piątek, 16 stycznia 2015

Mój drugi ożenek Józef Morton

Zachęcona kilkoma wpisami u koczowniczki dotyczącymi twórczości Józefa Mortona zakupiłam (w antykwariacie) Mój drugi ożenek. I był to dobry pomysł.
Polska wieś chwilę po zakończeniu drugiej wojny nie ma nic wspólnego z sielanką. Bardziej przypomina western, w którym mieszkańcy wioski zostają wciągnięci w walki pomiędzy zwolennikami nowego porządku (partyjni wspierani zbrojnym ramieniem UB) z obrońcami dawnego status quo (leśnymi). Tyle, że brak tu dobrego szeryfa, a ponieważ żadna ze stron nie przebiera w środkach wyroki śmierci z rygorem natychmiastowej wykonalności są tu na porządku dziennym. Mimo, że wojna już się skończyła, ludzie żyją w poczuciu niepewności i strachu; która ze stron zwycięży, czy nowe porządki będą trwałe i czy nie dojdzie do kolejnej wojny. A przede wszystkim czy otrzymana po reformie rolnej ziemia nie zostanie odebrana.
Do tego dochodzi bieda, ciemnota i chłopska mentalność.
W takiej scenerii poznajemy głównego bohatera Marcina, 50 letniego wdowca, któremu dopiero co obumarła żona, łączy on w sobie upór, pazerność, cwaniactwo i filozofię Kalego.
Marcin jest narratorem i to jego oczyma oglądamy mieszkańców wsi.
Gdybyśmy zdali się na jego osąd byłby to bardzo smutny obraz; dzieci czekające, aby się pozbyć rodziców i dorwać do ojcowizny, rodzice wyrzucający z domu swe potomstwo, aby nie przeszkadzało w realizacji planów powiększenia gospodarki, mężczyźni dorównujący w swej jurności spolegliwym i nieodmawiającym kobietom. 
Im bliżej poznajemy Marcina, tym mniejsze mamy zaufanie do jego osądu, gdyż dokonuje on ocen moralnych w celu usprawiedliwienia własnej niegodziwości.
Marcin prowadzi sam ze sobą dialog, w którym analizując za i przeciw zawsze znajduje usprawiedliwienie dla własnych postępków, jakkolwiek by one nie były podłe. Czy to chowając żonę w starych łachach, czy myśląc o ponownym ożenku już podczas pogrzebu, czy wyrzucając z domu dzieci, kiedy na widoku  stoi wiano  przyszłej małżonki - Marcin myśli wyłącznie o sobie.
Na pogrzebie żony;
Zerwał się płacz córki, załkał głośno chłopak, a ja… Ech, przecież przez tę śmierć spadła na mnie największa krzywda, bo jakie mnie życie teraz czekało? […] O nieboszczce nic a nic nie myślałem, bo na co jej było potrzebne myślenie? Ani losu jej by nie zmieniło, ani też w niczym nie mogłoby wpłynąć na jej pośmiertny żywot, jeżeli w ogóle czekał ją tam jaki żywot. [..]Ona tę śmierć już miała poza sobą, a przede mną stało jeszcze życie, ale jakie?
Na stypie;
Patrzyłem po wszystkich bez słowa, w milczeniu, ale w duchu nie byłem przeciwny takiemu gadaniu, bo prawdziwie, czy nie byłby dla mnie najlepszy właśnie taki drugi ożenek! Żeby jeszcze coś z życia wziąć, jeszcze się nim nacieszyć, głównie jednak, żeby do końca być gospodarzem na własnej ziemi i w swoim domu, a nie na łasce u kogoś, choćby to nawet były moje dzieci.
Po uzgodnieniu warunków przyszłego małżeństwa;
A Jadzia ….jeszcze jak panna i trzy morgi na nią stoją i jak mówi ta stara, są czyste, bez żadnych długów. Trzy morgi. Niby niemało! Powiększyć o tyle ziemi moją gospodarkę, a od razu bym się poczuł mocniej  na siłach, ale jak tu się z nią żenić. Przecież i kochać, by nie umiała, taka nieruchawa, ciężka, prawdziwa klępa! 
Zachowanie Marcina, którego pobudką jest pragnienie wzbogacenia połączone z fizycznym pożądaniem jest niezwykle irytujące. Czasami miałoby się ochotę udusić go gołymi rękoma, np. kiedy bez skrupułów wykorzystuje dobre serce sąsiadki, tudzież, kiedy bez mrugnięcia okiem wyrzuca z domu dzieci, jak tylko pojawia się kobieta z morgami.  I sama nie wiem, co bardziej irytuje zachowanie głównego bohatera, czy jego obłuda i zakłamanie.
A jednocześnie opowieść jest na tyle interesująca, że trudno oderwać się od lektury. Poza ciekawą warstwą fabularną autor utrwalił obraz powojennych realiów polskiej wsi. Powstawanie pierwszych spółdzielni, agitację nowych władz, bezwzględną walkę o władzę, w której żadna ze stron nie miała czystych rąk, obawy, czy otrzymane hektary nie zostaną odebrane, przepaść cywilizacyjną pomiędzy wsią a miastem, wyjazdy na zachód na szaber i do pracy w poszukiwaniu lepszego (łatwiejszego) życia, brak higieny oraz nieufność względem służby zdrowia.
Opis przygotowania do wizyty z ciężarną narzeczoną u lekarza wzbudza rozbawienie i zadziwienie.
… wieczorem, kiedym jej kazał postawić duży sagan wody na ogień- bo skoro mamy jechać do doktora, to trzeba się jej dobrze wymyć, żeby broń Boże, nie była brudna- spojrzała na mnie, jak na dziwoląga, któremu nie wiadomo, co przychodzi do głowy.
- Cóż to, od góry do dołu mam się myć?
- Tak, od góry do samego dołu, bo jak cię będzie badał całą…
- Ale chyba nie każe mi się rozbierać do naga!
-A mnie się wydaje, że każe, bo to taki babski doktór nie piersi ci będzie badał, lecz co innego, dlatego powinnaś być czysta.
Znów zobaczyłem w jej oczach przestrach, a o wiele większy niż poprzednio, żeby ją trochę uspokoić dodałem szybko:
-Zresztą dobrze nie wiem, jak będzie, ale na wszelki wypadek powinnaś się wymyć.

