niedziela, 11 grudnia 2011

Na walizakach , niespodzianka i różności

Powinnam dziś napisać recenzję Angelologii, która wywarła na mnie spore wrażenie. Powinnam skończyć czytanie Wyspy niesłychanej, której lektura idzie mi troszkę opornie, powinnam zacząć czytać Jaszczura, bo to książka biblioteczna, ale … pozwalam sobie dzisiaj na intelektualne lenistwo.
Ostatni mój weekend przed świętami poświęciłam na sprawy związane z przygotowaniami do Bożego Narodzenia. Udało mi się zabawić w świętego Mikołaja, zaopatrzyć lodówkę i spiżarnię w niezbędne składniki o dłuższym terminie przydatności. W ten sposób, niemal natychmiast po powrocie z urlopu będę mogła (przynajmniej teoretycznie) zabrać się za pieczenie, gotowanie, krojenie. Udało mi się także przy pomocy pewnej miłej osoby zrobić wielkie porządki.
Co więcej walizka leży już prawie całkiem spakowana. Okazuje się, iż taka podróż przed świętami jest szalenie mobilizująca. Dawno już nie byłam tak zaawansowana w pracach przygotowawczych, jak w tym roku.
Podróże stanowią istotę mojej ziemskiej wędrówki. Nie zawsze tak było. Najpierw brakowało pieniędzy, potem były podróże, które rozczarowywały zawrotnym tempem i niespełnieniem oczekiwań. Wtedy zabrakło odwagi na samodzielne wyjazdy i było oczekiwanie na jakieś kiedyś, w niesprecyzowanej przyszłości, z zamykaniem oczu na wiążący się z tym kiedyś, brak środków, zdrowia i sił. Był też czas, kiedy obowiązki rodzinne związane z opieką nad chorym nie pozwalały na oddalenie, nie tylko z kraju, ale nawet z miasta.
Teraz będąc w międzyczasie pomiędzy młodzieńczym a starczym brakiem środków, odwagi, chęci wykorzystuję swoje możliwości i niemożliwości do maksimum.
Podróże są motorem moich działań. Myślę, że gdyby nie one nie miałabym siły wykonywać pracę, której nie lubię.
Dzisiaj, kiedy przestaję odliczać dni i zaczynam odliczać godziny czuję znajomy niepokój w żołądku związany z rychłym wyjazdem. Ten, jak mawiała moja babcia reise fiber przed podróżą nie wiąże się u mnie ze strachem przed lataniem, który oswoiłam dawno temu, ale z wychodzeniem z bezpiecznego schronienia czterech ścian własnego domu w nieznany świat. Ów stan mija, kiedy tylko znajdę się po odprawie.
Kiedy w maju zarezerwowałam bilety na koncert, tym samym sprawiłam sobie ponad siedem miesięcy radosnego oczekiwania. Niemal tak samo radosnego, jakim będzie pobyt i koncert. Koncert życia :)
Jeszcze tylko szesnaście godzin pańszczyzny, a potem voila…
W tym tygodniu spotkała mnie kolejna niespodzianka książkowa. Ujrzawszy w skrzynce charakterystyczną kopertę bąbelkową sugerującą książkową zawartość, pomyślałam, że to zapewne pomyłka. Adres na kopercie jednak nie potwierdzał moich domysłów. Kiedy zajrzałam do środka, okazało się, iż przesyłka jest od dobrego ducha moich rzymskich wakacji- od mojej gospodyni i koleżanki Edyty. Dostałam książkę jednego z moich ulubionych autorów Jacka Dehnela. Pana Jacka poznałam (i w przenośni, dzięki książkom i dosłownie na spotkaniu literackim) właśnie dzięki Edycie. To ona bowiem zwróciła moją uwagę na Lalę. Przesyłka zawierała także słodycz, która dotrwała jedynie do chwili zrobienia zdjęcia. To taki miły, bezinteresowny gest. Edyta bowiem nie mogła wiedzieć, iż w tym samym czasie ja wpadłam na identycznym pomysł i wysłałam jej także książkę i słodycz. :) A nasze przesyłki minęły się w drodze.

Przeprowadzka bloga. W międzyczasie nadal przeprowadzam swego drugiego bloga. Miałam nadzieję, że uda mi się to do końca roku. Teraz widzę, iż jest to nierealne. Jak na grafomankę przystało wpisów na moim pierwotnym blogu (Z dziennika grafomanki) jest całkiem sporo. Tak więc jeszcze przez jakiś czas będę zamieszczać posty codziennie. Tradycyjnie nie mogę obiecać, iż będę nadawać z Paryża. Postaram się, ale to zależy od dostępności internetu.

5 komentarzy:

  1. Czy możesz zdradzić, jaki to koncert, bo przegapiłam?
    Przedświąteczny Paryż na pewno sprawi Ci dużo radości. Udanej wyprawy!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Lirael - pisałam o nim tyle razy, że wydawało mi się, że już jestem nudna z tym powtarzaniem się. Lecę na koncert - musical Notre Dame de Paris (obsada Garou, Segara, Fiori, Pelletier). Przy okazji koncertu obejrzę też Paryż w świątecznej oprawie. Dzięki za życzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, ciekawa jestem bardzo, jak wygląda Paryż przed świętami! Myślę, że bardzo ładnie - mam nadzieję, że zamieścisz po powrocie jakieś fajne zdjęcia :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wczoraj oglądając Garou w telewizji pomyślałam właśnie o Tobie i Twoim wyjeżdzie, a tu prosze post właśnie o tym.Pozdrawiam serdecznie i czekam na sprawozdanie z koncertu i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Karolina- ja też jestem ciekawa świątecznego wystroju nad Sekwaną
    @AgaB - jak miło, że ktoś o mnie myśli :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).