niedziela, 18 września 2011

Paryż - szlakiem literatury- część I

.
Siedzę w malutkim pokoiku hotelowym, popijam wino, zagryzając bagietką, serem pleśniowym i gruszkami i czuję się jakbym złapała pana Boga za nogi. W tle ulubiona muzyka, pod powiekami cudowne widoki, a w głowie tysiące wrażeń. Czy muszę pisać, że jest fantastycznie? Nie muszę. Ale napiszę. Jest fantastycznie. W tym roku pogoda nas nie rozpieszczała, więc dla uniknięcia rozczarowania nastawiłam się na deszczowo – chłodny Paryż. Tymczasem dziś mija szósty dzień pobytu i jak na razie nie spadła ani kropla deszczu, a temperatura oscyluje w okolicy 23-27 stopni. Każdy kolejny wyjazd wiąże się z obawą, czy i tym razem spełnione zostaną moje oczekiwania. Pisałam o tym wielokrotnie, o tej obawie, czy - mając takie piękne (ach, jakież banalne wydaje mi się to słowo) wspomnienia, doświadczenia, doznania – kolejny wyjazd jest w stanie mnie czymś olśnić, zachwycić. Zdaję sobie sprawę, że jestem szczęściarą, która otrzymała od losu szansę spełniania swoich marzeń. A może to zasługa dopasowania marzeń do realiów. Nie wiem. Podróżowanie zawsze sprawiało mi przyjemność, nic w tym nadzwyczajnego, chyba większość ludzi lubi podróżować. Ale dopiero od czasu, kiedy zaczęłam podróżować samodzielnie moja radość zamieniła się niemal w ekstazę. Czasami zastanawiam się, czym ja sobie zasłużyłam na tak piękne przeżycia. To, co cieszy mnie najbardziej to ta nieskrępowana swoboda poruszania się i ten brak pośpiechu. Wychodzę z hotelu rano i wracam wieczorem i co najważniejsze ani razu nie spojrzałam jeszcze na zegarek. Odzyskałam, to czego zdaniem Egipcjan brakuje nam Europejczykom, czyli czas. Pozbywając się zegarka, zyskałam czas. Nie wiem, czy kiedyś próbowaliście, jeśli nie, to spróbujcie. Daje to poczucie nieograniczonej wolności. A zresztą, może znacie to doskonale, może znowu to ja odkrywam coś, co dawno zostało odkryte. W każdym razie jest to dla mnie fantastyczne odkrycie.
No dobrze, ale dosyć dywagacji na mój temat. Wróćmy do Paryża. Choć tak naprawdę, to jestem tutaj od dziewięciu miesięcy, czyli od chwili, kiedy zarezerwowałam bilet na samolot i pokój hotelowy. I nie zamierzam się stąd nigdzie ruszać, nawet, jak wrócę do domu. Poprosiłam was o pomoc w doborze literatury, w której Paryż odegrał niemałą rolę. Otrzymałam wiele propozycji, z niektórymi zdążyłam się już zapoznać, dwie są w trakcie czytania (choć czytanie na wakacjach ciężko mi wchodzi), resztą zajmę się po powrocie.
Moją najpiękniejszą książką o Paryżu jest Katedra Najświętszej Maryi Panny w Paryżu pióra Wiktora Hugo. Nie może zatem dziwić, iż pierwsze swe kroki zaraz po zameldowaniu w hotelu skierowałam właśnie na wyspę Cite, gdzie mieści się Katedra Naszej Pani. Mam wrażenie, że Cite stanie się odtąd dla mnie tym, czym jest w Rzymie Watykan. Miejscem codziennych pielgrzymek.
Wiktor Hugo ubolewał nad niszczycielskim wpływem historii na sztukę; z jednej strony brakiem działania, które powoduje niszczenie i nieodwracalne dla przyszłych pokoleń straty w pomnikach architektury, a z drugiej strony działaniem, które powoduje próby udoskonalenia tego, co jest już doskonałe i skończone i nie potrzebuje żadnych zmian. Działanie to powoduje, że przepiękna budowla staje się jakąś efemerydą, zlepkiem różnych stylów zupełnie do siebie nieprzystawalnych, będącym wypaczeniem idei jej pierwszego twórcy. Rozgoryczenie Hugo wydaje się tym bardziej uzasadnione, kiedy uświadomi się sobie fakt, iż pisał swoje dzieło w burzliwym okresie historii, w którym istniała realna groźba zburzenia katedry (skończyło się poucinaniem głów posągom królów Judei i Izraela, mylnie wziętych przez rozjuszony lud za francuskich monarchów).
Każde miasto musiało mieć w średniowieczu swoją katedrę, czyli najwyższy punkt w mieście w momencie budowy. W przypadku katedry paryskiej uzasadnieniem jej budowy była godna oprawa dotychczas przechowywanych relikwii, w tym tej najważniejszej - korony cierniowej Chrystusa. Budowana Katedra miała przyćmić wielkością wszystkie dotychczas powstałe katedry i uczynić Paryż głównym ośrodkiem religijno-politycznym. Kamień węgielny położono w roku 1163 r. w miejscu, w którym wcześniej istniała bazylika chrześcijańska, a jeszcze wcześniej pradawna świątynia rzymska. Jakie to znamienne, że nowe powstaje na miejscu starego. Jak często istniejące dzisiaj i podziwiane przez nas świątynie powstały na gruzach wcześniejszych świątyń chrześcijańskich, które z kolei zastąpiły świątynie ku czci pogańskich Bogów. Wmurowaniu kamienia węgielnego towarzyszyła obecność papieża Aleksandra III. Budowa Katedry trwała