poniedziałek, 5 grudnia 2011

Układ Elia Kazan

Zastanawiałam się dlaczego sięgamy po tę, a nie inną książkę. Poza określonymi pozycjami, które zostały nam polecone przez krewnych i znajomych królika, często jest to kwestią przypadku. W tej chwili uczestnicząc w blogowym wyzwaniu klasyka literatury popularnej staram się czytać książki z tego gatunku (choć jest to pojęcie dość umowne).
Po książkę Układ E. Kazana sięgnęłam z powodu sentymentu dla nadawanej przez telewizję serii filmów powstałych na bazie książek tego autora. Miało to miejsce wiele lat temu, ale zapisało się w mojej pamięci, jako zjawisko niezwykle interesujące.
Tematem książki jest układ, w jakim funkcjonuje człowiek w społeczeństwie. Poczynając od związku małżeńskiego, partnerskiego, rodzinnego, poprzez stosunki w pracy, na polityce małej i dużej kończąc żyjemy w układzie. Jest to układ, który chcąc nie chcąc musimy zaakceptować. Musimy, bo nie da się rozsadzić murów, zbudowanych z pozorów, fałszu i zakłamania, jakie występują w każdej większej grupie społecznej.
Pretekstem do ukazania życia w układzie jest historia człowieka, który osiągnął sukces w dziedzinie udawania. Można powiedzieć, że był on perfekcjonistą życia w pozornych związkach. Czterdziestoletni, dobrze sytuowany, mężczyzna, człowiek, o ustalonej pozycji w swojej branży posiadający dom, żonę, kochankę, samochód i pokaźne konto w banku pewnego dnia staje przed wyborem; żona, czy kochanka, życie w zgodzie z sobą, czy dalsza egzystencja w układzie, bezsensowna praca, czy praca dająca zadowolenie.
"Nikt nie może żyć całkowicie tak jak by chciał. Wszyscy płacimy pewną dozą utraconego czasu i obrzydzenia dla siebie za dach nad głową i artykuły spożywcze. To jest nasz układ ze społeczeństwem, które samo w sobie również jest układem [...] Ja rezygnuję z kawałka duszy, ty mi za to dajesz chleb. Wszyscy w mniejszym lub większym stopniu udajemy, że lubimy rzeczy które budzą w nas wstręt. Zazwyczaj udajemy tak długo aż w końcu zapominamy o wstręcie."
Jest to książka, która zmusza do myślenia. Z pozoru banalna historia człowieka żyjącego w sztucznym świecie pozorów i kłamstw. Historia człowieka, który potrafi sprzedać każdy towar (włącznie z rakotwórczymi papierosami), historia męża, który żyje z żoną z przyzwyczajenia, z wygody, z rutyny, historia kochanka, który mówi słowa, jakich oczekuje od niego kobieta, historia przyjaciela, który udaje, że jest przyjacielem. Człowiek ten nagle postanawia wyzwolić się z układu i zaczyna mówić wszystkim prawdę. Obnaża obłudę, piętnuje kłamstwo, odpowiada szczerze. Okazuje się jednak, że jest to również droga prowadząca donikąd. Bo funkcjonujący wokół ludzie nie są gotowi na jakiekolwiek zmiany. Ludziom jest wygodniej, łatwiej żyć w świecie, w którym „zaprzyjaźniają” się ze sobą dla osiągnięcia określonych celów. Z czasem zapominają o motywach swego postępowania i sami zaczynają brać fałsz za prawdę.
"Szanuję siebie właśnie dlatego że wątpię. Dlatego, że moim zdaniem, trzeba mieć odwagę, żeby nie zadowalać się odpowiedziami innych ludzi. Trzeba odwagi, żeby móc spojrzeć za siebie wstecz i powiedzieć NIE na to, czym się było, żeby spojrzeć na ten świat i powiedzieć NIE na ten świat."
Bohater zmienia wszystko, wszystko poza samym sobą. W tej jego pozornej szczerości czujemy fałsz. On próbuje zmienić otoczenie, nie zmieniając siebie. A po tych wszystkich zmianach wpada w kolejny układ. 
To wygląda trochę tak, jak zmiana jednego kierownictwa na drugie. Na początku jesteśmy w euforii z powodu zmian, cieszymy się, że wreszcie, będzie normalnie. Bardzo szybko jednak większość z nas przekonuje się, że zmiana człowieka nie powoduje zmiany stylu zarządzania, że jest co prawda inaczej, bo przecież tak naprawdę nic się nie zmieniło. Nowe kierownictwo mówi tym samym językiem, którym posługiwało się stare, a my tego języka nie znamy i co gorsza nie bardzo chcemy poznać, bo nie podoba nam się ta nowomowa. Bo czujemy wstręt do siebie za pozostawanie w układzie. Ale, jakie mamy wyjście. Tkwimy w nim nadal, bo to on daje nam karmę i dach nad głową.
Wracając do książki bohater przebywa długą drogę, aby w końcu znaleźć się znowu w punkcie wyjścia. Nadal tkwi w zakłamaniu.
Książka nie daje jednoznacznych odpowiedzi na pytanie, czy lepiej żyć w prawdzie, czy w "układzie". Jest to niemożliwe, gdyż takiej odpowiedzi każdy musi udzielić sobie sam. A może takiej odpowiedzi po prostu nie ma.
W takim razie czy warto jest próbować coś zmieniać, jeśli układ istnieje i będzie istniał nadal. Moim zdaniem warto. Nawet jeśli podejmiemy próbę, która skazana jest na niepowodzenie, to właśnie ta próba zmiany, to poszukiwanie stanowi o naszym człowieczeństwie. Nawet, jeśli próba zakończy się zbudowaniem sobie „fortecy”, do której będziemy mogli się schronić przed pozorami i zakłamaniem.

