sobota, 17 grudnia 2011

Notre dame de Paris- koncert na Bercy (16.12.2011), czyli mój koncert życia

Zaczęłam pisać wczoraj, ale nadmiar emocji nie pozwolił mi skończyć. Jeśli lubicie rzeczowe, konkretne sprawozdania odpuście sobie czytanie tego wpisu.
Miejsce- Bercy Paryż
Czas-16.12.2011 r.
Wykonawcy: Helene Segara, Daniel Lavoie, Bruno Pelletier, Garou, Patrick Fiori, Luc Mervil, Julie Zanatti. Na widowni obecny był też Luc Plamondon – autor słów musicalu.
Dzisiejszej nocy chyba nie zasnę.Czy w ogóle można spać po takim koncercie. Nogi mam, jak z waty, serce wali jak młotem, a ja wiem, że nic już nie będzie takie jak było do tej pory. Były chwile, kiedy zapominałam, że aby żyć należy oddychać i musiałam sobie o tym przypominać. Czułam się tak, jakby oddech mógł zakłócić odbiór. Serce waliło, jak oszalałe, a ja nie wiedziałam, czy uda mi się je powstrzymać na miejscu.
Ale, chociaż trudno mi zebrać myśli, chociaż nie mogę się skupić na tak prozaicznej czynności, jak pisanie, choć cała jestem rozdygotana emocjami postaram się opisać choć namiastkę moich wrażeń z koncertu.
Od kiedy po raz pierwszy usłyszałam muzykę z NDdP wydawało mi się, iż nie mogłoby mnie spotkać większe muzyczne szczęście i większe przeżycie niż wysłuchanie musicalu w jego pierwotnym wykonaniu. No, ale to wydawało się zupełnie nierealne. Musical skończono wystawiać ponad dziesięć lat temu. Musiałam zadowolić się muzyką z płyty oraz polską wersją musicalu w Gdyni. Miałam rację, to w czym dzisiaj uczestniczyłam przeszło wszelkie moje oczekiwania.
Koncert w Gdyni, który uważałam za cudowny, w porównaniu do paryskiego wykonania … nie ma porównania.
Otoczenie podobne, ale wrażenia wielokroć silniejsze.
Jak pisałam poprzednio hala widowiskowo - sportowa nie jest najlepszym otoczeniem dla sztuki, a za taką uważam musical. Muszę, jednak przyznać, iż w Bercy zupełnie nie przeszkadzało mi otoczenie; ogromna hala, plastikowe krzesełka, rusztowania widowni, ale chciałoby sie powiedzieć i co z tego. Może to zasługa miejsca blisko sceny, a może nastawienie, ale podobało mi się wszystko od chwili, kiedy dostałam się do tego muzycznego raju. Koncert jeszcze się nie zaczął, a ja już czułam się wspaniale, jak dziecko oczekujące pierwszej gwiazdki, uczennica czekająca na ostatni dzwonek przed wakacjami, jak dziewczyna przed pierwszą randką.
Trochę obawiałam się zagubienia, hala jest naprawdę ogromna, jednak doskonała organizacja nie pozwoliła nikomu zabłądzić. Wokół panowała atmosfera radości i oczekiwania. Jedyne, co zaprzątało myśli niektórym uczestnikom to polowanie na lepsze miejsca. Wokół słyszałam różnojęzyczny gwar; angielski, włoski, niemiecki, rosyjski, japoński (chyba), no i oczywiście polski.
O francuskim nie muszę chyba wspominać. Średnia wieku w okolicy 35 lat, choć sporo osób było w wieku mocno dojrzałym. Myślę, iż wielu Paryżan miało szczęście uczestniczyć w musicalu wystawianym trzynaście lat temu w Pałacu Kongresowym i dziś mogło konfrontować wrażenia ze wspomnieniami.
Siedem miesięcy oczekiwań skumulowało się w jednym dniu. Od rana wszystko we mnie śpiewało, to dziś jest ten dzień. Wielka radość, ale też wielka obawa, czy na pewno będzie mi się podobało. Kiedy oczekiwania są wielkie, to i rozczarowanie bywa ogromne. Jeden z kolegów opowiadał o dużym rozczarowaniu, jakie przeżył, w związku z niespełnieniem oczekiwań przez koncert, na który długo czekał. Zdawałam sobie przecież sprawę, iż wykonawcom przybyło lat, zmienił się nie tylko ich wygląd, zmienić się mogły ich głosy. To co kiedyś zachwycało, teraz mogło zawieść. Kiedy oglądałam koncerty na youtube zza wschodniej granicy wydawało mi się, że to nie ten sam musical, co ten sprzed lat. Tymczasem, wystarczyły pierwsze nuty Les Cathedrales w wykonaniu Bruno, a już wiedziałam, że jest w świetnej formie. I choć to niemal niemożliwe wydaje mi się, że brzmiał dziś lepiej niż te parę lat temu. I choć to może bez znaczenia wyglądał też bardzo dobrze. Wszyscy wykonawcy śpiewali cudownie, dawali z siebie wszystko, a może nawet więcej i prezentowali się wspaniale.