Sam pomysł fabuły budził we mnie skojarzenia z Chłopami Reymonta ale to zupełnie inny kaliber, mimo to Mój drugi ożenek to książka godna polecenia.


14 komentarzy:

  1. Właśnie, Marcin jest człowiekiem, który zawsze znajduje usprawiedliwienie dla swoich podłych czynów. Mnie szczególnie zabolała sprawa wygnania dzieci z domu. Kiedy to zrobił, przestałam go lubić i wierzyć w jego sądy. To bardzo irytująca postać, a jednocześnie bardzo prawdziwa.
    Ten fragment o namawianiu Jadzi do umycia się jest bardzo zabawny. Jadzia nie chciała się umyć nawet wtedy, kiedy wybierała się do lekarza ginekologa! Trudno w ogóle pojąć, jak taka niemyjąca się prawie nigdy kobieta mogła wzbudzać pożądanie :)
    I sprzątać nie lubiła. Czytając, w jakich warunkach i w jakim brudzie żyła Jadzia i jej matka, czułam obrzydzenie.
    Bardzo, bardzo, bardzo się cieszę, że sięgnęłaś po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się cieszę, że po nią sięgnęłam. Tak ja ci wspominałam początkowo byłam nieco zawiedziona, ale szybko wciągnęła mnie i fabuła i klimat. Nie przypominam sobie książki, która opisywałaby wieś krótko po wojnie i panującą wówczas sytuację (tzn. chyba ja nie czytałam takowej). Jeśli chodzi o obrzydzenie to chyba nigdy nie zapomnę innego z bohaterów (bodajże Izydora), który podarował żonie bielutkie, mięciutkie majtki, tyle, że były to majtki, które ściągnął z innej kobiety ... używane... A związek z Jadzią był dla mnie niezrozumiały, ani ładna, ani czysta, ani gospodarna, ani uczciwa, ani dobra, ani nawet bogata (no w końcu te trzy morgi to nie był szczyt marzeń Marcina), ani uczucie, więc pozostaje młodość i chemia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, pamiętam tę scenę z majtkami od Izydora. Zabawna, a zarazem straszna :D
      Pazerność i egoizm Marcina były przerażające. On nawet na pogrzebie żony myślał o powtórnym ożenku, żałował nieboszczce dobrego ubrania i korali do trumny, a jednocześnie twierdził, że ją kochał. Jadzia miała mnóstwo wad, a jednak budziła we mnie więcej sympatii niż Marcin.

