niedziela, 17 maja 2015

Tydzień sine linea


I znowu minął tydzień bez wpisu. Powoli przestaję się łudzić, że nadejdzie czas, kiedy uda mi się ubrać w słowa te wszystkie wrażenia, które dobijają się o miejsce w pamięci. Miesiąc temu wracając z przedstawienia Idiota z Teatru Soho (wystawianego na deskach Szekspirowskiego) ze wspaniałą Agatą Buzek w roli księcia Myszkina unosiłam się nad ziemią. Tak często narzekałam ostatnio na poziom teatralnych adaptacji, że przestałam już wierzyć, że będę miała okazję obejrzeć dobre przedstawienie. Okazało się, że jest nadzieja dla teatru i można zrobić spektakl będący sztuką, a nie tylko społeczno-towarzyskim skandalem, towarem, który ma przynieść zysk. 
Miałam zaraz po powrocie napisać o tym, niestety w natłoku codziennych spraw nie zauważyłam, kiedy kwiecień stał się majem. Potem wysłuchawszy audiobooka Udręka i ekstaza aż kipiałam od nadmiaru myśli i wrażeń i już miałam się nimi podzielić, kiedy minął kolejny tydzień, a ja oddałam się następnej lekturze. 
Kiedy na blogach jak grzyby po deszczu pojawiały się zdjęcia pięknie kwitnących magnolii moja osiedlowa magnolia była jeszcze w pączkach. Kilka dni później trawa pod drzewkiem została pokryta dywanem z kwiecia. 
Przekwitła szybciej niż zakwitła. 
Z roku na rok czas płynie mi coraz szybciej, a zwykłe czynności dnia codziennego stają się coraz bardziej absorbujące. 
Z dnia na dzień obiecuję sobie, że to się musi zmienić, a kończy się jak zwykle. 
A tak bardzo bym chciała złapać chwilę, a ona wciąż ucieka, czy kiedyś ją dogonię?

19 kwietnia

25 kwietnia
2 maja

Dziś, kiedy przeczytałam u Dąbrowskiej o trzech tygodniach bez linijki pomyślałam, że muszę napisać cokolwiek, aby przełamać okres zastoju.

21 komentarzy:

  1. Nieprawdopodobne. Czas pędzi jak szalony. Ucieka nam dzień za dniem.
    Małgosiu, najważniejsze byś cieszyła się każdą chwilą. Czy ją dogonisz?
    Życzę Ci mniej stresującego tygodnia:)*

    OdpowiedzUsuń
  2. Odnoszę wrażenie, że im jestem starsza tym szybciej, bo ja jestem coraz wolniejsza i nie nadążam :(. A nadchodzący tydzień, obawiam się, iż minie tak szybko, że nawet go nie zauważę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogę się podpisać pod Twoimi słowami.
    A tak obok tematu, byłam dzisiaj na Targach i widziałam tę książkę: http://merlin.pl/Warszawa-Marii-Dabrowskiej_Ewa-Manowiecka-Tomasz-M-Lerski/browse/product/1,1651935.html Może Cię zainteresuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem dziękuję za wyszperanie dla mnie tej nowości. Poczekam jednak, aż przeczytam te pięć leżących przy łóżku książek z zakupem kolejnej. Nie nadążam z otwieraniem paczek z przesyłkami. Ale bardzo dziękuję.

      Usuń
  4. Jakżeż dobrze Cię rozumiem! Ja też jednego dnia gotuję się od nadmiaru emocji i wrażeń, zaś drugiego płynnie przechodzę w coś całkiem innego. Czasem mówię sobie, że przecież nie wszystko trzeba opisywać na blogu, ale czuję, że to czego nie zdołałam opisać, blednie i blaknie w zastraszającym tempie. Znak czasów czy może po prostu zwyczajna kolej rzeczy?
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba zapisywać wszystkiego i wszystkiego już nawet nie mam ani ochoty, ani ambicji opisać, bo zabrakło by życia na nowe wrażenia, jeśli skupiłabym się na opisywaniu starych. Ale chciałabym utrwalić dla siebie, a może i czasami ku przyjemności jeszcze paru osób choć pewną ich cząstkę, tymczasem mam wrażenie, że z pociągu ekspresowego przesiadłam się do Pendolino, które pędzi bez zatrzymywania do celu. Chyba po trosze i jedno i drugie, znak czasów i kolej rzeczy :) Ilekroć czytać dzienniki z czasów oddalonych od naszych dość sporo czytam te same uwagi o gnającym czasie :)

      Usuń
    2. Patrzcie, patrzcie. Dopiero co wczoraj powiedziałem do Kitka, że, kurczę, trzeba wziąć się ryzy, ścisnąć dupsko i albo zacząć prowadzić tego bloga albo rzucić go w cholerę. Bo tak patrzę na te stosy wokół łóżka, na te chłopaków półki, na które odkładam takie superoskie książki dla dzieci i myślę, tak jak gospodyni, że może ktoś by przeczytał o, że może stoi przed dylematem co poczytać, a mój tekst mógłby pomóc. Na razie jak w dowcipie o bacy - wahom sie :P

