sobota, 23 maja 2015

Dzienniki Marii Dąbrowskiej tom czwarty

Czwarty tom Dzienników czytałam z uczuciem wszechogarniającego smutku. Obejmuje on okres od 1951 do 1957 roku. Dąbrowska jest kobietą ponad sześćdziesięcioletnią, pisarką w okresie kryzysu twórczego, osobą żyjącą w siermiężnej rzeczywistości początków budowy państwa socjalistycznego, widzącą wady funkcjonowania systemu. 

Smutno jakoś i trwożnie żyć na tym świecie (20.01.51 r.), Ach, jakbym chciała jeszcze odzyskać czucie młodości! (16.02.51 r.). Ludzie mnie jakoś nudzą i niecierpliwią. Dokądkolwiek nie pójdę, z kimkolwiek się zobaczę, wracam śmiertelnie znudzona. Marzę o ludziach, z którymi spotkanie uskrzydlałoby i uszczęśliwiało, bo sama też zrobiłam się nudna i postna (10.01.52 r.).
Znów trzy tygodnie sine linea, O Samuelu Pepysie, o, Gouncourcie - dodajcie mi sił, charakteru i wytrwałości, bym na co dzień notowała. Ale tak mam mało już chęci do czegokolwiek. Nie jestem w dobrym stanie ciała, ani ducha. …nie czuję się wcale tak jak ci wspaniali starcy, co zdają się nigdy nie mieć na pamięci bliskiego kresu wędrówki. (12.12.52 r.) 
Jestem jakaś śmiertelnie smutna i zniszczona, a choć zarabiam dosyć na kilka osób, jakie mam do utrzymania i podtrzymania, choć powodzi mi się, a nawet umiem pisać lepiej, niż umiałam - życie nie przedstawia już dla mnie żadnego interesu i nie jest już dla mnie żadną pod żadnym względem przyjemnością. (3.04.54 r.)
Pisanie powieści (Przygody człowieka myślącego) idzie opornie, co pisarka tłumaczy sytuacją w kraju, w którym pisarz nie czuje się wolny. 
Gdybym miała swobodę mówienia wszystkiego, potrafiłabym wyprowadzić nawet z najdrastyczniejszych faktów pozytywne wnioski z dzisiejszej rzeczywistości. (28.02.51 r.). Jakiś rodzaj dna rozpaczy. Mój pierwszy brulion opowiadania dobiega końca, ale jak dotąd nie mogę się w nim dopatrzeć wartości. Jestem .... nieszczęśliwa, a za nieszczęście uważam to, że jestem taka nieszczęśliwa. Nie ma się prawa być aż tak nieszczęśliwym i tak do gruntu zniechęconym. Nawet gdy się poniesie najbardziej niepowetowane straty. A mimo wszystko jeszcze tak chciałabym się odrodzić. (22.11.54 r.).
W to uczucie zniechęcenia wkraczają chwile radości spowodowane udziałem w przedstawieniach teatralnych (można odnieść wrażenie, że Dąbrowska bywała w teatrze przynajmniej raz w miesiącu), czy spotkaniem ciekawego rozmówcy. Ilość osób, które wspomina jest ogromna. Same przypisy z krótkimi notkami biograficznymi zajmują niemal połową Dzienników.
Czas spędza głównie na tłumaczeniach (Czechow, Gorki, poprawki do wcześniejszego tłumaczenia Pepysa), przygotowywaniu artykułów rocznicowych, referatów oraz pisaniu opowiadań. 
Sporo miejsca zajmuje opis realiów społeczno-politycznych i udział pisarki w życiu publicznym. 
Na początku 1952 roku umiera wieloletni przyjaciel, towarzysz życia pisarki Stanisław Stempowski. Wyrzucam sobie, że mu za mało w te lata dawałam z siebie, że nie wszystkie siły ducha i życia zużyłam na to, aby powstrzymać ten proces umierania, no, choćby jeszcze na rok, może przez ten rok doczekałby się, najdroższy, czegoś, co by go ucieszyło. Jakie to dla mnie niepojęte- ja prawie więcej cierpię po Jego odejściu niż po śmierci Mariana [mąż pisarki]. Dłużej z nim żyłam, o całe dwanaście lat. A nadto wtedy byłam młoda i tyle jeszcze nadziei przede mną. A teraz nie mam żadnych. Nie umiem tworzyć, ani zajmować się sprawami ogólnymi, gdy nie mam szczęśliwego życia osobistego. (9.07.52 r.)