Moje niewprawne ucho (przez słonia nadepnięte) wyczuwało, iż jakoś słabiej brzmi Garou. W trakcie przerwy dowiedziałam się, że ma (miał) problemy zdrowotne z gardłem. Od tej pory bardzo się bałam, czy da sobie radę i czy udział w koncercie nie zaszkodzi jego głosowi (a może nawet zdrowiu). Miałam wrażenie, że w drugiej części śpiewał dużo lepiej. To właśnie jego miałam na myśli, pisząc, że artyści dali z siebie więcej niż mogli. Nie umiałabym wybrać najlepszego wykonania, bo wszystkie utwory zostały wykonane fantastycznie, ale … Katedry, Belle, Fatalite to majstersztyki. Ciary szły po plecach. Czy to możliwe, że ten koncert był wspanialszy od oryginału, a jeśli nie to przynajmniej równie dobry. Świetna organizacja, zaplecze (bufet, toalety, pomoc obsługi w dotarciu na miejsce), doskonała akustyka, nagłośnienie, efekty wizualne w postaci natężenia światła, kolorów, obrazy Katedry, ruch sceniczny, no i oczywiście muzyka i śpiew wszystko to powodowało, iż był to koncert doskonały. Oczywiście w mojej ocenie. Ale myślę, że nie jestem w niej odosobniona.
Siedziałam dość blisko sceny, więc korzystając z tego robiłam sporo zdjęć. Z jednej strony trochę szkoda było mi robić zdjęcia, kiedy mogłabym w tym czasie cała zamienić się w słuch. Teraz,nie żałuję, kiedy oglądam te zdjęcia czuję tamtą radość i słyszę muzykę i śpiew. Będąc tam, chciałam być w trzech osobach naraz, jedna robiłaby zdjęcia, druga zamknęła oczy i słuchała, a trzecia patrzyłaby i patrzyła.
Energia, jaką dysponowali wykonawcy udzielała się widowni. Myślałam, że może to tylko ja przeżywam takie chwile uniesienia, kiedy moja sąsiadka wyznała mi, iż na Les Cathedrales popłakała się, a cała nadal się trzęsie z wrażenia. Przez przypadek poznałam dziewczyny, które prowadzą polską stronę Bruna Pelletira (reklamowałam kiedyś tę stronę u siebie). Dziewczyny dołączyły adres mojego wpisu Jestem Brunetką w zakładce swojej strony parę miesięcy temu, przed planowanym koncertem Bruna w Polsce.
Kiedy jedna z dziewczyn chciała mnie namówić na podejście pod scenę podczas wielkiego finału nie zgodziłam się. Nie minęła nawet minuta, a zostawiwszy kurtkę na krześle pobiegłam pod scenę i razem z kilkunastoma (kilkudziesięcioma) osobami śpiewałam Belle i Czas Katedr. Gdyby ktoś powiedział mi to parę miesięcy, parę dni, a nawet parę minut wcześniej nie uwierzyłabym mu. Ja - grafomanka w średnim wieku pod sceną?.
Tym sposobem od moich ulubieńców dzieliły mnie zaledwie dwa-trzy metry.
Nie wiem, czy gdybym uczestniczyła w takim koncercie kilka lat temu doznania były by równie ogromne i nigdy tego się nie dowiem. Świadomość tego, że była to jedna, jedyna, niepowtarzalna szansa, że istnieją jakieś problemy prawne związane z prawami własności musicalu, że koncert był ponoć „nielegalny” sprawiała, iż przeżycia miały wymiar niemal ostateczny. Uczestniczyłam w czymś, w czym niewiele osób miało szansę uczestniczyć. To niewiele to oczywiście pojęcie symboliczne. Odbędą się trzy koncerty, a sala w Bercy może pomieścić 17.000 osób i w piątek była ona prawie pełna.
Gdyby kiedyś jeszcze trafiła się okazja takiego koncertu (NDdP wg wszelkich znaków na niebie i ziemi już się nie trafi, ale koncert któregoś z wykonawców) to bez chwili wahania gotowa jestem lecieć do Paryża, Londynu, Rzymu, czy gdziekolwiek indziej.
Niektórzy byli zawiedzeni kolejnością utworów, ponieważ na koncert składały się prawie wszystkie (ale nie wszystkie) utwory z musicalu, ale w kolejności wydawało się dość przypadkowej. Myślę, że to z powodu tych problemów związanych z legalnością i prawami autorskimi. Organizatorzy chcieli zapewne w jakiś sposób zabezpieczyć się przed ewentualnymi konsekwencjami.
Czy po takim koncercie będę w stanie normalnie funkcjonować, przysłowiowe słupki zliczać, wypełniać listy, arkusze, produkować tony makulatury. Podsumowania, raporty, sprawozdania, a co w tym jest produktywnego, twórczego, ważnego, istotnego, na co to komu potrzebne.
Zdjęcia (może nie najlepszej jakości, ale piękna pamiątka) 1. Finałowe Les Cathedrales,2. Bruno Pelletier Lune, 3. Helena Segara Ave Maria 4. Daniel Lavoie 5. Julie Zanetti, 6. Garou, 7 Patrick Fiori
Zaraz, zaraz, a czy napisałam, że było odlotowo, powalająco, fantastycznie i w ogóle to życie będzie teraz takie bez smaku. Do czasu, aż trafi się kolejne wow. Warto spełniać swoje marzenia.
Nie wiem, czy uda mi się w przeciągu najbliższych dni spłodzić coś sensownego, bo znowu bujam w obłokach. Czuję się, jakby ubyło mi z dziesięć lat. I zapomniałam dodać, że atmosfera była wspaniała. Byli tam ludzie, którzy znaleźli się tam, bo kochają ten rodzaj muzyki. Aż miło było obserwować, jaką przyjemność sprawił ten koncert widzom. Nie widziałam skwaszonych min, nie słyszałam rozżalonych głosów, nie widziałam, aby ktoś się spieszył z opuszczeniem sali, przepychał do wyjścia.
Na specjalne życzenie czytelnika, który twierdzi, iż dzięki mojemu wpisowi był na koncercie dołączam zdjęcie Luc Mervila, który oczywiście był fantastyczny. Wszyscy byli.

