niedziela, 5 lutego 2012

Maria i Magdalena autorstwa Magdaleny Samozwaniec

Wydawnictwo- Świat Książki.
Rok wydania 2010.
Stron - 552.
Z lektur czytanych w domu rodzinnym najlepiej zapamiętałam dwie książki; „Hrabiego Monte Christo” Aleksandra Dumasa oraz „Marię i Magdalenę” Madzi Samozwaniec. Dlaczego właśnie te dwie? Chyba dlatego, iż były w tak opłakanym stanie, że czytało się je częściami, brakowało im kartek i odpadała okładka. Można było puścić wodze wyobraźni próbując odgadnąć, co też zawierały zaginione strony powieści.
Kilka miesiąc temu sięgnęłam po Hrabiego dziś przyszła pora na Kossakówny.
Samozwaniec to pseudonim literacki Magdaleny z Kossaków; córki Wojciecha, wnuczki Juliusza, siostry Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i kuzynki Zofii- Szczuckiej-Kossak.
„Maria i Magdalena” to biografia rodziny Kossaków na tle młodopolskiej bohemy. Na kartach książki aż roi się od przedstawicieli artystycznego świata oraz anegdotek na ich temat. Dla przykładu pojawia się Sienkiewicz (na którego książkach wychowywała się ówczesna młodzież, którego dzieła panienki czytały z wypiekami na twarzy, a chłopcy w nadziei zostania Kmicicami, czy Skrzetuskimi), Żeromski (którego „Dziejów grzechu” pannom nie wolno było czytać przed zamążpójściem), Tuwim, z którym przyjaźniły się i współpracowały obie siostry. Pojawia się także cała plejada malarzy, aktorów, dziennikarzy, polityków. Przez ich życie przewijają się nazwiska z kart podręczników historii literatury i sztuki.
Magdalena niezwykle malowniczo i z humorem opisuje sposób wychowywania dzieci i młodzieży na początku ubiegłego wieku, sposób, w którym surowe wychowanie, maniery oraz tzw. dulszczyzna często brały górę zarówno nad zdrowym rozsądkiem, jak i nad higieną osobistą. W opisie rodzinnego dworku przejawia się niekłamane uwielbienie dla ojca. Tatko był obiektem podziwu, bezkrytycznej miłości, niedoścignionym ideałem dla dziewcząt, a ich fascynacja Wojciechem trwała przez całe życie. Dom rodzinny, choć nie obfitujący w bogactwa, ale też niecierpiący niedostatków pozwalał dziewczynkom na beztroską egzystencję i oddawanie się ulubionym zajęciom. Zarówno dzieciństwo, jak i młodość upłynęły pannom niemal bezproblemowo. Wychowywane w domu o tak bogatych tradycjach artystycznych nie mogły wyrosnąć na zwykłe gospodynie domowe, tradycyjne żony i matki. No i nie wyrosły na zwykłych zjadaczy chleba. Wyrosły na nieprzeciętnie uzdolnione, wrażliwe poetycko, dowcipne obserwatorki życia, które potrafiły pięknie, wnikliwie i z humorem to życie odmalować.
Biografia zawiera ciekawy opis życia ówczesnego społeczeństwa w Krakowie, Warszawie, Zakopanym czy Juracie. „Maria i Magdalena” to niewyczerpane źródło wiedzy o szczególnej epoce, epoce, w której ludzie chcąc zapomnieć o tragicznej przeszłości pragnąc się radować, bawić, żyć. Anegdotki na temat bohemy ubarwiają i tak kolorową opowieść. Nawet, jeśli nie są do końca prawdziwe, nawet, jeśli utalentowana pisarka nieco je podkolorowała.
Nieodmiennie śmieszą mnie takie scenki, jak;
- Madzia, która podczas wymierzania kary „brania w skórę” po pierwszym razie mówiła „Żeby mamusię tylko rączka nie rozbolała”
- reakcja Tatki na ćwiczenia córki polegające na powtarzaniu mantry „Wdychuję miłość, wydychuję obojętność” – „ A może mogłabyś tak Magdusia wdychiwać mądrość a wydychiwać głupotę”
- pisemne wyznanie pewnego młodzieńca- Nie mogę bez pani rżyć. I dowcipna riposta- to rżyj pan sam.
- wzajemne podkradanie sobie grzechów przez kilkuletnie panienki.
Tytułowymi bohaterkami książki są poetka Lilka i autorka powieści satyrycznych Magdalena. Mnie jednak bardziej do gustu przypadł opisany na kartach powieści klimat dwudziestolecia międzywojennego, klimat artystycznego i ziemiańskiego Krakowa, opis dyplomatycznego światka, po którym poruszała się Magdalena, jako żona dyplomaty. Jako podróżniczkę nie mógł nie zainteresować mnie wątek podróży obu sióstr.
Natomiast zarówno postawa samych sióstr jak i słynnego Papy Kossaka nie zjednały sobie mojej sympatii. Trudno mi zwłaszcza zrozumieć zachowanie i postawę Lilki. Jej przepiękna poezja świadczy o ogromnej wrażliwości. Natomiast z kart książki wyłania się osoba przeświadczona o własnym geniuszu, despotyczna, egoistyczna, egocentryczna. Zachowanie obu sióstr niejednokrotnie budziło moje zdziwienie. To rzucanie się na oślep w coraz to nowe związki, to łamanie serc kolejnym panom, kokietowanie, romanse, rozwody traktowane z przymrużeniem oka. Czy w końcu urodzenie dziecka, któremu autorka poświęciła zaledwie jeden akapit, jakby miało ona w jej życiu o wiele mniejsze znaczenie niż choćby przywiązanie do wiewiórki. Być może wszystko to wynika z konwencji książki, która z założenia miała być lekka, łatwa i przyjemna i miała być hołdem złożonym siostrze i ojcu. Nie mniej nie zdołałam polubić ani Madzi, ani Lilki, ani Wojciecha z jego licznymi flamami.
Pomimo braku sympatii dla głównych bohaterów książki uważam, że godna jest polecenia, jako wspaniałe źródło wiedzy o pewnej epoce, która nigdy już nie wróci, o paniach we wspaniałych toaletach, szarmanckim mężczyznach, limuzynach mknących z zawrotną prędkością parudziesięciu kilometrów na godzinę i o radości życia.
Moja ocena książki- 5/6

