sobota, 9 marca 2013

Kuzynka Bietka Honore de Balzac


Po opis na okładce, „z ostrożności” sięgnęłam dopiero po zakończeniu lektury. I jakie było moje zdziwienie, kiedy przeczytałam, że Kuzynka Bietka to mrożący krew w żyłach portret mściwej, niezamężnej chłopki, która pod maską dobroci ukrywa poczucie krzywdy, zawiść i niechęć, pragnąc za wszelką cenę zniszczyć rodzinę Hulotów, a zwłaszcza szczęście młodej i pełnej temperamentu dziewczyny.

No nie wiem, być może co innego mrozi krew w żyłach autorowi recenzji, we mnie lektura powodowała skrajne uczucia; rozbawienia nad łatwowiernością zdradzanej pani domu, chęci potrząśnięcia tą anielsko dobrą, acz beznadziejnie nudną kobietą oraz podziwu nad zdolnością wywoływania emocji u czytelnika.

Historia, acz momentami irytująca (choć może włąściwiej byłoby napisać, iż irytujący są jej bohaterowie) napisana jest w sposób lekki i intrygujący. Lektura wciąga i zaciekawia, choć jej fabuła mogłaby przypominać brazylijską telenowelę.

Do Paryża przyjeżdża uboga krewna rodziny Hulotów Elżbieta Fischer (Bietka). Zazdrosna o powodzenie kuzynki Adeliny, upokorzona swym ubóstwem, brzydotą i pogardą otoczenia, postanawia zemścić się na rodzinie swych opiekunów. Wykorzystuje do tego skłonność pana domu do płci pięknej. Pan Hulot to nieuleczalny erotoman. Lektura stanowi studium kobiety odrzuconej, która sama nie mogąc zaznać szczęścia nie tylko odmawia go innym, ale dąży do ukarania innych za swój los. Namawia w tym celu piękną kurtyzanę (Walerię Marneffe), by została kolejną kochanką męża Adeliny, a następnie, by rzuciła go na rzecz dawnego ukochanego Bietki. Akcja się zagęszcza, baron Hulot zyskuje konkurentów; poza dawnym wielbicielem Walerii - Wenezuelczykiem (przypominającym mi szekspirowskiego Otella) w roli kochanków występują teść syna i mąż córki. Pojawiają się też wątki sensacyjne; malwersacje, otrucie, ucieczka z domu. Na tle całości niczym święta męczennica unosi się Adela, zdradzana i upokarzana małżonka, która zachowuje się niczym ofiara syndromu sztokholmskiego.

Lektura stanowi połączenie powieści sensacyjnej (niezłego dreszczowca) ze studium psychologicznym. Świetnie zarysowane i zróżnicowane portrety głównych bohaterów są chyba największą zaletą tej powieści. I jak zwykle bywa, o wiele ciekawiej wypadają negatywni bohaterowie; Bietka, Waleria, czy nawet żałosne ofiary męskich rządź. Zło jest bardziej pociągające, a dobro wydaje się niesamowicie nudne. Lektura wywołała we mnie silne emocje, które sprawiały, że z chęcią kopnęłabym cnotliwą baronową w miejsce, gdzie słońce nie dociera. I właśnie w tej umiejętności budzenia emocji widzę mistrzostwo Balzaka.

Nie potrafię się oprzeć wrażeniu, iż Balzak czyni Bietkę sprawczynią rodzinnej tragedii. Przedstawia ją, jako kobietę nieszczęśliwą, ogarniętą pasją niszczenia, której źródło tkwi w odrzuceniu i osamotnieniu. Tymczasem intrygi Bietki trafiają jedynie na podatny grunt, a los rodziny Hulot, może nie tak dramatyczny i tak by się dopełnił z powodu chorobliwych namiętności pana barona i zbytniej uległości jego małżonki. Powieść jest także krytyką francuskiego społeczeństwa XIX wieku, w którym wartości materialne górują nad duchowymi. Cóż, w tej dziedzinie świat od wiek wieków nie uległ przemianie. Pisarz przez całe życie dążył do jednego, zdobycia ogromnej fortuny, więc doskonale wiedział o czym pisze.

