niedziela, 22 lipca 2012

Lalka Bolesława Prusa i Lalka w wersji musicalowej

Lalka Prusa należy do jednej z moich ulubionych powieści. Była ona wyrazem rozczarowania ideami pozytywizmu i jak pisał autor zamiarem jego było:
„ (...) przedstawić naszych polskich idealistów na tle społecznego rozkładu. Rozkładem jest to, że ludzie dobrzy marnują się lub uciekają, a łotrom dzieje się dobrze. Że upadają przedsiębiorstwa polskie, a na ich gruzach wznoszą się fortuny żydowskie. Że kobiety dobre (Stawska) nie są szczęśliwe, a kobiety złe (Izabela Łęcka) są ubóstwiane. Że ludzie niepospolici rozbijają się o tysiące przeszkód (Wokulski), że uczciwi nie maja energii (książę), że człowieka gnębi powszechna nieufność i podejrzenie”.
Mnie w Lalce najbardziej podoba się różnorodność, od zawsze bowiem jestem jej zwolenniczką.
Oczywiście nie pokuszę się o zrecenzowanie książki czy dokonanie analizy jej treści i zamierzeń autora. Napiszę jedynie króciutko dlaczego tak mi się Lalka podoba.
Po pierwsze jest ona powieścią wielowątkową; a każda z opisanych na jej kartach historii moim zdaniem zasługuje na uwagę i każda jest ciekawą. Kiedy czytałam Lalkę w czasach licealnych nie byłam zachwycona rozdziałami „Pamiętniki starego subiekta”. Wydawały mi się one nudziarstwem i odrywały mnie od historii Wokulskiego. Dopiero dzisiaj po latach potrafię dostrzec, jako to nieocenione źródło wiedzy o epoce.
Lalka to przecież nie tylko powieść o źle ulokowanym uczuciu Stanisława Wokulskiego do panny Łęckiej i o niesprawiedliwości społecznej, która skazuje z góry na przegraną starania takich osób, jak Wokulski. Lalka to także powieść o codziennym życiu Polaków należących do różnych warstw społecznych; mamy tu przedstawicieli zarówno arystokracji, zubożałej szlachty, kupiectwa, rodzącej się klasy kapitalistów, rzemieślników, biedoty, studentów, świata nauki, a nawet przedstawicielkę najstarszego zawodu świata.
Po drugie jest to przepiękny obraz XIX wiecznej Warszawy; z pałacami, w których odbywają się bogate przyjęcia, rauty, bale, z pięknymi witrynami eleganckich sklepów, z powozami mknącymi Krakowskim Przedmieściem oraz alejkami Parku Łazienkowskiego, z kwestami wielkanocnymi, podczas których panie w toaletach wartości rocznego dochodu kilkunastu biedaków przyjmują datki na dobroczynność od znudzonych panów we frakach i cylindrach. Ale to także obraz Warszawy pełnej biedoty, żebraków, kalek, ulic brudnych, cuchnących, pełnych odpadków żywności i trupów zwierząt.
Po trzecie występuje tam cała plejada bohaterów; zróżnicowanych społecznie i charakterologicznie. Dzięki temu kolażowi historii i bohaterów Lalka stanowi ogromne spektrum ówczesnych opinii i poglądów na kwestie społeczne, polityczne i obyczajowe. I mimo takiej mnogości bohaterów trudno byłoby znaleźć dwoje takich samych, bowiem każda postać ma swój indywidualny styl, żadna z tych postaci nie jest jednowymiarowa. Gdybym miała obdarzyć sympatią jednego z bohaterów to wybór nie padłby wcale na Wokulskiego, ale na Rzeckiego, a to z powodu jego idealizmu, poczucie sprawiedliwości, przywiązania do przyjaciela oraz pewnej naiwności, która może bywa irytująca, ale osobiście mam do niej słabość, bo tak często sama padam jej ofiarą.
Po czwarte wreszcie jest Lalka opowieścią o uczuciach. A może powinnam wymienić to, jako pierwszy walor lektury. Uczucie, którego siła jest ogromna, raz buduje, innym razem niszczy, raz doprowadza do zdobycia majątku, a za chwilę pcha pod koła pociągu, raz dodaje skrzydeł i nadaje sensu życiu a za chwilę spycha na samą otchłań rozpaczy, raz wybacza wszystkich kochanków, aby za chwilę nie przebaczyć jednej chwili zapomnienia.
W parze Wokulski – Łęcka sympatia czytelników stoi po stronie Stanisława Wokulskiego, a przecież Izabela nie jest jakimś zimnym wyjątkiem, stworem bez uczuć i bez serca. Ona jest jedynie wytworem epoki, w której takich lalek po ulicach Warszawy chodziło mnóstwo. Jak pisała Magdalena Samozwaniec – „Typów takich, jak Izabela Łęcka, było w tzn. mondzie zatrzęsienie i nie frapowały one nikogo, jako koncepcja artystyczna. … Każda z nich była, tak samo, jak w powieści wielkiego pisarza piękna, chłodna, wyniosła i w każdej chwili gotowa sprzedać się jakiemuś dobremu kupcowi za grubszą forsę czemu się wówczas nikt nadto nie dziwił”.
Można zatem raczej dziwić się, iż panna Łęcka tak długo opierała się naciskom rodziny, kiedy Wokulski wcale jej nie interesował.
