czwartek, 20 sierpnia 2015

A zabawa trwała w najlepsze. Życie kulturalne w okupowanym Paryżu. Alan Riding

Wydawnictwo Świat Książki, rok wydania 2012
Gdybym miała wyciągnąć z lektury najważniejszą myśl, to najlepiej oddałyby ją zacytowane we wstępie stwierdzenie - Jeśli ktoś nie przeżył horroru bycia okupowanym przez obce mocarstwo, nie ma prawa pouczać kraju, który ma to za sobą (str. 11). Dodałabym do tego, iż jeśli ktoś nie przeżył horroru okupacji nie ma prawa osądzać zachowań ludzi, którzy jej doświadczyli. 
Przedmiotem badań nie są działania profaszystowskiego rządu marszałka Petaina (uosabiające wstydliwy okres w historii Francji), ale postawa szeroko rozumianego kręgu ludzi sztuki podczas okupacji. To im poświęca w swym opracowaniu najwięcej miejsca zaznaczając jednocześnie, iż wydawanie jednostronnych osądów nie jest łatwe, a wymaganie od artystów bycia moralnymi przywódcami narodu jest wymogiem na wyrost. Najważniejsze postaci [kultury] zachowywały się tak, jak reszta społeczeństwa, choć w ich przypadku było to o tyle ważniejsze, że artystyczne powołanie czyniło z nich wzory do naśladowania, toteż oceniano ich później według wyższych standardów.(str.10)
I choć autor stara się unikać oceniania to pokazuje typową postawę Francuzów podczas wojny, która oznaczała nieangażowanie się, dystans, nieopowiadanie się po żadnej ze stron. Pamięć o rzezi, jaką przyniosła I wojna światowa, była silna wśród intelektualistów i polityków, umacniając pacyfizm i przekonanie, że Hitlera da się ułagodzić. (str. 38)
A z drugiej strony było rozczarowanie dotychczasową polityką rządów, bo jak mówił Sartre W 1939 roku baliśmy się śmierci, cierpienia za sprawę, która nas brzydziła. To znaczy za obrzydliwą Francję, skorumpowaną, niesprawną, rasistowską, antysemicką, rządzoną przez bogaczy i dla bogaczy; nikt nie chciał za to umierać, dopóty, dopóki- no cóż- zrozumieliśmy, że naziści byli jeszcze gorsi (str. 54).
Tyle, że to zrozumienie przyszło dość późno. A do tego czasu „zabawa trwała w najlepsze”; działały kina, teatry, wodewile i kabarety, odbywały się premiery nowych sztuk i oper, a na widowni obok umundurowanych okupantów zasiadali Francuzi. Niemcy chcieli, aby w narodzie istniało przekonanie, iż nic się nie zmieniło.
Pisarze chętnie wydawali swoje dzieła, a dziennikarze prześcigali się w pochlebstwach dla Niemców i piętnowaniu ludności żydowskiej. 
Czując się bezsilni, przyjęli postawę przeczekania, attentisme, pozwalającą im dalej wieść własne życie- pisać, malować, występować, uczyć - w oczekiwaniu na ocalenie przez jakieś zewnętrzne siły, najpewniej Stany Zjednoczone. (str. 131)
Lista źródeł, z jakich korzystał autor jest imponująca, a indeks nazwisk i dzieł pojawiających się na jej kartach liczy ponad dwadzieścia stron. 
Pojawia się tu sporo znanych nazwisk, a jeszcze więcej takich, które nieobeznanemu czytelnikowi niewiele powiedzą, ale choć autor opisuje zachowania konkretnych ludzi tak naprawdę pokazuje zachowanie całego narodu. I choć istniały wyjątki, które podejmowały walkę, to gro Francuzów akceptowało, albo jedynie dystansowało się od otaczającej rzeczywistości. Autor próbuje znaleźć odpowiedzi na pytania o powód takich zachowań; godzenie się z okupacją, napiętnowanie obywateli żydowskich, czy wreszcie szybkie wymazanie z pamięci niechlubnej przeszłości wojennej.
Książka, choć momentami przytłacza wielością nazwisk, czy drobiazgowością opisu pobudza do refleksji na temat ludzkiej natury i zachowań człowieka w sytuacjach ekstremalnych.
Zawsze interesowało mnie, jak podczas wojny chroniono dziedzictwo kulturowe. 
Tratwa Meduzy
W jednej dziedzinie rząd Daladiera był jednak przygotowany. Już we wrześniu 1938 roku, po tym jak Niemcy zajęły Sudety, Mona Lisa i kilka innych arcydzieł tymczasowo wysłano do zamku Chambord w dolinie Loary. Rok później, kiedy wypowiedziano wojnę, w Luwrze wcielono w życie plan ewakuacji większości muzeum. W ciągu mniej niż miesiąca 3691 obrazów zdjęto ze ścian, starannie opakowano, załadowano do ciężarówek i w trzydziestu siedmiu konwojach wysłano do zamku Chambord, choć samą Monę Lisę przeniesiono wkrótce do Louvigny, w zachodniej części doliny Loary. Luwr miał pełne prawo być zadowolony z tej operacji. Ogromny obraz Veronesego, Gody w Kanie, wyjęto z ram i zwinięto, a niewiele mniejszą Tratwę Meduzy Gericaulta umieszczono do transportu w długim, drewnianym kontenerze. Wiele posągów i rzeźb musiano jednak zostawić na jakiś czas w piwnicach, później miano zbudować schrony przeciwlotnicze. Wyjątek uczyniono dla dwóch greckich skarbów, Nike z Samotraki i Wenus z Milo, które spędziły wojnę w zamku Valencay. (str.47- 48)
Mona Lisa (zdjęcie robione zza czyichś pleców)
Wkrótce po upadku Paryża Niemcy zażądali informacji, co stało się z 3691 obrazami, które w 1939 roku zostały zabrane z Luwru i ukryte w różnych miejscach Francji. Niektóre z nich przenoszono po kilka razy- Mona Lisa, zabrana w listopadzie 1939 roku z Chambord do Louvigny, w czerwcu 1940 roku trafiła do opactwa w Loc-Dieu, na wschód od Bordeaux, w październiku tego samego roku do Muzeum Ingres`a w pobliskim Montauban, a wreszcie w marcu 1943 roku do zamku Montal, w południowo-zachodniej części Francji, gdzie spędziła resztę wojny pod łóżkiem pewnego kuratora z Luwru. (str.198)
Za polecenie lektury dziękuję Zacofanemu w lekturze.
Książka przeczytana w ramach stosikowego losowania u Anny.
I znów kłopot z etykietą; literatura francuska? wszak autor to Brytyjczyk urodzony w Brazylii:)