U biografa Balzaka (Zweiga) czytałam, iż pierwowzorem Bietki miała być krewna Eweliny Hańskiej, która mimowolnie stała się pośredniczką kochanków w oszustwie. Na skutek wyrzutów sumienia spowodowanych zawiedzeniem zaufania pana Hańskiego (u którego rezydowała) panna poszła do klasztoru. Balzak czując brak sympatii panny miał się zemścić tworząc wizerunek starej panny w powieści Kuzynka Bietka. Argumentacja Zweiga brzmi dla mnie nieprzekonywająco; nie wydaje mi się, aby pobudki pisarza były tak niskie. Choć nie wykluczam, że mogę się mylić. 

Moja ocena 4,5/6

14 komentarzy:

  1. O! Jak to fajnie, że ktoś jeszcze czyta "Kuzynkę Bietkę"!
    Masz rację, że akcja w stylu telenoweli. Jako dziecko oglądałam w telewizji (u sąsiadów, strasznie dawne czasy) serial francuski wg tej powieści. Napięcie było takie, jakby to był wenezuelski;)))
    Potem czytałam powieść i też mi się podobało. Jeden z nielicznych "balzaków", przez które przebrnęłam z przyjemnością.
    Jeszcze jest "Kuzyn Pons" i też pamiętam, ze był film wg niego, ale nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja generalnie lubię klasykę. Balzak nie należy do moich ulubieńców, czyta mi się go dość ciężko i nawet piękne tłumaczenie Boya- Żeleńskiego nie do końca rekompensuje trud lektury. Ale się nie poddaję i od czasu do czasu podejmuję ten trud, bo mało odkrywczo napiszę klasyka to zawsze klasyka.:) Kiedyś i do Kuzyna Pons się przymierzę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle z wielką przyjemnoscią przeczytałam Twoją recenzję, mimo iż nie jestem wielbicielką tej książki ale nie sposób się nie zgodzić z argumentami jakie przytoczyłaś i esencjonalną lecz nadzwyczaj trafną konkluzją. co do niskich pobudek Balzaka to mnie chyba by nie zdziwiły, zawsze mi się wydawał bardzo dziwaczną mieszanką okropnego i nieznośnego kabotyna w życiu prywatnym, z niezwykle bystrym obserwatorem i inteligentnym, subtelnym pisarzem. Zupełne przeciwieństwo w tym względzie Twojego ukochanego Hugo, czy Zoli. Swoją drogą, chciałam sobie odświeżyć trochę pozycji z "Komedii ludzkiej" lecz w naszej bibliotece nie ma ani jednej książki! Spróbuję w innej, ale nie wykluczone, że Balzac powędrował do magazynu....

    OdpowiedzUsuń
  4. Podpisuję się pod twoim postrzeganiem Balzaka; odstrasza mnie od niego, jako od człowieka, porażają niski pobudki, filozofia celu, który uświęca środki. Gdzież mu tam do Hugo, czy Zoli, nawet jeśli pisarzem był genialnym, to człowieczkiem ... malutkim, nie tylko w sensie niskiego wzrostu. Podziwiam jedynie ten zmysł obserwacji oraz wytrwałość (pasję, z jaką podejmował kolejne wyzwania), szkoda jedynie, że nie wykorzystał jej we właściwym kierunku. No cóż, talent nie idzie w parze z moralnością, czy roztropnością. W mojej bibliotece stoi kilka tomów Komedii ludzkiej i nie wygląda na to, aby ustawiały się kolejki do jej czytania, bo mogę w nich przebierać, tylko że jak na Zolę czy Hugo potrafię się rzucić zachłannie tak do Balzaka podchodzę jak do wyzwania, któremu chciałabym podołać. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Hugo chyba też nie był święty? Słyszałam o jakiejś kochance :-)
      Ja dla odmiany lubię utwory Balzaka i Zoli bardziej od książek Hugo. "Kuzynki Betki" jeszcze nie znam. W mojej bibliotece nie ma wielu książek Balzaka, są tylko te najpopularniejsze: Jaszczur, Ojciec Goriot, Eugenia Grandet i to chyba wszystko.

      Usuń
    2. Koczowniczko, nie chodziło mi o to że Hugo był człowiekiem bez skazy, kochankę miał, jak najbardziej, i to długoletnią. Mimo to, nie ma takiego mentalnego rozdźwięku pomiędzy tym co reprezentował prywatnie jako człowiek i jako pisarz, podczas kiedy Balzac pisząc inteligentne książki w życiu prywatnym tej inteligencji absolutnie nie przejawiał, zupełnie jakby miał rozdwojenie jaźni. Dokładnie tak, jak napisała nasza Gospodyni, genialny pisarz i malutki człowieczek. Jako młoda osoba zaczytywałam się w jego książkach, nauczyłam się z nich wiele o człowieku, ale byłby ostanią osobą z którą chciałabym przestawać prywatnie.

