Zanim o Torcello małe wprowadzenie.
Postanowiłam czcić moje odejście z pracy coroczną wycieczką z włoskim akcentem. Rok temu obok Paryża była karnawałowa Wenecja. W tym roku trasa mojego zwiedzania była bardziej urozmaicona. Zaczęłam od pobytu u rodziny w Dolinie Aosty. Moja ciocia Wanda mieszka w malutkiej miejscowości St. Vincent znanej … kilka lat temu mawiano, że z najsłynniejszego kasyna w Europie. Nie znam się na kasynach, zanim Wanda zamieszkała w St. Vincent nie słyszałam ani o miasteczku, ani o tamtym kasynie. Miałam okazję je odwiedzić jakieś trzydzieści lat temu. Wyszłam rozczarowana, bowiem moje wyobrażenia o bywalcach kasyn były zgoła inne. Miało to być miejsce, gdzie damy w pięknych strojach i bogatej biżuterii u boku dystyngowanych dżentelmenów oddają się grom w ruletkę, blackjacka czy bakarata. Tymczasem z elegancji pozostały jedynie krawaty, których wymagano od panów. Ubrania uczestników gier nie wyróżniały się niczym. Lokal sprawiał ponure wrażenie, mnóstwo papierosowego dymu, kieliszki z alkoholem, ponure wymięte twarze uczestników. Jedynie zielone sukno stolików zaznaczało, iż mamy do czynienia z jaskinią hazardu. Wyszłam rozczarowana nie chcąc nawet przegrać małej sumki, którą na tę okazję otrzymałam od włoskiego wujka. Przez lata St. Vincent było dla mnie małą mieściną z dużym kasynem, ale co ważniejsze było też miejscem, z którego przy dobrej pogodzie widać Mont Blanc. To zawsze oddziaływało na wyobraźnię. Zaraz przypominał mi się monolog Kordiana i moje maturalne wypracowanie.
Odwiedzałam ciocię kilkakrotnie, jednak od czasu, kiedy zaczęłam samodzielnie podróżować Dolina Aosty wydała mi się mało interesującym miejscem. Tymczasem okazała się ona całkiem ciekawym i klimatycznym miejscem, podobnie, jak znajdujące się w jej pobliżu usytuowane w górach zamki i forty obronne. Wanda zadbało o to, aby mój pobyt u niej był jak najbardziej atrakcyjny. Odwiedziłyśmy fort di Bard, Pont Saint Martin, zamki w Aymavilles i Fenis, Aostę, Mediolan i Turyn, a także byłyśmy na moście Pont d`Ael. Tydzień bardzo intensywnego zwiedzania przeplatany czasem wypoczywania i słodkiego lenistwa. Z Turynu wyruszyłam w samodzielną dalszą podróż; poprzez Bolonię do Wenecji, aby zakończyć wędrówkę w Weronie skąd wracałam do Gdańska.
 |
| Wzdłuż kanału na Torcello |
Pierwszy wpis poświęcam Torcello - malutkiej wysepce, jakże często pomijanej przez odwiedzających Wenecję (czasami zahaczających o Burano czy Murano). Zawsze podobała mi się nazwa wyspy, brzmi ona niezwykle smakowicie, jak kawałek ciastka z kremem. I w zasadzie miałam jedynie takie smaczne skojarzenia.
Po raz pierwszy usłyszałam nieco więcej o Torcello w audycji w moim ulubionym radio prowadzonej przez ulubionego historyka sztuki. Pan Olaf Kwapis mówi tak pięknie o odwiedzanych miejscach, że byłby w stanie zachęcić do podróży nawet do piekła. I rzeczywiście piekło się w audycji o Torcello pojawiło, ale o tym za chwilę.
