czwartek, 13 marca 2014

Komu bije dzwon Ernest Hemingway


dzwony weneckie
Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.           
Od kiedy poznałam ten piękny tekst byłam przekonana, iż jego autorem jest Ernest Hemingway. Tymczasem napisał go John Donne (niemal rówieśnik Szekspira, angielski poeta i kaznodzieja)
Geneza lektury:
-sentyment związany z okolicznościami, w których po raz pierwszy czytałam powieść (piękne, słoneczne lato na wyspie Afrodyty, wiatr we włosach, ktoś miły sercu u boku).
- odwiedziny w Katedrze Św. Pawła w Londynie, gdzie znajduje się nagrobek  Johna Donna twórcy tekstu, którego fragment posłużył za tytuł powieści .
Moje wspomnienia sprzed lat wywołują sentyment, którego dziś nie potrafiłabym wytłumaczyć, czy spowodował je klimat powieści, czy też aura wakacyjnego romansu. Kiedy młode dziewczę czyta o tym, jak to się ziemia zatrzęsła młodym kochankom podczas ich miłosnego aktu to mało więcej go obchodzi proza życie, walka czy śmierć. Młode dziewczę śledzi losy kochanków i marzy o tym, aby i pod nim zatrzęsła się kiedyś ziemia. Kiedy czyta dojrzała kobieta, w dodatku czyta, w całkiem innych okolicznościach przyrody, ze zdziwieniem stwierdza, iż wątek romansowy jest najsłabszym ogniwem powieści.
Robert Jordan, amerykański wykładowca, weteran wcześniejszych walk, przybywa do Hiszpanii, aby wspomóc w wojnie domowej siły rewolucji walczące z prawicową opozycją. Na rozkaz generała Goltza podejmuje się zadania, które wydaje się z góry skazanym na niepowodzenie. Jordan zgłasza się do bandy Pabla, aby wraz z nią wysadzić most. Cztery dni przygotowań do walki stają się dlań esencją życia, podczas tego krótkiego czasu musi doznać wszystkiego, co w życiu najważniejsze. Dzieje się niewiele, a jednak, kiedy nadchodzi dzień wysadzenia mostu mamy wrażenie jakby nieustannie coś się działo. W oczekiwaniu na wykonanie zadania i podczas przygotowań do niego Jordan wysłuchuje opowieści członków bandy Pabla. Każda z nich jest przejmująca i dramatyczna, tym bardziej, iż opowiadane są w sposób pozbawiony emocji, językiem prostym, dosadnym, nie pozbawionym hiszpańskim zwrotów i wulgaryzmów. I o ile dosadność języka jest jak najbardziej usprawiedliwiona to trochę brakuje tłumaczeń. O walce, okrucieństwie, bólu, gwałcie, zabijaniu mówi się tak jak o zwykłych codziennych czynnościach (jedzeniu, piciu czy spaniu). Pogodzenie się ludzi z ostatecznością jest porażające. O śmierci opowiada się tutaj, jak o przejściu na drugą stronę rzeki, ona i tak nastąpi, prawdopodobnie wcześniej niż później, więc nie ma sensu się nad nią dłużej rozwodzić. Ważne jest tylko, aby nie cierpieć, no i żeby odejść z honorem.
Lepiej jest umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach.
Umieranie jest straszne tylko wtedy, kiedy trwa długo i jest tak bolesne, że upokarza człowieka.

Zarówno Jordan, jak i jego współtowarzysze snują rozważania nad
katedra Św.Pawła w Londynie
sensem walki, życia i śmierci. Członków bandy spotkało już chyba każde okrucieństwo, jakie może spotkać człowieka, dlatego rozmowy na temat umierania oraz samobójstwa będącego ucieczką od tortur i upokorzenia nie są tu niczym niezwykłym. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, iż okrutni są jedynie tamci, obcy, wrogowie (faszyści, nacjonaliści). Towarzysze Pabla niejedno mają na sumieniu, a poziom ich okrucieństwa nie ustępuje okrucieństwu przeciwników. W pewnym momencie jeden z nich uświadamia sobie, iż tamci są tak samo niewinni (a może tak samo winni) jak oni, bowiem nie mieli żadnego wpływu na to, po której stronie się znaleźli. Mimo, iż pozornie niewiele się dzieje to czyta się dobrze i szybko, jedynie wewnętrzne monologi Jordana, w których prowadzi dyskusję sam ze sobą (zwracając się do siebie w drugiej osobie (ty)) momentami nużą, a nawet irytują z powodu ich rozwlekłości i tego, że niewiele wnoszą do treści.

