czwartek, 17 lipca 2014

Co czytał Van Gogh (część 1)


Słoneczniki z Muzeum w Amsterdamie
Van Gogha znamy jako malarza postimpresjonistycznego, twórcę takich dzieł, jak Słoneczniki, Autoportrety, Gwieździsta noc czy Taras kawiarni nocą. To tylko te najbardziej znane tytuły. Niemal każdy słyszał o kłótni z Gaughinem i obciętym uchu. Ale kto wie o tym, iż Vincent bardzo lubił czytać. W Listach do brata pada wiele nazwisk autorów, znanych i tych, którzy odeszli w zapomnienie, bądź znani są jedynie wąskiemu gronu specjalistów. Vincent zaczytywał się głównie powieściami Zoli, Hugo, czytał Maupassanta, ale czytał także literaturę angielską (zachwyt wzbudził Szekspir, nie pogardził Dickensem, a także literaturą, stworzoną przez panie; Austin, Bronte Cherlotte) czy literaturę rosyjską (tu przeważa Tołstoj).
Opinie Vincenta podobają ogromnie mi się podobają, bo są pełnie autentycznego zachwytu, szczerości, nie są podbudowane teorią, znawstwem, wykształceniem, odbierał literaturę sercem, intuicją. Często odbierał ją poprzez porównanie z malarstwem.
W dzisiejszym wpisie skoncentruję się na literaturze francuskiej.
Zacznę od mniej znanego autora Julesa Micheleta, na którego książki powoływał się w listach wielokrotnie pełen zachwytu dla dzieł tego pisarza i filozofa. Michelet był autorem kilkunastotomowej historii Francji i twórcą „białej” legendy Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Co ciekawe był też sympatykiem i obrońcą Polski (autorem takich dzieł, jak Kościuszko, legenda demokratyczna, Pologne et Russie oraz La Pologne Martyce) a także zwolennikiem integracji europejskiej. Zacząłem więc studiować książki, które znajdowały się w moim
Autoportret w Muzeum w Amsterdamie
zasięgu - Biblię, Histoire de la Revolution Micheleta, a potem, ostatniej zimy, Szekspira, trochę Wiktora Hugo i Dickensa, Beecher-Stowe, ostatnio Ajschylosa i wielu innych, mniej klasycznych, wielkich małych mistrzów
. (str. 87 Listów)
Jak ciężko jest czytać, kiedy w domu czytanie uznaje się za dziwactwo. Ojciec - pastor uznawał jedną tylko książkę, a była nią Biblia.
Gdy ojciec widzi mnie z francuską książką, w ręku, z Micheletem, lub Wiktorem Hugo, zaraz myśli o podpalaczach, mordercach i „nieobyczajności”: to jest naprawdę zbyt głupie, więc rozumie się samo przez się, że nie daję się zwodzić na manowce tego rodzaju gadaniną. Nieraz mówiłem ojcu, żeby przeczytał choć kilka stron takiej książki, a na pewno się wzruszy, ale on z uporem odmawiał. Gdy ta moja miłość zakorzeniła się w moim sercu, wtedy czytałem po raz drugi książki Micheleta L`Amour i La Femme i pod ich wpływem zacząłem nareszcie rozumieć wiele rzeczy, które dotąd były dla mnie zagadką. Raz powiedziałem ojcu wprost, że więcej wagi przywiązuję do rad Micheleta niż do rad własnego ojca, gdyby już mi przyszło wybierać kogo mam posłuchać. Wtedy przypomnieli mi historię stryjecznego dziadka, który zwariował pod wpływem francuskich idei i w końcu się rozpił. (str. 126 Listów) Myślę, że dla paru co najmniej osób zabrzmi ten cytat znajomo.
Kolejny autoportret z Muzeum w Amsterdamie
Vincent widzi sporo analogii pomiędzy malowaniem a pisaniem, a także pomiędzy oglądaniem obrazów, a czytaniem książek.
