piątek, 5 czerwca 2015

Żar Sandor Marai

Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2011 r. 
Czytając utwory Maraia nie mogę wyjść z podziwu nad umiejętnością opisywania zwyczajnych historii w zajmujący sposób. Choć te historie stanowią jedynie pretekst dla snucia rozważań - w przypadku Żaru  -nad przyjaźnią, miłością, prawdą i niemożnością dotarcia do sedna zdarzeń. 

Gdzieś na uboczu czasu i historii do pałacu starego węgierskiego generała przyjeżdża przyjaciel z lat młodości. Spotykają się, aby zamknąć pewien etap przeszłości. Dokładnie w tym miejscu i w takim samym otoczeniu ponad czterdzieści lat temu widzieli się po raz ostatni. Dręczące latami wątpliwości dotyczące przyczyny zdarzeń sprzed niemal pół wieku poddane zostały drobiazgowej analizie. Dobiegający kresu dni stary generał ma tylko jedno zadanie do spełnienia; uzyskanie odpowiedzi na nurtujące go pytania. Generał od dnia spotkania wiedzie monotonną egzystencję skupioną na oczekiwaniu. 
Człowiek przygotowuje się do czegoś całymi latami. Najpierw się obraża. Potem pragnie zemsty. Potem czeka. Już od dawna czekał. Już nawet nie wiedział, kiedy obraza i żądza zemsty przekształciły się w oczekiwanie.(str. 15)
To spotkanie to szansa na poznanie motywów działania żony i przyjaciela; dwóch najbliższych osób, które tak boleśnie go zraniły. Kiedy czeka się na coś tak długo, uzyskanie odpowiedzi staje się już mniej ważne niż zadanie pytania. A może odpowiedź przestaje w ogóle być istotna. 
Związek, jaki łączył niegdyś dwóch przyjaciół był na tyle głęboki, że w przekonaniu starego człowieka żaden inny związek międzyludzki nie mógł być głębszy. Latami rozważał, co jest istotą przyjaźni.
… czy przyjaźń w ogóle istnieje? Nie myślę teraz o okazyjnej radości, jaką sprawia sobie nawzajem dwóch ludzi, ponieważ się spotkali, ponieważ w pewnym okresie swego życia jednakowo myślą o pewnych problemach, ponieważ mają podobny gust, to samo ich bawi. Ale to nie jest przyjaźń. Niekiedy myślę zgoła, że jest to najsilniejszy związek w życiu… może dlatego taki rzadki. (str. 84)
Żar to powieść niezwykle esencjonalna. Od emocji, od żaru uczuć aż kipi. W spotkaniu uczestniczy dwoje siedemdziesięciolatków oraz wspomnienie nieżyjącej od dawna żony generała. I choć mówi niemal wyłącznie generał w milczeniu i rzadkich odezwaniach jego rozmówcy kryje się może więcej treści niż w rozważaniach Henryka. Atmosfera jest gęsta i duszna. Monolog momentami męczący. Piękny język, oszczędny (bez zbędnych słów) jest niezwykle treściwy, co sprawia, iż ciężko się od lektury oderwać. 
W pokoju, w którym odbywa się rozmowa / monolog żarzy się nie tylko światło świec, ale i iskry uczuć; dawno wygasłych – obudzonych po latach, trawione latami, tłamszone, skrywane wybuchają z wielką siłą; uczucia zawodu, żalu, przyjaźni, zemsty, niepewności, rozgoryczenia, miłości. 
Wydaje się nieprawdopodobne, jak ogromną siłę rażenia miało uczucie przyjaźni, wymagające tak wiele (może nazbyt wiele), ale jednocześnie przebaczające niemal wszystko. 
Książka na zaledwie 167 stronach mieści niezwykłe bogactwo treści. Lektura wymaga cierpliwości i skupienia, ale wynagradza te niedogodności z nawiązką. Wiele tu niedopowiedzeń, nie padają odpowiedzi na wszystkie pytania, wnioski, do których doszedł bohater być może obarczone są błędem, a jednak nie to okazuje się finalnie najważniejsze. 
Widziałem pokój i widziałem wojnę, widziałem nędzę i świetność, widziałem twoje tchórzostwo i moją butę, widziałem walkę i zgodę. Ale sensem każdego naszego postępku, u samego rdzenia życia, być może jednak był ten węzeł, który z kimś nas łączył - węzeł, albo namiętność, nazwij to jak chcesz. … A jeśli to przeżyliśmy, być może nie żyliśmy na próżno. (str. 165)
Życie podobnie, jak literatura pełne jest niedomówień.
Pewnego dnia budzisz się, przecierasz oczy; już nie wiesz dlaczego się obudziłeś. To co pokazuje słońce znasz dokładnie: wiosnę albo zimę, dekoracje życia, pogodę, porządek dnia. Już nie może się zdarzyć nic zaskakującego, nie zaskakuje nawet coś nieoczekiwanego, budzącego grozę, ponieważ znasz każdą szansę, na wszystko już liczyłeś, nie czekasz już na nic, ani na złe, ani na dobre… to właśnie jest starość. Coś jeszcze żyje w twoim sercu, jakieś wspomnienie, jakiś mglisty cel, chciałbyś kogoś ponownie zobaczyć, chciałbyś coś powiedzieć, czegoś dowiedzieć się i wiesz dobrze, że pewnego dnia nadejdzie ta chwila, i wtedy raptem poznanie prawdy i reakcja na nią nie będą już tak ważne, jak sądziłeś w ciągu tych lat oczekiwania. (str. 153)
Polski tytuł powieści jest niezwykle adekwatny do jej zawartości. Żar mogę żarliwie polecić każdemu wymagającemu i wrażliwemu czytelnikowi.

