piątek, 10 czerwca 2016

Dziennik Andre Gide

Powsin
Zachęcona przez Adrianę z bloga Kraków i okolice sięgnęłam po Dziennik Gide`a. Początkowe wpisy nieco mnie rozczarowały. Myślałam nawet, iż zrezygnuję z lektury. Pierwszy wpis z 1890 roku 21 letni Andre zaczyna od zdania - Nie dbać o wydawać się. Nie byłam zachwycona. Równoważniki zdań, brak podmiotu, orzeczenia, myśli skaczące po tematach w zawrotnym tempie. Jedyne co zdołałam wyłuskać to dążenie do odrębności, szczerość ponad wszystko. Nie usiłować iść dumnie w ślady Stendhala. Zmysł naśladownictwa; bardzo się go wystrzegać. Str.9 

Może to zbyt duża różnica wieku sprawiła, iż trudno mi było nadążyć za myślą młodzieńca. Choć ciekawie brzmią zalecenia skierowane ku samemu sobie, jako jeden z materialnych czynników sprzyjających pracy i jej pobudzeniu wskazuje Andre;
Nie starać się wciągać do pracy poprzez lekturę czy muzykę; albo 
Wilanów

wybrać autora dawnego i czytać tylko (ale w skupieniu) kilka linijek. Zawsze sięgam do tych samych: Wergiliusz, Molier, Bach (czytany bez pomocy fortepianu); Kandyd Woltera: albo z innych powodów, pierwsze tomy korespondencji Flauberta, 

Listy do siostry Balzaka. … W pokoju do pracy żadnych dzieł sztuki albo bardzo niewiele i bardzo poważnych; (nic Botticellego) Mascaccio, Michał Anioł, Szkoła Ateńska Rafaela. Raczej kilka portretów, lub kilka masek: Dante, Pascal, Leopardi; fotografia Balzaka, fotografia… Z książek tylko słowniki. Nic nie powinno odrywać czy urzekać. Nic nie powinno ratować od nudy, prócz pracy. Str.15
No tak, rozumiem, dlaczego moje plany na karierę pisarską legły w gruzach. Nad łóżkiem wisi sporej wielkości fragment reprodukcji fresku Botticellego, który urzeka pięknem i odrywa od pracy, nie mówiąc o kilku impresjonistycznych pejzażach. Na ścianie nad stołem śliczne (choć nieco kiczowate) akwarelki widoczków Paryża i Wenecji, miast, do których wzywa nostalgia.
Łazienki

Pisząc o pięknym obrazie Giorgione`a Koncert konstatuje, …patrząc na to, nie myśli się o niczym innym. Cecha arcydzieła; jest tylko ono, odsuwa każdą inną formę piękna. (str. 18). To stwierdzenie jest mi niezmiernie bliskie. Zapatrzeć, zasłuchać, zaczytać się - tylko to ma sens… wszelka powierzchowność niweczy odkrywanie…
W miarę lektury zaczynam w nią wsiąkać, zatracam się w czytaniu, a ilość kolorowych karteczek znaczących myśli ważne, ważkie i bliskie powoduje, że książka zaczyna puchnąć. Kolejna selekcja przed zanotowaniem paru najważniejszych sprawia, że wynotowuję jedynie dziesięć stron myśli. 
Początkowo przeszkadza, iż wielość cytowanych tu nazwisk to kompletnie obce, pusto brzmiące dźwięki, jednak z czasem pomijam nazwiska, a odnajduję przypisane im myśli. 
Wiele tu poszukiwań – i zbłądzeń - także religijnych i światopoglądowych, w tym skłanianie się ku katolicyzmowi czy początkowe zauroczenie komunizmem.

Katolicyzm jest nie do przyjęcia. Protestantyzm jest nie do
Ogrody BUW

zniesienia. A czuję się do głębi chrześcijaninem na str. 66 pisze młody jeszcze człowiek.
Nic bardziej nie drażni pewnych katolików jak widok naszych wyrzeczeń, do których oni z całą swoją religijnością nie są zdolni. To też niewiele im trzeba, żeby oskarżyć nas o szalbierstwa; cnota ma pozostać ich monopolem, i tylko to się liczy, co uzyskuje się od siebie klepiąc pacierze. Nie mogą nam darować naszego szczęścia; jest bezbożne. Tylko oni mają prawo do szczęścia. Zresztą mało z tego prawa korzystają. Str. 150

