Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 8 lutego 2024

Najpiękniejsza uliczka w Gdańsku

Mariacka (w tle Kościół Najświętszej Marii Panny)

Być w Gdańsku i nie przejść się ulicą Mariacką to jak być w Rzymie i nie zobaczyć Bazyliki Św. Piotra. Są ulice starsze od Mariackiej (jak choćby Chlebnicka czy Piwna), ale nie ma piękniejszej. Są bardziej okazałe, bogatsze w zabytkowe budowle, ale ta obejmujące 52 kamieniczki uliczka ma niepowtarzalny urok. Na jej klimat składa się suma wrażeń, jakie tworzą przedproża, kamieniczki, rzygacze, Bazylika Najświętszej Marii Panny z jednej strony i brama Mariacka z Domem Przyrodników z drugiej strony. Należy do tego dodać jeszcze kamienne kule przy schodach przedproży, zdobienia tychże, gotyckie stele i wielkie nazwiska związane z tą uliczką.
Pomuchel (czyli dorsz w roli rzygacza)
Uroku dodaje kameralność uliczki, jest niedługa, a dzięki przedprożom dość wąska. Spaceruje się tu przyjemnie o każdej porze roku i dnia. Oczywiście najmilej jest wcześnie rano, kiedy jest prawie pusta lub późnym wieczorem przy włączonych latarniach. A komu się to nie uda powinien wysilić wyobraźnię i wymazać nadmiar turystów z kart wspomnień. Niektórzy nazywają Mariacką złotą uliczką, ja nazywam ją bursztynową (od znajdujących się tu sklepików z bursztynem we wszelkiej postaci, głównie biżuterii). Właściciele ustawiają szklane witryny bezpośrednio na ulicy; w pochmurny dzień blask żywicy rozświetla smutne myśli, w słoneczny odbija promienie. Szklane gabloty mienią się odcieniami pomarańczy, żółci, czerwieni, karmazynu, mlecznobiałego, srebra i złota.
Ulicę Mariacką nazywam bursztynową uliczką
Historia ulicy wiąże się ze stojącym u jej wylotu kościołem Mariackim (pełna nazwa kościół Najświętszej Marii Panny). Od niego wzięły nazwę ulica, plebania, brama i oddział bibliteki. Jej nazwa pojawia się w księgach gruntowych w 1350 r. Niemcy nazywali ją Frauengasse, Polacy Niewieścią (XVI w) lub Panieńską (na przełomie XIX i XX w). Wszystkie te nazwy pochodziły od Najświętszej Marii Panny i jej kościoła. Może też dlatego od 1945 r. zaczęto nazywać ją Mariacką.
Bogactwem Mariackiej są jej przedproża. Same tarasy przy kamieniczkach pierwotnie drewniane pochodziły z XIV wieku. Mnie zauroczyły te kamienne z żelaznymi balustradami, płytami przedprożowymi, bogato zdobionymi płaskorzeźbami przedstawiającymi alegorie, scenki rodzajowe, bądź postacie zwierząt. Przedproża jak pisała o nich Joanna Schopenhauer w Gdańskich wspomnieniach młodości były rodzajem ozdobnych tarasów spełniającym wielorakie funkcje; placu zabaw dla dzieci, miejsca spotkań dla pań, wymiany poglądów dla panów. Życie towarzyskie tutaj kwitło. Nie można nazywać tych przedproży balkonami. Są to raczej przestronne, dosyć szerokie tarasy, wyłożone wielkimi płytami kamiennymi, ciągnące się wzdłuż fasad domów. Prowadzą do nich szerokie wygodne schody, a kamienne ogrodzenia zabezpieczają od ulicy. Pomiędzy przylegającymi do siebie przedprożami sąsiadujących domów wznoszą się przymurki cztery do pięciu stóp wysokie, stanowiące ich rozgraniczenie. Na tych przymurkach spoczywają w kamiennych korytach rury blaszane, zbierające z dachów wodę deszczową, wypływającą na zewnątrz przez paszcze ogromnych, nieraz prawdziwie artystycznie wykutych z kamienia głów delfinów lub wielorybów.
Kamienica nr 52 (krowy na przedprożach)
Dzisiaj w czasach coraz bardziej wirtualnych życie towarzyskie (nie tylko na przedprożach) zamiera. Nawet turyści rzadko kiedy wspinają się po kilku schodkach na te fantastyczne balkony, a szkoda, bo podwyższenie daje ciekawszą perspektywę.
