poniedziałek, 26 września 2011

Nędznicy, czyli moja wielka miłość do Wiktora Hugo

Jeszcze nie wyczerpały się moje zapasy opowieści z Paryża. Niestety wróciłam dziś do pracy, a to nieco pozbawiło mnie sił twórczych. Postanowiłam zatem poprzeplatać wrażenia z pobytu przenoszonymi wpisami. Dziś wpis bardzo a propos Paryża, mała garść wrażeń z lektury dużego dzieła.
Z góry uprzedzam, jestem w Wiktorze H. zakochana, więc moja opinia może nie być opinią obiektywną. Chciałoby się polecieć Stachurą, jak Cię kocham, nie powiem, no bo nie wypowiem, tak ogromnie bardzo, jeszcze więcej może. Zaczęło się od Katedry Najświętszej Marii Panny, potem byli Nędznicy, a na końcu Człowiek śmiechu. Teraz szukam dalszych powieści, tylko z tym cięższa sprawa, bowiem repertuar biblioteki na tych trzech pozycjach się skończył. Przyjdzie czytać ebooki (za czym nie przepadam). Powieść Wiktora Hugo opublikowana w 1862 r. powstawała na wygnaniu w przeciągu niemal dwudziestu lat. Nic w tym dziwnego, zważywszy na jej objętość, jest naprawdę imponująca. Całość liczy sobie ok. 1700 stron. 
Jest to połączenie wielu wątków, wielu gatunków literackich, wielu dygresji. Jest to kilka książek w jednej. Gdybym miała wybrać tylko kilka książek na bezludną wyspę, to na pewno nie zabrakłoby wśród nich prozy Hugo (a jeśli dodałabym do tego płytki z musicalami, to mogłabym rzec …trwaj chwilo, trwaj…).
Niedzielnego popołudnia przeczytałam ostatnie 550 stron powieści. Od chwili kiedy zaczęłam czytać do chwili, kiedy skończyłam nie oderwałam się od lektury nawet na chwilę. Była ona tak pasjonująca, że zapomniałam o całym świecie. 
Co mnie urzekło w lekturze? Wszystko. Prosty język, dogłębna znajomość wielu bardzo różnorodnych zagadnień, połączenie powieści historycznej, obyczajowej, dramatu, kryminału oraz powieści o miłości.
Nędznicy, podobnie jak i Katedra Najświętszej Marii Panny  w Paryżu posiadają sporo odniesień zarówno do genezy wydarzeń historycznych, jak i do przyczyn problemów społecznych niszczących (tutaj) XIX wieczną Francję. Odniesień, które osadzają akcję w miejscu i czasie, które pozwalają łatwiej zrozumieć pewne zachowania, czy zjawiska. Odniesień, bez których pewne zjawiska czy zachowania mogłyby wydawać się anachroniczne i niezrozumiałe. Jeśli ktoś w książkach szuka jedynie fabuły, to powinien zrezygnować z lektury Nędzników. To zdecydowanie książka dla tych, którzy kochają czytać. Opisy wojen napoleońskich, powstań i rozruchów, a także opisy życia: w klasztorze czy w więzieniu (Hugo doszukuje się pewnych analogi obu rodzajów odosobnienia), życia duchowieństwa, czy życia na ulicy, topografii Paryża oraz systemu kanałów, mogą być momentami nieco nużące, ale naprawdę warto się z nimi zapoznać, aby wejść w klimat epoki. 
Jednym z bohaterów powieści jest były galernik Jan Valjean próbujący żyć normalnie i uczciwie. Nie jest to proste. Zaopatrzony w żółty paszport jest niczym trędowaty, od którego odwracają się niemal wszyscy; nawet ci, którzy są na bakier z prawem. Były galernik w XIX wiecznej Francji to gorzej niż złodziej, nędzarz, czy prostytutka. Żółty paszport oznacza dożywotnie wykluczenie poza nawias społeczeństwa. A kiedy do tego były galernik (skazany za kradzież bochenka chleba) zdesperowany brakiem możliwości otrzymania w uczciwy sposób noclegu i pożywienia popełnia kolejne przestępstwo (kradzież monety) zamyka sobie drogę powrotu na łono społeczeństwa na zawsze. Ma on dwa wyjścia; albo przystąpić do jednej z grup przestępczych albo ukrywać się, uciekać, zacierać ślady, czyli żyć, jak zaszczute zwierzę.
Innym bohaterem jest bezwzględny stróż prawa, inspektor policji Javert. Urodzony, jako syn ludzi spoza nawiasu społeczeństwa, odnajduje swoje miejsce na ziemi poprzez pracę w policji. Życie w zgodzie z zasadami, ślepe posłuszeństwo przepisom i przełożonym prowadzą do tragedii, kiedy Javert odkrywa, że to co zgodne z prawem ludzkim nie koniecznie musi być zgodne z prawem boskim, że żyjąc w zgodzie z przepisami, można być bardziej nieuczciwym, niż żyjąc w niezgodzie z prawem. 
