![]() |
| Stare Łazienki Nałęczów |
Wybór tego kierunku podróży (Puławy i Nałęczów) nie był moim pomysłem. Ale jak dołożyłam do tego Kazimierz Dolny i Warszawę teatralną z wystawą w Konstancinie Jeziornej to pomyślałam czemu nie. Miło jest odkrywać nowe miejsca, a Nałęczów kojarzyłam wyłącznie z Parkiem Zdrojowym. Z wiekiem zaś parki i ogrody coraz chętniej odwiedzam. Tuż przed wyjazdem poczytałam o pięknych willach, Muzeum Prusa i wąwozach lessowych.
Tych ostatnich niestety nie udało nam się odwiedzić, gdyż zabrakło czasu, trzeba było zdążyć na przedostatni powrotny autobus (ostatni to już za duże ryzyko).
Przyjechałyśmy do Nałęczowa pociągiem bardzo wcześnie rano zachęcone krótki czasem podróży. Niestety okazało się, że pociąg zatrzymuje się pięć kilometrów dalej. Jako, że była to niedziela a miejscowe autobusy kursowały rzadko skorzystałyśmy z taksówki. Ta zawiozła nas pod samą bramę parkową i to co początkowo wydawało nam się wadą (zbyt wczesne przybycie) okazało się zaletą. Niedziela rozleniwiła kuracjuszy, a zatem miałyśmy niemal cały park dla siebie. Dzień był słoneczny i zapowiadał się ciepły. Obeszłyśmy go wzdłuż i wszerz robiąc sobie sesje zdjęciowe tudzież czyniąc rozeznanie, gdzie można będzie wrócić na obiad, a gdzie napić się kawy. Wspólne podróżowanie ma pewną wadę robimy dużo zdjęć sobie nawzajem, a mniej atrakcyjnym obiektom. Zatem będę miała kłopot z zamieszczaniem zdjęć ciekawych budowli bez naszych facjat (usuwaniem postaci).
Nałęczowski Park spodobał mi się od pierwszego wejrzenia, jest wystarczająco rozległy, aby można było w nim spacerować bez znudzenia, jest zadbany, a wiele budowli zostało odrestaurowanych. Prace nad przywróceniem dawnego wizerunku parku nadal trwają, co oznacza, iż za rok, czy dwa będzie on jeszcze ładniejszy. Bardzo lubię rzeźbę w przestrzeni parkowej. Ładnie mi się ona komponuje wśród drzew, krzaków, czy wodnych akwenów. Nie będę oryginalna, jeśli stwierdzę, że najbardziej podobały mi się akcenty związane z Bolesławem Prusem (czyli Aleksandrem Głowackim) – autorem powieści, z których najbardziej znane są Lalka, Faraon czy Emancypantki. Był siedzący na ławeczce pisarz, a też wielki bicykl, który się z nim kojarzy, jako, że był admiratorem jazdy na prototypie roweru. Równie ładnie prezentowały się ławeczki z takimi dodatkami, jak wielki parasol, czy pochylone ku sobie latarenki imitujące parę zakochanych. Miałam wrażenie, że mogłabym tak spacerować i spacerować. Wokół domu Zdrojowego kwitły jeszcze dalie i begonie. Z ogromnej ilości domów sanatoryjnych to nie Stare Łazienki a Sanatorium Książę Józef najbardziej mnie urzekło. Miały na to zapewne wpływ drewniane balustradki zdobiące frontową część budynki tuż nad wejściem głównym. Budowę obiektu zlecił Fortunat Nowicki - dyrektor zakładu kąpielowego w Nałęczowie. Był lekarzem i społecznikiem, za udział w powstaniu styczniowym zesłany został w głąb Rosji. Po kilkunastu latach wrócił do kraju właśnie do Nałęczowa. Na zesłaniu praktykował w zakładach leczniczych, a jego dom był miejscem spotkań dla innych zesłańców. Interesował się literaturą, przyjaźnił z Lelewelem i Kraszewskim. Najpierw na zesłaniu, potem w Nałęczowie badał zawartość wód żelazistych i ich właściwości lecznicze. Ciekawostką jest, iż przyjęta na wychowanie przez Nowickiego i jego żonę Faustyna Morzycka była pierwowzorem Siłaczki w nowelce Żeromskiego. Co oznacza, iż panowie albo się znali, albo pisarz znał córkę doktora. Sanatorium otrzymało swą nazwę na część księcia Józefa Poniatowskiego. W Parku Zdrojowym znajduje się wiele ciekawych zakątków, jak również miejsc, w których można zjeść czy delektować się słodkościami. My na kawkę wstąpiłyśmy do Domu Czekolady, a na obiadek i przepyszne policzki wieprzowe oraz łososia w zielonym sosie do Restauracji Termy Pałacowe.