Nigdy niczego sobie nie wmawiaj na temat miłości. Po prostu większość ludzi nie ma szczęścia tego przeżyć. Sam jeszcze nigdy tego nie miałeś, a teraz masz. To, co masz z Marią – obojętne, czy będzie trwało przez dziś i kawałek jutra, czy przez całe długie życie – jest najważniejszą sprawą, jaka może się zdarzyć człowiekowi. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą twierdzili, że to nie istnieje, ponieważ sami nie mogą tego zaznać. Ale ja ci powiadam, że to jest prawdziwe, że to już masz i że spotkało cię wielkie szczęście, nawet gdyby ci jutro przyszło umrzeć.
O wiele ciekawsze wydawały mi się rozmyślania pomocnika Roberto – starego Anselmo.
Postacie prezentują zróżnicowane typy charakterów, jednak poza Pablem (jedynym zdecydowanie negatywnym bohaterem i najciekawiej zarysowaną postacią) pozostali bohaterowie są trochę mało wiarygodni psychologicznie. Nieco irytowała mnie Maria. Jej uległość wobec kochanego mężczyzny jest aż przykra.
Góry w Katalonii (być może i tutaj ukrywali się republikanie) 
Rozczarowuje (choć dawniej zachwycał) wątek miłosny, bo z jednej strony mamy młodziutką, doświadczoną przez los dziewczynę, która nie zdążywszy otrząsnąć się z traumatycznych doświadczeń wskakuje do śpiwora ledwie co poznanego Roberta i ślubuje mu wiernopoddańczy związek, a z drugiej młodego wojownika, który mając świadomość, iż to, co przeżyje z Marią podczas tych czterech dni może być czymś najważniejszym (i ostatnim) w jego życiu traktuje dziewczynę wyłącznie, jako obiekt pożądania i mimo, iż i jemu się ziemia zatrzęsła, to trudno się tu dopatrzeć nie tylko uczucia, ale i gwałtownej namiętności.
 
Podobało mi się natomiast ciekawe, a jednak czytelne zakończenie powieści, taki brak kropki nad i pozostawiający pewien margines niedopowiedzenia.
Mimo wszystkiego co napisałam powyżej, uważam, Komu bije dzwon za dobrą książkę i dlatego polecam.

Moja ocena 4/6 
Łańcuszki: wrócić do Szekspira (skojarzenie związane z postacią Johna Donne). 
Zdjęcia dziś także dobrałam na zasadzie luźnych skojarzeń (weneckie dzwony dzwoniły na zakończenie dobrego dnia, londyńska katedra przypomniała o angielskim pisarzu, a hiszpańskie (katalońskie góry) na szczęście zdobyłam przy pomocy kolejki linowej, nie musiałam więc, jak Pablo i jego towarzysze wspinać się per pedes).

14 komentarzy:

  1. Zetknąłem się z Donne'm na wykładach z etyki - kiedy zostaliśmy przygwożdżeni pytaniem "kto to napisał?" :-) i zapadło jak to zwykle bywa kłopotliwe milczenie, na szczęście ktoś uratował nasz honor, wskazując na Hemingway'a :-). Przemęczyłem "Komu bije dzwon" lata temu z tzw. mieszanymi uczuciami i głównie ze względu na dawnego patrona mojej podstawówki - Świerczewskiego :-) ale przez tą Medytację zawsze mam poczucie, że coś mnie u Hemingway'a ominęło, że na czymś się nie poznałem. Czuję się zdopingowany do powtórki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie najbardziej podobał się styl, taki oszczędny, dziennikarski, prosty (niemal, jak jego bohaterowie, nieskomplikowany), niezły pomysł, parę celnych spostrzeżeń (choć i trochę dłużyzn), no a poza tym, jak już nie raz wspominaliśmy klasykę warto poznawać. Co do cytatu Donne - wpisała mi go kiedyś koleżanka w pamiętniku podpisując, iż to cytat z Hemingwaya i tak mi zostało na długo w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wówczas gdy czytałem "Komu bije ..." nie potrafiłem jakoś tego docenić, zobaczymy jak pójdzie "za drugą razą" :-)