Jak pisze wielce zasłużony znawca Gdańska pan profesor Januszajtis w Gdańskim ABC Nie sposób jej [Mariackiej] sobie wyobrazić bez tych charakterystycznych dla dawnego Gdańska tarasów, ozdobnych balustrad i schodków z kutymi poręczami. Przed schodkami stoją kamienne słupki lub kule. Przedproża podkreślają architekturę fasad, przydają im odświętnego charakteru i zapraszają do wejścia. Dodatkową ozdobą są sterczące ze ścianek działowych groteskowe rzygacze, odprowadzające wodę z rynien. Niegdyś każdy bogatszy gdański dom miał przedproże. Jeszcze w połowie XIX wieku było ich ponad 600. …. Dziś mamy w Gdańsku około 100 przedproży, z czego połowę na Mariackiej. (str. 84 rozdział M jak Mariacka)
Wejście przez Bramę Mariacką
Spacer po Mariackiej dobrze jest zacząć od strony Motławy, przechodząc przez Bramę Mariacką ma się piękny widok na całą ulicę i zarys bryły kościoła widziane jakby przez okienko bramne. Co nie oznacza iż wejście na uliczkę od strony świątyni jest mniej urokliwe.
Brama Mariacka powstała pod koniec XV wieku i ma formę późnogotycką. Od strony Motławy znajduje się tablica upamiętniająca Aleksandra von Humboldta, niemieckiego przyrodnika i podróżnika, któremu Gdańskie Towarzystwo Przyrodnicze nadało honorowe członkostwo podczas pobytu w Gdańsku w 1840 r.. Na tablicy wyryto słowa podróżnika; trzy są wybrzeża które najbardziej spodobały mi się w całej Europie - Złoty Róg, Zatoka Triesteńska i Zatoka Gdańska.
tablica Humboldta
Natomiast od strony ulicy Mariackiej nad bramą znajduje się herb Gdańska białe srebrne krzyże na czerwonym tle ze złotą koroną trzymaną przez lwy. Po lewej strony bramy znajduje się oryginalna tabliczka z nazwą ulicy Mydlarskiej z wyrzeźbionymi bańkami mydlanymi.
Wieża domu Przyrodników z punktem widokowym (dawne obserwatorium)
Jedną z najciekawszych kamieniczek znajdujemy po prawej stronie Bramy Mariackiej; jest to Dom nr 26 z 1599 (prawdopodobnie, jak podaje pan profesor Januszajtis dzieło Antoniego van Obberghena- twórcy Zbrojowni i przebudowy słynnego zamku Hamleta w Elsynorze). Pierwotnie pełnił funkcje mieszkalne. Od 1845 r. należał do założonego ponad sto lat wcześniej Towarzystwa Przyrodniczego. Nosi od nazwę Domu Przyrodników, a obecnie mieści się w nim Muzeum Archeologiczne. Charakterystyczną częścią kamienicy jest okrągła 36 metrowa wieża, na której szczycie w 1866 r. umieszczono obserwatorium astronomiczne. Fasada wraz z wieżą ocalały w czasie wojny. Obecnie na szczycie wieży znajduje się punkt widokowy, z którego można obejrzeć panoramę śródmieścia. Dom Przyrodników zdobią płyty przedprożowe z alegoriami czterech nauk.
Jedna z 4 alegorii nauk
Z ulicą Mariacką związane są nazwiska: Hugo Conwentz niemiecki botanik i pionier ekologii z drugiej połowy XIX i początku XX wieku (kamienica nr 28), Jan Uphagen ten od Domu Uphagena na Długiej (kamienica nr 38, nie mieszkał w niej, ale do niego należała), Jan Ernst Weichenthal twórca zegara z 1798 r. w Dworze Artusa (kamienica nr 51).
Warto zwrócić uwagę na płyty przedprożne. Na przedprożu kamieniczki nr 28 można zobaczyć kopię płaskorzeźby chłopca na delfinie (oryginał wmurowany jest w ścianę wewnętrzną przedproża). Kamieniczka o numerze 34/36 na płycie przedproża posiada postać półnagiej kobiety, w czym nie ma nic dziwnego, to bogini Diana. Tyle, że leży ona na pojeździe kosmicznym łunochodzie znajdującym się na księżycu. Kiedy odbudowywano Mariacką trwał podbój kosmosu, więc konserwatorzy upamiętnili to w sposób żartobliwy umieszczając boginię na księżycu. W miejscu pomiędzy plebanią Kościoła Mariackiego a dróżką prowadzącą dziś do ulicy Św. Ducha stały kiedyś Ławy Mięsne (taki pasaż handlowy- skromniejszy odpowiednik krakowskich Sukiennic). Płyty z rzeźbionymi krowami były kiedyś wmurowane w fasadę Ław Mięsnych. Dziś zdobią krowy zdobią przedproża kamienicy nr 52 (klubu pisarza i znajdującej się tam dziś restauracji).
Kopia Chłopca na delfinie
Diana na księżycu