7 komentarzy:

  1. Tak myślałam, że mam klasyczne zaległości. Jeszcze gnębisz moje czytelnicze ego. Ale czekaj, to się skończy. Kiedyś wreszcie będą jakieś ferie albo wakacje. Odbiję się... Czekaj, czekaj...

    OdpowiedzUsuń
  2. @książkowiec - już to komuś pisałam- moje zaległości ogromne, jak ocean, im więcej czytam, tym większa głębia. A moim zamiarem nie jest gnębienie innych, a poznawanie. Publikuję tu recenzje dotyczące lektur przeczytanych w trakcie całego roku, a że publikuję dość często to może się wydawać, że czytam tak dużo, ale to złudne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj Gosiu, ja zaczynam wpadać w kompleksy czytelnicze...
    Chociaż zdarzają mi się luki w pamięci, to listopad był jednak niedawno i przedstawiony stosik przeczytanych przez Ciebie książek był przecież bardzo imponujący...
    I Ty piszesz, że czytasz mało ?
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  4. @saro-mario W listopadzie rzeczywiście sporo czytałam, ale 13 książek na miesiąc to wyjątek. A poza tym z tym czytaniem tak jest jak ze wszystkim innym, im więcej robisz tym więcej widzisz swoich braków, niedostatków, niewiedzy, zaległości. Im więcej się uczysz, tym wydaje się, że jesteś... mniej "naumiana"
    Lecę oglądać Teatr TV

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę czytałam wiele lat temu i ze wstydem przyznaje, że: primo - niewiele pamiętam, secundo - nie doszukałam się w niej takiej głębi. Wniosek - muszę przeczytać jeszcze raz. Dobrze, że mam ją w swojej biblioteczce.
    A z czytaniem też tak mam - im więcej czytam tym bardziej denerwują mnie moje zaległości czytelnicze. Choć wiem, że wszystkich książek nie jestem w stanie przeczytać, ale zawsze mam nadzieję, że może się uda (mam tu na myśli tylko książki ze swojej biblioteczki - choć tyle ich czeka w kolejce wciąż kupuję nowe; okropny nałóg - wiem, ale nawet z nim nie walczę)

    OdpowiedzUsuń
  6. @Balbina- być może wkurzał cię główny bohater, który zachowywał się denerwująco- to mało powiedziane. Miałam chwile, że chciałam rzucić książkę w kąt, ale przeczytałam i nie żałuję.Mnie się dość podobało, ale czy polecam? na własną odpowiedzialność. Czyli jak niemal zawsze.
    Co do rosnącej fury książek- to może, jak już będziemy na emeryturze (jako młodziutkie) 67 latki i jeszcze przy pomocy okularów o szkłach jak denka butelek coś tam dostrzeżemy to przeczytamy wszystkie te zaległości, bo wtedy nie będzie nas stać na książkowe zakupy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Swoją drogą ciekawa jestem jakie ja będę nosić okulary skoro dziś już na nosku mam -5? To chyba będą grube jak dwa denka od butelek.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).