poniedziałek, 2 października 2017

Kapelusz cały w czereśniach Oriana Fallaci

Wydawnictwo literackie, wydanie pierwsze, rok 2012.
Kapelusz cały w czereśniach to wielopokoleniowa saga rodu Fallacich oraz wszystkich przodków ze strony matki, których geny dały życie i ukształtowały autorkę. Saga obejmuje okres od 1773 roku do dnia samobójczej śmierci prababki Oriany - Anastazji w 1889 rok, choć opowiadana historia wykracza poza sztywne ramy czasowe i momentami zazębia się ze zdarzeniami współczesnymi. Historia zaczyna się od wspomnienia przedmiotów znalezionych w przekazywanej z pokolenia na pokolenie skrzyni posagowej zawierającej najcenniejsze rodzinne pamiątki, a należącej do spalonej na stosie Ildebrandy. To owe pamiątki, albo raczej ich wspomnienie (bowiem sama skrzynia zaginęła w 1944 r. podczas działań wojennych) stanowią asumpt to poszukiwań w kronikach, dokumentach, księgach parafialnych, prasie sprzed wieków i coraz bardziej szwankującej pamięci najbliższych historii praszczurzyc i praszczurów. Oriana w niezwykle ciekawy sposób opowiada historię swych krewnych twierdząc, iż sama doskonale pamięta pewne zdarzenia z przeszłości, tak jakby była po części każdym ze swoich wcześniejszych wcieleń, tak jakby uczestniczyła w tych bolesnych i wzniosłych wydarzeniach, w których przyszło im brać udział. Przeczytawszy książkę doszłam do wniosku, że historia mojego kraju, mimo jej powikłania i wielu bolesnych kart, nie była aż tak skomplikowana i pokręcona, jak historia Włoch. Dziesiątki władających oddzielnie państewek włoskich, napadających na siebie nawzajem i napadanych przez obcych agresorów, ciągłe najazdy, powstania, rewolucje, zamieszki, bitwy, wojny, tumulty, wzajemne mordowanie się i zamykanie w więzieniach. Początek historii rodu wywodzi się od Carla Fallaci, młodego rolnika, wyjątkowo jak na koniec XVIII wieku wykształconego, bo potrafiącego czytać i pisać. Carlo miał ambicje zmienić swoje życie, uciec od ciasnych poglądów bogobojnych rodziców do Ameryki, poznać inny świat i rozpocząć nowe życie. Niestety splot okoliczności sprawił, iż chłopak pozostał w rodzinnej wiosce Panzano i związał swe dzieje z Cateriną, dziewczyną równie wyjątkową. Caterina szła pod prąd swoim czasom, jako wnuczka Ildebrandy nienawidziła księży i religii, zgodziła się oddać swoją rękę tylko takiemu człowiekowi, który nauczy ją czytać i pisać. 
Pisarka dokonała olbrzymiej pracy w poszukiwaniu źródeł dla odtworzenia historii rodu. Zbieranie materiałów oraz pisanie sagi, będącej rodzajem autobiografii zajęło jej dziesięć lat. Historia każdego z przodków osadzona jest w historii miasta/ państwa. Każda obejmuje rys historyczny, społeczny i obyczajowy, otoczenie, w którym żyli przodkowie pisarki nabiera kolorytu w taki sposób, że przenosi kilka wieków wstecz: na wybrzeża morskie, gdzie mieszkają ofiary pirackich napaści, na pokłady statków, na których jedni drugim gotują haniebny los niewolników, do miasteczek, w których purytańskie obyczaje skazują ludzi niepokornych na tułaczkę i poniewierkę, w sam środek bitew i rozlewu krwi, czy wreszcie na drugi kontynent, gdzie dogasa wojna północy z południem, a Indianie skalpują poszukiwaczy złota. 