      Usuń
    3. I cóż ci mogę odpowiedzieć, chyba tylko to, że im dłuższy okres bez notowania tym ciężej zabrać się za pisanie, przynajmniej u mnie. Czasami też mam pomysła, aby sobie odpuścić, ale jednak mi szkoda. Jeśli już nie dla innych, to przecież i dla mnie to jest ważne, potrzebne, daje radość, jak już przyjdzie ten cień weny twórczej (ha, ha, ha, że wena, i że twórcza, i że u mnie). Trzymam kciuki, aby nam się to wahanie na właściwą wahnęło.

      Usuń
  5. Urocze zdjęcia.
    Czas biegnie jak rączy jeleń mi chociaż nie pracuję zawodowo a co dopiero gdy musi się chodzić do pracy i jest on jeszcze bardziej ograniczony na to co chciałoby się robić.
    I to się zaczęło przynajmniej u mnie jak skończyłam 25 lat...od tego czasu on zaczął mijać coraz szybciej i doszło do tego, że 1 styczeń z 31 grudniem prawie się witają.

    Po prostu czasem wrzucaj swoje przemyślenia od tak jak dzisiaj.
    Wstyd mi się przyznawać, ale nawet teatru telewizji ostatnio nie oglądam....a dawniej bardzo lubiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zdecydowanie przyspieszył, od kiedy ja zaczęłam zwalniać (nie nadążać), kiedyś potrafiłam w ciągu jednego dnia umyć wszystkie okna w mieszkaniu, dzisiaj czasami na umycie okna potrzebuję dwóch dni :( A dzieje się tak od kilku lat. Co do teatru to u mnie wygląda to tak samo. Nie lubię być ograniczona godziną emisji. Kiedyś teatr był w poniedziałkowe wieczory, teraz emisja odbywa się na różnych kanałach, o różnych porach, nie zawsze mam wtedy czas, czy ochotę na oglądanie. Zdecydowanie wolę kupić płytkę z nagraniem i obejrzeć w wolnej chwili. Niestety nie wszystkie przedstawienia zostały nagrane, no i niestety to trochę kosztuje. Jednak jak na razie mam więcej płytek niż czasu na ich oglądanie.

      Usuń
  6. Ja tez często stosuję wobec siebie to przysłowie nulla dies sine linea, ale w odniesieniu tak w ogóle do jakiejś pozytecznej pracy, niekoniecznie twórczej. Zeby nie było ignavis semper feriae. Uczyłam się łaciny 6 lat i tak lubię się popisywać:)Ale fajną zastosowałas trawestację. Mnie czas tez szybko leci, ale się nie martwię, bo np czas goni do nowych, ciekawszych tygodni. Szybko się wszystkim nudzę, ale doceniam też, co przeżyłam i oczekuję ciągle nowych wrażeń, bo quidquid discis tibi discis.
    Idiotę też chcialabym zobaczyc na scenie, pamietam jakies telewizyjne przedstawienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja jakaś niepojętna jestem, bo pranie, prasowanie, sprzątanie, gotowanie, zakupy.... jakoś niczego nowego mnie nie uczą, a wracam z pracy tak wykończona, jakby ktoś wsadzić i przez maszynkę do mielenia mięsa przekręcił :) Dlatego szkoda mi tych straconych na jałowe zajęcia chwil :(
      Idioty oglądałam dwie wersje : Nastasję Filipownę w bodajże Teatrze Kwadrat - super, ale wymagająca skupienia i cierpliwości, zwłaszcza, kiedy aktorzy przez parę minut wpatrują się w siebie, a widownia nie oddycha. Utrzymać taką ciszę na widowni to sztuka. No i Idiotę Teatru Soho w nietypowej adaptacji z rolą męską obsadzoną przez kobietę i muszę przyznać, że ten pomysł mi się spodobał, choć miałam obawy przed groteskowością. Tymczasem pani Agata grała, jak ktoś to określił ponad płcią, grała człowieka, choć mężczyznę. (wyszło dziwnie, ale niezamierzenie). Oba przedstawienia miały tę przewagę nad sztuką, że wyeliminowano z nich dłużyzny Dostojewskiego i wyłuskano esencję. Do tego ciekawy pomysł usadzenia widowni z dwóch stron sceny, ale to nie wiem, czy nie jest zasługą Teatru szekspirowskiego, który daje różne możliwości sceniczne.