Jak bliska staje się myśl na temat zamiłowania do zachodniej cywilizacji.
Czy należało jechać dalej? Aż do Eufratu? Aż do Bagdadu? Nie, już tego nie pragnę. Obsesja, żeby zobaczyć te kraje, jest za mną; za mną dzika ciekawość. Jako to ulga poszerzyć na mapie obszary, których nie musi się już zobaczyć! Zbyt długo myślałem - z upodobania do egzotyki, z nieufności do szowinistycznego zapatrzenia się w swoje, a może też ze skromności, że niejedna kultura może zasługiwać na naszą miłość, urzeczenie… Teraz wiem, że nasza cywilizacja zachodnia (powiedziałbym nawet francuska) jest nie tylko najpiękniejsza; wierzę, wiem, że jest jedyna – tak, jedyna po Grecji, której my tylko jesteśmy spadkobiercami. Str. 75 
Łazienki

Gide żył w niezwykle burzliwym okresie, przeżył koniec wieku, dwie wojny światowe, narodziny komunizmu, co czyni jego Dziennik ważnym świadectwem epoki (przełomu epok) a także kilku nurtów w historii literatury i sztuki. 
1 sierpnia 1914 r. Dzień niespokojnego oczekiwania. Dlaczego nie ogłasza się mobilizacji? Każda zwłoka korzystna dla Niemiec. Dać się zaatakować to zapewne ustępstwo na rzecz partii socjalistycznej. (str. 79)
Dwunasty dzień od mobilizacji … Zarzucam sobie, że nie wszystkie moje myśli są oddane temu pełnemu lęku oczekiwaniu; ale obce jest mi wszystko co narusza równowagę umysłu. Gdyby nie opinia, czuję, że nawet pod ogniem nieprzyjacielskim radowałbym się odą Horacego. Ruyters był zgorszony któregoś wieczora, że mogłem mówić o czymś innym… Ani dziś popołudniu, ani wczoraj nie byłem w Czerwonym Krzyżu, gdzie udaję raczej, że jestem użyteczny niż jestem użyteczny naprawdę. Przywilej nabiera tu najbardziej ohydnego smaku. Ale hipokryzja jest jeszcze wstrętniejsza, a komedia, którą się gra przed samym sobą z obawy, że pozostanie się za innymi w tyle, absurdalna. Str. 81
Ustala się nowy szablon, konwencjonalna psychologia patrioty,

Łazienki
poza którą nie sposób już być „przyzwoitym człowiekiem”. Od tonu, jakim dziennikarze mówią o Niemczech, robi się całkiem niedobrze. Prześcigają jeden drugiego dając całą swoją miarę. Każdy boi się, że zostanie z tyłu i będzie wyglądał na mniej „dobrego Francuza” od innych. Str. 81

I w końcu dylemat, który często i mnie nurtuje. 
Czy mogę wiedzieć, jak zachowałbym się wobec rzeczywistegniebezpieczeństwa? Z jak prostej materii są ci, którzy mogą odpowiadać za siebie w każdej godzinie dnia i nocy! Ilu żołnierzy czeka z trwogą wydarzenia, które im powie, czy są odważni? A ten, kto nie reaguje jak chciałby, ten czyja wola tylko jest odważna? Rozpacz człowieka, który ma siebie za tchórza, ponieważ ustąpił chwilowej słabości- a spodziewał się, że jest mężny (Lord Jim) str. 82

Czasami autor pisze o sobie w trzeciej osobie - co jest trochę mylące (wywołuje wrażenie dopisku innej osoby). I choć wielokrotnie powtarza, iż w życiu najważniejsza jest szczerość wobec siebie i innych, przyznaje, że sam nie potrafi być do końca szczery (najprawdopodobniej chodzi o biseksualizm autora)
Łazienki

Jest krytyczny wobec rodaków. Trzy czwarte błędów popełnionych przez Francję wynika z upodobania do dowcipu, gestu, sentymentu. Myślicie, że te rzeczy istnieją dla nich? Są praktyczni, wy jesteście romantyczni. O, zasługujecie na Rostanda! Pióropusz, szampan i cała reszta stosowana do tej nieuleczalnej lekkomyślności, która każe wam żartować pod obstrzałem i nigdy nie przyjmować do wiadomości, że inni są już gotowi. A poza tym za bardzo liczycie na szczęście. Pięknie jest pokładać ufność w sobie; ale wówczas, kiedy jest uzasadniona” str. 85
Ocena sytuacji politycznej przeplata się z rozważaniami na temat sztuki i filozofii. 
Drażnią mnie gazety, które z tchórzliwym i przestarzałym optymizmem wciąż głoszą, że zwycięstwo polega na niedostrzeganiu otrzymanych ciosów. Schlebiają skłonności umysłu francuskiego najbardziej niebezpiecznej na czas wojny, bo nieuniknienie łączy się z nią brak przygotowania. Te same gazety przed wojną nie uznawały niebezpieczeństwa niemieckiego; dziś dzień po dniu, karmią nas tą głupią i rujnującą ufnością. Żadna klęska nic ich nie nauczy. Str. 104 
Deklaracje nacjonalistów zbyt często przywodzą na myśl zapewnienia córek króla Leara. Głęboka miłość nie pojawia się tak łatwo na ustach. Jestem za milczeniem Kordelii. Str. 128 
Nad Wisłą
Przyczyny, które skłaniają mnie do pisania są liczne, a najważniejsze najbardziej ukryte. I ta przede wszystkim: uchronić coś od śmierci. Str. 145
O starzeniu się pisze:
Wraz z pragnieniem usypia cała moja istota. Kiedy piękno nie budzi w nas żadnej potrzeby zbliżenia, kontaktu, uścisku, spokój, którego w swoim szaleństwie pragnęło się w czasach, kiedy dręczyło nas oszalałe pragnienie, bardziej zdaje się apatią; i zasługuje na pochwałę może tylko dlatego, że myśl o śmierci czyni mniej okrutną i z nią oswaja. Str. 151
W sumie mierny okres. Tracę kontakt ze sobą i z rzeczywistością, udaję, że żyję i chwilami wątpię, czy żyję, naprawdę. Zmęczenie takie, że nic już od siebie nie żądam; poddaję się życiu, jak poddałbym się śmierci. Str. 183 –pisze sześćdziesięciolatek

