poniedziałek, 12 grudnia 2011

Imię róży Umberto Eco

O Panie, w jakie ręce wpadł Twój Kościół! Przemieniony w nierządnicę, zmiękczony przez przepych, wije się w lubieżności niby wąż w ogniu! Od nagiej czystości stajenki w Betlejem, z drewna, jakim było lignum vitae (drzewo żywota) krzyża, do orgii złota i kamienia. 
Początek XIV wieku; do benedyktyńskiego opactwa, które ma stać się miejscem teologicznej debaty z udziałem papieskiego legata, debaty na temat uznania prawa własności duchowieństwa, przybywa uczony franciszkanin brat Wilhelm wraz z pomocnikiem - nowicjuszem Adso. Zostaje on poproszony o pomoc w wykryciu sprawcy zbrodni. W opactwie w przeciągu krótkiego czasu zaczynają ginąć w niewyjaśnionych okolicznościach braciszkowie. W niezwykłej; mrocznej i ponurej atmosferze kamiennych, zimnych murów, unoszących się oparów mgieł brat Wilhelm, były inkwizytor poszukuje rozwiązania kryminalnej zagadki.
Książka w znakomity sposób przenosi nas w okres średniowiecza. Przy opisie życia mieszkańców opactwa, a także opisie wegetacji okolicznej biedoty odczuwam radość z powodu przyjścia na świat w dwudziestym wieku. W klasztorze panuje ponury nastrój, wszelkie przejawy radości życia tłumione są w zarodku. Śmiech jest narzędziem szatana. Ponurzy są ludzie i ich otoczenie. Żywiący się odpadkami z opackiej kuchni okoliczni mieszkańcy są ciemni, biedni i brudni. Czytając niemal czuję przenikliwy chłód oraz odór odpadków, a po plecach przebiega dreszcz odrazy z powodu ciemnoty wieków średnich. 
Na tle kryminalnej intrygi autor snuje rozważania na tematy teologiczne, ale także na temat prawdy i fałszu, polityki, mądrości, życia, miłości.
Powieść pełna jest metafor; jak choćby biblioteka czy labirynt symbolizujące życie i jego pułapki. Labirynt jest tajemniczy i wydaje się nie do pokonania, bez pomocy z zewnątrz człowiek nie jest w stanie z niego wyjść. Trzeba znać reguły, aby móc uniknąć pułapek, jakie czyhają tu na człowieka. Te reguły znają tylko nieliczni. A posiadając taką wiedzę nie wszyscy chcą się nią dzielić. Łatwiej jest zapanować nad człowiekiem, który się boi i wierzy w przesądy.
Człowiek boi się tego, czego nie zna i nie rozumie. A że poziom wiedzy w wiekach średnich był katastrofalnie niski, ludzie bali się wszystkiego; głównie działania sił nieczystych. 
Ale powieść to poza tłem historycznym i filozoficznymi rozważaniami także wspaniale opowiedziana, intrygująca historia kryminalna wciągająca i trzymająca w napięciu do ostatnich stron. Akcja rozgrywa się wokół poszukiwania tajemniczej, zakazanej księgi. Prawda w niej zawarta okazuje się owocem zakazanym, którego lepiej nie próbować. 
Lękaj się (...), proroków i tych, którzy gotowi są umrzeć za prawdę, gdyż pociągają za sobą na śmierć licznych, często przed sobą, czasem zamiast siebie.
Zawsze lepiej, żeby ten, kto budzi w nas strach, bał się bardziej niż my.
Muszę się jednak przyznać, że początki lektury nie były łatwe, czytało mi się ciężko. Średniowiecze nie jest moją ulubioną epoką historyczną, a odniesienia historyczne były początkowo dość nużące. Kiedy jednak przebrnęłam przez ciężki początek (a przyznaję, że trwało to dość długo) zarówno akcja powieści, jak i ukryte w niej treści zaczęły mnie wciągać. Przyznam też, że kilkakrotnie odkładałam książkę, aby wrócić do niej po jakimś czasie. Wróciłam i nie żałuję.