15 komentarzy:

  1. A jednak podróż w Dwudziestolecie. Piękna epoka. Czyżby nas dusiła tęsknota za tym, co odeszło bezpowrotnie?
    Co do zarzutów - książki nie czytałam, ale ostatnio pochylałam się nad biografią Lilki. Też nie hołduję zmianie mężów, gdy się znudzą, ale jej towarzysze życia byli naprawdę nieudani. Baaardzo ciekawa rodzinka.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezaprzeczalnie jest jakaś tęsknota za piękną, malowniczą epoką. To nie tyle zarzuty co do książki, ile brak sympatii do jej bohaterek, ale może rzeczywiście brak mi szerszego spojrzenia. Rodzinka niewątpliwie bardzo ciekawa.

      Usuń
  2. To, że Magdalena nie pisała na temat swojej córki to akurat nic dziwnego. Teresa, zwana Reksią w czasie wojny wdała się we współpracę z okupantem i rodzina zerwała z nią kontakty...
    A książka powstała w okresie powojennym - pierwsze wydanie miało miejsce w 1956 roku, więc pewnie było w takim nieciekawym okresie zapotrzebowanie na coś wesołego, lekkiego i przyjemnego?

    Co do życia prywatnego sióstr Kossakówien, to wydaje mi się, że nie różniły się one zbyt wiele od innych kobiet swojej epoki. Moim zdaniem XX-lecie to ogólnie był okres ogromnego zliberalizowania obyczajów. Wpływ na to miała pewnie dopiero co zakończona wojna z jej niespotykanym jak dotąd okrucieństwem. I kiedy już się skończyła to ludzie starali się o niej jak najszybciej zapomnieć... A później widząc co się dzieje w hitlerowskich Niemczech, może podświadomie chcieli się wyszaleć przed nadchodzącym kataklizmem?
    A i o wielkim kryzysie też trzeba pamiętać...

    Nie chcę tu broń Boże usprawiedliwiać bohaterek, ale wydaje mi się, że spojrzenie z szerszej perspektywy daje nieco inny obraz.

    Jakby nie było osobiście uwielbiam Madzię, Lilkę, Mamidło i Wojteczka (nawet z jego licznymi flamami)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz nie miałam pojęcia o niechlubnej biografii córki. Nie widzę nic nagannego w odpowiedzi na zapotrzebowanie na coś lekkiego. Podobnie, jak w tym, że w XX leciu ludzie chcieli wreszcie zapomnieć o czasach walki, zaborach, chcieli się bawić i radować. Może rzeczywiście zabrakło mi tu szerszej perspektywy, spojrzenia z innego punktu widzenia na siostry i wspaniałego Tatkę. Nie ulega wątpliwości, że rodzina ciekawa, niepospolita. Na pewno postaram się jeszcze przeczytać coś na temat zarówno rodziny, jak epoki.

      Usuń
  3. Bardzo lubię Dwudziestolecie. Piękna epoka - zgadzam się z Ksiązkowcem. A rodzinka istotnie - ciekawa, bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja mało znam ten okres, może stąd mój brak sympatii dla sióstr, co nie zmienia faktu, iż czytało się dobrze, a książka jest bogatym źródłem wiedzy o epoce i jej przedstawicielach

      Usuń
  4. Kiedyś lubiłam Dwudziestolecie, ale teraz nie wiem czy bym je polubiła. Co do rodziny Kossak, to rzeczywiście bardzo ciekawa rodzinka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co jeśli mogę spytać wpłynęło na zmianę twojego nastawienia do tego barwnego okresu?

      Usuń
  5. Nie czytałam "Marii i Magdaleny" postaram się przeczytać tym bardziej, że bardzo lubię Dwudziestolecie, z Tuwimem, Lechoniem, Iwaszkiewiczem, Przybosiem i Krakowską Awangardą.
    A Kossaków malarzy, szczególnie, za ich historyczne, batalistyczne ale bardzo "delikatne" obrazy.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka ze wszech miar godna polecenia, a jeśli do tego lubisz Kossaków to polecam bez zastrzeżeń.

      Usuń
  6. Ja byłam pod dużym wrażeniem klimatu tej książki. Jeśli atmosfera Krakowa z XX-lecia była właśnie taka, jak w "Marii i Magdalenie", to żałuję niezmiernie, że nie było mi dane odczuć jej na własnej skórze. Myślę, że dobrze bym się tam poczuła :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Klimat tej książki to według mnie jej największy atut. A atmosfera myślę, że właśnie taka była. Każdy ma swój ulubiony okres, w który chciałby się przenieść.

    OdpowiedzUsuń
  8. Żeby się nie powtarzać, to moje trzy grosze TU.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam Twoje trzy grosze i aż zdziwiłam się nad podobieństwem niektórych osądów. Skomentowałam u ciebie

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).