Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o blogach-komentarzach-ocenianiu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o blogach-komentarzach-ocenianiu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2014

Anonimowość w sieci (wprowadzenie zatwierdzania komentarzy)


źródło
Kolejny odgrzewany co jakiś czas temat i niestety ciągle aktualny. Od czasu, kiedy z powodu nękania wrednymi komentarzami jedna z najwspanialszych blogerek, jaką znałam (Ada z bloga o Krakowie), zlikwidowała bloga jestem bardziej wyczulona na pojawiające się od czasu do czasu  (delikatnie mówiąc) „złośliwości”. Kiedy rzecz dotyczy mnie osobiście po prostu je ignoruję, gdyż każda odpowiedz takiej osobie stanowi wyłącznie pożywkę do dalszego plucia jadem. Od początku założyłam sobie, iż nie będę usuwała komentarzy, dopóty nie będą one obraźliwe dla innych osób lub będą zawierały treści wulgarne. I tego trzymałam się przez lata. I znowu (do znudzenia) przypominam wiadro pomyj wylanych na moją głowę pod jednym z wpisów na innej platformie, które do dziś się tam zachowały, gdyż stanowią świadectwo poziomu ich autorów. Od kilku dni wprowadziłam opcję zatwierdzania komentarzy, aby uniknąć goszczenia tu osoby, której gościć sobie nie życzę niezależnie od tego, co będzie miała do powiedzenia, ponieważ nie potrafię przejść do porządku dziennego nad faktem nękania, obrażania i opluwania innych osób na ich (lub innych) blogach, niezależnie od tego, czy sama popieram treści tam publikowane, czy też nie. Osobę tę znam pod trzema nickami (wystąpiła też raz, jako osoba anonimowa) być może wcześniej występowała pod jeszcze innymi nazwami.
To, że ktoś nazwie drugą osobę nadętą, głupią, czy idiotką świadczy jedynie o braku równowagi i podłym charakterze anonimowego komentatora. Jak napisałam wyżej wydaje mi się, iż jedynym sposobem na takie osoby jest ich ignorowanie, a także solidaryzowanie się z osobami nękanymi, niezależnie od tego, jak gładkimi słówkami taka osoba przemawiać będzie u nas. W przeciwnym razie prezentujemy moralność sienkiewiczowskiego Kalego, przejawiającą się w twierdzeniu, iż jeśli osoba zachowująca się podle w stosunku do innych napisze mi coś niemiłego to jest to zły uczynek (komentarz), a jeśli zgodzi się ze mną jest to dobry uczynek (komentarz).
I dla jasności – nie oczekuję, iż wszyscy będą mieli takie samo zdanie, jak ja, będą prezentowali takie same poglądy, będą lubili to co ja lubię, dyskusja to nie wzajemne przyklaskiwanie sobie obrażając przy okazji wszystkich myślących inaczej, nie musimy się lubić, nie musimy się zgadzać, ale przydałoby się trochę wzajemnego szacunku i jakieś minimum kultury.
No tak, znowu wyszła ze mnie niepoprawna idealistka i osoba ogromnie naiwna. No i nietolerancyjna, bo pozbawiłam głosu jedną osobę. 
Nie oczekuję, że się ze mną zgodzicie, jeśli macie inne zdanie z ciekawością je przeczytam. 
Polecam stary, ale wciąż aktualny tekst o anonimowości w necie 

wtorek, 14 sierpnia 2012

Komentuję z lekką nieśmiałością (o komentowaniu po raz wtóry)