Sen Jakubowy 
Po przeciwnej stronie uliczki w Kamienicach nr 2 i 3 barokowe płyty przedstawiają Dobrego i Miłosiernego Samarytanina. Natomiast na przedprożu kamienicy 17 wyrzeźbiono sen Jakuba. A to tylko niektóre płaskorzeźby.
Mnie zawsze zachwycały dwie wyróżniające się bielą stele znajdujące się przed kamienicą nr 1 (z 1451 r. - najstarszego murowanego w Gdańsku domu, który pieczołowicie odtworzono po wojnie). Stele zostały zrekonstruowane na podstawie fragmentów odnalezionych po wojnie w gruzach ulicy Chlebnickiej. Przedstawiają Zwiastowanie Anielskie, a kto mnie zna wie, że mam dużą słabość do anielskiej braci, do anielic także.
Stele ze sceną zwiastowania
Z Mariacką wiążą się też takie ciekawostki jak te poniżej podane przez profesora Januszajtisa.
W portalu kamienicy 36 znajduje się oryginalny napis (po niemiecku); Bóg woli by zazdrościli, niż by się skarżyli. Fasadę kamienicy nr 39 z 1557 r. odbudowano tutaj, zamiast na jej pierwotnym miejscu przy ul. Piwnej 46. Na szczycie kamienicy nr 37 znajduje się łabędź o szyi tak wysmukłej, że rzeźbiono ją już na rusztowaniu w obawie przed pęknięciem podczas transportu. Słupski przedproży domu nr 7 pochodzą z nieistniejącego już pałacyku na ulicy Długie Ogrody, który należał do rodziny von Almonde, gdzie w 1807 r. przebywał Napoleon Bonaparte. Jeden z rzygaczy kamieniczki nazywany był dawniej ,,dorszową głową’’, choć wcale dorsza nie przypomina. Kute balustrady przedproża kamieniczki o numerze 13 to starannie wykonane kopie, oryginały natomiast znajdują się w Muzeum Narodowym.
fragment przedproży