około stu siedemdziesięciu lat. Budowano ją w stylu gotyckim, jednak przez lata budowy wielokrotnie zmieniały się koncepcje. Miała być wyobrażeniem Niebiańskiego Jerusalem - Domu Boga. Jak wszystkie Katedry czyni ona wrażenie monumentalnej. Wysoka budowla, której sklepienie trudno ogarnąć wzrokiem, ogromne okna witrażowe, skąpo przepuszczające światło, filary o średnicy pięciu metrów każdy - wszystko to sprawia ponure wrażenie. Takie też było zadanie gotyckich katedr, człowiek miał się w nich czuć niczym ziarnko piasku. Mały, słaby i niejako „skazany na opiekę boską”. Ja jednak pragnę w nich widzieć coś więcej niż tylko przesłanie o potędze i chwale, coś więcej niż tylko pokorę ludu przed boskim majestatem. Dla mnie gotyckie katedry są wyrazem dążenia ich budowniczych (zarówno architektów, jak i rzemieślników i wszystkich pomocników budowlanych) do sięgnięcia do gwiazd. Są one wyrazem marzeń o pozostawieniu cząstki siebie, swoich pragnień i swojego trudu przyszłym pokoleniom.
To wszystko sprawia, że to połączenie kamieni oraz szkła tworzy niepowtarzalną kompozycję. Między innymi dlatego tak lubię zwiedzać świątynie, są one jednymi z niewielu pomników naszej przeszłości, dzięki którym poznajemy nie tylko życie naszych przodków, ale i ich marzenia.
I wchodząc do Katedry wbrew jej przytłaczającej wielkości nie tyle czuję swą małość i nicość, ile odczuwam spokój i zyskuję poczucie bezpieczeństwa, odnoszę wrażenie, że za drzwiami pozostawiłam świat doczesny, świat pełen brutalności i niebezpieczeństw.
Zwiedzanie katedry jest ciekawym przeżyciem zarówno w dni ponure, jak i w dni słoneczne. Jednak w te drugie jest szczególnie bogate w doznania. Promienie słoneczne przepuszczone przez bajecznie kolorowe szkiełka witraży sprawiają niesamowite wrażenie. Światło mieni się tysiącem barw, migocze niczym kamienie szlachetne w ogromnym pierścieniu stwórcy. Witraże trzech rozet (w tym największej o średnicy 12 metrów) są tak stworzone, że trudno z poziomu ludzkiego wzroku dostrzec przedstawiane przez nie obrazy. Nie to jednak było zamiarem ich twórców, a efekt odbijania światła przez kolorowe szkiełka, który dawał wrażenie, że okna świątyni zdobią klejnoty.
Będąc w Katedrze wyobrażam sobie różne historyczne wydarzenia, których była ona świadkiem; złożenie przez Ludwika IX Świętego korony cierniowej do Skarbca, proces rehabilitacyjny Joanny D`Arc, ślub Henryka IV z Nawarry z katolicką księżniczką, koronacja Napoleona, msza dziękczynna za wyzwolenie Paryża w 1944 r. Najbardziej jednak na moją wyobraźnię działa proces rehabilitacyjny oraz koronacja Napoleona w 1804 r. Widzę te tłumy zwolenników i przeciwników rehabilitacji, bo zawsze są jedni i drudzy, słyszę te dyskusje, te spory, te podniesione głosy, tę radość ze zwycięstwa jednych i gorycz z porażki drugich. A koronacja Napoleona – jakież to musiały być emocje. Najpierw obalenie monarchii, ścięcie królów, republikańskie rządy, wszystko po to, aby znowu wprowadzić monarchię. Ile zawiedzionych nadziei, ile oczekiwań na nowe posady, ile obaw przed utratą obecnego status quo, ile nadziei na lepsze jutro, no i ta prozaiczna ciekawość; wyglądu, strojów, ceremoniału.
Mnie jednak Katedra Notre Dame najbardziej kojarzy się z wykreowanymi przez Hugo bohaterami. Z uporem godnym lepszej sprawy szukałam na ścianach katedry greckiego napisu oznaczającego przeznaczenie. Pomiędzy gargulcami na obu wieżach szukałam przemykającego Quasimodo, a w postaciach zakonników pragnę odnaleźć nieszczęsnego, ogarniętego pożądaniem archidiakona Frollo. Tymczasem nie odnalazłam na ścianach tajemnych znaków i napisów, zakonnicy spowiadający wiernych w kilku językach znajdują się w przeszklonych pomieszczeniach odsłoniętych od rzeszy zwiedzających i jakoś nie bardzo wyglądają na trawionych pożądaniem pięknej dziewczyny, a Quasimodo … dobrze się ukrywa. Nie straciłam jednak nadziei, bowiem przede mną ciągle pozostaje wspinaczka na wieżę Katedry.
Oczywiście akcja Katedry, choć w przeważającej części dzieje się w świątyni to wychodzi także poza jej mury. Byłam zatem na dawnym placu de Greve, niegdyś zdobionym szubienicami, dziś z budynkiem będącyym siedzibą władz miasta, które zdobią hasła rewolucji - wolność, równość, braterstwo. Byłam też w dzielnicy Halle, gdzie mieszkali bohaterowie powieści:żebracy, cyganie,złodzieje, biedota, gdzie o mały włos nie powieszono Gringoire.
Zdjęcia: 1. Katedra od strony wejscia z dwiema siedemdziesięciometrowymi wieżami, 2. Rozeta witrażowa, 3. katedra od strony apsydy, 4. Wnetrze katedry - fragment, 5. Szkła witrażowe z posągiem modlącego się dostojnika kościoła.

