym z argumentów przemawiających za tym, iż śmierć nie była naturalną. Czytając miałam nieodparte skojarzenie podobieństwa z morderstwem opisanym w Orient Expresie, ba nawet w samej opowieści przywołano owo morderstwo, jednak zbieżność okazuje się pozorna i przypadkowa. Herkules Poirot jak to on ma w zwyczaju uruchamia swoje szare komórki i w ciągu doby dochodzi do ustalenia przyczyn zgonu tylko i wyłącznie rozmawiając ze świadkami. Bo jak twierdzi, świadek nawet kłamiąc i zacierając ślady mimowolnie mówi prawdę, trzeba tylko wszystko dokładnie porównać i przeanalizować. Dziś mamy monitoring, logowanie telefonów, media społecznościowe, a wiele zbrodni pozostaje nierozwiązanych. Herkules Poirot jak to ma w zwyczaju aby przedstawić wersję zdarzeń zbiera wszystkich zainteresowanych i odstawia przedstawienie, analizując po kolei każdą osobę pod kątem możliwości popełnienia przestępstwa. Zadufany w sobie narcystyczny, mały Belg i tym razem dochodzi do prawdy, bo nic nie jest mu w stanie umknąć. Uważałam i nadal uważam Agatę Christie za królową kryminałów.



Fabrykantka aniołków Camila Lackberg

Jeszcze do niedawno nazwisko Lackberg było ością niezgody pomiędzy mną, a moją przyjaciółką Magdą, która zachwycała się jej twórczością wychwalając jej książki pod niebiosa a mną, która twierdziłam, że przeczytawszy jedną z książek pisarki (Księżniczka z lodu) jestem mocno rozczarowana i nie zamierzam więcej sięgać po kolejne. Słowa dotrzymałam przez ponad dwanaście lat. Wybierając się do Rzymu nagrałam parę audiobooków dla mojej włoskiej gospodyni Edyty, a wiedząc, że lubi kryminały nagrałam też Camilę Lackberg. Audiobooki dołączyłam do listy książek do przeczytania i kiedy wylosowano mi Fabrykantkę aniołków pomyślałam, że znowu będę się zżymać podczas słuchania. Włączyłam audiobooka podczas prasowania, myśląc, że nic nie stracę, jeśli sobie będzie leciało w tle. Ponad dwanaście godzin słuchania tak mnie wciągnęło, że wysłuchałam lekturę w przeciągu dwóch dni i połowy nocy. Pisałam kiedyś, iż od kryminałów dużo nie oczekuję, ma być intrygująco, ma zaciekawić, niezbyt krwawo, nie lubię emanowania brutalnością, naiwnością, sentymentalnością i seksualnością. To co w niedużej ilości nadaje kolorytu, czy pikanterii w nadmiarze jest nudne. Tutaj zagrały wszystkie czynniki, a w dodatku poza zwykłą zbrodnią jest jeszcze wątek polityczny (jak się wydaje antycypowany przez autorkę, bowiem, wg jej słów dopiero pisząc posłowie to, co miało być fikcyjnym założeniem w książce - stało się faktem i to właśnie we Szwecji, w której dzieje się akcja kryminału). Fabuła nie toczy się linearnie, po kolei poznajemy fragmenty układanki, które niczym puzzle z początku wydają się całkiem nieprzystające do siebie, mieszają się osoby, zdarzenia, czas akcji, przeskakujemy z lat dwudziestych zeszłego stulecia do siedemdziesiątych, wracamy w lata czterdzieste, aby za chwilę znowu znaleźć się w końcówce XX wieku. A wszystko zaczyna się od przypadkowego pożaru w domu remontowanym przez młode małżeństwo. Z domem wiąże się niewyjaśnione sprzed ponad dwudziestu lat tajemnicze zniknięcie zamieszkującej posiadłość pięcioosobowej rodziny. Została tylko mała roczna dziewczynka. To właśnie ona po latach po stracie dziecka wraca z mężem, aby wyremontować dom i to ona omal nie ginie w pożarze. Zaskakujące zwroty akcji, zero zbędnych dłużyzn, ciekawi bohaterowie. Może jedynie zdeterminowanie postaw kobiet w rodzinie bohaterki przez ich przeszłość budziło trochę moją wątpliwość, ale pewnie z psychologicznego punktu widzenia jest to uzasadnione. Wydaje się, iż każda z kobiet z kolejnego pokolenia popełnia błędy, których nie potrafiła wybaczyć własnej matce, no może poza niezrównoważoną wielbicielką Hermana Goeringa, bo i wątek niemieckich faszystów się tu pojawia, choć marginalny, nie mniej mogący mieć wpływ na prawicowe sympatie Szwedzkich „patriotów” . Wysłuchawszy tej książki jestem w stanie zgodzić się z Magdą, że pani Lackberg potrafi napisać niezłą książkę. Nie wiem, czy zatem skrytykowana przeze mnie Księżniczka z lodu to był jednostkowy przypadek, czy może trafiłam na niewłaściwy dla lektury czas. Z ciekawości dołączyłam do moich lektur i zamierzam to sprawdzić.

