sobota, 9 czerwca 2012

Pan Wołodyjowski - audiobook


Wydawnictwo: Agora
audiobook: czas trwania 16,5 godziny
lektor: Janusz Gajos
Pana Wołodyjowskiego czytałam po raz pierwszy, jako nastolatka wygrzebawszy spod szklanego stoliczka (zamieszkałej na wsi) cioci. Czasy mojej wczesnej młodości przypadały na okres, kiedy o dostęp do książek nie było tak łatwo, jak dzisiaj. Pamiętam uczucie radości, kiedy na książkę trafiłam (znając jedynie filmową jej adaptację) oraz żal, że nie będę jaj mogła zabrać ze sobą.
Oczywiście podczas tej pierwszej lektury zakochałam się w małym rycerzu, a w mojej główce roiło się, iż mogłabym zostać damskim odpowiednikiem pana Michała, albo co najmniej dzielnym hajduczkiem.
Po audiobooka Pan Wołodyjowski sięgnęłam dzięki trójkowemu wyzwaniu u Sardegny oraz jej rekomendacji.
W Panu Wołodyjowskim niemal każdy może odnaleźć coś dla siebie. Znajdują się tam wątki; miłosne, historyczne, przygodowe, obyczajowe. Jest cała galeria ciekawych i zróżnicowanych postaci z panem Onufrym Zagłobą na czele z jego krotochwilnymi przypowiastkami.
Ponowna lektura zaowocowała odkryciem i innych atutów powieści. Przede wszystkim u Sienkiewicza zachwyca przepiękny, staropolski język. Swego czasu Lirael zaproponowała akcję przywracania do użytku dawno zapomnianych słów. Ja ze swojej strony chętnie zaadoptowałabym takie perełki jak: amicycja, abominacja, mydłek, pobratymstwo, larum, animusz, afekt i moje ulubione zali (czy).
Czy uchował się jeszcze ktoś kto nie wzruszy się na słowa:

Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz! Szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? Zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz?

Dla wielbicieli powieści historycznej gratką będzie umiejscowienie akcji na tle wojen z Turcją w latach 1668-1673, elekcji Michała Korybuta Wiśniowieckiego, obrony Kamieńca Podolskiego i bitwy pod Chocimiem. Na ile zgodne z historyczną prawdą- to już inna sprawa. 
Uwagę zwraca też warstwa obyczajowa XVII wiecznej Polski (elekcja, życie na stanicy, stosunki damsko-męskie) a także opis życia Polaków wziętych w jasyr.

Znajdzie się też coś dla wielbicielek romansów. Mały rycerz jest nie tylko pierwszym rycerzem Rzeczpospolitej, ale i niezwykle kochliwym człowiekiem. Jeszcze nie zdążył opłakać Anusi Borzobohatej, a już w serce zapadła mu Krzysia, żeby za chwilę zapałać afektem do Basi. W Panu Wołodyjowskim jest tych miłosnych historii i dramatów więcej (Krzysia i Ketling, Pan Nowowiejski i panna Boska, Azja i … Ewa Nowowiejska/Basia Wołodyjowska). No bo jak mawiał Ketling:

Kochanie to niedola ciężka, bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje. Równie jak ptak, z łuku ustrzelon, spada pod nogi myśliwca, tak i człek, miłością porażon, nie ma już mocy odlecieć od nóg kochanych... Kochanie to kalectwo, bo człek, jak ślepy, świata za swoim kochaniem nie widzi... Kochanie to smutek, bo kiedyż więcej łez płynie, kiedyż więcej wzdychań boki wydają? Kto pokocha, temu już nie w głowie ni stroje, ni tańce, ni kości, ni łowy; siedzieć on gotów, kolana własne dłońmi objąwszy, tak tęskniąc rzewliwie, jako ów, który kogoś bliskiego postradał... Kochanie to choroba, gdyż w nim, jako w chorobie, twarz bieleje, oczy wpadają, ręce się trzęsą i palce chudną, a człowiek o śmierci rozmyśla albo jak w obłąkaniu ze zjeżoną głową chodzi, z miesiącem gada, rad miłe imię na piasku pisze, a gdy mu je wiatr zwieje, tedy powiada: "nieszczęście!"... i ślochać gotów...”
A jednak - Jeśli miłować ciężko, to nie miłować cięże jeszcze, bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty? Kto kochanej nie powie: „Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek?...” A ponieważ każdy chętnie by oddał życie za kochanie, tedy kochanie więcej jest warte od życia...