Po piąte podoba mi się dwutorowy sposób narracji; jeden to narrator anonimowy i wszechwiedzący, drugi to Ignacy Rzecki. Taki sposób ogromnie wzbogaca i pozwala spojrzeć na opisywane historie z różnych punktów widzenia.
Po szóste nietypowa jak na owe czasy jest postać głównego bohatera; człowieka, który z jednej strony jest idealistą, a z drugiej realistą, który wie, że tylko dzięki kapitałowi może zdobyć uczucie panny z arystokracji. Jak się okazuje Wokulski w swym miłosnym afekcie nie bierze pod uwagę, iż do miłości nie można zmusić.
Po siódme lektura mnie potrafi rozbawić dzięki takim wątkom, jak choćby historia stosunków studentów z baronową Krzeszowską, czy sam proces o lalkę (którego autentyczny pierwowzór dał asumpt dla tytułu dzieła).
Po ósme lektura pochłania i czyta się szybko.
I mogłabym wymieniać dalej i dalej, ale poprzestanę jedynie na tej krótkiej wyliczance.
Moja ocena 6/6
Musical Lalka w Teatrze Muzycznym w Gdyni
Ciężko przełożyć powieść na musical, ale niektórym to się udało (Les Miserables, Notre Dame de Paris czy choćby Romeo and Juliet, o których pisałam na tym blogu). Na temat musicalu Lalka przeczytałam sporo opinii na stronie Teatru zanim się na przedstawienie udałam. Jedno jest pewne - nie pozostawia ono obojętnym. Budzi skrajne emocje od zachwytów w stylu nareszcie mamy musical na miarę Broadwayu, nowoczesny, awangardowy, tylko dla inteligentnych po opinie typu kolejne nudne przedstawienie w Teatrze Muzycznym w Gdyni; kiepska muzyka, zbyt uproszczona scenografia, słabe nagłośnienie.
Nie mnie oceniać walory artystyczne, trudno mi też stwierdzić, czy wokalistka pokazała całą barwę głosu i przeszła samą siebie.
Przyznaję, iż przedstawienie jest nietuzinkowe, a pomysł i wykonanie mogą zachwycić osoby gustujące w tego typu sztuce. Przyznaję również, iż zadanie, jakie powierzył reżyser aktorom nie należało do łatwych.
Mnie się jednak nie podobało. Muzyka mnie nużyła, poza dwoma ciekawymi piosenkami nie podobało mi się nic. Co więcej zmęczyło mnie słuchanie przygnębiającej, ciężkiej muzyki. Nie przemówił do mnie pomysł przedstawienia. Aktorzy są marionetkami, które zachowują się, jak pociągane za sznurki kukiełki, pełne nieskoordynowanych ruchów, przewracają się, czołgają, wykrzywiają, nogi im się plączą. Część z nich ma twarze wymalowane jak maski. Stroje są ni to negliż, ni to buduar, ale występujący w nich aktorzy i aktorki wyglądają mało pociągająco. Izabela paraduje przez niemal cały spektakl w desu - długich do kolan pantalonach z koronką i w kawałku firanki, która zwisa z tyłu niczym ogon. Scenografia to stosy skrzynek zbitych z surowego drewna, kilka belek i jakieś zwisające z sufitu liny.
Przy niektórych utworach, zwłaszcza grupowych, nie dało się zrozumieć pojedynczych słów, bo zagłuszała je muzyka. Wyglądało to jak połączenie pantomimy z groteską z akompaniamentem jazzującej muzyki. Może, gdybym posłuchała tej muzyki w innym otoczeniu, bez całej tej dziwnej i przygnębiającej dekoracji oceniłabym ją inaczej. Nasunęło mi się porównanie do Teatru Krikot Kantora (Umarła klasa z muzyką w tle).
No i do tego, jak dla mnie przedstawienie przegadane. Jest sporo piosenek, ale jest też sporo gadania, czego w musicalu być nie powinno. Spektakl trwa ponad trzy godziny (z jedną przerwą) i gdyby nie miłe towarzystwo wyszłabym po pierwszym akcie.
Jedno można oddać przedstawieniu - na pewno go nie zapomnę, bo było to przedstawienie, które znalazło się na pierwszym miejscu musicali, które mi się nie podobały, których nie chcę już oglądać. Choć, kiedy dziś czytam co napisałam na temat przedstawiania, to przytoczone przeze mnie argumenty przemawiają raczej za, niż przeciwko przedstawieniu, a jednak ... mnie się nie podobało.
Ktoś, pod tym wpisem, zamieszczonym na mojej stronie musicalowej napisał, że nie mam racji i się nie znam. Wydaje mi się, że kwestia gustów nie jest kwestią racji, czy fachowego przygotowania do odbioru sztuki. Ja bardzo się cieszę, że wielu osobom podoba się przedstawienie, bo trójmiasto posiada tylko jeden teatr muzyczny, a mnie, jako wielbicielce musicali szczególnie zależy na tym, jak funkcjonował on jak najdłużej. Doceniam też ogrom pracy, jaki włożyli aktorzy w przygotowanie przedstawienia. Mogę przyznać, że jest ono oryginalne, ale nie mogę powiedzieć, że mi się podobało, skoro nie jest to prawdą. Może zresztą błędem było nazwanie tego przedstawienia musicalem, gdybym szła na przedstawienie teatralne może nie wyszłabym tak zawiedziona.