      Usuń
  3. To i tak lepiej niż u mnie (bo dopatrzyłam się czegoś, czego tam nie było "za pierwszą razą", natomiast "za drugą razą" uznałam wątek romansowy najsłabszy punkt powieści.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się podobało za pierwszym razem, może ziemia się mi nie zatrzęsła, ale wrażenie książka zrobiła. I chyba to tak zostawię;)

    OdpowiedzUsuń
  5. :) Miło mi to czytać, bo wydawało mi się, że Hemingway nie ma zbyt wielu zwolenników, a już Stary człowiek i morze skutecznie zniechęcił wielu. Ja natomiast kompletnie nie pamiętam tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cytaty bardzo zachęcające. Szczególnie ten: "Lepiej jest umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach" - bardzo się z tym cytatem zgadzam :-)
    Piszesz, że najciekawszą postacią jest Pablo, czyli bohater negatywny. Bardzo często tak jest, że pisarzom lepiej udają się postacie złe niż dobre, ale nie wiem, z czego to wynika. No cóż, chyba zdecyduję się na przeczytanie tej książki, bo po "Zielonych wzgórzach Afryki", moim jedynym jak dotychczas kontakcie z Hemingwayem, pozostały mi niezbyt dobre wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może łatwiej jest pokazać zło, tyle, że przecież jesteśmy bardziej złożeni, niż tylko dobrzy, czy tylko źli i naprawdę dobrym pisarzom udaje się pokazać tę różnorodność. Też wolę (może nie umierać jeszcze) ale żyć stojąc niż na kolanach. Czytałam twoją notkę o Zielonych Wzgórzach i myślę, że nawet jeśli nie oczaruje cię Komu bije dzwon to przynajmniej nie poczujesz się rozczarowana.

      Usuń
  7. Czytałam jakiś czas temu, ale mi ten wątek nie zgrzytał, tyle że zwróciłam na niego mniejszą uwagę, niż na działania Roberta. Działania czasem chaotyczne, decyzje czasami błędne, ale wszystkie podejmowane z przekonaniem.
    Hm, chyba nawet zazdrościłam mu zdecydowania, w dzisiejszych rozlazło-kanapowych czasach nieczęsto można spotkać się z takim zaangażowaniem, życie nie wymaga...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie kiedyś też nie zgrzytał :). Hemingway z tego co się zdążyłam zorientować (czytając parę opinii na temat jego książek) pisze o takich bohaterach- zdecydowanych, zaangażowanych, wierzących w idee, nawet jeśli te idee nam się nie podobają, to rzeczywiście godnym podziwu jest wiara tych ludzi w to, że mogą zmienić świat, że ta republika, która nastanie przyniesie powszechną szczęśliwość.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety, nie widziałam nagrobka Johna Donne w katedra Św. Pawła w Londynie.
    Przyszłam w chwili rozpoczęcia mszy. Niestety w tym czasie nie wolno przechodzić po katedrze.
    Pilnujące panie wypraszały ze świątyni. Szkoda mi było czasu aby czekać 1,5 godziny.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się udało dość dokładnie zwiedzić Katedrę Św. Pawła. Nie zaliczyłabym jej do moich ulubionych katedr. Raziły mnie te monumentalne posągi ku czci tych, którzy odeszli. Przytłaczały. Choć byłam dumna z siebie, że udało mi się wejść na I poziom kopuły.

      Usuń
  10. Ja tam lubię Hemingwaya. A w każdym razie kiedyś lubiłam. Zastanawiam się właśnie, czy już dojrzałam do powtórki, czy lepiej dać sobie jeszcze parę lat na dorobienie się większej ilości zmarszczek?:)
    A swoją drogą, to smutne, że po latach tak niedobrze obchodzimy się z wątkami romansowymi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez lata też byłam przekonana, że lubię i czas tego nie zmienił przynajmniej w odniesieniu do tego utworu. Uzależnienie lektury od ilości zmarszczek może okazać się niebezpieczne, przy dzisiejszym postępie w dziedzinie kosmetyków możemy tych zmarszczek nie doczekać. A co do romansów - przypomina mi się starsza koleżanka z pracy, która z wyrozumiałością kiwała głową na radosne pląsy młodszych koleżanek- jest czas zabaw i jest czas różańca. Dla mnie ten drugi zbliża się coraz prędzej, więc i nie dziwota, że romansowe wątki coraz mniej pociągają, a z drugiej strony, gdyby były naprawdę dobrze to i nam by się ziemia zatrzęsła.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).