I jeszcze ciekawostka odnaleziona w internecie, nie wiem na ile prawdziwa, ale kto chce niech wierzy. W najstarszej gotyckiej kamienicy pod nr 1 miała rezydować Anna Schilling- gospodyni i domniemana konkubina Mikołaja Kopernika. W kamienicy mieści się małe muzeum, gdzie znajduje się zrekonstruowany kufer, który miał należeć do Anny i potwierdzać zażyłość relacji z astronomem, własnoręczna recepta podpisana przez Mikołaja, fragment jego listy do króla Zygmunta Starego oraz kopia dzieła O obrotach sfer niebieskich.
Kolejną ciekawostką była znana mieszkańcom i turystom kotka Mysza, która uwielbiała się wygrzewać na słoneczku. 
Myszy nie zobaczymy już na Mariackiej, przeszła na kocią emeryturę (znalazła bezpieczny dom na stare lata)

A ja na zakończenie spaceru udaję się do ulubionej Eklerowni na małe co nieco. I tym słodkim akcentem zapowiadam ponad dwu tygodniową przerwę we wpisach udając się na ziemię włoską, której uroki mam nadzieję osłodzą mi gorycz rozstania z moim ukochanym miastem.
Kawa z widokiem na kamieniczki bursztynowej uliczki



17 komentarzy:

  1. Ciekawa ta uliczka. Tylko taka jakaś zaniedbana.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że chodzę nią dość często nie zauważyłam zaniedbań. Może tak to jest jak się patrzy bezkrytycznym wzrokiem.

      Usuń
    2. Jeszcze raz przejrzałam zdjęcia i nie widzę tego zaniedbania akurat na Mariackiej (pewnie jest gdzieś, ale raczej nie tu). A jeśli chodzi Ci o pękniętą płytę, czy wyszczerbiony mur przedproża to musisz pamiętać, że to wszystko są zabytki i nie nie można sobie tak wziąć trochę tynku i zaszpachlować (potrzebny ekspertyzy, wyceny, pozwolenia, no i pieniądze).

      Usuń
  2. Gdańsk to bardzo klimatyczne miasto a ulica Mariacka jest tego klimatu esencją! Cieszę się, że o niej napisałaś, bo to też moja ulubiona. Pamiętam, jak byłam w Gdańsku w latach 70- tych i było tam też pięknie, choć mniej bogato, ale mimo wszystko nie można było porównać go z miastem, jakie zobaczyłam dziesięć lat wcześniej, kiedy na nabrzeżu Motławy i na wyspach straszyły ruiny i wypalone kamienice bez okien. Poza tym Gdańsk ma szczególne znaczenie dla mojej rodziny, tam w 1945 roku poznali się moi rodzice, ojciec przyjechał z Poznania a mama z Warszawy i tak się stało, że zostali parą, ale jeszcze przed ślubem na jakiś czas wyjechali, każde w swoją stronę. Gdyby nie to, może byłabym Gdańszczanką a nie Ostródzianką? Mama często opowiadała, jak wyglądał Gdańsk tuż po wojnie, że wieczorami nikt kto nie musiał, nie wychodził z domu i że często słyszało się strzały w ruinach. W latach osiemdziesiątych, ale jeszcze za komuny, zabrałam ją tam, żeby jej pokazać odbudowane miasto, mama była zachwycona starówką, nie mogła uwierzyć, że to jest ten sam Gdańsk. Niestety, wyobraź sobie, że była to rocznica podpisania porozumień sierpniowych, były zamieszki w centrum, policja, kamienie i gaz na ulicach, po prostu horror. Bałyśmy się, że nie dotrzemy na dworzec, jakoś nam się udało, ale nasz autobus został obrzucony kamieniami, nawet okno wybito, ale nikomu nic się nie stało. Moja biedna mama była wstrząśnięta, bo jak powiedziała, wyjechała jak właściwie jeszcze była wojna i wróciła na wojnę. Ot, taka rodzinna historia...Serdecznie pozdrawiam, trzymam kciuki za powodzenie Twojej wycieczki, pogodę, realizację wszystkich planów i życzę mnóstwa wspaniałych wrażeń. Wracaj do nas i jak najszybciej opisz nam, co pięknego widziałaś. Będę czekać niecierpliwie, (myślę, że takich jak ja, będzie spora gromadka) !