Wracam do tematu, który jakiś rok temu wywołał gorącą dyskusję na blogach. Napisałam wówczas wpis Komentować, czy nie komentować - oto jest pytanie? No i dzisiaj ponownie łapię się na tym, czy zostawianie komentarzy na blogach, na których zaznaczono - jeśli nie masz nic do powiedzenia lepiej zamilcz nie jest z mojej strony nachalne i nieeleganckie, a może jest poczytywane za reklamę. Najczęściej jeśli wpis przeczytam staram się zostawić swój ślad, dać wyraz temu, że mi się podobało, albo, że mam zdanie odmienne, napisać, co na ten temat sądzę, albo też jakie mam skojarzenia. Fakt, że czasami zwłaszcza nie znając opisywanej książki niewiele mam do napisania, więc zdarza się, że zmilczę, choć to też nie jest regułą, bo moje ulubione blogi starałam się zawsze zaszczycić komentarzem. Może czasami nie do końca na temat. I tak sobie myślę, że chyba niektóre blogi to za wysokie progi na moje nogi. Jeśli autorzy wpisu nie mają ochoty zniżyć się do mego poziomu i nawet zdawkowo odpowiedzieć, to szczerze mówiąc aluzję zrozumiałam. Jeśli nie chcą mnie drzwiami nie będę wchodzić oknem. 
Rok temu ostro krytykowano pozostawianie nic nie wnoszących komentarzy typu - to nie moje klimaty, albo dopisuję książkę do listy lektur, poczytywane jako próbę zareklamowania swojego bloga. Jeśli ktoś robi to po raz pierwszy, to może rzeczywiście chce zwrócić naszą uwagę na fakt swego istnienia, nie uważam tego za nic złego, czy nagannego. Każdy z nas w jakiś tam sposób się reklamuje, gdyby nie taka reklama, to skąd moglibyśmy o sobie wiedzieć. A jeśli ktoś pisze taki komentarz po raz kolejny i kolejny - widocznie chce dać wyraz temu, że wpis przeczytał i w związku z tym chce, albo nie ma ochoty na polecaną/odradzaną książkę. Może rzeczywiście niezbyt to twórcze, ale dla mnie to zawsze wyraz chęci podzielenia się ze mną swoją reakcją na mój wpis. Czasami trudno na taki komentarz odpowiedzieć, ale zawsze cieszy. No i oczywiście może to być forma nieco bardziej nachalnej reklamy; typu fajny wpis, zapraszam do mnie ....stokrotka.blog... (nazwa całkiem przypadkowa). No cóż - zaglądam, ale jeśli nie widzę punktów stycznych znajomość nie ma szansy kontynuowania.
Kiedyś zżymałam się, jeśli przyłapałam czytającego na pobieżnym przeczytaniu wpisu, o czym świadczył komentarz (pobieżnym, albo bardzo pobieżnym) - nawet napisałam o tym u jednego z blogerów, ale przemyślawszy sprawę doszłam do wniosku, niech ten, co jest bez winy pierwszy rzuci kamieniem. Tak, przyznaję i mnie zdarza się, iż nie przeczytam wpisu uważnie, jestem raptus, wszystko chcę robić szybko, skomentuję, a za chwilę doczytawszy raz jeszcze widzę, że przeoczyłam coś, o co np. pytam w komentarzu. Zdarza się mnie, dlaczego nie miałoby się zdarzać innym? 
Czasami, kiedy widzę, iż poziom dyskusji mnie przerasta po prostu się nie wcinam. Wiele razy podkreślałam, jestem amatorką, swoje pisanie traktuję z przymrużeniem oka, nigdy nie miałam aspiracji współpracowania z wydawnictwami, recenzowania (i wbrew temu co pisze pewien literat- recenzentką nie jestem). 
Natomiast odpowiadanie na komentarze jest dla mnie wyrazem szacunku dla komentującego. Myślę, że to, czy odpowiadamy na komentarze, czy też nie wynika z podejścia piszącego; czy pisze on dla siebie, czy pisze też dla innych, czy ciekawi go reakcja czytających, czy tak naprawdę mało go to obchodzi, czy chce rozmawiać, czy też nie. 
Oczywiście jest jeszcze jeden aspekt - konkurencja w pozyskiwaniu zleceniodawców, ale ten aspekt jest mi zupełnie obcy, bowiem - jak wyżej.
Pozdrawiam wszystkich czytających, komentujących, odpowiadających oraz krytykujących, dobra krytyka mobilizuje i zmusza do przemyśleń, pod warunkiem, że jest krytyką tekstu, a nie piszącego. 
Zdjęcie-obraz Mehoffera Rozmowa