      Usuń
    2. Tak, Jadzia mimo wszystko (pozornie taka bezbarwna i spolegliwa, najpierw wobec matki, potem przyszłego męża) potrafiła jednak postawić na swoim i umiejętnie podejść Marcina i takie miałam wrażenie, że gdyby historia potoczyła się dalej Jadzia potrafiłaby nieco utemperować Marcina i byłaby tą szyją, która kręci głową. Początkowo potulna, jak tylko poczułaby się pewniej postawiłaby na swoim.

      Usuń
    3. Oj, chyba ktoś tu nie docenia potęgi trzech morg ;)

      Usuń
    4. Może rzeczywiście nie doceniam, nie mam pojęcia czy trzy morgi to dużo, pamiętam Borynę, który wypominał Hance jej trzy morgi (co prawda piachu, ale...)

      Usuń
  3. Moze ja gdzies znajde w czelusciach inernetowych bibliotek? Chcialabym. Bardzo zainteresowala mnie ta ksiazka. Wies widziana oczami chlopa, to rzadkosc, wies powojenna- nie spotkalam sie jeszcze chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce można dostać w niektórych antykwariatach, albo wypożyczyć w bibliotece. Użyczyłabym swojej, ale Ty zdaje się mieszkasz daleko stąd :). Na y-t można obejrzeć ekranizację książki, jeszcze nie zaglądałam, ale jestem jej ciekawa.

      Usuń
  4. Ja nie czytałam, ale już u Koczowniczki pisałam, że chyba oglądałam film, w którym główną role grał Mariusz Dmochowski, ale to było dawno.
    Wieś to było specyficzne środowisko pod wieloma względami...trzeba było całych lat, by tam zaszły zmiany mentalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że się odzywałaś u koczowniczki pod wpisem. Jeśli tematyka wiejska jest Ci bliska pewnie by ci się także spodobało. Na film natknęłam się na Y-T, tylko nie miałam czasu obejrzeć, ale podczas najbliższego prasowania postaram się to nadrobić. Ciekawa jestem Dmochowskiego w roli Marcina i w ogóle filmu. Nie znam dobrze środowiska wiejskiego, ale wydaje mi się, że i dzisiaj wieś (mentalność jej mieszkańców) odbiega od mentalności mieszkańców miasta. Nie jest ona ani gorsza, ani lepsza, ale po prostu inna, choć na pewno wiele od czasów Boryny, czy nawet od czasów Marcina zmieniło się na korzyść.

      Usuń
    2. Muszę przyznać, że tematyka wsi jest mi bliska , bo moje korzenie wywodzą się z chłopów chociaż później one ewoluowały w różne strony i dlatego lubię czytać o wsi i Mortona mam na uwadze.
      Wieś ma teraz z pewnością różne oblicza w zależności od regionu.... w moim byli chłoporobotnicy więc i mentalność ich szybciej się zmieniała.

      Usuń
  5. Dzięki za namiary, u koczowniczki jakoś przegapiłam, hm, a tu i bohater przepaskudny i analiza powojennego brudu w społeczności wiejskiej - jakiś masochizm nakazuje mi się tym zainteresować ;).
    Nie mniej wolałabym najpierw wziąć się do rzetelnej, tym razem, relektury Chłopów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relekturę Chłopów polecam z całym przekonaniem. Sama odświeżyłam ją sobie nie tak dawno.

      Usuń
  6. http://www.swistak.pl/a17184682,Moj-drugi-ozenek-Jozef-Morton-73-.html

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).