      Usuń
    3. Oj, ja też bym unikała Balzaka, a w każdym razie - mogłabym się kolegować, ale żadnych pożyczek! Pamiętam, że w jednej biografii (z tych starszych, nie pomnę w której) autor rozwodził się, co było ważne dla Balzaka przy szukaniu mieszkania do wynajęcia w Paryżu. Otóż, ważne było, aby to mieszkanie miało DRUGIE wyjście - jak wierzyciele pukali do drzwi głownych, to Balzak uciekał kuchennymi. Całe życie był w długach, a kasę wydawał na bzdury, tzn. zwłaszcza na tzw. reprezentację.

      Usuń
    4. Sukienko w kropki, dziękuję za wyjaśnienie :-) Bardzo miło spotkać w internecie osobę, która zaczytywała się książkami Balzaka :) Też nie chciałabym przestawać prywatnie z Balzakiem, bo wiem, że on gardził osobami nieposiadającymi dużej ilości pieniędzy i tytułów hrabiowskich.

      To prawda, że Balzac przez całe życie był w długach, a pieniądze wydawał na bzdury. To chyba właśnie z powodu tej jego rozrzutności pani Hańska odwlekała z nim ślub, bo bała się, że roztrwoniłby jej majątek :)

      Usuń
    5. koczowniczko- jeszcze nie przeczytałam biografii Hugo, aczkolwiek mam świadomość, że ideałem nie był; popełniał grzechy przeciwko rodzinie, poglądy mu się też zmieniały kilkakrotnie. No cóż - nikt z nas nie jest ideałem. Jednak ta pazerność na pieniądze, to marnowanie talentu, ta dwulicowość i oszustwa wobec swoich kochanek i znajomych, to przepuszczanie ogromnych sum pieniędzy dla zaspokojenia chęci brylowania w towarzystwie, ta próżność - to wszystko jakoś mnie od Balzaka jako człowieka odstręcza. Natomiast w jego twórczości - nie do końca przemawia do mnie jego język. Wiem, że dla niektórych właśnie on stanowi zaletę, ale mnie nie kupuje. Tak więc - pan Balzak będzie miał o jedną wielbicielkę mniej (mnie), a pan Hugo o jedną mniej (ciebie) i się wyrówna pojedynek o rząd dusz u pisarzy:) Ps. to moja biblioteka lepiej zaopatrzona w Balzaka. Ja natomiast żałuję, że Hugo jedynie Nędznicy, Katedra i Człowiek śmiechu, a Zoli Germinal, Nana i Pieniądź

      Usuń
    6. alicjo- czytałam tylko jedną biografię Zweiga, ale on także pisał o tych drugich drzwiach, którymi pisarz uciekał przed wierzycielami i o całej masie forteli, jakie stosował dla unikania płacenia długów.

      Usuń
  5. Z uwagą i przyjemnością przeczytałam Twoją recenzję.
    Przyznaję, mam trudności z czytaniem jego książek.
    Był jednak okres w moim życiu, kiedy lubiłam go czytać.
    I chociaż mam kilka jego książek, nigdy do nich nie wracam...
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zrobiłam wyjątek dla Ojca Goriot, do którego wróciłam po latach. Rzeczywiście Balzak nie należy do moich ulubionych pisarzy i choć doceniam jego talent i umiejętności to za serce mnie nie chwycił.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciągle sobie obiecuję, że nadrobię powieści Balzaca i ciągle coś innego wpada mi akurat w oko.. Albo zapomnę. Albo mi umknie. Albo w plan wydawniczy wpadnie coś, na co długo czekałam. I tak bez końca. Może teraz, dzięki Tobie, się zmobilizuję.. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też tak mam i do w stosunku do wielu pisarzy. A kiedy przychodzi chwilka czasu to jak teraz latam po blogach, zamiast czytać :), ale, jaką radość daje takie latanie, choć czasu potrafi i nieżle zadziwić... Mnie nieodmiennie zadziwia brak tolerancji dla inności, innych poglądów, innego spojrzenia i próba przekonywania, że poglad piszącego opinię jest jedynie słusznym.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).