30 komentarzy:

  1. Nie wiem jak Ty to robisz Gosiu...po prostu twoja szczerość mówi sama za siebie :)

    Jakoś z musicalami nie było mi po drodze. Nie żebym ich specjalnie unikała czy nie lubiła. Po prostu nie miałam z zbyt wieloma do czynienia. Oczywiście znałam NDsP i utwór "Bella" ze słyszenia, ale jakoś nie działało to na mnie (choć łezka się w oku kręciła przy "Belli").
    Aż do Twojego dzisiejszego postu. Pełnego emocji i pasji. Po przeczytaniu sprawdziłam sobie wszystko na You Tube.
    No i ... zaraziłaś mnie:) Na początek lekturą:) "Katedra..." będzie moim priorytetem w 2012.
    Co do musicalu, muszę się mu przyjrzeć :)

    A z Twoich wspaniałych wrażeń i przeżyć, szczerze się cieszę :)Marzenia trzeba spełniać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to przyjemnie czytać o kimś szczęśliwym kto spełnił swoje marzenia.Słuchałam Garou w Voice of Poland tydzień temu i też wydawało mi się,że jest w słabszej formie.Dedykowałam Tobie pewien utwór u mnie na blogu.Pewnie będzie Ci się średnio podobać ale przesłuchaj jako ciekawostkę. Pozdrawiam Cię szczęściaro!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gosiu, tak bardzo się cieszę,( cieszymy) że jesteś taka szczęśliwa, że spełniło się Twoje wielkie marzenie,i że z takim entuzjazmem przeżywałaś koncert, że umiesz się tą radością dzielić z nami, i jesteś taka radosna i bujaj w obłokach i ponad nimi aż do następnego razu i jeszcze dłużej...Życzę Ci tego ze szczerego serca...
    Serdecznie pozdrawiam.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też się bardzo cieszę, że koncert Ci się tak podobał - to wspaniale czytać o takiej radości :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. @Sardegna - ja musicalu nie znałam do listopada zeszłego roku. Belle słyszałam na festiwalu sopockim w wykonaniu Garou, Janowskiego i Cugowskiego. Słyszałam tylko raz, ale bardzo mi się podobało. U mnie to miłość od pierwszego usłyszenia.
    Obawiałam się, że nie potrafię przekazać tego, jak bardzo mi się podobało. A podobało tak, że chyba bardziej nie może. Jeśli udało mi się zainteresować ciebie to poczytuję to sobie za dużą zasługę.
    Guciamal