W 1954 roku pisarka zamieszkuje ze swoją przyjaciółką (towarzyszką życia) i jej córką. Między wierszami daje się zauważyć napięte relacje łączące obie panie, a kością niezgody wydaje się być córka Anny Kowalskiej, Tulcia. 
Męczy mnie tylko, że Anna cały dzień zajmuje się Tulcią i nie ma czasu pracować. I że, jak Anna mówi, dla Tulci przeniesienie się z Wrocławia jest taką tragedią, że gdyby miała świadomość tego, co się dzieje, popełniłaby samobójstwo. (24.09.54 r.)
Tulcia jest z pozoru łatwym dzieckiem i tzw. grzecznym, a przede wszystkim niehałaśliwym. Ale w istocie rzeczy ma dużo kaprysów, przekory, egoizmu i egotyzmu. […] Ale na punkcie Tulci Anna jest „niedotykalna”. ..Nic nie wiesz, nic nie rozumiesz” odpowiada, gdy ośmielę się zrobić jakąś uwagę. (29.09.54 r.) W całym cytacie najważniejsze jest chyba nie to, co napisane, ale to czego nie ma, trzy kropki w nawiasie. 
Być może przyczyną był stosunek pisarki do dzieci w ogóle. 
Co do mnie nie jestem aż taką apologetką sprawy dzieci. Znam bardzo wymyślne i okrutne sposoby znęcania się dzieci nad rodzicami. Dzieci to na ogół istoty koszmarne w swym egoizmie, instynktach niszczycielskich, oschłości serca. Jak i wśród dorosłych są tylko czarowne wyjątki. Dzieci wymagają opieki, ale nie uważam, żeby były o włos bardziej godne litości czy współczucia jak dorośli. Jak nie istniała dla mnie odrębna sprawa kobieca, tak nie istnieje dla mnie odrębna sprawa dziecka. Istnieje sprawa ludzka. (22.02.55 r.) 
W życiu pisarki pojawiają się też chwile radości. Święta zeszły na niczym, choć czułam się z Anną, Tulcią i naszym tajemniczym cudem-panną Hanią- tak szczęśliwie i dobrze, jak tylko jeszcze mogę i potrafię. Boże Narodzenie, którego żywy, wonny i śpiewny czar dawno zetlał (po śmierci Mariana), odzyskuje w obecnych warunkach nieco nowych rumieńców życia. (1.1.56 r.). 
Dopiero dziś przez cały dzień nie wypaliłam ani jednego papierosa. To świadczy, że jestem szczęśliwa i moje życie nabiera sensu. Zdaje się, że mogę być szczęśliwa tylko żyjąc na wsi. Szkodzi mi wielkie miasto. (19.02.56 r.). 
Jestem teraz w zgoła innym usposobieniu od tego, co mnie niedawno trapiło - od tych nastojów łaknących samotności. Odczuwam nasz dom, jako największe, dostępne mi szczęście, a w nim Annę i Tulcię, jako wcielenie idealnego współżycia. (15.11.55 r.)
Pisanie Dzienników jest dla Dąbrowskiej niezwykle ważne, mają one pozostawić świadectwo czasów. 
… mam do stracenia tylko jedną, ale dla mnie piekielnie ważną rzecz-te moje dzienniki. Nie, aby miały jakąkolwiek wartość literacką, ale że przez nie tylko jestem w stanie wystąpić kiedyś, choćby po śmierci, jako świadek czasów. Dla ich zachowania dałabym bodaj wszystko - nawet życie, a w razie ich utraty – nie warto by mi żyć ani godziny więcej. (10.05.56 r.) Nie znaczy to jednak iż nie dopada jej zwątpienie, czy to notowanie, które zabiera tak wiele czasu ma jakikolwiek sens. Przepisując stare zapiski dochodzi do wniosku, że takie pisanie na gorąco zniekształca osąd rzeczywistości. 
Wynotowałam całe mnóstwo fragmentów, podkreśliłam ich jeszcze więcej. Ale na koniec chciałam jeszcze przytoczyć poniższy cytat.
Czytam Seneki Listy do Lucyliusza- egzemplarz wydany w 1781 roku. Od tego czasu leży tu nierozcięty. Jestem jego pierwszą po 170 latach czytelniczką. … W późnej porze życia zabieram się do starożytności, i o dziwo znajduję w niej wiele pokrewnego sobie. (16.12.56r.)