23 komentarze:

  1. Mnie się ta książka podobała właśnie jako rzecz pokazująca problem okupacji szerzej niż tylko w kwestiach kultury. może zainteresuje Cię coś dużo węższego tematycznie, ale świetnego: K. Trojanowski "Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa". Okupacja w świecie mody plus dużo o samej modzie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. I moim zdaniem książka ze wszech miar godna polecenia.
    Dziękuję za wskazówkę, co prawda moda nie należy do dziedziny moich zainteresowań, ale kto wie, może i w te rejony się zapuszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nie interesuje, ale to wyjątkowo ciekawe ujęcie jest:)

      Usuń
    2. A skoro tak, to szansa zapuszczenia się w te rejony wzrasta niepomiernie :)

      Usuń
  3. Przedstawiłaś książkę bardzo ciekawie.
    Zapisuję autora.
    Serdecznie pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i polecam się na przyszłość. Nie jest to lektura lekka, z uwagi na sporą ilość informacji, ale na pewno warta poznania.

      Usuń
  4. Przymierzam się do tej książki od chwili wydania i jakoś się nie składa.
    Ciekawie byłoby przeczytać podobną publikację na temat zabawy w Polsce podczas okupacji, na pewno materiału jest sporo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także dość długo zwlekałam od chwili, kiedy przeczytałam recenzję u Piotra, a potem od chwili zakupu, dopiero losowanie u Anny przyspieszyło lekturę. Myślę, że podobna publikacja na temat polskiej sceny kulturalnej i jej otoczki byłaby dla nas jeszcze bardziej interesująca, bo siłą rzeczy tyczyłaby osób nam bardziej znanych/bliskich.

      Usuń
  5. Jestem pełna podziwu dla Francuzów, którzy okazali się przewidujący i ukryli znaczną część dzieł sztuki, podczas gdy my machaliśmy szabelką i pokrzykiwali coś o guzikach... ;-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem równie daleka od ocen, podobnie, jak autor, sama nie wiem, jak ja bym się zachowywała w takiej sytuacji i choć zachowanie Francuzów nie jest powodem do dumy, to i mnie cieszy że w tej dziedzinie wykazali się taką zapobiegliwością i ocalili dla przyszłych pokoleń sporą część dziedzictwa kulturowego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo zaciekawiłaś mnie tą książką, już dodałam ją do listy utworów, które chciałabym przeczytać :) Ja jestem teraz w trakcie "Mody w okupowanej Francji", też bardzo polecam, jest bardzo wciągająca, a to rzadko kiedy ma miejsce w przypadku książek o modzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli kolejny punkt dla Mody... Muszę przyznać, że zaintrygowaliście mnie (Ty i ZWL). Nie przypominam sobie, aby czytała książkę o modzie, a już ciekawą i wciągającą na pewno nie.

