niedziela, 4 marca 2012

Gabriel Garcia Marquez „Zła godzina”

Korzystałam z wydania Państwowego Instytutu Wydawniczego z roku 1970 liczącego 168 stron.

(...) życie jest niczym innym jak tylko nieustannym następowaniem okoliczności do przeżycia. – str. 98


Akcja powieści toczy się w małym, anonimowym miasteczku, gdzieś w Ameryce Południowej. W powietrzu aż lepko od gorąca i gęsto od moskitów. W takiej atmosferze trudno oddychać. Do tego ciągle pada deszcz, co sprawia, że mieszkańcy stają się zakładnikami miejsca. Ciężko tu żyć, ale i uciec stąd trudno. Życie toczy się jakby w zwolnionym tempie.
W miejscowości znajdującej się pod władaniem cynicznego i bezwzględnego policjanta nasłanego do zaprowadzenia terroru ktoś pod osłoną nocy rozwiesza paszkwile. Ich treścią są zwykłe sąsiedzkie plotki; kto z kim sypia, kto dokonał aborcji, kto jest ojcem dziecka sąsiada. Zdawałoby się sprawa mało istotna i bez znaczenia. Tymczasem w napiętej sytuacji ludzi żyjących w ciągłym strachu o życie staje się ona punktem zapalnym, który prowadzi do eskalacji nieufności, wzajemnych podejrzeń, oskarżeń, do zbrodni oraz jeszcze większego terroru władzy, która nie może pozwolić sobie na jakikolwiek przejaw wolnej myśli.
Autor właściwie nie pisze wprost, co jest powodem strachu rządzącego życiem mieszkańców, co jest powodem nienawiści do władzy, ani dlaczego alkad (policjant) pojawił się w mieście. Wszystko to daje pole dla wyobraźni. Czytelniku odpowiedz sobie sam. Powieść jest zbiorem historii nie tyle miasteczka, co kilkunastu jego mieszkańców, będących narratorami. Ich życie podporządkowane jest przeżywaniu codzienności i walce o przeżycie każdego dnia. A jest ona tym trudniejsza, iż wróg jest podstępny. Życie ludzi staje się podobne do życia myszy, na które zastawia pułapki gospodyni księdza.

Akcja toczy się leniwie i powoli, jakby nabraniu tempa przeszkadzał parny klimat podzwrotnikowy. Muszę przyznać, że jest w tym jakiś urok, ale ten urok na mnie nie działa. Klimat, jak dla mnie za duszny i za ciężki. Może nie potrafię zrozumieć przekazu, może nie umiem się wczuć w atmosferę.

Moja ocena 3,5/6
Chyba pora przypomnieć sobie Sto lat samotności, które bardziej mi się podobało.

12 komentarzy:

  1. Jedna z niewielu książek Marqueza, której nie czytałam. Ale raczej mnie tą recenzją też nie zachęciłaś, by po nią sięgnąć ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się nie tyle nie podobała, co mnie nie wciągnęła. Ale uczciwie muszę przyznać, że nie przepadam za literaturą iberoamerykańską, podobnie, jak za literaturą iberyjską. Nie moje klimaty. Może stąd ten brak sympatii. Choć pamiętam, że Sto lat samotności mi się podobało, tyle, że czytałam tak dawno, że dziś nie potrafię powiedzieć dlaczego.

      Usuń
    2. Książką Marqueza, która zrobiła na mnie największe wrażenie była "Kronika zapowiedzianej śmierci". Ogólnie nie mam zbyt dużego doświadczenia z literaturą iberoamerykańską, ale chciałabym i nad tym w przyszłości popracować, ponieważ rzeczy, które do tej pory czytałam, raczej mi się podobały.

      Usuń
  2. To jest właśnie Twoje tempo, które nieustająco podziwiam. Tegoż autora znam tylko "Sto lat..." i podobało mi się, chociaż trudno wchodzę w obce klimaty. Tyle polskich książek do przeczytania. I nie zachęcasz, więc odpuszczam sobie z lekkim sercem. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zastanawiam się, czy nie za szybko czytam, czy przez to tempo może coś mi nie umyka. Ale taki już mam temperament; jestem szybka, co czasami się na mnie mści, ale czasami też mi pomaga w życiu i wiele ułatwia. Też ciężko wchodzę w obce klimaty (szczególnie ciężko idzie mi z literaturą hiszpańsko - języcznych autorów).
      Dopiero teraz zauważyłam, że mam chyba źle ustawiony zegar komentarzy. Wcale nie jest 12 z minutami, a 21 z minutami.

      Usuń
    2. Mnie też źle zegar komentarzy pokazuje czas i szczerze mówiąc zupełnie nie wiem, co z tym zrobić - patrzyłam w ustawieniach, wydaje mi się, że mam tam zaznaczony dobry czas (warszawski) a i tak wszystko się błędnie wyświetla :-(

      Usuń
    3. Poddałam się z zegarem, też mam ustawiony dobrze czas, a komentarze pojawiają się o dziwnych godzinach. No, ale w końcu jakie to ma znaczenie :)

      Usuń
  3. "Sto lat samotności" to było wielkie wydarzenie w moim czytelniczym życiu, ale już "Miłości w czasach zarazy" nie skończyłam, choć obiecałam sobie, że kiedyś do niej wrócę. Może w Twoim przypadku to też była zła godzina na "Złą godzinę". :) Nie przepadam za duszną atmosferą w książkach, ale ta opowieść mnie zaciekawiła, zwłaszcza ta wielość narratorów. Nie przepadam tylko za tematyką polityczną, ale ona chyba jest tylko tłem wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Miłość w czasach zarazy" podobała mi się, ale jakoś nie poczułam chęci, by sięgać po inne książki tego autora.

      Usuń
  4. Też nie przepadam za polityką, powiem więcej nie cierpię polityki. A tu rzeczywiście to jedynie tło wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do Miłości w czasach zarazy zdania są podzielone. Przymierzałam się do filmu, ale jakoś jak na razie nie udało mi się obejrzec, tyle, że wiadomo, iż film to zupełnie inna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Miłość w czasach zarazy" nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, dlatego mam urazę do tego pana i nawet dawny zachwyt nad "Sto lat samotności" jakoś przy tym zbladł. A teraz jeszcze jedna powieść, która również nie ma uroku. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).