Byłoby więc nieporozumieniem, gdybyś trwał w przekonaniu, że coraz mniej na przykład obchodzi mnie Rembrandt, Millet, Delacroix czy cokolwiek innego, jest bowiem przeciwnie; rzecz jedynie w tym, że w wiele rzeczy trzeba wierzyć i wiele kochać - jest coś z Rembrandta w Szekspirze i z Corregia w Michelecie, i z Delacroix w Victorze Hugo, i jest Rembrandt w Ewangelii i Ewangelia w Rembrandcie, to właściwie wychodzi na jedno, pod warunkiem, że dobrze rozumiemy, o co chodzi, i chcemy patrzeć na rzecz z właściwej strony, zdając sobie sprawę z ekwiwalencji porównań, które nie mają na celu pomniejszenia zasług oryginalnych osobowości. […] Jeśli możesz więc przebaczyć mi zgłębianie obrazów, musisz się też zgodzić, że miłość do książek jest tak samo święta jak miłość do Rembrandta, i myślę nawet, że oba uczucia się uzupełniają.
Z czytaniem książki jest tak, jak z oglądaniem obrazów; trzeba bez wahania, bez wątpliwości, spontanicznie i z pełną świadomością znaleźć piękno tam, gdzie ono jest naprawdę. Stopniowo staram się uporządkować moje książki; przeczytałem zbyt wiele, żeby zarzucić dalszą systematyczną lekturę. Chciałbym przynajmniej trochę śledzić literaturę współczesną
…. Jeżeli Stracone złudzenia Balzaka są dla ciebie zbyt długie (dwa tomy), zacznij od jednotomowego Ojca Goriot. Ledwie zaczniesz czytać książki Balzaka, zobaczysz, wszystko inne pójdzie w kąt, nie na darmo nadano Balzakowi przezwisko „weterynarza od chorób nieuleczalnych”. (str.104-105 Listów) Myślę, że gdyby Vincent miał możliwość słuchania muzyki dodałby i tę dziedzinę włączyłby w krąg swoich zainteresowań i uznał ich wzajemną korelację.
Czytam obecnie Lekarza wiejskiego Balzaca, bardzo piękne, jest tam kobieta, nie szalona, ale zbyt wrażliwa, czarująca, przyślę ci to, jak skończę. (str. 445 Listów)
Jego opinie o pisarzach i książkach są króciutkie i często zazębiają się o opinie na temat innych pisarzy i innych książek, ale wskazują na spore oczytanie malarza i jego zainteresowanie literaturą.
Czy czytałeś nową książkę Guy de Maupassanta Mocny, jak
Kolejny amsterdamski autoportret
śmierć
? O co tam chodzi? Z lektur tego rodzaju czytałem ostatnio Marzenie Zoli; uważam, że bardzo piękna jest postać kobiety, hafciarki i opis złotego haftu. Bo to jest jak gdyby problem koloru: różnych żółci, czystych i złamanych. Mężczyzna wydaje mi się mało żywy i wielka katedra także napawa mnie melancholią. Tylko tło liliowe i niebiesko czarne wydobywa jasną postać.
(str. 455 Listów) Te różne połączenia żółci, złota i lila jako żywo przypomina opis Żniwiarza.
Czytałem Piotra i Jana Guy de Maupassanta, to piękne, czy znasz wstęp wyjaśniający, że artysta ma prawo do przesady, do tworzenia w powieści świata piękniejszego, prostszego, bardziej pocieszającego? Dalej Maupassant cytuje powiedzenie Flauberta; talent to długa cierpliwość, a oryginalność to wysiłek woli i wytężona obserwacja. (str.324 Listów)
Najczęściej pojawiający się autorzy to i moi ulubieńcy Hugo i Zola.
Jestem ciągle pod wrażeniem książek Zoli. Jakże tam świetnie odmalowano paryskie hale targowe. (str. 210 Listów. Chodzi zapewne o Brzuch Paryża)
