niedziela, 24 lipca 2011

Pieta Florencka Michała Anioła

Pisałam o niej nie raz, ale cóż z tego, skoro jest jedną z moich ulubionych rzeźb mojego ukochanego M.A. będę sobie o niej pisać ilekroć najdzie mnie taka ochota.

Piszę o tym, co kocham, piszę, o tym, co jest moją pasją, mimo, iż zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam ani wiedzy odpowiedniej ku temu, ani predyspozycji. Nie jestem z wykształcenia ani polonistką, ani historykiem sztuki więc moja pisanina nosi znamiona grafomanii, czemu daję wyraz w nazwie swojego bloga (poprzedniego, dziś zawieszonego bloga).

Pieta nazwana przeze mnie florencką to kompozycja składająca się z czterech postaci; dwóch kobiet i starca podtrzymujących bezwładne ciało Chrystusa zdjętego z krzyża. Pieta była jednym z ostatnich dzieł mistrza. Kiedy znużony już długim życiem i ilością wykonanych prac (Niektórzy twierdzą, że gdyby tyle czasu nie zajęły mu kłótnie z papieżami i unikanie wykonywania pracy, na której wykonanie nie miał ochoty stworzyłby tych dzieł jeszcze więcej. Ja jednak uważam, iż ilość stworzonych przez niego arcydzieł wystarczyłaby na zapełnienie dorobku niejednego twórcy) postanawia wreszcie wyrzeźbić coś dla siebie, dla własnej przyjemności. Kiedy nie przymuszony koniecznością zapewnienia egzystencji ani sobie, ani dawno nieżyjącym ojcu i braciom może rzeźbić dla samej radości tworzenia, bez konieczności zadośćuczynienia gustom zamawiających postanawia wyrzeźbić Pietę, która przyozdobi jego nagrobek. Co prawda M.A. przy swym uporze i wizji geniusza, rzadko kiedy jest zmuszony poddać się sugestiom zleceniodawców. Michał Anioł ma już ponad 70 lat, kiedy zaczyna rzeźbę, zdaje więc sobie sprawę, iż jego ziemski czas dobiega końca. Wierzył jednak, że zdąży skończyć, jego ojciec dożył 90-tki. Jak się okaże on także dożyje sędziwego wieku.

Dlaczego Pieta? Michał Anioł mimo, iż nie zachowywał pozorów człowieka pobożnego, mimo, iż nie uczęszczał do kościoła (raczej sporadycznie) był człowiekiem głęboko wierzącym. Mimo wyznawania platońskich ideałów, uwielbienia dla piękna natury traktował on swoją twórczość jako hołd składany Bogu, uwielbienie piękna ludzkiego ciała jest hołdem dla boskiego dzieła stworzenia.
Pieta ma przyozdobić jego nagrobek. I tu zdania są podzielone; część badaczy twierdzi, iż miał on znajdować się w kaplicy katedry Santa Maria Maggiore w Rzymie, inni natomiast wskazują na Katedrę Santa Croche (Św. Krzyża) we Florencji. Ja przychylam się do Florencji, dokąd ostatnią wolą, zgodnie z twierdzeniem Vasariego, mistrz życzył sobie powrócić. Znając jego tęsknotę za powrotem na łono ojczyzny (Florencji) wydaje się to twierdzenie bardziej prawdopodobnym.

W kompozycję Piety (nazwijmy ją Florenckiej) wplótł własną postać; Nikodem człowiek stary, doświadczony, złamany przez życie, człowiek stojący u kresu życia ma jego rysy twarzy.
Florencka Pieta jest chyba najbardziej ekspresyjną z jego rzeźb, a wrażenie to potęguje słynne „non finto Michała Anioła” (efekt niedokończenia, niedopowiedzenia).

Jakże ta Pieta inna jest od Piety watykańskiej. Tamta daje nadzieję, jest wyrazem zwycięstwa życia nad śmiercią - młodzieńcza matka boska z twarzą pełną boleści, ale jest także wyrazem ufności, a nawet pewności. Twarz Matki Boskiej wyraża przekonanie, iż oto wypełniło się to, co zostało zapowiedziane już wcześniej.

Tym razem twarz Matki Boskiej wyraża ból, załamanie, rozpacz, nie ma tu spokoju, czy ufności, nie ma pogodzenia się z losem.

Między Pietą Watykańską a Pietą Florencką jest taka różnica jak między Kaplicą Sykstyńską, a Sądem Ostatecznym, jak między nadzieją i ufnością młodości a doświadczeniem i bolesnym pogodzeniem z nieuchronnością zdarzeń dojrzałości.

Pieta znajduje się w Museo Dell Opera we Florencji.
Nie stanęła na nagrobku mistrza Michała. Być może z powodu ułamania się ręki Chrystusa i konieczności ukończenia jej/ (zrekonstruowania ręki Chrystusa) i postaci Marii Magdaleny przez jednego z uczniów.
Nagrobek przyozdobiła kompozycja projektu Vasariego; rzeźby, architektury i malarstwa, będąca hołdem dla trzech dziedzin sztuki, jakie uprawiał mistrz z Caprese, małej toskańskiej wioski koło Arezzo.

