wtorek, 1 maja 2012

Staroświecka historia Magdy Szabo i podsumowanie miesiąca

Mój biblioteczny egzemplarz nie posiada okładki, tylko nieatrakcyjną czarną obwolutę, jest to wydanie PIW z 10988 r. Ilość stron - 425

To już moje trzecie spotkanie z twórczością pani Szabo. Po wielu entuzjastycznych recenzjach na blogach i własnych, dobrych wrażeniach spowodowanych lekturą książek „Świniobicie” oraz „Tylko sam siebie możesz ofiarować” bez obaw sięgnęłam po jedyną, jaką znalazłam w bibliotece książkę Szabo, po "Staroświecką historię".
Zdecydowanie nie jest to książka dla wielbicieli szybkiego czytania, dla osób nie mających cierpliwości do wolno snutych opowieści. Mnie jej przeczytanie zajęło sporo czasu. Pierwsze kilkadziesiąt stron szło mi, jak po grudzie. Przebrnięcie przez historyczno-geograficzne odniesienia, zawikłane historie rodzinne, węgierskie nazwiska wykrzywiające buzię, wzajemne koligacje i powiązania nawet przy pomocy wykazu bohaterów zamieszczonego na początku lektury było nie lada wyzwaniem. Do tego trafiłam na wydanie z malutką czcionką, za co wydawca powinien zostać posłany na lata ciężkich robót, bowiem czytanie bardzo męczy wzrok.

"Staroświecka historia", to książka której się nie pochłania, to książka, która pochłania czytelnika, mnie w każdym razie pochłonęła. Nie potrafię wskazać dokładnie w którym miejscu coś zaskoczyło podczas lektury i zaczęła mnie ona wciągać coraz głębiej i głębiej. Jest to książka z rodzaju tych, którymi należy się delektować, które powinno się smakować i które jeśli wykaże się cierpliwość odpłacają nam z nawiązką. Nie będę pisała, o czym opowiada książka, bowiem napisać, że "Staroświecka historia" jest opisem dziejów rodziny pisarki, rodziny wywodzącej się ze starych zamożnych rodów mieszczańsko - szlacheckich przedstawionym na tle historii Węgier i Europy to jakby nic nie napisać. Dzieje rodziny są bowiem tak skomplikowane, tak zagmatwane, opowieści tak drobiazgowe, że trudno byłoby je opowiedzieć w paru zdaniach, bo to co najważniejsze umknęłoby w opisie faktów, zdarzeń, tego co zewnętrzne. A w historii staroświeckiej najważniejsze jest to co znajduje się pod powierzchnią zdarzeń. Są to świetnie zarysowane postacie (silnych kobiet dzierżących w swoich delikatnych rączkach ster rządów oraz słabych mężczyzn trwoniących rodzime majątki i doprowadzających do rozpaczy zarówno swoje matki jak i żony) oraz niepowtarzalny klimat czasów, które bezpowrotnie odeszły. Jest to także książka o ciągłości dziejów, o tym, że nie istniejemy w oderwaniu od historii, a życie naszych przodków na większy wpływ na nasze życie, niż czasami chcielibyśmy przyznać. Postacie przedstawione na łamach książki zostały odmalowane tak wyraziście, że odnoszę wrażenie, jakbym znała je od bardzo dawna. Są one ciekawe, pełnokrwiste, żywe, targane emocjami.
Zadziwiające jest też, jak wielu informacji mogą udzielić nam z pozoru błahe i prozaiczne zapiski w kalendarzach, księgach gospodarskich, starych zeszytach. Autorce udało się z niezwykłą precyzją i drobiazgowością ożywić ludzi, którzy odeszli oraz przenieść czytelnika w czasy i miejsca, których już nie ma.
Gdybym miała w kilku słowach scharakteryzować książkę napisałabym, że jest to emocjonalna monografia rodziny pisarki.
Moja ocena 5/6

W kwietniu popełniłam błąd zabierając się równocześnie za czytanie dwóch książek, którym należy poświecić nieco więcej czasu niż innym, aby móc się nimi delektować i w pełni doceni ich urok (Staroświecka historia Szabo oraz Przezrocza Kuncewiczowej), dlatego odłożyłam lekturę Przezroczy na maj.

