Chciałabym zakończyć ten rok bez zaległości recenzyjnych, a jedyny sposób to kolejna hurtownia książek. Odnoszę wrażenie, że najlepiej pisze mi się o książce na świeżo po lekturze. Natomiast upływ czasu zdecydowanie zaciera obraz i stępia emocje. Przynajmniej w odniesieniu do niektórych lektur.
Lot nad kukułczym gniazdem powieść Kena Keseya z 1962 r. (audiobook)
Wysłuchana jeszcze w sierpniu. W momencie lektury budziła jeśli nie zachwyt, to coś w rodzaju podziwu dla warsztatu pisarza. Tymczasem kilka miesięcy później zastanawiając się, co zapamiętałam z lektury doszłam do wniosku, że niewiele. Do szpitala psychiatrycznego zostaje przysłany nowy pacjent, McMurphy; oszust i cwaniak udający szaleńca dla uniknięcia odsiadki w więzieniu. Okazuje się jednak, iż pobyt w szpitalu daleki jest od jego oczekiwań i kto wie, czy nie gorszy od pobytu w więziennej celi. Powieść odczytuję metaforycznie nie tylko jaki obraz chorej służby zdrowia, ale także, jako obraz otaczającej autora chorej rzeczywistości. Obywateli uwięzionych w świecie zakazów, układów, pozorów, jednostki nieprzystosowane, niepasujące do społeczeństwa i rządzących w imię idei. Powieść ciekawie napisana, choć nieco drażniły mnie postacie jej głównych bohaterów; bezdusznej siostry Ratchet oraz wojującego o prawo do godności i człowieczeństwa dla chorych pacjentów nie przystosowanego do życia w grupie McMurphyego. Moim zdaniem nieco przerysowane. Ciekawym zabiegiem było natomiast uczynienie narratorem głuchoniemego Indianina, u którego zaciera się granica pomiędzy wyobraźnią a rzeczywistością, więc do końca czytelnik nie wie, czy to co się dzieje, dzieje się na prawdę, czy jest jedynie snem Indianina. Moja ocena 3,5/6
Niedziela nad Sekwaną Susan Vreeland (powieść z 2011 r.)
Przeczytana we wrześniu. Kolejna książka na fali mody na pisanie powieści z malarzami w tle. Nie wiem, czy pisarze, a może wydawcy odkryli dobrą koniunkturę na pisanie książek, w których wystarczy uczynić obiektem westchnień młodej panienki któregoś z wielkich, aby książka dobrze się sprzedała. W każdym razie książek z impresjonizmem w tle coraz więcej. Różnorakiej wartości. Nie, nie zamierzam zamienić się w recenzenta - krytyka i pisać, że są to książki dla niewyrobionego czytelnika, czy też perełki dla koneserów, bo jak wiadomo są gusta i są też inne gusta. Niedziela nad Sekwaną w mojej ocenie plasuje się gdzieś pośrodku. Doceniam to, że pisarka poświęciła sporo miejsca malarzowi, a nie skupiła się wyłącznie na wątku romansowym. Choć wątek ten zajmuje sporo miejsca i może zadowolić czytelniczki, które gustują w powieściach z miłością w tle. Niedziela nad Sekwaną jest próbą uchwycenia zmagań Augusta Renoira podczas pracy nad jego wielkim dziełem Śniadanie wioślarzy. Jest w niej (powieści) coś z aury XIX wiecznego Paryża, są autentyczne postacie; modelek i przyjaciół malarza, jest jego przyszła żona. Jest ciężki proces tworzenia, walka z materią, przeciwnościami losu, brakiem funduszy, są rozterki artysty. Książkę czyta się z przyjemnością i choć fabuła ulatuje z pamięci dość szybko to zostaje coś z klimatu tamtych spotkań i próby zatrzymania w czasie niepowtarzalnej chwili. I dla tego klimatu warto przeczytać. Moja ocena 4/6
Wszyscy jesteśmy podejrzani Joanna Chmielewska (audiobook 1966 r.)
Przeczytana w październiku. Do czego może prowadzić nadmiar wyobraźni – przekonuje się bohaterka powieści. Pracująca w biurze projektów Joanna pisze powieść, w której uśmierca kolegę z pracy niebieskim paskiem od szlafroka. O swoim pomyśle informuje wszystkich łącznie z niedoszłym nieboszczykiem i całe biuro zabawia się w odgadywanie sprawcy oraz motywów zbrodni. Nazajutrz okazuje się, że wymyślona historia zamienia się w rzeczywistość, a Joanna staje jedną z głównych podejrzanych. Dla oczyszczenia się z winy z jednej strony wspomaga ona w działaniach przystojnego kapitana milicji (czy na pewno jest to milicjant?, czy może osobnik nie z tego świata), z drugiej gmatwa dochodzenie niemożebnie podrzucając fałszywe tropy. Wszyscy jesteśmy podejrzani należy do wczesnej prozy Chmielewskiej, która bawi absurdem, groteską, humorem. Ponieważ rzecz dzieje się w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia mamy do czynienia z klimatem czasów PRL-u; milicja prowadząca śledztwo, kombinacje i układy pracowników biura projektowego, braki w zaopatrzeniu, machlojki będące następstwem chorych przepisów, kłopoty finansowe pracowników i pomysłowość obywateli potrafiąca obejść bzdurne wymysły urzędników. A wszystko to opisane z sympatią i uśmiechem. Dodatkową przyjemnością było wysłuchanie książki w doskonałej interpretacji pani Ireny Kwiatkowskiej.