Torcello było kiedyś najważniejszą z wysp (dziś zwanych weneckimi), znajduje się tu najstarszy z kościołów laguny. W V wieku było to pierwsze miejsce osiedlenia uciekinierów z Altinum, najbardziej na wschód wysuniętego rzymskiego miasta, jakie padło ofiarą najazdu Hunów pod wodzą Atylli. Po jego splądrowaniu i spaleniu w 452 roku mieszkańcy zaczęli przenosić się na pobliskie wyspy. W 639 r. przeniósł się tu także biskup, który wybrał Torcello na swoją siedzibę. Torcello w szczytowym momencie swych dziejów liczyło 20 tysięcy mieszkańców, co przy powierzchni niecałego pół kilometra kwadratowego było imponującą liczbą. Ludzie żyli z rolnictwa, rybołówstwa, produkcji soli i handlu morskiego. Torcello zaczęło podupadać w XIV wieku, kiedy malaria zdziesiątkowała jego mieszkańców, kanały zaczęły się zamulać, a znajdująca się zaledwie kilka km dalej Wenecja stanowiła konkurencję. Dziś liczba mieszkańców wyspy liczy nie więcej niż kilkanaście osób.
 |
Lapidarium na dziedzińcu muzealnym
|
Kiedy przypływa tu vaporetto z Burano (a cała podróż tramwajem wodnym trwa pięć minut) ma się wrażenie, jakby dotarło się do innego świata. Taka tu cisza i spokój. Vaporetto przywozi kilka (w sezonie być może kilkanaście osób). Torcello jest jak przepiękna, stara nekropolia i takie też można odnieść wrażenie na dziedzińcu muzeum dell`Eustario (dawnego XIV wiecznego pałacu), gdzie znajduje się lapidarium (miejsce przechowywania starych kamiennych rzeźb, inskrypcji, nagrobków). Wyobraźnię rozpala stojący tu tron Atylli przypominający o hordach barbarzyńców. Legenda powiada, iż zasiadająca na nim osoba w ciągu roku wejdzie w związek małżeński. Wolałam nie sprawdzać jej na własnej skórze (a nuż by się sprawdziła) i nie siadłam na tronie. Najprawdopodobniej było to siedzisko dawnych sędziów z Torcello.
 |
| Tron Atylli |
Na wyspie nie można zabłądzić. Od przystanku vaporetto wzdłuż kanału prowadzi ścieżka wprost na dziedziniec muzeum, pod katedrę Santa Maria e Assunta i kościół św. Fosci. Za katedrą znajduje się dzwonnica (dziś punkt widokowy, z którego można oglądać pobliskie Burano).
 |
| Kościół Św. Fosci z katedrą Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w tle |
Przyznam, że tym razem to nie smakowite skojarzenia a właśnie mozaiki wewnątrz katedry były magnesem, który mnie tu sprowadził. Sama katedra pochodzi z roku 639 tj. roku przybycia na Torcello biskupa. Nic w tym dziwnego, namiestnik duchowny potrzebował godnej swej osoby i swego urzędu oprawy. Jej stylizowany na bizantyjski wystrój – decorum w postaci mozaik jest urzekający. Za wstęp trzeba zapłacić parę euro, ale uważam że warto. Co prawda, ku mojemu zaskoczeniu wewnątrz nie można robić zdjęć (co było tym bardziej dziwne, że dzisiaj już nawet w takim miejscu jak Ostatnia Wieczerza Leonardo da Vinci w refektarzu kościoła Santa Maria della Grazie można zdjęcia robić) ale nikt nie zabroni patrzeć i zapisywać na kartach pamięci. Całkiem możliwe, że zdjęcia i tak nie oddałyby uroku owych mozaik, co sugerowałyby znajdujące się w Internecie nieliczne fotografie.