20 komentarzy:

  1. Ludzie mnie jakoś nudzą i niecierpliwią. Dokądkolwiek nie pójdę, z kimkolwiek się zobaczę, wracam śmiertelnie znudzona. Marzę o ludziach, z którymi spotkanie uskrzydlałoby i uszczęśliwiało, bo sama też zrobiłam się nudna i postna (10.01.52 r.). Jakbym o sobie czytala, choc do szescdziesiatki mi jeszcze daleko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam, jak z niecierpliwością czekałam na publikację tych dzienników. Dąbrowska bowiem zastrzegła sobie, że mogą być wydane najprędzej 40 lat po jej śmierci. A właśnie minęło (5 dni temu) 50 lat! Jak ten czas leci...

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie idzie zrywami, są okresy euforii i są okresy marazmu, kiedy ani z ludźmi wytrzymać, ani ze sobą nie mogę. Szczęśliwie amplituda idzie w górę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do Agnieszki- ja nie czekałam, bo dziesięć lat temu nie czytywałam Dzienników, a teraz to jedna z ulubionych form literackich (jeśli tak można je nazwać, wszak sama Dąbrowska przypisuje im bardziej rolę świadectwa czasów niż literatury). Upływ czasu najlepiej widzi się po dzieciach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe cytaty wybrałaś. Zachęcają mnie one do sięgnięcia po te dzienniki. Ale, szczerze mówiąc, czuję się zaskoczona oschłym i niechętnym stosunkiem pisarki do dzieci. Jej słowa "dzieci to na ogół istoty koszmarne w swym egoizmie, instynktach niszczycielskich, oschłości serca" nie brzmią najlepiej.
    Czy Anna Kowalska, która zamieszkała z Dąbrowską, to ta sama osoba, która napisała powieść pt. "Pestka"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pełną świadomością wybrałam ten niezbyt pochlebny dla pisarki cytat. Zwłaszcza, że napisany sześćdziesiąt lat temu. Co do Anny Kowalskiej to sama sprawdziłam już wcześniej. Anna Kowalska towarzyszka Dąbrowskiej urodziła się w 1903 r. i była autorką mało dziś znanych książek, chyba najbardziej znane są jej Dzienniki i to właśnie z powodu przyjaźni z Dąbrowską. Anka Kowalska autorka Pestki urodziła się w 1932 roku.

      Usuń
  6. Czas przeczytać dzienniki Dąbrowskiej...Twój tekst Gosiu zachęcił mnie do tego...Przyznam szczere nie znam ich...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś dla mnie. Nie umiem się skupić na "nowej" literaturze, ale jak sięgnęłam po coś starego (klasyka światowa), to poczułam się jak w domu. Lubię wspomnienia, dzienniki, pamiętniki - tyle można się dowiedzieć o świecie niewykreowanym na potrzeby powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podobnie,jak u mnie. Nowości jakoś do mnie nie przemawiają, poza nielicznymi wyjątkami, a spisane wspomnienia, jeśli doda się do tego lekkie pióro to prawdziwa uczta.

      Usuń
  8. A wiesz, że gdy przeczytałam tytuł Twojego poprzedniego wpisu "tydzień sine linea" to jakoś tak odruchowo pomyślałam właśnie o Dąbrowskiej i jej "Dziennikach"? Przypomniałam sobie moje ich czytanie przed laty i wrażenie, jakie na mnie wywarły - i właśnie te obietnice dawane sobie, by nie pozwolić upłynąć żadnemu dniu "sine linea" (nawet wynotowałam to sobie wówczas, przed prawie dwudziestu laty... no tak, bo ja czytałam jeszcze tamto starsze, pewnie ocenzurowane wydanie z końca lat 80.) I przypomniało mi się tyle obrazów z tej tak dawno czytanej książki - reakcje na przewrót majowy, opisy spotkań z Nałkowską (podszyte ciągle jakimś poczuciem niższości), Stanisław Stempowski. I nie minęło kilka dni, a czytam sobie u Ciebie ponownie o tym wszystkim, lubię takie zbiegi okoliczności.

    Myślę sobie, że z przyjemnością przeczytałabym jeszcze raz Dzienniki (i po raz pierwszy w całości). Ciekawe będzie takie porównanie wspomnień, nowy odbiór. Po tamtej lekturze, pamiętam, przeczytałam jeszcze "Żywot człowieka myślącego", ale... wydała mi się wówczas bardzo nierówną, niespójną książką.
    I już jako dalsze skojarzenie: jeśli nie znasz książek/ esejów Jerzego Stempowskiego (syna Stanisława), to mogę Ci je z całą odpowiedzialnością polecić jako inteligentną lekturę, mądre spojrzenie na świat i człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także czytam te wydane pod koniec lat osiemdziesiątych (1988 r.), a więc te ocenzurowane. Może kiedyś pokuszę się o porównanie tej wersji z tą nowszą. Ja pierwsze cztery tomy przeczytałam całkiem niedawno, ale też mam kilka takich obrazków w pamięci i niesamowite zdanie na temat Cudzoziemki Kuncewiczowej (z którym kompletnie się nie zgadzam) i poglądy na życie pod którymi, a przynajmniej wieloma z nich mogłabym się podpisać. Jak ten, że świat bez miłości jest jak więzienie. To tak a propos komentarza pod poprzednim wpisem. Niestety, kiedy poznałam "dzięki" f-b poglądy pewnych znajomych pomyślałam, że jest mi bardzo żal osób tak pełnych agresji i jadu. I wyprowadziłam się z tej platformy, aby zachować złudzenia, że osoby pięknie piszące o książkach to osoby o pewnym poziomie kultury. Przede mną jeszcze ostatni tom Dzienników, mam nadzieję, że poza smutkiem i zniechęceniem związanym z wiekiem i kolejnymi kryzysami Dąbrowska znajdowała także chwile "prawie szczęścia".