PODSUMOWANIE KWIETNIA (lista przeczytanych książek na stronie Przeczytane 2012)
W kwietniu przeczytałam osiem książek (3 w ramach wyzwania u Sardegny, w tym jedną ze stosikowego losowania u Anny, trzy w ramach wyzwania klasyka, w tym jedna z wyzwania nobliści), nie zdążyłam z Kuncewiczową i nie udało się przeczytać nic JIK-a, ale już to nadrabiam, zabrałam się za "Dziennik Serafiny". Słuchałam też audiobooka "Blaszany bębenek" (ale idzie mi ciężko, bo jakoś nie jestem w nastroju na tego typu książkę) i przejdzie on na maj. Ponieważ kwiecień był dla mnie miesiącem wyjazdowym (tydzień we Włoszech), a jego końcówka z pewnych powodów, o których nie chcę tu pisać nie sprzyjała czytaniu uważam kwietniowy wynik za satysfakcjonujący.

17 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się przeczytać "Staroświecką historię", bo od dawna mam ochotę zapoznać się z prozą Szabo. Lubię powolne książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz to będziesz zadowolona z lektury :)

      Usuń
  2. Istotnie, "Staroświecka historia" zaczyna się w sposób bardzo nieciekawy, nudny. Potem znienacka staje się pasjonująca. Mnie ta opowieść zaczęła pasjonować w chwili, gdy autorka zaczęła opowiadać o strasznym dzieciństwie Lenke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak początek może zniechęcić, ale warto przezeń przebrnąć.

      Usuń
    2. Ja miałam tak samo - pierwsze kilkadziesiąt w sumie stron czytałam bez entuzjazmu. Ciężko mi było zorientować się w tych zawiłych rodzinnych sytuacjach (zresztą: chyba wszystkie książki Szabo, które czytałam maja dość ciężkie początki; tylko że w "Staroświeckiej historii" ten trudny początek był nadzwyczaj długi). Ale potem coś "zaskoczyło" - nie mogłam się oderwać od lektury. I zatopiłam się w la belle epoque :-)

      Usuń
    3. Jak widać jest nas więcej z podobnymi odczuciami.

      Usuń
  3. Dziewczyno, Ty chłoniesz książki...Jestem pełna podziwu.Tydzień byłaś we Włoszech, końcówka miesiąca niesprzyjająca...
    Osiem przeczytanych książek !!!!!
    A co do "Staroświeckiej historii", też na początku miałam problemy...a potem, całkowicie mnie pochłonęła.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy tak będzie już zawsze. Jak pisałam braknie mi czasu na opisywanie wrażeń z podróży czy koncertów, a ostatnie dni nie sprzyjają skupieniu. Jak widzę nie tylko ja miałam kłopoty z przebrnięciem przez początek lektury.

      Usuń
  4. Grassa ciężko się czyta - dialogi czasem trzeba wymyślać...Na pewno łatwiej by było czytać - słuchać BLASZANEGO BĘBENKA po obejrzeniu filmu, chociaż opowiada tylko o epizodzie gdańskim, ale za to jak opowiada...
    Pozdrawiam ! IV A

    OdpowiedzUsuń
  5. Elu - W tej chwili - to nie najlepszy dla mnie moment na taką lekturę, jak blaszany bębenek- dlatego na chwilę (mam nadzieję) odłożyłam słuchanie na później. Tak mi się podobały Wróżby kumaka, że chcę przeczytać. GG- też IVA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, żeżarło mi komantarz. W takm razie napisze tylko, że ciesze się, że Ci się podobało:).

      Usuń
    2. Iza- nie zeżarło- tylko poszło, jako spam - a oto odzyskany komentarz
      Zgadzam się zarówno co do ciężkiego początku (ja go chyba potraktowałam dość nonszalancko), jak i do ciekawych postaci. dziś takich oryginałów już chyba nie ma w przyrodzie:).

      Usuń
  6. Zgadzam się zarówno co do ciężkiego początku (ja go chyba potraktowałam dość nonszalancko), jak i do ciekawych postaci. dziś takich oryginałów już chyba nie ma w przyrodzie:).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy czytałaś inne książki Szabo, ale moim zdaniem warto. A druk też napsuł mi nerwów.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).