    OdpowiedzUsuń
  6. @AgaB - zajrzę i wysłucham po powrocie, bo tutaj internet chodzi wolno, zawiesza się i nie mogę wysłuchać piosenek w całości. Dzięki za dedykację. Guciamal

    OdpowiedzUsuń
  7. @Saro-Mario @ Karolino - ja też się cieszę i mam nadzieję, że pojawi się kolejne muzyczne odkrycie, które sprawi mi tyle wzruszeń. Wszak przeżywam to nie pierwszy raz i zawsze wydaje mi się, że juz nic nie będzie w stanie dorównać tym przeżyciom, a potem pojawiają się kolejne i kolejne. Guciamal
    Jeszcze raz przepraszam wszystkich za brak odwiedzin-komentarzy na waszych blogach, ale gdybyśccie wiedzieli, ile samozaparcie kosztuje mnie zamieszczenie króciutkiego wpisu czy komentarza- zdziwilibyście się. Od jutra ssię uaktywnię i nadrobię zaległości. Guciamal

    OdpowiedzUsuń
  8. Swoimi wpisami o musicalach zaszczepiasz nam bakcyla. Dzięki tobie poznajemy muzykę musicalową.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gosiu - stokrotne dzięki za relację, przeczytałam ją dosłownie z zapartym tchem, a serce bije mi tak szybko - wyobrażam sobie, jakie ogromne emocje towarzyszyły oglądaniu tego wszystkiego na żywo. Ale ja po prostu wiedziałam, że tak będzie :)) Bo jakby mogło być inaczej?

    Doskonale i w pełni rozumiem Twoje uczucia, i życzę Ci, aby ten cudny stan unoszenia się nad ziemią trwał jak najdłużej. Fruwaj sobie leciutko w błogostanie, a rachunki, tabelki, słupki niech same się zliczają :))


    PS Bruno wygląda rzeczywiście świetnie, im starszy, tym szlachetniejszy :)) A skoro brzmi jeszcze lepiej niż dawniej, to już więcej nic nie potrzeba dodawać...

    OdpowiedzUsuń
  10. @Moniko- cieszę się, bo uważam, że to nie doceniana dziedzina sztuki. Zwolennicy opery i operetki uważają ją za podrzędniejszą i pośledniejszą gałąź muzyki (zbyt pospolite), a zwolennicy muzyki pop uważają za coś z rodzaju operetki (zbyt trudne).
    @Nemeni- Inaczej być nie mogło. Cieszę się, że ktoś tu rozumie i podziela moje muzyczne zamiłowania. Jakże miło było spotkać na koncercie dziewczyny, które były równie mocno zakochane w Bruno i musicalu. Kiedy opowiadam komuś moje przeżycia, a ktoś kwituje - no to fajnie, a jaka była pogoda w Paryżu, albo jak hotel, to ... trochę przykro. Teraz przypomniało mi się, że ktoś prosił o zdjęcie Patryka. Może to ty? Dołożę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fakt - było fantastycznie, a byłoby jeszcze lepiej, gdyby po podziękowaniach (które Artyści składali głosem Helene) na grande finale zaśpiewali raz jeszcze.
    Chociażby tak jak kwadrans wczesniej, gdy Garou zaczął swoją partię "Belle", a następnie wyciągnął mikrofon w stronę publiczności i cała hala Bercy (i ja też)zaczęła śpiewać...
    Dziękuję Ci Guciomal, gdyż dzięki Twojemu poprzedniemu blogowi miałem okazję obejrzeć tak wspaniały koncert.
    Czy zapomniałaś o zdjęciu Luca Mervila? A w ten piątek to chyba on był ze wszystkich najlepszy: vide Jego taniec przy Les sans-papiers.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Anonimowy - bardzo się cieszę, że ktoś poleciał dzięki mnie i jeszcze jest zadowolony. Ja też śpiewałam :))). Luc oczywiście był fantastyczny (tyle, że zdjęcia mi wyszły mniej udane, ale postaram się dołączyć). Dla mnie wszyscy byli wspaniali. Oczywiście ja jestem przede wszystkim BTRUN-etką, ale bardzo lubię wszystkich wykonawców NDdP. Znam fan cluby Garou, Bruna, Fiori, a czy jest fanclub Daniela? A uważam, że też jest bardzo dobry. Byłeś 16-go? Mijałam dwoje Polaków z dwoma Polkami (mówili, że na taksówkę chyba nie ma szans... ale byłby numer, gdybyś Ty był jednym z nich). Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia na kolejnym koncercie. Żałuję tylko, że w Paryżu nie mogłam dostać płyt Bruna, Daniela, Luca (było troszkę płyt Garou, Fiori, Segary- co wzbogaciło moją płytotekę).