      Usuń
    2. Smutek bardzo często daje mocniejszy i prawdziwszy wgląd w życie, tym bardziej, gdy poparty takimi doświadczeniami, wrażliwością i inteligencją jak u Dąbrowskiej. Choć wolałabym i ja, żeby takie ulotne chwile "spokoju, prawie szczęścia" spotykały ją mimo wszystko, i myślę, że tak było.
      I jeszcze a propos tak mi się przypomniało: "choćbym mówił językami ludzi i aniołów... etc."
      Dobrej nocy (jak najdłuższej ;-)

      Usuń
    3. Z tego, co pamiętam pierwsze zdanie (albo jedno z pierwszych), jakie napisałam na tym blogu brzmiało- przeczytałam gdzieś, że szczęście to taki nudny temat dla literatury i przekornie nazwałam wpis moje nudne rzymskie wakacje:). Jak widać List do Koryntian był pisarce doskonale znany. A noce coraz krótsze...

      Usuń
  9. Co by nie mówić, Dąbrowska została pisarką jednej książki. Widać, że miała tego świadomość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martwiła się, że poświęca czas na pisanie Dzienników zamiast powieści, ale poza Nocami i dniami (dla mnie rewelacyjnymi) chyba najbardziej znane są właśnie Dzienniki i to tak jak przeczuwała, jako świadectwo czasu i świadectwo jej życia. Czytałam poza w/w jedynie opowiadania Ludzie stamtąd i poza tym, że czytałam niewiele mogę więcej napisać, ale to może dlatego, że za opowiadaniami nie przepadam.

      Usuń
  10. Na razie je podczytuję tak wyrywkowo. Jeżeli nawet poza "Dniami i nocami", które uważam zapisały się złotymi zgłoskami w naszej rodzimej literaturze, jej inna twórczość, której tez nie znam, nie jest już taka ważna to same "Dzienniki" mają ogromną wartość ze względu na ich tło społeczno-polityczne, w jakim przyszło jej żyć, a które w nich odzwierciedla.
    To wydaje mi się być cenne świadectwo tamtych czasów....

    OdpowiedzUsuń
  11. Noce i dnie to jedna z moich ulubionych książek, a z polskich chyba najbardziej ukochana. Podobnie jak Ty Dzienniki uważam za ważną pozycję w poszerzeniu spojrzenia na epokę, zresztą, nie tylko Dzienniki Dąbrowskiej. Dzienniki zaczęłam czytać od niedawna, a już zdobyły sobie we mnie wierną czytelniczkę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Powiem krótko, bo jestem bardzo zajęta wyjazdem w poniedziałek na planowane 3 miesiące. Zobaczymy jak się ułozy. Wszystkie Pamietniki Marii Dąbrowskiej/ te z 1988r/ czytałam przez ok. 2 miesiące. Gdy skończyłam, to jakbym żegnała się z ukochaną osobą, najbardziej oddaną przyjciółką. Tyle podobnych odczuć zauważałam u siebie, szczególnie w życiu prywatnym, w jej stosunku do mężczyzn, do zdrad, do dzieci. Tak mi jej było żal, że powieść " Przygody człowieka myślącego" okazała się rzcezywiście bez wielkich wartości.
    Bardzo polecam Dzienniki, jesli ktos intersuje się epoką i zna tamte realia z historii.
    Pozdrowienia i odezwę się z niby emigracji:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyjemnego wyjazdu.
    Ja także odnajdywałam u Dąbrowskiej wiele myśli, które były mi bliskie, choć oczywiście nie zgadzałam się z każdą tam przedstawioną. Czytam trochę w rozproszeniu te Dzienniki, bo kiedy zaczęłam czytać nie miałam zgromadzonych wszystkich części. Piąty tom dotarł do mnie o wiele później niż tomy wcześniejsze, stąd po tom czwarty sięgnęłam ponownie :) Przygód człowieka myślącego nie czytałam i może nie będę próbowała. Ja także Dzienniki polecam.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).