piątek, 10 sierpnia 2012

Pożegnanie z Afryką Karen Blixen

Wydawca: Muza
Rok wydania: 2009
liczba stron: 424
Kiedy Bogowie chcą cię ukarać, spełniają twoje prośby.
W półrocznym podsumowaniu udziału w wyzwaniu trójka e-pik Sardegna zapytała, o najlepszą książkę, po którą sięgnęliśmy dzięki wyzwaniu, a po którą, gdyby nie ono nie sięgnęlibyśmy. Nie mogłam wówczas odpowiedzieć na to pytanie z pełnym przekonaniem. Teraz mogę napisać, iż Pożegnanie z Afryką to właśnie ta książka. Gdyby nie trójka i wyznaczony przez nią gatunek – literatura skandynawska, nie sięgnęłabym po Pożegnanie z Afryką, a uważam je za jedno z największych odkryć ostatnich miesięcy.
Ponieważ całkiem niedawno czytałam książkę w podobnym klimacie (Onitsza) autora nagrodzonego literacką nagrodą Nobla nie sposób było uniknąć porównań. I pierwsza moja myśl była taka, że gdybym ja była w jury przyznającym nagrody mając do wyboru Le Clezio oraz Keren Blixen nie miałabym wątpliwości i nagroda powędrowałaby do Dunki. No, ale ja jestem tylko amatorką, więc się nie znam.
Tym co uderzyło mnie w początkowej fazie lektury był całkowity rozdźwięk między książką, a filmem powstałym na jej podstawie. Zastanawiam się nawet, czy film można nazwać ekranizacją. Jakkolwiek film mi się podobał (kobiety lubią takie melodramaty, przy których jest i na kogo popatrzeć - ach te ultramaryna oczęta Roberta Redforda i spłakać się porządnie) i oglądałam go kilkakrotnie, uważam, że książce do pięt nie dorasta.
Natomiast tym, co mnie urzekło w książce była przebijająca z jej kart miłość do wszelkich przejawów życia, do świata, do piękna natury, do ludzi wraz z ich niedoskonałością, do kultury, zwyczajów. Miłość i tolerancja, które pozwalają na akceptację odmienności, akceptację postaw, których nie będziemy w stanie zrozumieć, które często będą budziły nasz wewnętrzny sprzeciw.
Biała kobieta przenosi się na Czarny kontynent, aby tam u podnóża góry Ngong uprawiać kawę. Jest wykształcona, odważna i wrażliwa. Obserwuje otoczenie, próbuje je zrozumieć, a jeśli nie jest w stanie tego dokonać stara się pogodzić z tym, że nawet mając środki i dobre chęci nie można nikogo zmieniać na siłę, wbrew jego woli, tylko dlatego, iż wydaje się (nam), że cywilizacja ludzi białych stoi na wyższym szczeblu rozwoju. Zresztą, kiedy tak dokładnie porównamy oba światy (oba systemy wartości) może okazać się, że owa wyższość cywilizacyjna nie jest wcale taką oczywistością. Bohaterkę, czy też pisarkę (powieść w formie dzienników jest rodzajem autobiografii) cechuje ogromna tolerancja wobec faktu, że pewnych rzeczy nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć ani pogodzić się z nimi, pewne sprawy pozostaną dla nas na zawsze obce. Co nie oznacza, że powinniśmy je zwalczać, naprawiać, czy przekształcać na swoją modłę.
W lekturze zachwyca mnie także odwaga bohaterki, odwaga, bez której życie byłoby niewolą. Bo jak mawia Karen Wolny żyje ten, kto umie umrzeć, dlatego czasem trzeba ryzykować.
Pożegnanie z Afryką jest też przesycone nostalgią za miejscem, które pisarka zmuszona była opuścić. Jest zapisem wspomnień związanych z pobytem na farmie, pięknym i ciepłym obrazem życia wśród (a może obok) mieszkańców Czarnego Lądu. Bo chociaż bohaterka jak się wydaje całkowicie zasymilowała się z rdzennymi sąsiadami, to przecież była ona „tylko” gościem na ich ziemi.
Pożegnanie z Afryką to dla mnie jak dotąd najpiękniejszy obraz czarnego lądu, z całą egzotyką jego fauny i flory, gorącym klimatem, odmienną, czasami przerażającą, a czasami fascynującą kulturą i zwyczajami. Książka napisana prostym, jasnym językiem, momentami przerażająca, momentami zabawna, a w każdym aspekcie (moim zdaniem) prawdziwa. Tej prostoty i tego uczucia zabrakło mi u Le Clezio.