Najbardziej urokliwą uliczką Nałęczowa jest ulica Lipowa, przy której znajduje się spora ilość willi, a każda z nich jest inna. Najbardziej znaną jest Willa Pod Matką Boską zwana Ewelina (od imienia kobiety, która ponad sześćdziesiąt lat temu założyła tam pensjonat). Wzniesiona pod koniec XIX wieku w stylu włoskim willa gościła Prusa, który pisał tu min fragmenty Lalki czy Palcówki. Niestety podczas naszej wizyty w Nałęczowie była pełna gości (mieści się tam restauracja, kawiarnia oraz galeria sztuki). Trudno było nie tylko wejść do środka co też zrobić w miarę dobre zdjęcie.
Księga gości zawiera nazwiska wielu znanych pisarzy, czy ludzi ze świata filmu. Mnie zaintrygowało, iż gościł w niej Wiliam Wharton - pisarz, którego książkami swego czasu się zaczytywałam (dziś może bym inaczej je odbierała, ale Wieści nadal uważam za fajne czytadło wigilijne). Zdecydowanie bardziej łaskawa okazała się Willa Nagórze (Na Górze) – nazwana przeze mnie Zieloną Willą powstała w podobnym czasie, co Willa Pod Matką Boską w stylu szwajcarskim dla ziemianina o nazwisku Nagórski. Z uwagi na swą drewnianą zabudowę i kolor fasady wyróżniała się spośród pozostałych bądź to murowanych bądź drewnianych w odcieniach brązu budowli.
Chyba z powodu tych drewnianych budowli czy też drewnianych wykończeni budowli Nałęczów przypominał mi Zakopane. Co prawda byłam tam tylko raz, ale z uwagi na wielość gości (mimo, iż było to ładnych parę lat temu) nie mam ochoty wracać.
![]() |
| Staw i Altana Zakochanych |
Rzadko mam okazję oglądać drewniane świątynie, może dlatego bardzo zaciekawił mnie kościół pod wezwaniem Św. Boromeusza. Zbudowany jest w stylu zakopiańskim wg projektu Stanisława Witkiewicza ojca Stanisława Ignacego znanego bardziej jako Witkacy. I wstyd się przyznać, ale dopiero teraz uświadomiłam sobie, iż myliłam do tej pory obrazy ojca z obrazami syna, co wynikało z niewiedzy. I oglądając obrazy ojca myślałam o nich jako obrazach syna i nawet byłam zdziwiona, że są takie „normalne”. A przecież Witkacy eksperymentator malował w tak charakterystyczny sposób, że trudno jego malarstwo pomylić z jakimkolwiek innym. Kościółek wybudowano ze środków prywatnych państwa Benni (on lekarz warszawski Karol i żona Ludwika). Nie mając potomstwa a będąc ludźmi głęboko religijnymi (i zapewne zamożnymi) postanowili wybudować świątynię dla kuracjuszy i ludzi chorych. Kościółek jest mikroskopijny, choć w dziesięciu ławeczkach zapewne znajdą pociechę potrzebujący. Świątynia jest skromna, ale niezwykle klimatyczna i fotogeniczna. Naszą uwagę zwróciły metaloplastyczne dekoracje poręczy przy schodkach do kościółka.