Lot nad kukułczym gniazdem powieść Kena Keseya z 1962 r. (audiobook)Wysłuchana jeszcze w sierpniu. W momencie lektury budziła jeśli nie zachwyt, to coś w rodzaju podziwu dla warsztatu pisarza. Tymczasem kilka miesięcy później zastanawiając się, co zapamiętałam z lektury doszłam do wniosku, że niewiele. Do szpitala psychiatrycznego zostaje przysłany nowy pacjent, McMurphy; oszust i cwaniak udający szaleńca dla uniknięcia odsiadki w więzieniu. Okazuje się jednak, iż pobyt w szpitalu daleki jest od jego oczekiwań i kto wie, czy nie gorszy od pobytu w więziennej celi. Powieść odczytuję metaforycznie nie tylko jaki obraz chorej służby zdrowia, ale także, jako obraz otaczającej autora chorej rzeczywistości. Obywateli uwięzionych w świecie zakazów, układów, pozorów, jednostki nieprzystosowane, niepasujące do społeczeństwa i rządzących w imię idei. Powieść ciekawie napisana, choć nieco drażniły mnie postacie jej głównych bohaterów; bezdusznej siostry Ratchet oraz wojującego o prawo do godności i człowieczeństwa dla chorych pacjentów nie przystosowanego do życia w grupie McMurphyego. Moim zdaniem nieco przerysowane. Ciekawym zabiegiem było natomiast uczynienie narratorem głuchoniemego Indianina, u którego zaciera się granica pomiędzy wyobraźnią a rzeczywistością, więc do końca czytelnik nie wie, czy to co się dzieje, dzieje się na prawdę, czy jest jedynie snem Indianina. Moja ocena 3,5/6
Niedziela nad Sekwaną Susan Vreeland (powieść z 2011 r.)
Przeczytana we wrześniu. Kolejna książka na fali mody na pisanie powieści z malarzami w tle. Nie wiem, czy pisarze, a może wydawcy odkryli dobrą koniunkturę na pisanie książek, w których wystarczy uczynić obiektem westchnień młodej panienki któregoś z wielkich, aby książka dobrze się sprzedała. W każdym razie książek z impresjonizmem w tle coraz więcej. Różnorakiej wartości. Nie, nie zamierzam zamienić się w recenzenta - krytyka i pisać, że są to książki dla niewyrobionego czytelnika, czy też perełki dla koneserów, bo jak wiadomo są gusta i są też inne gusta. Niedziela nad Sekwaną w mojej ocenie plasuje się gdzieś pośrodku. Doceniam to, że pisarka poświęciła sporo miejsca malarzowi, a nie skupiła się wyłącznie na wątku romansowym. Choć wątek ten zajmuje sporo miejsca i może zadowolić czytelniczki, które gustują w powieściach z miłością w tle. Niedziela nad Sekwaną jest próbą uchwycenia zmagań Augusta Renoira podczas pracy nad jego wielkim dziełem Śniadanie wioślarzy. Jest w niej (powieści) coś z aury XIX wiecznego Paryża, są autentyczne postacie; modelek i przyjaciół malarza, jest jego przyszła żona. Jest ciężki proces tworzenia, walka z materią, przeciwnościami losu, brakiem funduszy, są rozterki artysty. Książkę czyta się z przyjemnością i choć fabuła ulatuje z pamięci dość szybko to zostaje coś z klimatu tamtych spotkań i próby zatrzymania w czasie niepowtarzalnej chwili. I dla tego klimatu warto przeczytać. Moja ocena 4/6
Wszyscy jesteśmy podejrzani Joanna Chmielewska (audiobook 1966 r.) Przeczytana w październiku. Do czego może prowadzić nadmiar wyobraźni – przekonuje się bohaterka powieści. Pracująca w biurze projektów Joanna pisze powieść, w której uśmierca kolegę z pracy niebieskim paskiem od szlafroka. O swoim pomyśle informuje wszystkich łącznie z niedoszłym nieboszczykiem i całe biuro zabawia się w odgadywanie sprawcy oraz motywów zbrodni. Nazajutrz okazuje się, że wymyślona historia zamienia się w rzeczywistość, a Joanna staje jedną z głównych podejrzanych. Dla oczyszczenia się z winy z jednej strony wspomaga ona w działaniach przystojnego kapitana milicji (czy na pewno jest to milicjant?, czy może osobnik nie z tego świata), z drugiej gmatwa dochodzenie niemożebnie podrzucając fałszywe tropy. Wszyscy jesteśmy podejrzani należy do wczesnej prozy Chmielewskiej, która bawi absurdem, groteską, humorem. Ponieważ rzecz dzieje się w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia mamy do czynienia z klimatem czasów PRL-u; milicja prowadząca śledztwo, kombinacje i układy pracowników biura projektowego, braki w zaopatrzeniu, machlojki będące następstwem chorych przepisów, kłopoty finansowe pracowników i pomysłowość obywateli potrafiąca obejść bzdurne wymysły urzędników. A wszystko to opisane z sympatią i uśmiechem. Dodatkową przyjemnością było wysłuchanie książki w doskonałej interpretacji pani Ireny Kwiatkowskiej.
Moja ocena 4/6
Tym sposobem została mi jeszcze jedna książka listopadowa i mogę już pisać o grudniowych lekturach.