Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sroczyński Stanisław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sroczyński Stanisław. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2016

Jak poległam na lekturze Anioła zagłady i słów kilka na temat nieobecności

Od czasu, kiedy przystąpiłam do wyzwania stosikowe losowanie u Anny, czyli od marca 2012 roku nie zdarzyło mi się, abym nie przeczytała wylosowanej w zabawie lektury. Z niektórymi szło mi nieco ciężej, wrażeń z kilku nie zdążyłam zapisać z różnych (najczęściej nie związanych z lekturą) powodów, ale po raz pierwszy nie udało mi się przebrnąć przez pierwsze dwadzieścia stron książki. Zdaję sobie sprawę, że nie można się wypowiadać na temat czegoś, czego się nie poznało, bo byłoby to nieuczciwe w stosunku do twórcy i jego pracy. Być może książka nie trafiła w swój czas, być może byłam za bardzo rozkojarzona, zmęczona, zestresowana, powodów mogło być wiele. 
Poległam na stylu, który niezmiernie mnie drażnił. Podkreśliłam sobie kilka zdań, które czytało mi się szczególnie ciężko. Jeśli w Was nie wywołają sprzeciwu – to sięgnięcie po tę książkę, aby sami wyrobić sobie zdanie na jej temat.
Westchnąłem, w oczekiwaniu na ciche kroki i bezszelestne zakradanie się do mojego pokoju, gdzie miało leżeć śpiące dziecko, nic nie wiedzące, co dzieje się za ścianą, naiwne, głupie i kruche, a leżał przygnieciony niepojętymi ciężarami doświadczeń młodej duszy, dławiący w sobie delikatne piękno wzruszenia, zagubiony i roztrzęsiony, nie mogący się skupić, nieoczekiwanie na swój sposób dojrzały Tristan, nagle przygotowany przez dyskretne mroki kosmosu i niebiańskie moce do spotkania z zagadką śmierci. 
Było to takie nagłe, nielogiczne, niepojęte, że patrzyłem teraz na ojca jak na przechylającą się w moją stronę olbrzymią, kamienną górę, która zwali się zaraz na mnie, przygniecie i roztrzaska za karę, że takie bluźnierstwa wyrwały się z mojej piersi. 
… odpowiedziałem, jakbym mu wlał do mózgu jad sączącej się z mojego języka trucizny..
Żeby zaś dobrze widzieć trupa, który milczy i nigdy się już nie odezwie, trzeba wyjąć z głęboko ukrytych w nas zapasów patrzenia i widzenie specjalne, zamknięte w nas na trzy spusty drugie oczy, schowane na czarną godzinę. 
Generalnie nie mam nic przeciwko metaforom, zdaniom podrzędnie złożonym, czy też rozbudowanym, jednak tutaj raziły mnie one. Chodzi o książkę Anioł zagłady pana Stanisława Sroczyńskiego. Gdyby komuś spodobały się zacytowane tutaj fragmenty chętnie sprezentuję mu książkę.
Nie było mnie tutaj przez dłuższą chwilę. Zawładnęły mną obowiązki rodzinne oraz zawirowania w pracy, które sprawiły, iż to co dotąd chociaż wyniszczające zbyt szybkim tempem było raczej stabilne, teraz stało się niepewne i frustrujące. 
Dystansu nabrałam dzięki podróży. Taka zmiana otoczenia i oderwanie się od trosk dnia codziennego potrafi zdziałać cuda. A jeśli przy okazji udaje się jeszcze urozmaicić monotonię dnia codziennego poznawaniem nowych miejsc i uczestniczeniem w niezwykłych wydarzeniach (kulturalnych i nie tylko) to można znowu powiedzieć ... trwaj chwilo… 
Czy już wróciłam na dobre? Czas pokaże.