Wśród bohaterów znajdują się także cierpiące nędzę kobiety. Te, żyjące w skrajnej nędzy kobiety, stanowią jeszcze bardziej pożałowania godny widok niż znajdujący się w analogicznym położeniu mężczyźni. Fantine - naiwnie zakochana dziewczyna, która dla utrzymania córki zmuszona jest sprzedawać się po kawałku (włosy, zęby, ciało). Eponine - córka złodziejskiej pary, której przyszłość została już przesądzona, a której tragedii dopełnia nieszczęśliwe ulokowanie uczuć (choć z drugiej strony jest to jedyne pięknie uczucie i jedyny powód do szczęścia dla biednej dziewczyny). 
Bohaterami lektury są także dzieci; mała Kozeta, dziecko, wykorzystywane, jako służąca i popychadło, Gavroche, dziecko ulicy, mały złodziejaszek o niezwykłej uczciwości oraz cała plejada małych głodnych, łachmaniarzy. Mnie chyba jednak, z powodów rodzinnych najbardziej w pamięci pozostanie dwójka braci (pięcio i siedmioletni), którzy z dnia na dzień trafiają na ulicę i od tej chwili tułają się w poszukiwania kawałka chleba i miejsca do spania. 
Minęły niecałe dwa stulecia, a taka nędza, jak opisana w powieściach Hugo czy Dickensa wydaje się aż niewyobrażalna. I niewyobrażalne jest to, że była ona czymś tak powszechnym, iż nie budziła powszechnego sprzeciwu.
Nędznicy, nie byliby nędznikami, gdyby nie znaleźli się wśród nich tacy ludzie, jak młodzi, gniewni studenci z grupy Abecadła (Enjolras wraz ze swoimi kolegami). Jedyni, którzy w roku 1832 dostrzegali konieczność podjęcia działań przeciwko istniejącemu status quo.
Inną kwestią jest pytanie o sens takiego działania, jakie wybrali studenci. Ich mogłaby się wydawać bezsensowna, dwudniowa walka na barykadach nam Polakom kojarzyć się będzie z powstaniem warszawskim (podobnie jak kanały, z których korzysta Jan Valjean dla opuszczenia placu boju kojarzyć się będą z kanałami warszawskimi). Pojawiają się odwieczne pytania o cenę godności i honoru. Pytania, na które każdy musi sam znaleźć odpowiedź.
Jest coś jeszcze, co zrobiło na mnie duże wrażenie. Wykład rewolucjonisty (z czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej), jakiego udzielił pewnemu biskupowi, dobrodusznemu człowiekowi i praworządnemu rojaliście na temat przyczyn i konieczności rewolucji. Gdyby podręczniki historii w ten sposób opisywały genezę rewolucji mielibyśmy o wiele mniej kłopotów ze zrozumieniem tego epokowego zjawiska. 
Nie można też nie wspomnieć o pięknym sposobie opisywania uczuć przez Hugo. Miłość jest opisywana w sposób tak subtelny i delikatny, że wydaje się być zjawiskiem na tyle kruchym, że byle letni zefirek może ją zniszczyć, a jednocześnie tak mocnym, że przetrzyma nawet natarcie armat wroga.
Kiedy dwie dusze, które poszukiwały się w tłumie, może od bardzo dawna, odnajdą się nareszcie; kiedy spostrzegą, że pasują do siebie, czują do siebie sympatię i uzupełniają się, mówiąc krótko: są do siebie podobne, wtedy zawiązuje się między nimi wspólnota, gorąca i czysta tak, jak oni sami; jedność, która ma początek na ziemi, a kontynuację w wieczności. Ta jedność to miłość, prawdziwa miłość, taka jaką potrafi pojąć w istocie niewielu ludzi; ta miłość, która jest "religią", która ubóstwia ukochaną osobę, której życie rodzi się z nabożeństwa i namiętności, i dla której największe ofiary są najsłodszą rozkoszą.
W lutym przyszłego roku mają ruszyć zdjęcia do Les Miserables, który będzie adaptacją musicalu wystawianego na Broadwayu od 1985 roku.
Zdjęcia 1-2 okładki, 3) portret Cosette z pierwszego wydania książki, 4) Most Wymiany łączący Cite z Less Halles, most związany z ostatnimi chwilami życia inspektora Javerta, 5) pierwowzór Enjolrasa - Louis Saint Just, 6) Ogród Luksemburski, gdzie Marius, po raz pierwszy ujrzał Kozetę.