    OdpowiedzUsuń
  13. Gosiu jestes kochana,dziekuje za Twoje slowa,zreszta jak zawsze jestes od dawna.
    Pozdrawiam i czytam jak zawsze z zaciekawieniem

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, byłem na koncercie tego deszczowego, zimnego, paryskiego wieczoru (ale - jak wiesz - zupełnie inna atmosfera panowała w hali Bercy)- rząd 34Z.
    To nie nas mijałaś - nas była piątka (2 facetów i 3 Panie) i wróciliśmy metrem. Przy okazji pochwalę się: w sobotę rano podczas śniadania w hotelowej restauracji spotkaliśmy Patrica Fiori, Bruno Pelletiera i dyrygenta orkiestry, lecz szanując wspaniałych Artystów nie ośmieliliśmy się przeszkadzać (prawdę mówiąc, gdyby był tam również Garou to moja żona by się ośmieliła).
    A tak przy okazji: nie wiesz, czy koncert nie będzie wydany na płycie dvd, bo z przyjemnością obejrzałbym go ponownie?
    Dziękuję Ci raz jeszcze, gdyż to dzięki Twojemu wpisowi dowiedziałem się o paryskich, grudniowych koncertach NDdP. Swoją drogą, w sobotę próbowaliśmy jeszcze dostać bilety na wieczorny koncert, ale na stronach bercy.billeterrie nie było nawet tych najtańszych, u samej góry.

    OdpowiedzUsuń
  15. Guciamal jesli chodzi o plyty Bruna, to skontaktuj sie ze mna tu : brunopelletier.poland@gmail.com

    Bez problemu moge Ci sprowadzic cala dyskografie ;)

    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  16. http://www.facebook.com/pages/Bruno-Pelletiers-Polish-Fan-Club/250138451686463

    OdpowiedzUsuń
  17. @Anonimowy - To znaczy, że było nas więcej. Ja siedziałam z Martą w rzędzie 5Z, a dziewczyny z fanclubu chyba w 3Z. Gdybym to ja spotkała Bruno- pewnie bym nie podeszła bym i żałowała bym do końca życia. Czy będzie wydany na płycie? Podpytam dziewczyn z fanclubu - może coś wiedzą. Wydaje mi się, że nagrywali koncert, a że widziałam w księgarniach zeszłoroczny koncert z Bercy (inny zespół, ale czas ten sam) to pomyślałam sobie, że są duże szanse. Ja oczywiście też bardzo chętnie kupię.
    Strasznie, okrutnie się cieszę, że dzięki mnie mieliście tak miłe przeżycia. Wiem, że dziewczyny czynią starania, co do koncertu Bruna w Polsce, ale na razie utknęło to w martwym punkcie. Co do sobotniego koncertu, ja byłam zła na siebie, że nie wpadłam na pomysł, aby podjechać na Bercy i spróbować kupić. Koleżanka tak zrobiła i dostała najtańszy bilet, więc dość odległe miejsce, ale co to znaczy, wobec takich przeżyć. Pozdrawiam serdecznie. Ja się dowiem czegoś na temat płyty, koncertu dam znać na blogu

    OdpowiedzUsuń
  18. @Paulina dzięki - odezwę się (zaraz po świętach). Czekam tylko na zamówienie ze Stanów z Amazon, a wtedy dam znać, co będę chciała nabyć. A że będę to pewne. Bardzo się cieszę, że poznałam takie same zakręcone na punkcie musicalu NDDP i Bruna dziewczyny i trzymam kciuki za powodzenie w organizacji koncertu.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Kasiu - dzięki. Trzymam kciuki za twoje wyzdrowienie. I życzę, aby takie emocje, jak mnie spotkały w Paryżu na koncercie były i twoim udziałem, bo wiem, że lubisz muzykę.