Ogrody BUW
Mniej wymagające z wiekiem ciało pozwala na wolność umysłu. Ocenia się rzeczy rozumniej; ale też mniej sprawiedliwiej tych, którymi rządzą zmysły. Kiedy samemu uszło się tej dominacji, przestaje się ją rozumieć, zgadzać się na nią u innych. Ileż nieprzejednania wynika z zimnego temperamentu. Str. 210

Z bólem serca dokonałam wyboru paru jedynie myśli z dużego zbioru wynotowanych z Dziennika i znów naiwnie żywię nadzieję, że do tych notatek jeszcze powrócę. 
Cytaty pochodzą z Dziennika Gide`a Wydawnictwo Krąg Warszawa 1992 r. (243 strony) przekład Joanna Guze
Kolejna służbowa podróż do stolicy obfitowała w częstsze spotkania z naturą (choć nie obeszło się bez spotkań ze sztuką:) zdjęcia z paru spacerów.


12 komentarzy:

  1. Sporadycznie sięgam po dzienniki. Mam ich kilka w swojej biblioteczce i przyznam, że je przejrzałam a nie przeczytałam. Ta forma zapisków często sporządzana jest na potrzeby własne, podobnie jak pamiętniki. Nie twierdzę, że nie są interesujące, wręcz przeciwnie, zawierają sporo ciekawych informacji dotyczących epoki, w której autor żył a także jego intymne przeżycia. Różnorodność tematów być może sprawia, że trudno je czytać ciurkiem od początku do końca. Niemniej jednak z przyjemnością zagłębiłam się w lekturę Twojego posta, zwracając szczególną uwagę na cytat ze strony 75.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niestety (a może stety) prawda, że Dzienniki trudno jest czytać ciurkiem, dobrze jest je smakować, delektować się nimi, zawierają często takie bogactwo myśli, wrażeń, informacji. Dlatego często się do nich wraca. Przynajmniej ja wracam. Z Dziennikiem Gide`a miałam o tyle ciężej, że była to książka wypożyczona z biblioteki. Czytałam ją długo, początkowo nie zachwycała, byłam rozczarowana, w miarę czytania zaczynała mnie interesować, ale tyle było miejsc do zaznaczenia, że to utrudniało lekturę, a w końcu pojawiła się presja czasu, mimo przedłużenia książkę trzeba było oddać do biblioteki. Myślę, że jeszcze kiedyś ją wypożyczę, aby wypisać sobie jeszcze parę myśli, choć po co ja je sobie wypisuję, czy kiedyś do nich sięgnę, skoro lista must read jest coraz dłuższa. Nie musiałam zerkać do wpisu, aby odgadnąć, który to fragment przypadł ci do serca:)