      Usuń
  7. Mam wrażenie, że czas za szybko goni...Kiedyś też potrafiłam umyć okna w jeden dzień...Dziś zajmuje mi to około trzech dni...a przy łóżku na półce leży powieść Amy Cameron" Zew górzystej krainy "...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I myślę, że poza wiekiem, niestety pesel daje znać o sobie, jeszcze i tempo pracy dzisiaj, o ile inne, niż dwadzieścia a choćby i dziesięć lat temu, które sprawia, że wracamy do domu z wyciśniętymi wszystkimi sokami :( Pozdrawiam

      Usuń
  8. Magnolie... w moim ogródku już przekwitły. Znów trzeba czekać cały rok...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co uświadamia nam po raz kolejny, jak szybko wszystko przemija i że nie powinno się niczego przekładać na jutro :)

      Usuń
  9. Czesc ;) zazwyczaj tylko czytam i podkradam pomysly na nowe ksiazki , ale dzis moze uda mi sie dodac te SERDECZNE POZDROWIENIA ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki- moja wierna czytelniczko. Pozdrawiam także

      Usuń
  10. Nie wiedziałam, co napisać wcześniej, gdy po raz pierwszy czytałam Twój wpis. Że mam tak samo? Że brak mi czasu, że przeraża mnie jego bieg i to, jak coraz bardziej mu ulegam, moja pamięć, umysł, ciało... To trzeba by być Markiem Aureliuszem, by pisać o tym bez zażenowania.
    Więc teraz też nie wiem, co napisać. Wiedz, że rozumiem.
    Często Cię czytam całkiem w milczeniu i jest wielu takich czytelników, zaręczam.
    I myślę sobie - kończąc w tych dniach doświadczenie z Facebookiem - że w blogach jednak jest nadzieja. Że ważne, by istniały jakieś wartościowe miejsca, gdzie można poczytać spokojnie o książkach, o teatrze, podyskutować. Bo inaczej wszystko wyprze kultura memów, obrazków, "lajków" zamiast rozmowy. Jestem zniechęcona tym, co przez dwa czy trzy miesiące widziałam na FB. Chętnie kiedyś poznam Twoją opinię. A ostatecznie chyba zniechęcił mnie przerażający wręcz wzrost jakichś radykalizmów, fala nienawiści. Może jestem wyczulona, może wolałabym nie musieć łączyć ludzi jakoś tam znajomych i znanych li i jedynie z dyskusji o książkach/ zdjęciach - z ich politycznymi przekonaniami.
    Dla mnie Twój blog jest ważny, po prostu. I również jako taka ziemia neutralna, gdzie obowiązuje kultura wypowiedzi, gdzie nie ma miejsca na polityczne wycieczki, doktrynalne spory, nie ma zacietrzewienia. Nie możemy rezygnować z pisania. I nie, że przemawia przeze mnie poczucie jakiejś misji, ale ten świat potrzebuje również spokoju. Może przede wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w blogach i takich, jak Ty jego czytelnikach, z którymi można wymienić się myślami, spostrzeżeniami, wrażeniami i emocjami jest nadzieja. To chyba był jeden z powodów dla których zaczęłam go prowadzić (oczywiście poza odwieczną tęsknotą utrwalenia chwili i siebie, swoich odczuć z tej chwili). Jako osoba niezmiernie wycofana i zamknięta w sobie szukałam innych pokrewnych dusz. I w ciągu tych kilku lat swojej przygody z pisaniem (grafomaństwem moim) parę takich dusz znalazłam. Tak- potrzeba wymiany myśli, a nie laikowanie i liczenie ilości polubień. Mnie także przeraża i poraża fala nienawiści i agresji na niektórych profilach. Nie przeszkadzają mi czyjeś polityczne poglądy odmienne od moich (choć prawdę mówiąc to staram się trzymać od polityki z daleka, mając takie osobiste przekonanie, że to pani lekkich obyczajów, która temu się oddaje, kto.... ), a brak kultury w ich prezentacji i obrzucanie błotem każdego, kto nie z nami, zacietrzewienie i głuchota na argumenty strony przeciwnej, żadnej dyskusji a próba przekrzykiwania. Dlatego zastrzegłam sobie prawo nie publikowania komentarzy agresywnych, wulgarnych czy obrażających moich gości. A polityka nie jest tu mile widziana:) To blogowanie o radościach, ekstazie, nadziejach, a czasami smuteczkach i obawach, a nie platforma do wylewania brudów. Spokój podobnie jak czas to towary dziś deficytowe, ale dzięki taki czytelnikom jak Ty "moja i twoja nadzieja" mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość, wbrew wszelkim chmurom...

      Usuń
    2. Pięknie napisane. Dziękuję, odwzajemniam, nadzieję podzielam - naprawdę jeszcze nie wszystko stracone, są pola wymiany myśli, gdzie można czuć się swobodnie. Zgadzamy się w wielu punktach i naprawdę cenię sobie Twoje zdroworozsądkowe podejście. No, jakoś to tak było z tym Józefem ;-))

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).