    OdpowiedzUsuń
  20. To ja tylko dodam, ze koncert Bruna w Warszawie wg. oficjalnych informacji jest przeniesiony na 2012 rok. Trzymamy kciuki, zeby tym razem sie udalo :)

    A jesli ktos bardziej zainteresowany, to zapraszamy na www.bpelletier.fora.pl lub na www.brunopelletier.pl.tl. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. @Anonimowy - chcę wierzyć, że koncert dojdzie do skutku, bo odwołanie koncertu z 14.11- bez słowa wyjaśnienia nie świadczyło zbyt dobrze o organizatorach, a mały włos a miałabym zarezerwowany samolot i noclegi. Trzymam zatem kciuki i będę śledzić info na stronie Bruna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeszcze raz dziękuję i czekam niecierpliwie na Twoją informację o płycie. Mea culpa - mieszkałem blisko hali, ale nie chciało mi się w sobotę podejść i zobaczyć, czy są jeszcze bilety. Wielka szkoda!

    OdpowiedzUsuń
  23. O kurcze, ja też TAM byłam. Do dziś nie mogę dojść do siebie. Taaaakie emocje, że brak słów. Z przyjemnością przeczytałam twój wpis. Mam nadzieję, że koncert Bruna dojdzie do skutku i wszyscy się na nim spotkamy, zapewne w Warszawie. Pozdrawiam Jola

    OdpowiedzUsuń
  24. A fani Patricka Fiori znajdą coś dla siebie pod tym linkiem ;-) http://www.facebook.com/pages/Patrick-Fiori-POLSKA/213626992019217
    pozdrawiam wszystkich fanów NDdP

    OdpowiedzUsuń
  25. Drodzy anonimowi- bardzo się cieszę z każdego komentarza, a byłoby mi jeszcze milej gdybyście podpisywali się imieniem. Wtedy łatwiej mi się do was zwracać.
    @Anomimowy 1 ja też wyrzucam sobie, że nie poszłam drugi raz. Co do płyty na razie dziewczyny nic nie wiedzą, ale jakby co zrobię osobny wpis. :)
    @Anonimowy- Jola - ja również chcę w to wierzyć, w koncert Bruna w Polsce. Mnie także nadal wydaje się, że TAM jestem, a życie tu i teraz wydaje się takie jałowe.
    @Anonimowy - z fanclubu Patricka Fiori każda wizyta w Paryżu kończy się zakupem płytki Patricka :).

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że wydadzą - najlepiej DVD lub BRD - i... powtórzą koncert.
    Pozdrawiam Mariusz (Anonimowy1).

    OdpowiedzUsuń
  27. O kurcze, koncert w Paryżu. Szkoda tylko, że nie ma tu muzyki z tego koncertu

    OdpowiedzUsuń
  28. Anonimowy- postaram się to wkrótce nadrobić, jak tylko znajdę coś na youtube

    OdpowiedzUsuń
  29. Napisałaś dziś u mnie o pewnym spełnionym marzeniu - nie mogłam oprzeć się ciekawości. I mam za swoje... teraz będzie mi się śnił Paryż.
    Jak to się wspaniale czyta, ile radości, uczuć. Pisane sercem.
    Może i mam trochę inne zainteresowania, ale prawdziwą pasję potrafię rozpoznać zawsze i wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka to radość, kiedy nasza wypowiedź jest czytana i jeszcze czytelnik zadaje sobie trud odszukania innych wypowiedzi. :) Ja takowoż jak i ty - uwielbiam czytać wpisy, w których widzę pasję piszącego, buzujące emocje. Tak odczytałam twój wpis o wizycie na wystawie młodopolskiej i tak odczytuję niemal wszystkie twoje wpisy.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).