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdańsk, obok Warszawy i Wrocławia był najbardziej zniszczonym miastem po wojnie (90 procent zabudowy to były ruiny i gruzy). Ja urodzona 18 lat po wojnie nie pamiętam już tamtych czasów, choć zdjęcia zniszczonego miasta, miasta gruzów są porażające. Do niedawna jeszcze wyspa spichrzów straszyła ruinami. Dziś pozostało jedynie kilka może kilkanaście budynków, które straszą kikutami. Można się dziwić, że tyle lat po wojnie (prawie osiemdziesiąt) jeszcze nie wszystko odbudowano, ale biorąc pod uwagę skalę zniszczeń i ogrom środków wymaganych dla odnowienia w dużej mierze zabytkowych budowli staje się to zrozumiałe. Miałam szczęście być pokolenie które nie zaznało wojny i jeśli dziś czegoś miałabym się obawiać to tego, aby to się nie zmieniło. Twoja mama musiała przeżyć szok z jednej strony widząc odnowione to co było gruzowiskiem, a z drugiej trafiając na uliczne potyczki z wówczas jeszcze milicją, lub zomo. Pamiętam tamten dzień, a raczej dzień później, kiedy szłam do pośredniaka po skierowanie do pracy w muzeum narodowym w Gdańsku. Wtedy bez takiego skierowania nie można było się zatrudnić, choć wszystko miałam wcześniej załatwione. To był rok na przeczekanie przed egzaminem na studia. Tamtego dnia jeszcze nam oczy łzawiły od gazów użytych dzień wcześniej. Więc może mało brakowało a byśmy się kiedyś spotkały w Gdańsku, minęły gdzieś na ulicy, nawet o tym nie wiedząc :) Choć w rocznicę porozumień to było wiadomo, że będzie na mieście zadyma, więc grzeczna dziewczynka nie pchała się tam, gdzie potencjalnie można było oberwać. Dziś starsza pani jest bardziej odważna i zaliczyła parę manifestacji w przeciągu ostatnich ośmiu lat :). Dzięki za życzenia i życzliwość. Pozdrawiam siedząc na walizce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam tam latem 2005 roku, a dzisiaj po tylu latach wybrałam się z Tobą na spacer.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło byłoby wspólnie pospacerować, może kiedyś się uda

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się Twoja relacja z Gdańska, zresztą poprzednie też. Chociaż w Gdańsku byliśmy i na tej uliczce też, to bardzo chcemy znowu powłóczyć się po tym pięknym mieście. Twoje relacje tylko zaostrzają apetyt. Mamy kilka miast w kraju, którymi można się poszczycić a Gdański niewątpliwie do nich należy. Udanej włoskiej wyprawy. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że Gdańsk się wam spodobał, zapraszam częściej, choć zdaję sobie sprawę z tego ile macie (mamy wszyscy) takich podróżniczych marzeń, a ile z wiekiem i czasem dotyka nas ograniczeń. Ale trzymam kciuki

      Usuń
  6. Najpiękniejsza w Gdańsku i jedna z najpiękniejszych w Polsce. Po zmroku również wygląda niezwykle i bardzo klimatycznie. Szłam po niej setki razy, raz nawet w towarzystwie Grzegorza Turnau, którego w liceum byłam wielką fanką.
    Pięknego włoskiego urlopu, wyjaśniła się zagadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak po zmroku, oświetlona latarenkami, zimą przysypana śniegiem, latem o wschodzie słońca, chyba nie ma pory roku i dnia, aby nie wyglądała ładnie. Grzegorza Turnau też bardzo cenię i lubię. Raz nawet byłam blisko wybrania się na jego koncert, ale jakiś losowy przypadek mi to uniemożliwił. Może się uda kolejnym razem.

      Usuń
  7. Mój syn mieszka w Gdańsku szósty rok, ale nie polubił tego miasta. Na szczęście dla mnie chce wrócić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zawsze, albo często ciągnie nas do miejsca urodzenia, jak piszesz ku twojej radości.