      Usuń
  2. "Uchronić coś od śmierci" - tą myślą podszyte są wszystkie dzienniki... Jak to dobrze, że powstają! Czasem myślimy, że powstają z powodu egotyzmu pisarza. A pisarz przecież tylko czuje potrzebę ubierania świata w słowa, zatrzymywania go w kadrze, łapania go w jego rzeczywistej postaci. Zawsze lubiłam dzienniki, a z wiekiem uczę się je cenić najbardziej pośród różnych gatunków literackich. I sam dla siebie jest najbliższym materiałem badawczym... Właśnie skorzystałam z okazji i czekam na pierwszy tom Dziennika legendarnego węgierskiego pisarza (Sandora Marai), ale zachwyciłam się też prozą naszego Jana Józefa Szczepańskiego, który jest niesłusznie zapomniany, podobnie jak Kornel Filipowicz... Jego dzienniki też już na mnie czekają. Dopisuję do listy ważnych dzienników także pozycję tak pięknie przez Ciebie przedstawioną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Czasami wydaje mi się, że i my blogerzy piszemy z tego samego powodu (a przynajmniej i z tego powodu, coś zatrzymać, jakąś myślą podzielić się z tymi, których jeszcze nie ma, a którzy za sto, dwieście, czy pięćset lat będą poszukiwać łączności z swoimi pradziadami. I ja z wiekiem bardziej doceniam Dzienniki i czytuję ich coraz więcej. Maraia mam drugą część Dziennika, więc czekam z czytaniem aż nabędę pierwszą. Na pana Filipowicza natknęłam się czytając twój wpis. Dla mnie niezwykle ważne (w sensie poznania człowieka niezwykłego) były też Listy Vincenta do Theo, co prawda nie Dziennik, ale stanowiące wypowiedź artysty podobną do zapisków Dziennika, choć bardziej skupione na wnętrzu i na człowieku,niż na otoczeniu.

      Usuń
  3. Uwielbiam, gdy książki, po niezbyt obiecującym początku, rozwijają przed czytelnikiem fascynujące wnętrze, od którego nie sposób się oderwać. Bardzo zachęciłaś mnie do lektury "Dzienników" Gide'a - już po tych kilku, wybranych przez Ciebie cytatach widzę, jak bardzo jest "mój", jak bardzo "moje" są jego przemyślenia (choćby to o arcydziele, które, zaborcze, "odsuwa każdą inną formę piękna"). Tego szukam w literaturze - ten moment, w którym istniejesz tylko Ty i opowiadana przez książkę historia, jest nie do przecenienia. Szkoda, że ostatnio rzadko go doświadczam... może to sygnał, że trzeba zabrać się za lekturę dzienników? Zwłaszcza, że czekają na mnie wciąż nieprzeczytane "Chwile wolności. Dziennik 1915-1941" Virginii Woolf. No i Gide, właśnie dopisany na listę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, żeby mieć te przeświadczenie, że po początku niezachęcającym do lektury nastąpi przełom:) Cytaty wybierałam takie, pod którymi, jeśli nie obiema, to choć jedną ręką mogłabym się podpisać, przynajmniej te do których mogę się dziś odnieść. Był czas, że książka tak nie wciągała, nie przesłaniała całego świata, myślałam, że to we we mnie tkwi problem, że już nie umiem się skupić na lekturze, że się starzeję, tymczasem okazuje się, że chyba sięgałam po niewłaściwe książki. :) Dlatego coraz rzadziej sięgam po niepewne i coraz częściej odkładam to czego lektura męczy i zwyczajnie nudzi, choć jak widać, czasami warto zaryzykować.

      Usuń
  4. Lubię dzienniki ale spasowałam przy Dzienniku Gide`a. Oddając książkę w bibliotece cały czas gnębiła mnie myśl, że wszyscy wiedzą iż jej nie przeczytałam. Mało tego, byłam czerwona jak pąk róży. Czy ją kiedyś jeszcze wypożyczę? raczej nie.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Widocznie nie trafiłaś na właściwy dla tej lektury czas. Tak, jak napisałam początek był i dla mnie ciężki. Nawet pomyślałam sobie, że chyba po raz pierwszy nie podzielę zachwytu Ady nad Dziennikiem, nawet dziwiłam się jej entuzjazmowi, bo ciężko mi było przebrnąć przez pierwsze kilkanaście stron, potem pojawiły się te obcobrzmiące nazwiska i coraz ich więcej i więcej i znużenie, aż w końcu zaskoczyło i wciągnęło i zachwyciło. Nie będę cię namawiać do kolejnej próby, nie musimy znać wszystkiego, nawet, jeśli inni się tym zachwycają. A dlaczego uważasz, że w bibliotece ktoś oceniał fakt, że nie przeczytałaś książki:) to żaden wstyd, a powodów nieprzeczytania może być mnóstwo. W mojej bibliotece- w oddziale w którym książkę wypożyczałam ma ona pięć wypożyczeń, więc nieznajomość Dziennika Gide`a jest powszechna. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Twoja recenzja Gosiu zniechęciła mnie do tych dzienników.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  6. To chyba muszę przestać pisać, bo moim zamiarem było raczej zachęcenie do sięgnięcia po Dzienniki, niż zniechęcanie. :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam, nie czytalam, ale odnosze wrazenie ze meczace :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzecz gustu, generalnie Dzienniki to nie jest lektura do przeczytania ciurkiem, należy je sobie dawkować. Dla mnie męczący był początek, potem poszło jak z płatka.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).