środa, 17 sierpnia 2011

Komentować, czy nie komentować oto jest pytanie

Czytam ostatnio na kilku bloogach (które lubię i których autorów szanuję) a także na facebooku wypowiedzi dotyczące zostawiania komentarzy, których treść irytuje autorów bloogów. Czytałam również, iż treść niektórych recenzji jest poniżej poziomu, zawiera błędy (w odmianie nazwisk cudzoziemskich, błędy stylistyczne, interpunkcyjne i o zgrozo ortograficzne).
Czytam i robi mi się nieswojo, bo oczywiście biorę wszystko do siebie. Robię rachunek sumienia, ile i komu zostawiłam komentarzy o treści "Ciekawa recenzja, dopisuję książkę do listy do przeczytania" - bo, że zostawiłam to pewne. Zastanawiam się, czy przypadkiem kogoś nie poinformowałam, iż dopisałam jego bloog do ulubionych (wychodzi mi, że na pewno Lirael, ale być może jeszcze kogoś, jeśli tak i jeśli ktoś potraktował to jako oczekiwanie na wzajemność - to przepraszam. Podobnie, jak książkowiec nie wiedziałam, że może to zostać odebrane jako zachowanie nieeleganckie i zahaczające o reklamę. Zanim przeniosłam się na bloogspot prowadziłam (i nadal to robię) blooga na WP (piszę tam o podróżach, musicalach i o książkach, których czytanie sprawia mi przyjemność). W moim przekonaniu poinformowanie kogoś o uznaniu (dodaniu blooga do ulubionych) jest wyrazem szacunku dla takiej osoby, a także chęcią sprawienia mu przyjemności.
Z niemal rocznych doświadczeń prowadzenia blooga na WP mogę napisać, że tego typu zachowanie nie było tam nigdy kwestionowane.
Sądziłam, że pisząc te parę słów o nieprzeczytanych książkach (nawet to przysłowiowe - opisałaś tak pięknie książkę, że czuję, iż muszę ją przeczytać) wyrażam swój podziw dla treści recenzji. Uważam, że większość autorów bloogów (zresztą niedawno dowiedziałam się, że w przewadze są to nauczyciele lub poloniści) ma prawdziwy dar pisania ciekawych, nieszablonowych recenzji i choć to brzydkie uczucie zazdroszczę im tego. Moje recenzje trudno nazwać profesjonalnymi, bo też zakładając blooga nie wyczytałam takiego wymogu. Piszę z potrzeby serca o tych swoich ochach i achach. Swój nieprofesjonalny i subiektywny osąd wyrażam bardziej emocjami niż piękną polszczyzną. Nie sądzę też, aby ktoś moje "recenzje" potraktował, jako probierz wartości nowo wydanej książki, gdyż nowości czytam niewiele, zdecydowanie wolę czytać klasykę.
Każdy ma prawo do wyrażenia tego, co go irytuje, wkurza, boli. A, że w pewien sposób poczułam się wywołana do tablicy - chciałam napisać, co ja myślę na ten temat.
Być może nie rozumiem problemu pozostawiania nic nie wnoszących komentarzy (stanowiących pewien rodzaj konkurencji w pozyskaniu zleceniodawców, bo tak zrozumiałam sens wypowiedzi bloogerów i apele o ignorowanie komentatorów i o wyższą jakość wpisów) ponieważ nie współpracuję, ani nigdy nie będę współpracowała z żadnym wydawnictwem.
Ja w każdym razie zastanowię się mocno, zanim napiszę kolejny komentarz typu "zamierzam przeczytać książkę", skoro jest to odbierane jako pusty nic nie wnoszący gest.
U mnie natomiast każdy komentarz jest mile widziany, nawet ten niewiele wnoszący do treści wpisu, podobnie, jak każda wizyta (nawet bez komentarza).

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Przenosiny

Przepraszam wszystkich za mały bałagan na bloogu. Próbując troszkę tu uporządkować etykiety coś mi się poprzestawiało i stary wpis, który był pierwszym wpisem na bloogu wlazł mi jako pierwszy :( Nie chcę go usuwać, więc niech sobie tu siebie.

