Czy Medyceusze byli tyranami? W pewnym sensie tak, bowiem obowiązywała zasada, kto nie z nami, ten przeciwko nam, a zatem, jeśli chciało się mieć jakiekolwiek znaczenie w historii miasta, jeśli chciało się wygodnie i bezpiecznie żyć i zostać objętym ochroną rodu należało być lojalnym. Nie wolno było się sprzymierzać z politycznymi przeciwnikami rodu. Niestety, czasami układ sił politycznych zmieniał się tak szybko, że trudno było za tym nadążyć. Dzisiejszy sprzymierzeniec stawał się jutro wrogiem, aby za parę dni, lub tygodni znowu być przyjacielem.
Czy sami parali się brudną robotą? Niezwykle rzadko. Najczęściej, przeciwników wykańczano finansowo - wysokimi podatkami czy konfiskatą mienia. Rozpowszechnioną była też kara wygnania z miasta (sami także jej doświadczyli).
Czy byli kochliwi i niewierni? Bywali, choć nie odbiegli w tym od pozostałych przedstawicieli epoki. Mężczyźni po ich wyswataniu starali się przynajmniej pozornie dochowywać wierności współmałżonkom, mimo, iż nie zawsze takie polityczne układy sprzyjały udanym związkom.
| Katedra Santa Maria del Fiore z Kopułą Bruneleschiego |
Książka zawiera tak
ogromną ilość informacji na temat członków rodu począwszy od Giovanni Bicci,
przez Kosmę (Pater Patrie), Piera Podagryka, Wawrzyńca (Il magnifico), Piera
nieszczęśliwego, poprzez papieży Leona X i Klemensa VII, potomków rodu brata
Kosmy (z Kosmą I na cele) aż po dwie francuskie królowe Katarzynę i Marię, że
nie sposób napisać choćby po kilka zdań o każdym z nich. A mimo tego nie przytłacza nadmiarem.
Z racji zainteresowań skupiłam się na mecenacie. Autor wskazuje nazwiska kilkudziesięciu osób, których ród objął swą protekcją. Byli to głównie artyści, a oni jak wiadomo bywają chimeryczni i kapryśni.
I tak Brunelleschi najwybitniejszy ówczesny architekt - twórca kopuły katedry Santa Maria del Fiore był człowiekiem drażliwym i zgryźliwym. Zanim dostał zlecenie na kopułę wziął udział w konkursie na drzwi do Baptysterium. Konkurs wygrał Lorenzo Ghiberti, zaś Fillippo … dumny, łatwo obrażający się, skryty i obdarzony wybuchowym usposobieniem….(str. 111) tak się rozgniewał, że się spakował i wyjechał do Rzymu. Jednym z jego ulubionych nawyków było wysyłanie ordynarnych i obelżywych anonimowych wierszy tym, którzy go urazili. (str. 111). Brunelleschi czuł się tak upokorzony, że postanowił porzucić sztuki piękne i pozostać architektem. Jak się okazało przegranie konkursu na drzwi okazało się brzemienne w skutkach, dzięki zmianie profesji, pobytowi w Rzymie, studiom nad antycznymi budowlami Filippo stworzył kopułę, która do dziś zachwyca i stała się wzorem dla jego następców.
| Widok na Katedrę ze wzgórza Michealangelo |
Kiedy Brunelleschi wyjeżdżał do Rzymu po przegranym konkursie na drzwi Baptysterium wyjechał z nim młody Donatello, człowiek o równie wybuchowym charakterze. Donatello na zamówienie pewnego genueńskiego kupca, któremu polecił go Kosma Medyceusz wykonał rzeźbioną z brązu głowę naturalnej wielkości. Kupiec odmówił zapłaty i odmawiał jej nadal, kiedy Kosma polecił ustawić głowę na gzymsie swego pałacu, aby ją lepiej obejrzeć. Wówczas Donatello wpadł we wściekłość i zepchnął głowę z gzymsu. Kupiec widząc roztrzaskaną rzeźbę (zapewne w obawie przed reakcją Kosmy, który był protektorem rzeźbiarza) obiecał zapłacić dwa razy tyle za wyrzeźbienie drugiej. Donatello nie ugiął się i odmówił. Kosma nie potępił takiego zachowania swego pupila, bowiem zdawał sobie sprawę z odmienności artystycznej duszy … należy traktować tych nadzwyczaj genialnych ludzi jak niebiańskie duchy, a nie juczne zwierzęta.. (str.117).