12 komentarzy:

  1. Właśnie ta Pieta jest na okładce najnowszego wydania "Udręki i ekstazy".
    Jeśli jeszcze kiedyś znajdę się we Florencji, jednym z głównych punktów programu będzie zwiedzanie Museo Dell Opera.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam, iż zdobi ona okładkę nowego wydania. Książkę widziałam w paru księgarniach i buzia mi się na jej widok roześmiała (nie wiedzieć czemu, bo mam już zdobytą na allegro), ale oglądałam tylko z grzbietu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wsamrazik- witam cię zatem i mam nadzieję często gościć u siebie. Co do mnie to kocham całą twórczość Michała Anioła bez wyjątków.
    Wpisy będę przenosiła tutaj powolutku, aby nie zasypać potencjalnych czytelników nadmiarem tekstów :)

    Co do pasji to chyba wszyscy tu piszący mamy ją we krwi i żyjemy z pasją i pasjami

    OdpowiedzUsuń
  5. Gosiu - to prawdziwe szczęście móc wreszcie wpisać komentarz pod Twoim wpisem (mam nadzieję,że uda Ci się przekopiwać wszystkie pozostałe wpisy z tamtego bloga) ;-)
    Lubię Maichała Anioła, takiego jakim go opisujesz...Nie warto marnować życia na robienie tego, czego sie nie lubi... szczególnie dla przedstawicieli pewnych organizacji religijnych, hehehe...
    A ta pieta jest dla mnie pełna realizmu, wyrazu, po prostu PRAWDZIWA... A Watykańska, w przeciwieństwie, trąci sztucznością, tak jak wiele wierzeń których jest obrazem...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuje za poglądową lekcję sztuki. Melduję, że od wczoraj jestem już właścicielką czterech tomów Ston'a, zatem mogę stać się stonemaniaczką nr2. Obawiam się, że to będzie miłość na dłużej, bo te książki wywołują u mnie reakcję łańcuchową i zmuszają do dalszego grzebania w biografiach i twórczości bohaterów. Że o potrzebie podróży nie wspomnę.:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, to jeszcze raz ja. Właśnie nadeszła przesyłka! Ale będę mieć cudny wieczór!!! Dziekuję!!!!! :)))))

    OdpowiedzUsuń
  8. @wsamrazik- pomieszała się nam kolejność wpisu i odpowiedzi :)
    @książkowiec- Nie mam nic przeciwko istnieniu całej armii stonemaniaków (tym bardziej, że słyszałam o objawie tej "zarazy" u ZWL)- będzie się mogli wspólnie kurować. U mnie także idzie za tym ciąg dalszy- tak było z M.A (Nieszczęśliwy Rzymianin Ewy Bieńkowskiej, Michał Anioł Jerzego Cepika,albumy o twórczości M.A, a potem Rzym i Florencja śladami mistrza. Co do Pisarro i Van Gogha były tylko albumy i Paryż Orsay. Tak więc mam podobnie- lubię podążać śladem moich ulubieńców. Co do filmu- życzę miłych wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gosiu, zazdroszczę Ci, że jesteś taka stała w uczuciach. Michał Anioł i nikt po za nim ?
    Dobrze się stało, że możemy ją oglądać w Museo Dell Opera. Jest piękna. Masz rację, jest to przypuszczalnie jedyna rzeźba tak ekspresyjna Wielkiego Michała.
    Łucja

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie to nie prawda, że nikt poza nim. Ta seria będzie tego wyrazem. Są jeszcze impresjoniści, a wśród nich głównie Pissaro, Sisley, Monet, jest Bernini, jest Boticelli, jest Rafael, Lippi, Fra Angelico, Gaudi.... długo by wymieniać.. Wszyscy oni prędzej czy później pojawią się w tym cyklu. Ale Michał Anioł to rzeczywiście mój najulubieńszy ulubieniec

    OdpowiedzUsuń
  11. Ta Pieta przypomina mi ostatnią (niedokończoną) rzeźbę Michała Anioła, którą widziałem kilka lat temu na Zamku Sforzów w Mediolanie. Mówię o Piecie Rondanini. Zrobiła na mnie ona wielkie wrażenie. Całkiem inne, niż słynna, wcześniejsza o pół wieku Pieta, znajdująca się w Bazylice Św. Piotra w Watykanie, (którą zresztą uważam za najdoskonalszą i najpiękniejszą rzeźbę na świecie).
    To byłoby ciekawe tak kiedyś zastanowić się nad różnicami (także w odbiorze) między tymi dziełami.

    PS. Piecie Rodnanini poświęcił kiedyś swój wiersz Jacek Kaczmarski:

    Nie dźwigniesz Matko swego Syna
    Ja nie oddzielę Go od skały
    Już nie mam zresztą dłut
    Proch się o Niego upomina
    A tak jest ciężkie Jego ciało
    Jak ciężki bywa trup

    Nie nie uniosę Go pod stropy
    Kaplic skąd w gniewie sprawiedliwym
    Rozsądza marszczy brew
    Niech moim uchem stukot łopat
    Usłyszy, póki jestem żywy
    I niech powstrzyma gniew

    Przed Twoim żalem mą odrazą
    Do życia, które chorą nocą
    W bólu opuszcza mnie
    Niech powie tylko: "Po co? Po co?
    Po co lepiłem lalki skoro
    W ziemię zamieniam się?"


    Jacek Kaczmarski - Stary Michał Anioł i Pieta Rondanini

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak miło czytać komentarz pod starym wpisem. Nie miałam okazji oglądać Piety Rondanini, nie byłam na zamku w Mediolanie. Ale oglądając reprodukcję znajduję tego samego ducha w obu rzeźbach. Obie tworzył z tego co pamiętam w wieku bardzo dojrzałym. Różnice pomiędzy tą pierwszą, cudowną, idealną niemal (choć dla niektórych niezrozumiałą) a tymi ostatnimi są kolosalne. Choć piękno tej pierwszej jest niejako łatwiejsze w odbiorze, a piękna tych ostatnich trzeba dojrzeć, trzeba nabrać doświadczenia. Lubię Kaczmarskiego śpiewanie- tego nie znałam.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).