środa, 7 września 2011

Moulin Rouge - czyli dama kameliowa z Montmartre (musical)

Dawno nie było o musicalach. A że Paryż lada dzień powita mnie w swoich miejmy nadzieję gościnnych progach czas przypomnieć sobie musical z Paryżem w tle. Akcja musicalu nie po raz pierwszy toczy się w stolicy Francji ("Upiór w operze" w podziemiach i na scenie Opery Garnier, "Notre Dame de Paris" w Katedrze) a "Moulin Rouge" na Montmartre, w paryskiej dzielnicy artystycznej bohemy i nocnych rozkoszy. A ta, jak żadna inna dzielnica nadaje się na tło i temat musicalu.
Światowa premiera odbyła się 9 maja 2001 r. Autorami muzyki są nie znani mi twórcy: Krist Novoselic i David Baerwald. Ale może właściwiej byłoby napisać że są oni autorami przeróbek muzycznych. Musical składa się bowiem z przeróbek znanych przebojów XX wieku. Dla przykładu tylko niektóre z nich;
- Marylin Monroe – Daimonds are a girls best friends,
- The Beatles All you need is love,
- Queen The show must go on
- Madonna Like a Virgin

Mnóstwo tu przeróbek i cytatów ze znanych utworów muzycznych, nie wszystkie byłam w stanie rozpoznać.
Treścią jak to w musicalach bywa jest banalna historia miłosna. On – młody, utalentowany i straszliwie ubogi pisarz (Christian), zakochuje się w Niej -pięknej kurtyzanie, artystce z Moulin Rouge, marzącej o wielkiej karierze aktorskiej(Satine). Jest jeszcze ten trzeci, czyli bogaty książę, który gotów jest sfinansować przedstawienie z udziałem Satine za możliwość spędzenia z nią kilku nocy. Historia mało odkrywcza, ale to nie ona jest w tym musicalu najważniejsza.
To co mnie urzekło to połączenie fantastycznej muzyki, ciekawego pomysłu, doskonałego wykonania, a wszystko w scenerii najsłynniejszego nocnego klubu Paryża. Akcja toczy się na przełomie XIX i XX stulecia w dzielnicy Montmartre, stolicy świata cyganerii; malarzy, pisarzy i poetów, rewolucyjnej bohemy. Oglądając film przenosimy się za kulisy nocnego klubu; „tancbudy i burdelu, królestwa nocnych uciech, w którym możni tego świata cieszyli się urodą istot z półświatka”. W Moulin Rouge króluje kankan, absynt i dobra zabawa. W klubie jest gwarno, głośno, kolorowo, migotliwie, trochę bajkowo, trochę jarmarcznie i trochę kiczowato, ale taka jest konwencja tego musicalu. Jest w nim i śmiech i łzy, są ideały bohemy; wolności i miłości. Wszystko trochę naiwne, mocno nierealne i takie teatralno-barokowe. Musical jest mieszaniną stylów, utworów muzycznych, historii miłosnych. Nie trzeba tu nic analizować, myśleć, wystarczy dobrze się bawić.
Reżyserem filmu jest Baz Luhrmann.
A jeśli dodać do tego fantastyczne role Nicole Kidman, jako Satine i Ewana Mc Gregora w roli Christiana to czegóż trzeba więcej. Aktorzy w scenach komediowych naprawdę rozśmieszają do łez, a w dramatycznych wzruszają. I co w musicalu najważniejsze przepięknie śpiewają.
W musicalu wystąpił też nasz rodak Jacek Koman w roli narkoleptycznego Argentyńczyka, który tańczy i śpiewa fantastyczne Tango de Roxanne (Stinga).
Jako ciekawostkę można dodać udział w jednym z utworów „Your Song” Alessandro Safina – włoskiego tenora (występującego kilkakrotnie z Sarah Brightman), a także występ Kylie Minoque w roli zielonej wróżki.
Po udziale w Moulin Rouge Nicolle Kidman rozpoczęła we współpracy z Ewanem Mc Gregorem karierę piosenkarską nad utworem Come What May. Następnie śpiewała z Robbim Williamsem piosenkę Somethin` Stupid, cover swingowej piosenki na płycie Williamsa Swing When You are Winning.
Poniżej piosenka Come What May
Zdjęcia: 1. Plakat z musicalu, 2. Satine- migotliwy diament

6 komentarzy:

  1. Ależ ja jestem uboga we wrażenia. Przyznaję nigdy nie byłam nam musicalu.
    Jestem bardzo ciekawa, czy musical wystawiany jest w Moulin Rouge?
    Nie miałam szczęścia nawet zaglądnąć do środka, bo do wieczora jest zamknięty. Owszem kręciły się na ulicy przepiękne dziewczyny, przypuszczam, że jednak nie były z M.R.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Anonimowa- musical MR jest musicalem filmowym i jako taki można obejrzeć na płytce (empik, merlin...) lub od czasu do czasu w telewizji. Spektakle, które odbywają się w Moulin Rouge można nazwać show lub kabaretem, ale nie są to musicale. Zresztą wg opinii internetowych (sama) nie byłam- jest to dość tandetny show, ale dość kosztowny. A przepiękne dziewczyny w okolicy M.R. to mogły być koleżanki po fachu Satine (Montmartre to też dzielnica płatnej miłości) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie najbardziej spodobała się piosenka z tego musicalu. Do tej pory ją sobie nucę choć już zapomniałam tytułu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, przepiękny musical. Lubię go za to, że właśnie nie jest całkiem na serio, że puszcza oko do widza, każe mu się domyślać, z czego ta czy inna piosenka, skąd ten czy tamten motyw. "Roxanne" zaś wywołuje we mnie dreszcze podczas słuchania, mrrr :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja uwielbiam Elephant love medley, ale Roxanne też jest niesamowite. Pozdrawiam Małgosia

    OdpowiedzUsuń
  6. @Moniko- może to właśnie Roxanne była tą piosenką, którą sobie nucisz. Kiedy usłyszałam ja po raz pierwszy w wersji musicalowej byłam pod dużym wrażeniem. A było to dwa lata temu na I Festiwalu Duetów Musicalowych i Operetkowych w Poznaniu.
    @Agnes Uwielbiam oglądać tę scenę, kiedy Jacek Koman zaczyna śpiewać, dziewczyny na szpilkach wchodzące na parkiet, wejście Gregora z jego lirycznym głosem, seny z Nicole u księcia, jak narasta tempo, jak zagęszcza się atmosfera, jak wstrzymuję oddech, aby nie zgubić ani jednej nuty
    @ Małgosiu piosenkę o miłości w domku w Słoniu też bardzo lubię, to wspaniała przeróbka.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).