niedziela, 5 maja 2013

Niecierpliwość serca Stefan Zweig

Zagłębiona w ciszy majowego wypoczynku odrywam się na chwilę, aby zamieścić napisaną jakiś czas temu recenzję, której nie zamieszczałam celowo, chcąc aby wpis o konkursie „wisiał” przynajmniej kilka dni.
Niecierpliwość serca to powieść psychologiczna o różnych odcieniach litości. Muszę tu przytoczyć pewien cytat, który przytaczają zapewne wszyscy piszący o książce, ale wydaje mi się, że najtrafniej oddaje on jej zamysł.

"Istnieje litość dwojakiego rodzaju: Jedna małoduszna i sentymentalna, która właściwie jest tylko niecierpliwością serca pragnącego się jak najszybciej uwolnić od przykrych wzruszeń, wywołanych przez cudze cierpienie - nie jest to wcale współczucie, lecz instynktowne odsuwanie cudzego cierpienia od własnej duszy. I ta druga - jedynie wartościowa - litość niesentymentalna ale twórcza, litość która wie, czego chce, i zdecydowana jest cierpliwie i współczująco przetrwać aż do kresu sił i nawet poza ich kres. Jedynie w wypadku, gdy idzie się z człowiekiem aż do końca, aż do ostatecznego a gorzkiego końca, jedynie wówczas, gdy się ma tę wielką cierpliwość można komuś pomóc. I tylko wtedy, gdy siebie samego przy tym poświęcamy, tylko wówczas!"
Antoni Hofmiller młody podporucznik ułanów (narrator powieści) przypadkowo nawiązuje znajomość z kaleką dziewczyną – Edytą i jej rodziną. Kontynuowanie znajomości wydaje mu się spełnieniem obowiązku, jaki nakazuje poczucie przyzwoitości. Biedna, kaleka dziewczyna nie ma za wiele radości z życia, a zatem wspólne obiadki, podwieczorki, gry towarzyskie, rozmowy w towarzystwie młodego, zdrowego człowieka powinny stanowić pewien rodzaj rekompensaty za popełnioną podczas pierwszego spotkania niezręczność – zaproszenie do tańca osoby, która ma sparaliżowane nogi. Coraz częstsze odwiedziny nieuchronnie prowadzą do oczywistych następstw. Oczywistych dla wszystkich poza samym Tonim.
Muszę przyznać, że po lekturze biografii Balzaka pióra Zweiga nie spodziewałam się tak chwytającego za serce studium uczuć. Dzięki narracji prowadzonej przez samego bohatera jego myśli, uczucia, motywy postępowania stają się bliższe i bardziej zrozumiałe. I choć Antoni często podejmuje sprzeczne ze sobą, niezrozumiałe i niewłaściwe decyzje jego postać budzi we mnie raczej sympatię niż naganę. A może budzi litość? Bo Antoni też staje się ofiarą litości. Zostaje zmuszony do podjęcia zobowiązań, które nie płyną z serca, a z poczucia obowiązku. Alternatywa przed którą został postawiony (prawda, że za sprawą własnych decyzji) sprawia, że albo postąpi zgodnie z poczuciem obowiązku i wypije piwo, którego nawarzył albo zniknie, wyjedzie i zapomni. Przy czym podjęcie zobowiązań oznacza, iż on biedny, austriacki oficer ożeni się z majętną żydowską dziewczyną, której nie kocha. A co jeszcze pogarsza sprawę dziewczyna jest niezrównoważona i despotyczna, wykorzystuje swoje kalectwo, jako broń przeciwko światu, a najbardziej rani najbliższych.
Kiedy Antoni uświadamia sobie konsekwencje własnego zachowania i próbuje naprawić błąd okazuje się, iż jest już za późno. Od konsekwencji jego spóźnionej decyzji nie uwolni go nawet udział w wojnie. Doświadczenia wojennej masakry jedynie przytłumią bolesne wspomnienia
Obciążająca sumienie śmierć człowieka nie miała dla żołnierza z wojny światowej tego znaczenia, jakie nadawał jej człowiek z czasów pokoju. Moja własna prywatna wina roztopiła się w olbrzymim, powszednim potopie krwi.ale ich nie uciszą, bo wciąż pozostają one w pamięci, tak jak poczucie winy.