17 komentarzy:

  1. Nie pozostaje mi nic innego, jak podpisać się pod Twoją wypowiedzią, albowiem "Lalka" to również moja ulubienica. Wielowymiarowa, wielowątkowa, wieloaspektowa. Jak już przeczytam te stosy nieprzeczytanych, to chętnie wrócę do historii Wokulskiego (między innymi).
    Widzę, że czytasz "Parmeńską"... też bardzo lubię, czytałam raz, już dawno, dawno, pamiętam, że mi się podobało. Muszę kiedyś wrócić i sprawdzić, co tak dokładnie mnie tam zajmowało.
    O, a może i Ty napiszesz swoje propozycje do "Babskiego topu na maksa"? Nie chodzi bowiem o takie wszem i wobec znane czytadła kobiece, ale dobre, mniej znane (wręcz prawie wcale)książki godne polecenia. Szczegóły u mnie i Klaudii Maksy (Co to ja dzisiaj miałam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parmeńską czytam po raz pierwszy, pierwsze skojarzenie, jakie mi nasuwa lektura podobieństwo do Balzaka, ale na razie nie chcę jeszcze snuc wniosków. Sthendala czytałam jedynie dawno temu Czerwone i czarne. Czytałam twój wpis na temat książek godnych polecenia, ale odczytałam go, jako książki nieznane, mniej znane, a ja obracam się głównie w sferze klasyki, biografii, ale obiecuję pomyślec, a jak coś wymyślę to coś też skrobnę.

      Usuń
    2. A czytałaś wstęp, znaczy się tekst pod linkiem w pierwszym zdaniu? Też miałam dylemat, o co chodzi Klaudii Maksie, ale wyszło ogólnie na to, że mają być to dobre książki wg Ciebie. Ja sobie celowo odpuściłam klasykę, bo lista wyszłaby mi dłuuuuga.
      Może być klasyka, mogą być biografie, co chcesz.