Przeczytałem dwie książki Zoli: Grzech księdza Mouret i Jego ekscelencja pan minister Rougon. Obie bardzo ładne. Cóż za szlachetna postać ten Pascal Rougon, lekarz występujący w wielu książkach Zoli, zawsze gdzieś na drugim planie. Może służyć za przykład, że chociaż jakaś rasa chyli się ku upadkowi, to jednak dzięki woli i zasadom zawsze może uniknąć katastrofy. Odkrył w swym zawodzie jakąś siłę, dzięki której mógł przezwyciężyć obciążenia odziedziczone po własnej rodzinie. Zamiast ulegać wrodzonym skłonnościom, znalazł prostą, jasną drogę. Nie pogrążył się w tym bagnie, w którym wszyscy inni Rougonowie znaleźli zgubę. On i Francoise z Brzucha Paryża to dla mnie najsympatyczniejsze postacie. (str. 212 Listów)
Żółty dom w Amsterdamskim Muzeum
Jakże piękne są książki Zoli! Często zwłaszcza wracam myślami do jego W matni. Powiedz, jak jest właściwie z twoją lekturą Balzaka? Ja skończyłem już Nędzników. Wiem, że Wiktor Hugo przeprowadza analizę zupełnie inaczej niż Balzac czy Zola, ale i on także potrafi dotrzeć do sedna rzeczy. (str. 230 Listów)
Przeczytałem Mes Hansie (Moje nienawiści) Zoli. Książka ta ma dużo zalet, chociaż w swoich ogólnych rozważaniach, moim zdaniem, Zola się myli. To jednak jest bardzo słuszne: Zwróćcie tylko uwagę; to, co się podoba publiczności, jest zawsze najbardziej banalne, jest czymś, co przywykliśmy widywać co roku. Ludzie przyzwyczaili się do takiej ckliwości i do tak pięknych kłamstw, że z całą stanowczością przeciwstawiają się teraz rzeczom silnym i prawdziwym”. (str. 234 Listów)
Przed chwilą otrzymałem Germinal i zaraz zabrałem się do czytania. Przeczytałem już 50 stron, cóż to za skapiała lektura! Ja także byłem tam kiedyś. 
Przeczytałem na nowo Wszystko dla pań Zoli i ta książka wydaje mi się coraz piękniejsza. (str. 330 Listów)
Książki Zoli będą nadal piękne i przetrwają, bo jest w nich życie. (str. 461 Listów)
No i czas na mojego ulubieńca.
Po książce Zoli zdobyłem się nareszcie na przeczytanie Roku dziewięćdziesiątego trzeciego Wiktora Hugo. Jest to zupełnie inna tematyka. Napisane jest, a raczej namalowane tak, jakby to robił Decamps czy Jules Dupre, z ekspresją, jaka cechuje Ary Scheffera w obrazach Płaczący i Krający płótno czy jego drugoplanowe postaci z obrazu Christus Consolator. Bardzo bym ci radził to przeczytać, jeżeli nie czytałeś, bo subtelność, z jaką ta książka jest napisana, jest dzisiaj coraz rzadsza, a wśród nowych utworów nie widzę naprawdę nic szlachetniejszego. (str. 218 Listów. Po takiej rekomendacji i ja przeczytać muszę)
Bardzo mi się podoba piękne powiedzenie Wiktora Hugo; „Religie
Chyba nie wymaga podpisu :) też w amsterdamskim muzeum
przemijają, ale Bóg pozostaje”.
(str. 221 Listów. Mnie także bardzo się owo powiedzenie podoba)
Przeczytałem Straszny rok Wiktora Hugo (chodzi chyba o Rok dziewięćdziesiąty trzeci, który Hugo nazywał strasznym, bo nie znalazłam w bibliografii powieści o takim tytule). Jest tu nadzieja, ale… nadzieja w gwiazdach. Uważam, że to prawdziwe i dobrze powiedziane, i piękne, zresztą w to wierzę. Ale nie zapominajmy, że ziemia jest również planetą, a więc gwiazdą, globem ziemskim. (str. 347 ListówWiktor Hugo powiedział: „Ponad rozsądkiem jest jeszcze sumienie”. Czujemy, że coś jest dobre i prawdziwe, chociaż na zdrowy rozum i zgodnie z wyrachowaniem wydaje nam się niezrozumiałe i zagmatwane. (str. 222 Listów)