Po lekturze biografii Balzaka miałam pewne obawy co do języka pisarza; obawiałam się metafor, ozdobników, rozbudowanych, wielokrotnie złożonych zdań. Moje obawy okazały się niesłuszne; Niecierpliwość serca napisana jest prostym, klarownym i pięknym językiem.
Lektura zmusza do refleksji, do zastanowienia się nad motywami i konsekwencjami własnych zachowań. Prowadzi do wniosku, iż niecierpliwość serca może przynieść więcej złego niż dobrego i to nie tylko „obdarowanym” ale i „obdarowującym”.

Książkę czyta się nadspodziewanie dobrze, mimo, iż skupia się ona głównie na warstwie psychologicznej, a nie fabularnej. Lektura wciąga i porusza.

Moja ocena 5/6

15 komentarzy:

  1. Ach, ach, ach to teraz kupię:) Na razie lecą do mnie "Kartki miłości":)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym miała swój egzemplarz chętnie bym ci podesłała. Czytałam biblioteczny. A kartki miłości skoro już lecą to spóźniłam się z proponowaniem pożyczki. Myślę, że powinno ci się spodobać, na ile poznałam Twoje gusta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogę się w zasadzie dopisać do zachwytów montgomery :) i to by było na tyle, jeśli chodzi o przyrzeczenia własne odnośnie ograniczania zakupów książkowych.. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyrzeczenia jakże rozsądne, a jakże nierealne :) których realizacji nie sprzyja czytanie blogowych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam tę książkę i pamiętam, że bardzo mnie ona wzruszyła. Jak przez mgłę pamiętam też albo film telewizyjny, albo serial, który też był bardzo dobry. Książkę na pewno miałam na własność (to samo wydanie, które przywołałaś swoją fotografią), ale w tej chwili nie pamiętam, czy jest jeszcze w mieszkaniu mojej Mamy, czy na starym mieszkaniu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę czytałam właśnie w tym wydaniu wypożyczoną z biblioteki, a potem jeszcze udało mi się wypożyczyć i przegrać wersję audio. Jak mi się podoba książka w papierze staram się wypożyczać też wersję audio dla siostry i koleżanek, które dobrze się czują z książkami czytanymi i mogą się z nimi zapoznawać podczas rozlicznych zajęć. Serialu ani filmu nie znam, ale chętnie bym obejrzała. I dziękuję za zwrócenie uwagi. Przyznam, że byłam gotowa dyskutować, że ż wymienia się na g i dopiero sprawdziwszy w internetowym słowniku szybciutko poprawiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książkę ( stare wydanie z lat 70-tych) kupiłam sobie w zaraniu dojrzałego życia, i muszę powiedzieć, że jest jedną z tych, które minie w pewnym sensie "stworzyły". Podzielam Twoją opinię, to dobra literatura i mądra!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie zaskoczyła, bo spodziewałam się bardziej ozdobnego stylu, przez który ciężej mi się czytało biografię Balzaka i troszkę obawiałam się ckliwości czy romansowości :) jak się okazało zupełnie niepotrzebnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mogę dziś odwiedzić niektórych blogów, bo komputer w naprawie, między innymi nie mogę wejść do ciebie. Mam nadzieję, że jutro odbiorę naprawiony i w pełni sprawny sprzęt.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka niezła (film też był niczego sobie) ale "Dziewczyna z poczty" moim zdaniem jest jeszcze lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyne z poczty tez mam w planach. Jak mnie do tego czasu szlak nie trafi- komputer w naprawie- korzystam z jakiegos rzecha :(((

      Usuń
  11. Jakże trafne jest to zdanie Zweiga o litości.
    Czytałam już Zweiga ale dawno i nie byłabym pewna, czy i tej książki nie czytałam. Mam biografię Balzaca do czytania i Marii Antoniny przeczytaną. Mam jednak ochotę znów wrócić do czytanych i przeczytać jego pozostałe książki w tym Dziewczynę z poczty, o której wspomniał Marlow.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też często wracam do przeczytanych, niemal zawsze bez rozczarowań, choć zdarzają się wyjątki. A Dzziewczyna przede mną

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo podobały mi się zarówno "Niecierpliwość serca", jak i "Dziewczyna z poczty". Nie jestem w stanie określić, którą z tych książek uważam za pozycje lepszą. Piękny, plastyczny język, duża znajomość psychologii.
    Szkoda, że Zweig zakończył życie śmiercią samobójczą...

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdybyż znajomość chorób zapobiegała chorobom, znajomość metod wychowawczych chroniła od popełniania błędów....
    niestety nie chroni, nie zapobiega

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).