Każda z historii mogłaby dostarczyć materiału na odrębną opowieść i z wszystkich tych opowiadań trudno byłoby wybrać najciekawszą. Bo jak porównać los Francesco, którego ojca porwali algierscy piraci robiąc zeń niewolnika, który odbył morderczą służbę na statku, aby stać się żeglarzem, a następnie stracił czterech synów, z losem rzeźbiarza Giobatty, uczestnika krwawych bitew, z losem nieślubnego dziecka polskiego bojownika walk o niepodległość. Tak, bo w żyłach Oriany płynęła też domieszka polskiej krwi. Stanisław, który nie dowiedział się o posiadaniu córki był prapradziadkiem Oriany. 
Historia przodków przeplata się z historią Włoch za czasów Napoleona, Garibaldiego, Wiktora Emanuela II. Przyznam, iż szczegółowość opisu owego historycznego tła, wielość nazwisk, potyczek, zdarzeń (istotnych dla ich uczestników, ale już mniej ważnych dla potomnych) nadawała realizmu opisu, ale momentami powodowała zmęczenie czasami bezowocną próbą przyswojenia informacji. Trud przebrnięcia przez te meandry opisów został wynagrodzony czytelnikowi odtworzeniem klimatu czasów, w jakich żyła Oriana w wszystkich swych wcześniejszych wcieleniach.
Autorka szczególną estymą darzy swoją prababkę Anastazję. Była ona nieślubnym dzieckiem Stanisława i Marguerite. Na jej życiorysie zaważył fakt, iż była osobą, która formalnie nie istniała, gdyż jako nieślubne dziecko musiała żyć w ukryciu. Jako młodziutka baletnica powiela historię swojej matki; ona także w ukryciu rodzi nieślubne dziecko i podrzuca je do przytułku (po latach odzyska córkę i będzie próbowała zrekompensować małej stracony czas). Następnie płynie do Ameryki, gdzie po wielu perypetiach (między innymi uniknięciu losu piątej żony Mormona, czy po napadzie Indian na wiozący ją dyliżans) prowadzi dom publiczny, zbiwszy majątek wraca do Włoch odzyskać córkę, stracić fortunę oraz zobowiązać kochanka do poślubienia przyszłej babki Oriany. Historie przodków Oriany aż proszą się o sfilmowanie. 
W opowieści zachwyca także opis drobiazgów, które dało tło opowieści, jak np. opis podróży Anastazji z Turynu, do Ceseny, dokąd ciężarna kobieta jechała urodzić swe nieślubne dziecko, z dala od wścibskich oczu znajomych.
Z Turynu do Ceseny można było dojechać bardzo dobrym pociągiem, który wyruszał o siódmej czterdzieści pięć rano. Przez Asti-Alleksandrię-Piacenzę-Parmę_Reggio_Emilię docierał o drugiej czterdzieści po południu do Bolonii, tutaj trzeba było przesiąść się do pociągu jadącego przez Imolę- Faenzę-Forli-Cesenę do Rimini, i docierało się do celu o szóstej po południu. Komfortowe były … wagony pierwszej klasy, wybudowane na wzór pociągów Bitish Railways. Bardzo eleganckie. W każdym przedziale, odizolowanym od innych, bo dostępnym tylko z zewnątrz, znajdowały się cztery miękkie czerwone fotele z podgłówkami, ozdobionymi brukselską koronką. Przed każdym fotelem stoliczek z dzbankiem świeżej wody, szklankami i serwetką. Na wykładzinie w stylu Aubusson szkandela z gorącą wodą, aby złagodzić zimno, i błyszcząca mosiężna spluwaczka. Na ścianach wyszukana mahoniowa boazeria. U sufitu żyrandol. W oknach muślinowe firanki. (str. 588). 
Jedyne uwagi, jakie mam do książki tyczą się wydawcy. Po pierwsze książka liczy ponad osiemset stron, co czyni ją szalenie nieporęczną w czytaniu. Trudno zabrać ją w podróż, jest ciężka i mdleją ręce od jej trzymania. Po drugie zabrakło mi rozpisania rodowodu – drzewa genealogicznego. Z posłowia wynika, iż w oryginale znajduje się rodowód rodu Fallacich. Liczne odniesienia w treści do wątków pobocznych mogły sprawić, iż poszczególne gałęzie rodu trochę się rozjechały.