13 komentarzy:

  1. Miałam bardzo podobne wrażenia. Początek szedł mi strasznie opornie. Nawet 0dłożyłam książkę na półkę. Po kilku latach sięgnęłam ponownie i to już były zupełnie inne wrażenia. Dla mnie książka jest wyjątkowa. Dałam 6/6

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna książka, wielopoziomowa. Może być historycznym kryminałem lub czymś znacznie poważniejszym - zależy co się chce w niej odnaleźć :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja miałam bardzo podobnie jak @sardegna - dosłownie odłożyłam tę książkę na kilka lat i wróciłam do niej na studiach. Wtedy przeczytałam ją z przyjemnością i rzeczywiście mnie wciągnęła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałem wyłącznie styczność z filmem, który naprawdę mi sie spodobał:) Cóż, moze teraz kolej na książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. W pewnym momencie Wilhelm cytuje po łacinie "mistrza"; dziełem cytowanym jest - "Tractatus logico philosophicus" Wittgensteina:D

    OdpowiedzUsuń
  6. @Sardegna- może jak przeczytam po raz trzeci i ja dam 6/6
    @Karolina - myślę, że każdy odnajdzie w niej coś innego, a jeśli przeczyta się kilka razy odnajdzie się jeszcze więcej
    @schizma- nie napisałam, ale ja również zaczęłam czytać przed laty i nie mogłam przebrnąć, teraz po długim czasie wróciłam i początek znowu był trudny, ale potem poszło
    @Ichignol (witam). Film jest bardzo dobry i co by nie mówić prostszy w odbiorze. Myślę, że w tym wypadku kolejność film- książka nie jest zła.
    @Agata Adelajda - :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Palce lizać (podczas przewracania kart oczywiście). Dla mnie to opowieść z księgą w roli głównej. Eco wielki jest. Chociaż świntuszenia nie lubię.:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tam oj tam, więcej tam było ksiąg niż świntuszenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam ładnych parę miesięcy temu, ale świntuszenia nie pamiętam. Jedna scena Adso z wieśniaczką, ale tej chyba nie nazywasz świntuszeniem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piszesz, że " łatwiej jest zapanować nad człowiekiem, który się boi i wierzy w przesądy". Kościół przez cały okres swego istnienia skrzętnie to wykorzystywał budując swój "autorytet" na bazie ludzkich lęków, obaw, niewiedzy i niepewności co do przyszłych losów. "Imię róży" doskonale to ukazuje. Czytałem dosyć dawno, ale wciąż jestem pod jej wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kościół to temat rzeka, chciałam wiele napisać, ale chyba jestem dziś zbyt zmęczona, aby wyrazić sensownie swą opinię na temat instytucji (generalnie kwestia wiary i kwestia instytucji to dla mnie dwa odrębne zagadnienia). Ja też jestem pod wrażeniem książki i chciałaby kiedyś do niej powrócić

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam nadzieję, że jak już wypoczniesz, to napiszesz więcej:)DLa mnie wiara i instytucja niestety są nierozerwalne... "Lękaj się (...), proroków i tych, którzy gotowi są umrzeć za prawdę" Z jednej strony prorocy (instytucja), z drugiej prawda (wiara). Każda religia głosi prawdę, uznaje tylko swoją prawdę, nie toleruje prawdy innych. U źródeł każdej religii jest nietolerancja, instytucja tylko ją podsyca...To naprawdę temat rzeka, ale ufam, że wejdziemy do tej rzeki:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie chciałabym dyskutować na ten temat "publicznie", nie o to chodzi, że się wstydzę własnych poglądów, ale nie chcę z jednej strony nikogo urazić, a z drugiej strony nie chcę tutaj nalotu moherowych beretów z ich agresją i napastliwością. W każdej dziedzinie życia wyznaję zasadę środka i daleka jestem od skrajności w poglądach.
    Na razie spróbuję się uchylić od wchodzenia do rzeki odsyłając do wpisu http://guciamal.blogspot.com/2012/11/tolerancja-nietolerancji.html (jakby co z dnia 24.11.2012 r.).

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).