Wrażeń mam całe mnóstwo, nie wiem, kiedy zdążę je wszystkie opisać. I musicie mi wierzyć, że trzy razy skracałam ten tekst. Starałam się omijać te wszystkie szczegóły, które osobom nie będącym historykami sztuki muszą wydawać się dość nużące.

12 komentarzy:

  1. Pisałam już Ci kiedyś, że powinnaś chyba wydawać przewodniki, z taką pasją wszystko opisujesz :)I niech ten Quasimodo wyjdzie w końcu z ukrycia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gosiu, mam nadzieję, że ze szczegółami wszystko nam opiszesz.
    Mimo, że zachwycałam się osobiście Katedrą Notre-Dame, z ogromną przyjemnością przeczytam ze szczególikami Twoją relację.
    Wiesz, że jestem Twoją fanką.
    Dziewczyno!!! wiele razy pisałam, nie marnuj talentu danego Ci od Najwyższego...pisz przewodniki.
    Bez trudu znajdziesz wydawcę i...sponsora.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo, dużo sił na dalsze zwiedzanie...
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  3. @Bibliofilko - ja też liczę, że wyjdzie z ukrycia, jeśli nie dziś, to jutro, jesli nie jutro to za trzy miesiące :)
    @Saro-Mario- czy mam rozumieć, że byłabyś sponsorem i wydawcą? Ja mogłabym napisać Ci dokładnie to samo- nie marnuj talentu i pisz przewodniki, z twoja wiedzą, pasją i talentem fotograficznym. :)
    Pozdrowienia z Paryża.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyłączam się do głosów powyżej - piszesz naprawdę tak ciekawie, z pasją i uczuciem - niesamowicie dobrze się to czyta. Wydawcy właśnie wśród takich osób powinni poszukiwać nowych autorów swoich przewodników.

    Cieszę się, że Paryż stanął na wysokości zadania i spędzasz w nim niezapomniane chwile ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny opis cudownego Paryża, aż chciałoby się w te miejsca pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jako osoba skromna i pełna niewiary we własne umiejętności napiszę jedynie merci beaucoup

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosiu, dzięki Twojej relacji znalazłam się w Paryżu, choć tak naprawdę nigdy tam nie byłam. Wiesz, że też kocham tę powieść Hugo, dlatego to co piszesz jest mi bliskie.
    A co do pisania przewodników - popieram to co pisały dziewczyny. Tak sobie też myślę, że mogłybyście stworzyć z Sarą-Marią świetny duet. Obie macie ogromny dar i potencjał. Naprawdę aż żal go zmarnować.
    Życzę dalszego równie miłego i owocnego pobytu w Paryżu.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Balbina - miło słyszec, że moje opisy potrafią przenosić w tak piękne miejsca. A paradoksalnie po każdej tak życzliwej opinii mam wielka tremę przed kolejnym wpisem :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozumiem Twoją tremę. I być może dlatego piszesz tak wspaniale. Choć wydaje mi się, ze sekret leży w tym iż piszesz sercem.

    OdpowiedzUsuń
  10. No i cóż tu dodać, jak przedmówcy wszystko napisali. Znakomicie się czyta :)
    Ale przyznać się muszę, że wcale powieści Hugo nie przeczytałam, zaczęłam tylko kiedyś tam i odłożyłam, sama już nie pamiętam dlaczego... wrócę do niej, wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sa takie książki, przez które nie możemy przebrnąć, mimo, że wiele osób je chwali. Ja tak miałam z mieniem róży, dopiero kolejne podejście pozwoliło mi na przeczytanie i docenienie tej książki. Hugo niektórych razi zbytnia ilością opisów, które nie każdgo muszą interesować. Mnie się to akurat bardzo podobało.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja w przyszłym roku chce pojechać do Paryża. Koniecznie muszę obejrzeć Katedrę- to też moja ukochana książka. Małgosia

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).