Blooga prowadzę na platformie WP od października ubiegłego roku. 

http://ggpodroze.bloog.pl/
Zyskał on sobie spore grono wiernych czytelników, w ciągu tych ośmiu miesięcy ponad dwieście tysięcy odsłon. Muszę jednak przyznać, że to w połowie zasługa jednego wpisu o Rodzinie Borgiów Mario Puzo, którego tytuł "O papieżu o jego dzieciach" okazał się na tyle kontrowersyjny, że przyciągnął całe rzesze ziejących jadem nienawiści bądź to do kleru, bądź do autorki wpisu, która śmiała szargać narodowe świętości - choć wpis nie dotyczył ani świętości narodowych, ani szargania. O dziwo udało mi się przeżyć ten zmasowany atak i nie załamać.
Postanowiłam jednak poprowadzić blooga równolegle tutaj z powodu problemów dotyczących zamieszczania komentarzy przez część z moich czytelników, zwłaszcza tych nie posiadających bloogów na WP. Jeśli okaże się, że i tutaj nie ma możliwości wstawiania komentarzy... zapewne go zlikwiduję. 
Jeśli zaś pomysł chwyci - poprzenoszę tu moje wpisy z WP dotyczące zarówno moich podróży geograficznych, muzycznych, literackich jak i innych.

sobota, 13 sierpnia 2011

Czy na bloogspot też się zacinają liczniki odwiedzin?


Zdarzyło mi się to po raz pierwszy, jak się tu przeniosłam- nie wiem, czy wam też się przydarzało? Na WP systematycznie, co jakiś czas zacinał się licznik. Między innymi to spowodowało moje przenosiny tutaj. A tymczasem okazuje się, że tu wcale nie lepiej.
Z góry dziękuję za odpowiedzi.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Ocenianie książek


Przeczytalam wlasnie wpis o pomyle zaprzestania prowadzenia blooga przez książkowca (domek z papieru), który to pomysł bardzo mi się nie podoba, tak jak i pomysl nie zamieszczania komentarzy na bloogach. Nie moge zamanifestować tego niestety na wlasciwym bloogu (jade pociagiem i mam troche problemow z zamieszczaniem komentarzy na niektorych bloogach- jestem przekonana, ze to tylko w czasie podrozy) więc piszę tutaj.
Pomysl ten wywolal refleksje na temat moich wlasnych ocen ksiazek. Pisalam o tym wielokrotnie, nie jestem znawca, nie jestem polonistka, filologiem, historykiem sztuki. Czuje sie jednak humanistka z racji po trosze wyksztalcenia, po trosze zainteresowan. Moje oceny sa czesto bardzo emocjonalne i wyrazaja w jakim stopniu dana ksiazka mnie sie podobala.
Zdarza sie, ze nieetyczne zachowania jej bohaterow na tyle mnie nuza, badz denerwuja, ze juz z tego tytulu obnizam swoja ocene ksiazki. Zdaje sobie sprawe, iz tego rodzaju argumenty nie powinny miec najmniejszego znaczenia przy ocenie ksiazki, ale maja. Zdarza sie takze, iz denerwujace mnie zachowania bohaterow powiesci rowniez wplywaja negatywnie na moja ocene. To takze nie powinno miec miejsca, bowiem jesli bohater mówiac kolokwialnie "wkurza mnie" znaczy to, iz pisarz potrafil doskonale oddac jego charakter.
Dlatego wydaje mi sie, z czym oczywiscie mozna sie nie zgodzic, iz powinnismy oddzielac etyke postaci od naszych ocen. Wiem tez, ze sama czesto nie jestem w stanie tego oddzielicA z drugiej strony mamy prawo do wyrazania swoich pogladow. Dlatego prosze moich czytelnikow o szczere wypowiedzi. Jesli komus nie przypadnie do gustu polecana (zachwalana) przeze mnie ksiazka to nie mam nic przeciwko wyrazaniu opinii skrajnie roznych od moich.
Mam nadzieje, ze w miare skladnie wylozylam swoje mysli. Jestem bowiem siodma godzine w podrozy, wiec wybaczcie, jesli pisze glupstwa.
Zauwazylam kilka nowych obserwatorek. Dziekuje za zainteresowanie monotema, biedronka, nemeni. Ja rozwiez do was zagladam i to juz od pewnego czasu.
Na zdjęciu Domek do góry nogami- Szymbark (tak sie teraz czuje, jakbym stala na glowie)