9 komentarzy:

  1. Piękny wpis.
    Akurat w radiowej dwójce przed szesnastą Nędznicy lecą.
    Obiecałam sobie, że sprezentuję sobie ładne wydanie i dopiero wtedy przeczytam. No, oczywiście historię znam, ale - nie odmówię sobie przeczytania tak doskonałej powieści.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę równie miłych wrażeń jak moje. Radia nie słucham, więc nie wiedziałam, że nadają powieść. Zresztą przed szesnastą to jestem "w korku" najczęściej. Szkoda, bo bym posłuchała. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Baaardzo chciałabym przeczytać tę książkę (książki?). I mam nadzieję kiedyś to zrobić - jak już trafię na "Nędzników" w księgarni albo w bibliotece. Cały czas zbieram się też, żeby wybrać się na musical do warszawskiej Romy, ale odkąd mieszkam w Łodzi to jakoś trudno mi się zebrać :/ No a co do analogii między klasztorem i więzieniem - w końcu obydwa te miejsca są instytucjami totalnymi, więc siłą rzeczy muszą mieć ze sobą trochę wspólnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze chciałam przeczytać "Nędzników" i zawsze brakowało mi czasu. Może nadrobię tej jesieni...

    OdpowiedzUsuń
  5. @Schizma- książkę w 2 tomach. W mojej bibliotece nie było problemu, wypożyczałam po jednym tomie. Musical w Romie jest super. Za jakiś czas przeniosę tu recenzję z pobytu w Romie. Byłam tylko raz i już mnie korci aby pojechać po raz kolejny. Planowałam listopad, niestety cały listopad i grudzień nie grają, co mnie martwi, co do planów Romy na przyszłość. Przecież to dopiero rok grania. Stanowczo za krótko. To prawda co do obu instytucji :)
    @ Polecam. Ja natomiast chcę przeczytać te książki o Rzymie, które ty czytałaś, a jakoś objetość mnie trochę stopuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W zeszłym tygodniu byłam o krok od wypożyczenia "Nędzników" z biblioteki - już trzymałach ich w ręku, ale potem jeszcze inne książki wypatrzyłam, a że mogłam wypożyczyć 5, to jednak postanowiłam ich do następnej wizyty odłożyć. Ale następnym razem już się pewnie skuszę :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Rzym" mimo objętości bardzo szybko i przyjemnie się czyta

    OdpowiedzUsuń
  8. @Bibiliofilko - to mamy podobnie, tyle, że na odwrót- ty odkładasz Nędzników na jesień, a ja Rzym na jesień. Ciekawe, czy nam się uda

    OdpowiedzUsuń
  9. @Karolino - mam nadzieję, że się nie rozczarujesz i że następna wizyta w bibliotece zaowocuje wypożyczeniem książki. :))

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).