Ale, że Pan Wołodyjowski jest ostatnią częścią Trylogii pisanej „ku pokrzepieniu serc” to bohaterowie ponad szczęście osobiste i kochanie przedkładają obowiązek obrony umiłowanej Rzeczpospolitej w imię hasła Bóg, honor, ojczyzna. Obraz jest mocno wyidealizowany.
Jest w Panu Wołodyjowskim coś z pięknej baśni, gdzie bohaterowie, są szlachetni, rycerscy, odważni, gotowi na wszystko w imię przyjaźni i w imię miłości (szeroko pojętej, czy do kobiety, członka rodziny, czy ojczyzny), a przy tym nie są postaciami papierowymi, czy pozbawionymi wad.
Dodatkową zaletą audiobooka jest piękna interpretacja pana Janusza Gajosa.
Z książką zapoznałam się dzięki wyzwaniu Trójka e-pik, a zaliczam także do wyzwań klasyka i nobliści.





19 komentarzy:

  1. Zgadzam się z każdym Twoim słowem. W moim przypadku było to pierwsze spotkanie z "Panem Wołodyjowskim", ale chyba najbardziej niesamowite z całej Trylogii. Dziękuję za link :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za inspirację. Gdyby nie twój wpis pewnie nie wracałaby do tego akurat Sienkiewicza

      Usuń
  2. Ja tam Sienkiewiczowi nie mogę darować, że pana Michała wysadził w powietrze. Biedna Baśka:( No ale mowa pogrzebowa przepiękna, jak to zwykle w naszym kraju:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ku pokrzepieniu serc, a zło zwycięża samą szlachetność, dobroć. Ale może Sienkiewicz bał się, że skusi go pisanie ciągu dalszego, a czytałam gdzieś, że Pan Wołodyjowski pisał się długo.

      Usuń
    2. Ciągi dalsze to za niego napisali różni tam przypadkowi literaci, chyba kontynuację Ogniem i mieczem kiedyś widziałem, czyli pan Michał na darmo zginął:P

      Usuń
  3. Sienkiewiczowska Trylogia, to pozycja książkowa, którą prawie każdy przeczytał po dwa i więcej razy...
    Gosiu, to kolejna recenzja z którą się zgadzam w każdym zdaniu...A wersje filmowe Pana Wołodyjowskiego i Potopu są niezapomniane.
    Ogniem i mieczem, nie zrobiła już na mnie takiego wrażenia...
    Ciągle mam przed oczyma obraz Baśki - Magdy Zawadzkiej i Michała - Tadeusza Łomnickiego, gra na miarę Oscara...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że Ogniem i mieczem już się tak panu Hofmanowi nie udało jak dwie pozostałe części. Ja nawet słuchając książki widziałam aktorów :)

      Usuń
  4. Zawsze czytam Pana Wołodyjowskiego z wypiekami na twarzy, co też ta jego Baśka wymyśli. Mam w pamięci Łomnickiego w roli Pana Michała, a Magdalenę Zawadzką w roli Baśki. Na mnie również film Ogniem i Mieczem nie zrobił wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że filmowa Basia jest nieco spokojniejsza od książkowej- pomysły miała niesamowite. Duże wrażenie zrobiło na mnie to - ja się za niego machnę, bo go kocham i sama mu to powiedziałam. W ustach pani Zawadzkiej zabrzmiało to nieco subtelniej :)

      Usuń
  5. Z tą książką to jak z "Winnetou" - zawsze ryczałam, gdy umierał główny bohater, dlatego czytałam "do" i odkładałam. Zaczytywałam się raczej w "Potopie". A adaptacja filmowa znakomita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ominęłam jedynie scenę nabijania na pal, boc jakos tak nieswojo mi było. Co do Winnetou nie czytałam- może pora, zanim do reszty zdziecinnieję :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. oczywiście przypalania boków! literówka...

      Usuń
    4. Ale Ci namieszałam! Napisałam, zobaczyłam literówkę, usunęłam, dodałam... Jeszcze raz w całości:
      No i jeszcze scenę przypalania boków w stodole...
      Winnetou dzisiaj chyba by do mnie nie przemówił, ale w dzieciństwie wielkokrotny, niezapomniany. Jestem mistrzem znajomości Apaczów:)

      Usuń
    5. Nic nie szkodzi. Z literówką, czy bez :). A wyłupywanie oka świdrem - aj- aż mnie ciarki przechodzą.

      Usuń
  6. Uwielbiam, uwielbiam :)

    Chociaż z Trylogii najbardziej zamiłowaniem darzę 'Potop' :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie jest to dla mnie zaskoczeniem. :) i uwielbienie Trylogii i palma pierwszeństwa dla Potopu

    OdpowiedzUsuń
  8. CHCIWE MENDY SPRZEDAJA TEN AUDIOBOOK W KOLKO A TO PRZECIEZ LEKTURA !! POWINNO TO BYC ZA DARMO DO POBRANIA NA STRONIE KAZDEJ BIBLIOTEKI !!! NIECH SIE ZADLAWIA !!

    4ALL.PL

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).