sobota, 3 marca 2012

Księżniczka z lodu Camilla Lackberg (audiobook)


Po książkę sięgnęłam dzięki wyzwaniu Trójka-pik u Sardegny, które polega na zapoznawaniu się z trzema różnymi gatunkami literatury w ciągu miesiąca. Założeniem jest sięgnięcie do literatury, do której zapewne nie sięgnęlibyśmy, gdyby nie wyzwanie. Jednym z gatunków do przeczytania w tym miesiącu jest skandynawski kryminał. 
Od lat nie czytam kryminałów, jeśli nie mają one historycznego tła, bądź nie są związane z moim miastem. Kiedyś czytywałam dużo książek Agaty Chrisie, dziś nieco mi się ten gatunek „przejadł”. Skandynawski kryminał to dla mnie czysta karta. Nie czytałam i zapewne długo nie sięgnęłabym po tego typu książkę. Może to tłumaczy moją ocenę Księżniczki z lodu.
Szczęśliwie dla wyzwania złożyło się, iż dzień wcześniej otrzymałam audiobooka Księżniczka z lodu.
Z internetowych relacji wiem, że jest to pierwsza cześć cyklu. Jedni twierdzą, że najlepsza, inni, że wręcz przeciwnie. 
W małym miasteczku znalezione zostają zwłoki młodej, pięknej, zamężnej, dobrze sytuowanej i z pozoru szczęśliwej Aleksandry. Początkowo wygląda to na samobójstwo. Z czasem pojawiają się dowody świadczące o morderstwie. Zwłoki odnajduje szkolna przyjaciółka zamordowanej Eryka. Eryka jest pisarką i postanawia napisać powieść na temat dawnej przyjaciółki. Śledztwo w sprawie śmierci Aleksandry prowadzi Patryk, znajomy sprzed lat Eryki. Między innymi dzięki pomocy Eryki Patryk natrafia na bolesną tajemnice z przeszłości, która doprowadziła do tragicznego finału. 
Pierwsze wrażenia: czy to na pewno jest kryminał? Przez sporą cześć powieści (a liczy ona sobie 456 stron, co przedkłada się na ok. 15 godzin słuchania) zastanawiałam się, czy na pewno mam do czynienia z kryminałem. Jest co prawda trup i to już na samym początku, ale zaraz potem mniej więcej przez połowę książki akcja rozchodzi się na boki. Wątek romansowy został rozbudowany dość mocno, tak że w pewnym momencie zastanawiałam się, czy autorka powróci do sprawy morderstwa. Byłam już bliska odłożenia książki i poddania się (co zdarza mi się niezmiernie rzadko), kiedy akcja zaczęła zmierzać we właściwym kierunku. Dzięki temu przeczytałam do końca i muszę przyznać, że nawet z pewnym zainteresowaniem, aczkolwiek bez fajerwerków.
Od kryminału nie oczekuję wiele; wystarczy mi pewien dreszczyk emocji, zagadka, którą próbuję rozwiązać, element zaskoczenia, no i tego, aby mnie nie znudził. 
Przez połowę książki nie czułam emocji, a historia miłosnych podchodów pary bohaterów budziła lekkie znudzenie (a już zupełnie niepotrzebny wydaje mi się powtórzenie wątku wyszczuplającej bielizny z Bridget Jones, tak jakby autorce zabrakło pomysłu). Zdecydowanie lepsza jest druga połowa książki. Historia się zagęszcza, puzzle zaczynają się układać, jest pewien element zaskoczenia, choć muszę przyznać, że na trop mordercy wpadłam dużo wcześniej niż detektyw, co zdarza mi się niezmiernie rzadko, gdyż nie jestem w tej dziedzinie szczególnie bystra. Chyba nie najlepiej świadczy to o prowadzącym dochodzenie policjancie. 
Muszę się przyznać, iż po kryminale skandynawskiej pisarki spodziewałam się też skandynawskiego klimatu. Tymczasem mrozem wiało jedynie z powodu stosunków międzyludzkich. 
Moim zdaniem książka byłaby o wiele lepsza, gdyby pominąć część niepotrzebnych wątków i skrócić wątek romansowy. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że wielu czytelniczkom bardzo przypadł on do gustu. No cóż, może to dlatego, że ja nie przepadam za romansami w literaturze.