      Usuń
  2. "Lalkę" obiecuję sobie odświeżyć w tym roku, a może i na wakacjach jeszcze zdążę. Od zawsze ją uwielbiam, ale przyjrzę się szczegółowo, za co. Czyjś tam wpis o musicalach był bardzo niemiły (łagodnie powiedziane). Z wieloma opiniami blogerów się spotkałam - były różne od moich - ale nie ośmieliłabym się komuś powiedzieć, że się nie zna. Każdy ma prawo czytać, słuchać, oglądać, co chce. I klaskać, kiedy mu się podoba. O musicalu "Lalka" się nie wypowiadam, bo ja to dopiero się nie znam. I mam prawo tak o sobie powiedzieć. Uśmiechu życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, czy ci się uda to odświeżenie w natłoku książek czekających w kolejce. Ja doszłam do takiego momentu, kiedy stwierdziłam, iż muszę poznawac nowe książki, a nie wracać do tych już mi znanych. Ach ta kobieca niekonsekwencja, jeszcze do niedawna twierdziłam, że muszę wracać do ukochanych książek, bo są jak przyjaciele..itd, a dziś może trochę za dużo tych powrotów było, bo dochodzę do wniosku, iż mała przerwa w powrotach się przyda, bo chcę więcej, chcę poznawać nowe rzeczy, chcę nowych wyznań. Tak, postanowienie jest, ale skoro postanowienie, to już pojawiło się kilka wyjątków... A czyjś wpis rzeczywiście nie był zbyt miły (przytoczyłam go w złagodzonej wersji :)). Dziękuję za uśmiech, często kiedy myślę o wakacjach, które przede mną (już niedługo, bo we wrześniu :) widzę przed oczyma twoją fotografię prawie Julii na prawie balkonie w Chorwacji :)

      Usuń
    2. Gosiu, rzeczywiście sporo sobie zaplanowałam, ale też od wtorku zostaję sam na sam ze swoją biblioteczką i mam miesiąc wolności całodobowej, więc nadgonię. Prusowi ukłon muszę złożyć koniecznie! Weltbild ma wyprzedaże wakacyjne i też zgromadziłam zapas. Zamówiłam trzy wspaniałości na allegro, m.in. "Nadberezyńcy", których nie mogę się doczekać. Mam też wyłowionego przez Ciebie "Mistrza z Delft" Herberta. Długo by tak... Och, wakacje, piękna rzecz. Tobie też życzę tak romantycznych i wymarzonych:)

      Usuń
  3. Lalka to smutna opowieść o niespełnionej miłości, ale też o czasach gdy rodził się kapitalizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, że trudno ją nazwać wesołą, aczkolwiek jest w niej parę akcentów humorystycznych.

      Usuń
  4. Ja jednak kiedyś z chęcią "Lalkę" zobaczę, choć na pewno też bym wolała, żeby więcej śpiewali niż mówili. Ale choćby po to, żeby wiedzieć, jak to wyszło :)
    A nie podobać się może każdemu, debilne stwierdzenie "nie znasz się". A jak się nie znam to nie mam prawa to preferencji?

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze bym chciała, aby się Tobie spodobała- ale mi się zrymowało. Dokonując wpisu, przytaczając argumenty, sama zaczęłam się zastanawiać, czemu do licha mi się nie podobało, przecież i pomysł ciekawy i wykonanie. Jeśli pójdziesz będę bardzo ciekawa twojego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie nieprędko, skoro to trzy godziny + podróż do Gdyni :( Ale mam nadzieję że zdążę, zanim przestaną grać :p

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdybyś chciała, to możesz podesłać link do wrażeń z "Lalki" tutaj:
    http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2012/05/rok-bolesawa-prusa-czyli-moje.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Ok, ale to już po południu

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie przepadam za "Lalką", ponieważ w liceum pisałam pracę na olimpiadę na temat miasta w literaturze, opierając się głównie na "Lalce" i potem ma się już dość ;) Pamiętam, że korzystałam z książki Ewy Paczoskiej "Lalka, czyli rozpad świata". Może mogłaby Cię ona zainteresować, a może nie, tak pomyślałam, że napiszę ;) Ciekawe, że zrobiono musical na podstawie tej powieści, nie pomyślałabym o czymś takim. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba zupełnie inaczej czyta się dla siebie, inaczej dla wykorzystania w pracy, inaczej, że tak powiem zawodowo przez krytyków literackich. Ja na szczęście czytałam najpierw dla siebie, czyli dla przyjemności i z przyjemnością, a dopiero potem jako lekturę szkolną

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).