      Usuń
  8. Odwieczne pytanie: bić się, czy kapitulować, ratując, co się da....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zagadnienie jest chyba trochę bardziej skomplikowane, choć jeśli pytanie potraktować szerzej to w zasadzie można to do tego sprowadzić.

      Usuń
  9. Ciekawa książka i jak zwykle interesujące są Twoje przemyślenia.
    W książce "Dom nad Loarą" Margaret Storm Jameson głównym wątkiem jest powojenny stosunek Francuzów do kolaboracji a podciągano pod nią wszystkie, nawet towarzyskie tylko kontakty z okupantem i karano srogo więzieniem.
    Taką karą został dotknięty jeden z bohaterów tylko za to, że spotykał się z oficerem niemieckim, którego znał doskonale sprzed wojny i spotykając się słuchali razem muzyki i o niej rozmawiali. Niemiec był towarzysko ciekawym człowiekiem, ale tylko towarzysko o czym nie wiedział, albo być może nie próbował nawet tego dopuścić Francuz.
    Nie powinno się oceniać postępowania ludzi w ekstremalnych warunkach, ale jakoś trudno do tego się nie odnosić.

    Okupacja Francji a okupacja Polski to jednak wielka różnica...Polaków Niemcy nie traktowali jak ludzi. U nas dokonywano grabieży czego podobno nie robiono w Europie zachodniej ...tam dzieła sztuki Niemcy kupowali od marchandów......gdzieś o czymś takim czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Autor porusza także kwestię rozliczeń powojennych, które dziwną rządziły się logiką, bo tak jak piszesz- jednych skazywano za niewielkie przewinienia, a innym zapominano kolaborację z okupantem. Trudno osądzać, ale jednak jakiś niesmak zostaje. No i prawda, że inaczej traktowano nasze narody, więc i postawy miały inny kontekst. Co do kupowania dzieł sztuk autor także porusza ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak patrzę na to co dzisiaj się w Zjednoczonej Europie dzieje to przychodzi na myśl bardzo gorzka refleksja : Niemcy przegrali wojnę, ale tak prawdę mówić na wszystkich polach wygrywają ją nadal.....przykładem dzisiaj jest tego Grecja....

      Usuń
    2. pamiętam swoje refleksje sprzed lat, kiedy zaczynałam podróżować (wówczas jeszcze bardziej, jako turystka, niż podróżniczka) uderzało mnie to, jak wielu starszych Niemców podróżuje, jak świetnie się trzymają i pojawiała się myśl, że ich na to stać (i finansowo i zdrowotnie), a nasi emeryci (przynajmniej wtedy - choć dziś pewnie niewiele się zmieniło) całe swe emerytury wydają w aptekach na leki i nie mają siły na podróże. Choć chyba jednak troszkę się zmieniło, bo widuję coraz więcej starszych rodaków w podróży.

      Usuń
  11. Guciu, czytałam i chyba nawet pisałam o tej książce. Alain Riding mieszka w Paryżu. Książka znakomita, z wieloma niuansami, bo nie wolno zapominać, że we Francji, mimo coraz liczniejszych publikacji jest to nadal temat tabu-to tak jak u nas z kościołem-wszyscy wiedzą, ale wolą na ten temat milczeć. Ridinga spotkałam w niezwykłych okolicznościach-przyszedł do polskiej księgarni z okazji wydania jego książki i sprawdzał, czy stoi na dobrym miejscu. Pozdrawiam! serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę poszukać wpisu u Ciebie, bo nie pamiętam go, a może to było w czasach, kiedy nie znałam Twego bloga. Wyobrażam sobie, że Francuzi woleli by zapomnieć o tym okresie, no cóż dziś zapewne żyje już niewielu świadków tamtych dni, a dzieci nie mogą odpowiadać za czyny lub zaniechanie rodziców. Każdy naród ma takie wstydliwe wydarzenia w swojej historii. A z pana Ridinga to esteta - skoro sprawdzał ułożenie książki.

      Usuń
    2. Już znalazłam, okazuje się, że skleroza to moje drugie imię, ja natchnęłam Ciebie jakimś komentarzem, a ty i montgomerry wraz z ZWL natchnęliście mnie do lektury i już doczytałam historię z odwiedzinami pisarza w księgarni :)

      Usuń
  12. Guciu, w sumie nie napisałam o tej książce, chyba zadanie mnie przerosło. Pamiętam, że jak rzadko, chodziłam odurzona po lekturze, jak po narkotyku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałaś a propos książki i pisałaś trochę o wrażeniu lekturą :)

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).