| David Donatella |
Kolejnym protegowanym Medyceuszy był Fra Filippo Lippi wcześnie osierocony syn rzeźnika, którego wychowywała ulica. Kiedy ciotka umieściła go w klasztorze musiał złożyć śluby zakonne. Tam zafascynowany pracą Masaccia przy malowaniu fresków w kaplicy Branacaccich odkrył w sobie talent do malowania. Niestety brat Lippi był niezwykle kochliwy, co było przyczyną wielu jego problemów; ucieczki i uwięzienia nie omijały utalentowanego artysty. Tylko ów niepospolity talent Lippiego tłumaczy niewyczerpaną cierpliwość, jaką Cosimo de`Medici miał do tego krnąbrnego artysty. Jego mecenasów spotykała ustawiczna niewdzięczność- była to jedna ze stałych cech charakteru Lippiego. Przy tym malarzu patronackie skłonności Medyceuszy były ciągle wystawiane na próbę. Kosma, a potem Piero nauczyli się wstrzymywać zapłatę za zlecenia do chwili ich ukończenia, choć czasami nawet to okazywało się nieskuteczną zachętą. Ostatecznie Lippi dostał pracownię w Palazzo Medici i został tam uwięziony. Dostarczano mu posiłki i materiały malarskie, lecz nie mógł nigdzie wyjść, dopóki nie skończył zamówionego obrazu…. Kiedyś podarł prześcieradła, związał je w linę i na tej linie uciekł przez okno. (str. 147) Zniknął na kilka dni, a służący Kosmy przeszukiwali domy publiczne oraz spelunki w jego poszukiwaniu. Jednak talent malarza zjednał mu nie tylko Kosmę, bowiem za jego wstawiennictwem papież Piccolomini (sam doskonale rozumiejący Lippiego, gdyż słynął z ogromnej ilości kochanek) zwolnił go ze ślubów kościelnych wraz z Lukrecją, siostrą zakonną, która spodziewała się ich dziecka. Lippi szybko porzucił żonę i dziecko i udał się realizować kolejne religijne zamówienia i prowadzić jeszcze bardziej hulaszcze życie. Umarł otruty przez rodzinę dziewczyny, którą uwiódł.
| Pico della Mirandola |
Protegowanych Medyceuszy były dziesiątki, jeśli nie setki. Przewijają się wśród nich tak wielkie nazwiska jak dla przykładu Ficino, Polizziano, Pico Della Mirandola, Boticelli, Michał Anioł, Rafael Santi, Cellini, Galileusz, Rubens. Medyceusze - mecenasi sztuki, tyrani, kochankowie to książka do której wracam niezwykle chętnie, bowiem jej lektura jest dla mnie nie tylko niewyczerpanym źródłem informacji, ale też daje ogromną przyjemność czytania. Same nazwiska jej bohaterów rozbudzają wyobraźnię; rody Pitti, Strozzi, Pazzi, Collona, Borgia, della Rovere, Piccolomini, Cibo, Sforza, Ferrante, Walezjusze – ci wszyscy rozpustni, wojowniczy, przekupni papieże, spiskujący możnowładcy, skrytobójczy książęta. Dziś po latach czyta się o ich spiskach, układach, występkach, wojnach i zbrodniach jakby to był niezły kryminał. A na przeciwnym biegunie zależni od nich malarze, rzeźbiarze, architekci, złotnicy, filozofowie, odkrywcy, naukowcy, humaniści i myśliciele.Bardzo dobrym pomysłem jest zamieszczenie w książce drzewa genealogicznego, do którego często sięgałam podczas lektury. Ciekawe są też portrety i fotografie miejsc. Najbardziej zainteresował mnie portret Pico della Mirandola. Wg relacji Poliziano był on herosem, któremu natura nie poskąpiła przymiotów i ciała i ducha. Dla przypomnienia był filozofem, humanistą, naukowcem, astronomem, poetą - człowiek wszechstronnie wykształcony. Również autor książki stwierdza, na podstawie zamieszczonego w Galerii Uffizi portretu (powyżej), iż był niewyobrażalnie piękny. Zdziwiło mnie to, gdyż wydał mi się mocno zniewieściały, co okazuje się nie znajdywało potwierdzenia w upodobaniu młodzieńca do ryzykownych przygód z mężatkami.
| Madonna z dzieciątkiem Lippi w Palazzo Medici |
| fragment jednego z moich ulubionych fresku Botticellego (Luwr) |
Ta książka to dla mnie fantastyczna przygoda i duża przyjemność. Napisana przystępnym językiem i mimo sporej ilości informacji nie przytłacza.
Kolejny raz mam problem z ujednoliceniem czcionki. Poprawiałam kilka razy i jak widać bez efektu. Czuję się pokonana przez bloggera.


.jpg)