Polecam lekturę.
Przeczytana w ramach stosikowego losowania u Anny.

14 komentarzy:

  1. Uwielbiałam Fallaci. Była bezkonkurencyjna. Czytając "Kapelusz cały w czereśniach" też przeszkadzała mi grubość książki. Zastanawiałam się dlaczego nie składa się z II tomów.
    A co drzewa genealogicznego zaczęłam nawet rozpisywać go na kartce, później tego zaniechałam.
    Gdy czytam, to lubię zerkać na drzewo.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie przewijała się myśl, że lepszym rozwiązaniem byłyby dwa tomy, albo nawet trzy. Drzewo będę rysować przy następnej sadze, bo jego brak bardzo komplikuje lekturę.

      Usuń
  2. Idą długie jesienne wieczory, może sięgnę po ta pozycję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ta pozycja zapewniałaby lekturę na wiele wieczorów.

      Usuń
  3. Z tego, co piszesz, wynika, że na podstawie książki mógłby powstać nawet serial i to b. interesujący.
    Przyznam, że do lektury zniechęca mnie właśnie nieporęczny format - miałam tę księgę w rękach i nie było to przyjemne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, parę odcinków spokojnie można by nakręcić. Ja książkę dostałam w prezencie od współpracowników, myślę, że sama bym sobie nie kupiła - właśnie z uwagi na jej odstręczającą objętość. Ale jestem wdzięczna koleżeństwu za taki prezent, którego sama bym sobie nie sprawiła. I to, że udało im się trafić w mój gust.

      Usuń
    2. Książki typu "cegła" (jak i wszystkie inne zresztą) najlepiej czytać w pozycji leżącej ;-) Wtedy łokieć tenisisty niestraszny - sprawdziłam, wiem. W końcu najczęściej "leżę i czytam" :-)

      Usuń
    3. Też tak lubię, tylko czasami zasypiam nad książką, jak pozycja zbyt wygodna. :) I w odniesieniu do cegiełek i tych lżejszych.

      Usuń
  4. Czesc ;)) ale zbieg okolicznosci wlasnie dostalam ta ksiazke , teraz zachecona Twoim wpisem chyba sie skusze na czytanie , choc stos ma chyba z 20 pozycji ;)?
    Pozdrawiem Cie bardzo serdecznie i kiedy nas odwiedzisz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? To chyba znak, że powinnaś zabrać się za czytanie. Dwadzieścia pozycji- to już troszkę. :) Na pewno w tym roku nie wybiorę się już nigdzie bo nie mam urlopu.

      Usuń
    2. ;) stos raczej jest skazany na wzrost bo pojawia sie cos nowego co bardziej przyciaga jak "Millennium" Tom 5 a ze stosu moze zaczne "Kochanek" Irene Frain o Sklodowskiej
      Mam nadzieje ze w 2018 zatesknisz za Rzymem ;)))))

      Usuń
    3. Też mam taką nadzieję, że w końcu uda mi się wybrać gdzieś dalej, bo stęskniłam się za dalszymi podróżami głównie za Włochami i Francją, ale także za paroma innymi miejscami.

      Usuń
  5. Książka czeka na czytanie, a Ty mnie bardzo zachęciłaś swą opinią do sięgnięcia po nią.
    Niezwykle barwna historia rodu a wysiłek Autorki ogromny.
    Zgadzam się z Tobą, że historia Włoch była ogromnie skomplikowana....i nawet trudno chyba samym Włochom ją ogarnąć....

    OdpowiedzUsuń
  6. A nam się wydaje, że to my jedyni, wybrani, pokrzywdzeni, mesjasz Narodów :) A jak tak się poczyta, to każdy Naród ma swą tragiczną, czasami wstydliwą, czasami dumną historię.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).