      Usuń
  8. Niesamowite te gabloty i stoiska z bursztynem, dawno nie widziałam czegoś takiego na ulicy, i pewnie dlatego tak bardzo przyciągnęły moją uwagę. Skojarzyły mi się trochę z... odpustami parafialnymi. Jako dziecko uwielbiałam je, bo po mszy można było spokojnie udać się na zakupy i znaleźć coś dla siebie na jednym z takich kramów. Ja przeważnie wracałam z nich z nową zabawką - koniem :)

    Tak sobie myślę... Piszesz o turystach, którzy rzadko wchodzą po schodkach na te przedproża. Ale czy takie wchodzenie nie byłoby już przekraczaniem pewnych prywatnych granic mieszkańców tych kamienic? Może nie wszyscy sobie tego życzą? To tylko takie moje luźny myśli na ten temat. Chyba nigdy nie byłam w Gdańsku, nie kojarzę przynajmniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielbiciele bursztynu mogli by się poczuć urażeni takim skojarzeniem, ale może coś jest na rzeczy. Osobiście choć uwielbiam bursztyn oglądać nie jestem jego wielbicielką, jako potencjalna użytkowniczka korali, wisiorków, czy pierścionków. Ale ja- to inna historia, biżuterii w ogóle poza tą ze szkła weneckiego (z Murano) nie noszę. Te przedproża dzisiaj pełnią inną rolę, niż dawniej. Wówczas rzeczywiście mogłoby to być naruszeniem prywatnej przestrzeni, dziś to przestrzeń wspólna, na którą ja przynajmniej nie mam obiekcji, aby wejść dla popatrzenia z innej perspektywy, czy zrobienia zdjęcia.

      Usuń
  9. Wiesz, też miałam takie myśli w związku z przedprożami, bo w końcu to przecież część domu a z drugiej strony niemal ulica... Ale ponieważ strasznie mnie to korciło, żeby popatrzeć na otoczenie z tej wysokości kiedyś się odważyłam i weszłam, choć z duszą na ramieniu, że otworzą się drzwi albo okno i usłyszę parę przykrych słów. Jednak nic takiego się nie stało a ja zaspokoiłam swoją ciekawość. Jednak naprawdę mogłam się cieszyć sytuacją dopiero w Elblągu, kiedy usiadłam na takim przedprożu przy kawiarnianym stoliku. Choć Elbląska "starówka" to tylko stylizowana podróbka bo wszystko zostało zrównane z ziemią w czasie wojny, było pięknie. Siedziałam sobie wysoko po zacienionej stronie ulicy i patrzyłam, jak jej pozostała część z wieżą kościoła św. Mikołaja lśni w słońcu i myślałam, że dom z przedprożem to wspaniała rzecz. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapewne gdyby ktoś tam wystawał godzinami i jeszcze prowadził uciążliwe długie rozmowy byłoby to nie w porządku wobec mieszkańców (którzy nawiasem mówiąc nie mają lekko. Mieszkanie przy takiej turystycznej perełce to jest przekleństwo i to nie z powodu tego, że ktoś wejdzie na przedproże, a dlatego, że zawsze tam hałaśliwie, tłoczno, często organizowane są jakieś atrakcje turystyczne, typu jarmark, a wieczorami ciężko zasnąć kiedy życie bywa toczy się niemal całą noc. A już najbardziej uciążliwe bywają knajpy z alkoholem otwarte do późnych godzin nocnych. wiem coś o tym od koleżanki, która mieszkała przy jednej z takich uliczek. A i sama przebywając w hotelu na starówce jednego z polskich miast przeklinałam na czym świat stoi, bo przez trzy noce nie zmrużyłam oka, mimo stoperów w uszach). Tak więc przy tym wszystkim ludzie kręcący się po przedprożach nie powinni stanowić problemu. Gdańska starówka to także w dużej mierze replika odtworzona po wojnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).