![]() |
| Kościół pod wezwaniem Św. Boromeusza |
No i jeden z celów naszej wyprawy, jako, że obie kochamy literaturę, a już Prusa ubóstwiamy – Muzeum pisarza. I tu wyszło nasze nieprzygotowanie – kiedy okazało się, iż muzeum, czy raczej nazwałabym to izbę pamięci mieści się w Domu który kiedyś stanowił ochronkę dla dzieci. Czytając tablicę informacyjną miałyśmy niezły mętlik w głowach, idąc do Prusa a trafiając na Żeromskiego. Okazało się, iż to Żeromski był inicjatorem budowy Ochronki dla dzieci na własnym gruncie z honorariów ze sprzedaży książek, a także datków oraz kwot z koncertów i przedstawień amatorskich. Ochronkę nazwano imieniem Adama Żeromskiego, który był przedwcześnie zmarłym (w wieku 19 lat) synem pisarza. Ochronkę wybudowano w stylu zakopiańskim – połączenie kamienia i drewna. Dziś mieszczą się tu tymczasowo pamiątki po Bolesławie Prusie; odtworzony dzięki fotografiom gabinet pisarza, replika biurka, maszyna do pisania, a także okulary pisarza. Mnie zaciekawiło i rozśmieszyło świadectwo dojrzałości zaczynające się słowami Młodzian Aleksander Głowacki obyczajami wzorowiemi zalecający się, .. po ukończeniu całkowitego kursu nauk … pragnąc przekonać nas jaką korzyść z takowych odniósł wypracował pod naszym okiem i bez obcej pomocy rozprawy w języku polskim i łacińskim na temata przez nas zadane i tak dalej… Oceny miał Aleksander w połowie celujące, w połowie dostateczne. Zadziwiło mnie dostateczne z logiki, bo to był jedyny przedmiot który zdałam bez uczenia i to na najwyższą ocenę. Do dziś nie mogę znieść braki logiki w argumentacji😊W Muzeum znajdowały się różne wydania dzieł Prusa, listy, zdjęcia, ale są też pamiątki po Stefanie Żeromskim, jak model willi Górskich, w której Żeromski był guwernerem dzieci Górskich i gdzie pisał Siłaczkę oraz Zmierzch. Są tam też stare ryciny Nałęczowa a także Puław.
![]() |
| Villa Ewelina (tylko z daleka, z bliska wciąż ktoś wchodził w kadr) |
![]() |
| Villa Zielona |
![]() |
| W Muzeum Prusa |
![]() |
| świadectwo dojrzałości Aleksandra Głowackiego |
Na koniec zafundowałyśmy sobie wycieczkę Retro meleksem. Planującym odwiedziny w Nałęczowie polecałabym taką wycieczkę na początku odwiedzin, gdyż daje dobre rozeznanie, co warto obejrzeć.
I tak wycieczka do Nałęczowa która miała być jedynie spacerkiem po parku i po Lipowej alei okazała się też spotkaniem ze światem literatury i sztuki i pyszną kuchnią. Na wystawę ilustracji i rycin Michała Elwiro Andriollego trafiłyśmy przez przypadek szukając drogi do Muzeum Prusa. Ucieszyło mnie to bardzo, bo odkąd pamiętam słyszałam o wydaniu Pana Tadeusza z ilustracjami Andriollego, a nigdy ich nie widziałam. A okazuje się, iż był on mocno związany z Nałęczowem (spędził tu ostatnie lata życia i tu został pochowany)
![]() |
| Ilustracja do Romeo i Julia |
![]() |
| metaloplastyka przy schodkach do kościółka Św. Karola Boromeusza |
![]() |
| Pyszny obiadek |
![]() |
| Ławeczka zakochanych |
To była bardzo udana wycieczka i będę ją dobrze wspominać
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).