Część druga lektur Van Gogha tu

12 komentarzy:

  1. oh przypomniały mi się czasy kiedy uczyłam się historii sztuki do matury, piekne rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli szkoła artystyczna? W moim liceum nie był historii sztuki, więc czuję się trochę niedouczona, teraz staram się nadrabiać zaległości.

      Usuń
  2. To idealna lektura dla mnie, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam bez obaw, dobrze się czyta (może poza początkowymi kilkoma listami, w których Vincent ćwiczy swe talenty (lub ich brak) kaznodziejskie na Theo) i wiele ciekawego można się dowiedzieć.

      Usuń
  3. O, zobacz, przeczytałam dwie biografie Balzaka i w żadnej nie znalazłam informacji, że nazywano go „weterynarzem od chorób nieuleczalnych” :-)
    Zgadzam się z twierdzeniem autora listów, że książki Zoli są piękne. Ja również najbardziej cenię "W matni". A doktora Pascala Rougona, o którym tak ciekawie pisze Van Gogh, nie przypominam sobie, chyba nie czytałam jeszcze tych książek, w których on się pojawia. Bardzo ciekawy ten Twój wpis! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko Zweiga i rzeczywiście z takim określeniem spotkałam się po raz pierwszy. W matni nie czytałam, mam problem ze zdobyciem książek, książki z biblioteki - wszystkich oddziałów (poza jedną - słabszą) już przeczytałam, chyba zamówię na alegro. Skoro cenisz W matni, to może od niej zacznę. Postanowiłam wykorzystać swoje notatki z Dzienników, Listów czy książek, będzie jeszcze literatura angielska z rosyjską u Zoli.

      Usuń
  4. Vincent był niezwykle wrażliwym człowiekiem.
    "Wszystko dla pań" i ja kocham.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie się także bardzo podobało, takie troszkę idealistyczne, ale bardzo dobrze mi się czytało. Ale ja generalnie bardzo lubię Zolę

    OdpowiedzUsuń
  6. "Listy do brata" wpadły mi w ręce dwa-trzy miesiące temu w antykwariacie. Czytałam je ze wzruszeniem, zakreślając ołówkiem prawie na każdej stronie przemyślenia Vincenta (wygląda na to, że Twój ołówek był także w ciągłym ruchu ;) Miałam przy tym dziwne wrażenie bliskich spotkań trzeciego stopnia z Malarzem, podobnie jak przy oglądaniu jego obrazów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dostanę w antykwariacie to zakupię, dysponowałam jedynie egzemplarzem bibliotecznym, z którego wynotowałam całkiem sporo cytatów a i tak ograniczałam się mocno. I też odniosłam wrażeniem owego duchowego pokrewieństwa. Wpis na temat lektur w planie jeszcze jeden. Może dziś:)

      Usuń
    2. "Żółty dom", którego zdjęcie zamieściłaś, jest teraz na wystawie czasowej w otwartej w tym roku Fundacji Van Gogha w Arles. Miałam przyjemność popatrzeć na ten głęboki lazur i słoneczne żółcie :)

      Usuń
    3. Oglądać obrazy w tym miejscu to musi być dodatkowa radość, nie dość, że tu był, żył i tworzył to jeszcze popatrzeć na efekt tego tworzenia- ach zazdroszczę, mnie się chyba w tym roku nie uda zawitać do Arles, choć teoretycznie jest to możliwe, ale na pięć dni (a właściwie 4 i pół pobytu mam już tyle pomysłów, że głowa boli) :)

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).