15 komentarzy:

  1. Podpisuję się obiema rękami pod Twoją opinią! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że czytałam Twoją opinię :) To dzięki Tobie, nutta i jeszcze jednej blogerce, która teraz rzadziej pisze, więc wypadł mi z głowy nick (przepraszam, bodajże mama małego Marco) sięgnęłam po Maraia. Dziękuję, bo to był dobry wybór

      Usuń
  2. Bardzo przekonywująca do sięgnięcia po książkę opinia.

    Ostatni cytat daje sporo do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zachwyty są niczym w porównaniu z przepiękną prozą Maraia i pomyśleć, że mogłabym ją przegapić.

      Usuń
    2. Marai to chyba dzięki kaye zagościł w naszej świadomości.....ja w najbliższym czasie zacznę go poznawać poprzez "Dziennik".

      Usuń
    3. Budujące jest to, że tacy pisarze są odkrywani i wciąż czytani, a grono czytelników zatacza coraz szersze kręgi

      Usuń
  3. Byłam przekonana, że to jest książka dla Ciebie. "Żar" wymaga skupienia, milczenia, to jest książka do niespiesznego czytania i jednocześnie podróż-introspekcja, przynajmniej dla mnie taką była. Było to dla mnie przy tym bodaj pierwsze spotkanie z prozą Máraiego; jakim rozczarowaniem był dla mnie czytany zaraz potem "Występ gościnny w Bolzano"! Ale już w "Wyznaniach patrycjusza" odnalazłam takie pisarstwo, jakie bardzo cenię. Potem była "Magia" - opowiadania, nie wiem, czy lubisz takie krótkie formy, ale tutaj może właśnie głos M. najbardziej przypomina ten z "Żaru". W niektórych.
    A później jeszcze poznałam niezrównaną "Księgę ziół" i... nadal poznaję. Chyba zmienia się wraz ze mną. Taka książka, do której się wraca, nieśpiesznie, czyta stronę lub dwie.
    Ale nie miałam raczej pisać o moim czytaniu S.M., tylko o Twoich wrażeniach z lektury! I jak zwykle wypadło egoistycznie, kajam się :-)
    A znasz może "Dziennik" Maraiego? To coś, co koniecznie muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skupienia i wolnej głowy zdecydowanie tak. Tę niewielką książeczkę próbowałam czytać w autobusie w drodze do pracy-nie udało się - w zgiełku, pośród poziomych rozmów o kartoflach i kaszance oraz o o ilości zaliczonych chłopaków. Niepomna tego wzięłam na wycieczkę z dziećmi do Warszawy. To lektura wymagająca ciszy wokół i wewnątrz, ale odpłacająca z nawiązką. I ten niesamowity klimat tajemniczości i niedopowiedzenia (mimo, iż wszystko wydaje się jasne od początku), a jednak ja mówi generał fakty łatwo odtworzyć, najważniejsze są motywy. Ja zaczęłam od Dziedzictwa Estery, które mnie zafrapowały (nie wiem, czy jest jakiś wspólny mianownik prozy węgierskiej, ale dla mnie Marai i