 |
| Pozostałości Baptysterium przed wejściem do Katedry |
W przykościelnym sklepiku można nabyć widokówki, dzięki którym udało mi się lepiej zapamiętać to, co sprawiło tak dużą przyjemność dla oka. I dopiero ujrzawszy zrozumiałam co miał na myśli Tadeusz Różewicz pisząc, iż widział piękne piekło na Torcello. W absydzie katedry znajduje się XIII wieczna mozaika przedstawiająca Najświętszą Marię Pannę a po bokach anioły w tym anioł Gabriele. Natomiast po przeciwnej stronie vis a vis ściany ołtarzowej znajduje się Sąd Ostateczny (mozaika z przełomu XII i XIII wieku). Sąd miał ostrzegać przed piekłem, w którym znajdą się grzesznicy, cały szkopuł w tym, że to piekło jest znacznie ciekawsze, a zaludniający je grzesznicy (nie dostrzegałam w nim kobiet) mają o wiele więcej życia niż ci znajdujący się po prawicy pana. Ich twarze nie przedstawiają rozpaczy, mimo iż ich ciała smagają piekielne ognie, a zarówno diabły, jak i anioły strącają ich w czeluście piekielne. Jedynie czaszki zawistników wyjadane przez węże budzą niejakie przerażenie. Zdecydowanie piekło wydaje się ciekawsze niż bezbarwne i nijakie zapełnione świętymi niebo. Ale może to jedynie moje odczucia, a może potwierdzenie tego, że zło bardziej jest pociągające od dobra. Te mozaiki nie są tak wiekowe, jak mozaiki oglądane przeze mnie w rzymskim kościele św. Praksedy, ale są na swój sposób urzekające. Poczułam w tej świątyni dobry klimat. Szkoda jedynie, że nie było tak krzeseł lub ławek, w których można by sobie posiedzieć i nasycić oczy.
 |
Mozaika Sądu Ostatecznego (z widokówek)
|
 |
| Widokówki ze sceną Sądu Ostatecznego |
 |
| Anioł Gabriele (jeden z aniołów otaczających Najświętszą Maryję) |
Posiedzieć można w znajdującym się obok kościele Św. Fosci. Pochodzi on z XI wieku. Zbudowany na planie krzyża greckiego, z zewnątrz ma kształt kulisty otoczony portykiem wspartym na kolumnach z ozdobnymi kapitelami. Niezwykle surowy wystrój wnętrza nie pozbawiony jest pięknych acz skromnych zdobień (XV wieczna rzeźba Madonny z dzieciątkiem, sarkofag świętej, jej figurka czy fresk ją przedstawiający).
 |
| Wnętrze kościoła Św. Fosci |
 |
| O dawnym znaczeniu Torcello mogą świadczyć też świątynie, jakie się tam znajdowały |
Na wyspie znajduje się jedyny z dwóch mostków bez poręczy (drugi w Wenecji). Jest to XV wieczny kamienny mostek, zwany mostem diabła. I kolejna legenda ponoć 24 grudnia pojawia się na nim diabeł.
 |
| Most Diabła (Ponte Diavolo) |
Kolejną atrakcją wysepki jest Lokanda Cipriani – knajpa znana z tego, że jadali w niej słynni goście; jak królowa Elżbieta II, książę Karol i Diana, czy co ciekawsze Ernest Hemingway. Miał on tam nawet napisać fragment powieści Za rzekę, w cień drzew (przyznam, że tytuł zupełnie mi nieznany. Może teraz poń sięgnę). Nie miałam szczęścia zjeść królewskiego posiłku, bowiem Lokanda była zamknięta. Luty- okres poza sezonem.
 |
| Locanda Cipriani |
Jednak tym, co dla mnie było na Torcello najmilsze to niesamowita cisza i spokój, po zatłoczonej Wenecji, po jaskrawo krzykliwym Burano tutaj można było spotkać się z własnymi myślami, zwolnić, pobyć w miejscu o pięknej historii i jak to w przypadkach nekropolii bywa zamyślić się, nad zmiennością dziejów i przemijaniem i naszą tu krótką obecnością.
Mam nadzieję na kolejne wpisy w niedługim czasie. Jednak powrót w towarzystwie zapalenia zatok, jakie przyplątało się w połowie pobytu nieco pokrzyżował moje plany wcześniejszej publikacji.