Szabo są wyznacznikiem tej prozy, choć nie powinnam się wypowiadać, bo poza nimi niewiele znam literatury węgierskiej). Potem było W podróży (uwielbiam), Pierwsza miłość i teraz Żar. Jego książki wydają się takie niepozorne, czyta się i najpierw nic się nie dzieje, aż przychodzi moment, kiedy nadchodzi wielki wybuch, zaczyna iskrzyć. Takie przedzieranie się przez powierzchniowe warstwy do sedna. Próbowanie, poszukiwanie, błądzenie, znajdowanie i niepewność. Tak mi się może głupio skojarzyło, jak z przysłowiem o gonieniu króliczka :) Wyznania patrycjusza mam na półce, ale nie wiem skąd wzięło się u mnie przekonanie, iż najpierw powinnam przeczytać Dziennik. Po lekturze Dzienników Dąbrowskiej - przepadłam i już wiem, że będę teraz je znosić do domu i czytać :) czytać:) czytać:)

      Usuń
    2. Adrianno, czytałam "Dziennik" i radzę, żebyś nie odkładała tej lektury na później. Wspaniała i przejmująca!
      http://kayecik.blogspot.com/2014/04/sandor-marai-dziennik.html
      Polecam!

      Usuń
  4. Marai zachwyca mnie już od dawna. Chętnie sięgnę po "Żar" określaną jako jedną z jego lepszych książek. Piękna, pełna tego "żaru" recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po napisaniu mojej opinii zajrzałam do innych i z radością stwierdziłam, iż Marai cieszy się sympatią blogerów, wypatrzyłam jedną tylko recenzję osoby, której twórczość pisarza nie przypadła do gustu (a może się na niej nie poznała). Co prawda dotyczyła opowiadań- krótkiej formy, więc ... jakby troszkę rozumiem, bo sama nie jestem admiratorką opowiadań. Doszłam jednak do wniosku, iż będę je czytać po jednym i opisywać, wówczas może nie będą aż tak ulotne.

      Usuń
  5. Oj, a mnie jakoś nie powaliła na kolana. Czytałam na dkk i powiem szczerze, że większość z klubowiczek była tego samego zdania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie trafiła w Twój (wasz) czas lub w gust. Dla mnie Marai jak dotąd to gwarancja dobrej lektury, tym bardziej zadziwiający, że niby nic takiego, że fabuła taka prościutka, a ile w niej emocji, ile głębi, no i ten język.

      Usuń
  6. Czytam obecnie Znieważonych tego autora. Właśnie od nich zaczęłam swoją przygodę z Sandorem Maraiem. Przyznam szczerze mam mieszane uczucia co do tej książki. Serdecznie pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam - więc trudno mi się wypowiadać, ale z książkami Maraia tak bywa, że czasami dopiero po jakimś czasie uda nam się zestroić z lekturą. Najpierw wydaje się taka zwykła, nieważna...aż nagle coś zaskakuje i pojawia się wow..

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).