sobota, 25 lutego 2012

Moja wojna trzydziestoletnia, czyli Magdalena Samozwaniec satyrą w dulszczyznę

"Każdy walczy, czym może, jeden bronią palna, drugi szpilkami i szpileczkami. Przyznaje się więc szczerze, że z kołtuństwem, drobnomieszczaństwem, "babstwem" i przesadami walczyłam bardzo po kobiecemu. Raz targałam kawiarnianą paniusię za utlenione kudełki, innej dawałam tylko kuksańca w bok, a znów którejś robiłam bolesny zastrzyk cieniutka igiełką ... pod samo zebro."

Jest to zbiór humorystycznych felietonów, groteskowych opowiadań i świetna parodia najbardziej ckliwego romansu Mniszkówny.
Cięty język, zmysł obserwacji, talent satyryka, błyskotliwe pomysły wszystko to można znaleźć w Mojej wojnie trzydziestoletniej. Wysłuchałam audiobooka w znakomitej interpretacji pani Ireny Kwiatkowskiej. Połączenie dwóch talentów satyryka i komika daje wspaniały rezultat.
Felietoniki to perełki krótkiej formy, w których Madzia ostrzy pazurki na nonsensowne zachowania paniuś i panów z wyższych sfer, wyśmiewa dulszczyznę, snobizm, krytykanctwo.
Najbardziej jednak podobała mi się parodia Trędowatej "Na ustach grzechu". Absurdalna historia miłości Steńki i hrabicza Zenona nawet na najbardziej marsowym obliczu jest w stanie wywołać uśmiech, jeśli już nie wybuchy śmiechu.
A oto kilka przykładów;
"Mówiąc to, jak spłoszone dziecko, przytulił głowę do dwojga wytwornych wiązadeł jej kolan".
"Na ustach jej, niby dziki tygrys na piaszczystych pustyniach Sahary, usiadły palące się wargi Zenona".
"Milcz! – wydarła ze spienionych warg hrabina – jeżeli nie chcesz, bym wyszła wobec ciebie ze złoconych ram mego dobrego wychowania..."
"Steńka jak pijana zatoczyła się w krąg raz i drugi, przeglądnęła lapidarnie bogate albumy widokówek, po czym pomieszana zmysłowo rzuciła się przez otwarte drzwi w ogród i popędziła jak strzała w stronę domu".
"Mówiąc to dzikim półtonem, padła mu do nóg, wijąc się wkoło nich w jakichś rytmicznych podrygach i prysiudach zawrotnych, z których znać było, że pradziad jej był atamanem kozackim i że w niej płynie dzika, nieokiełznana krew stepowych dzieci".
"Ale Steńka wciąż jeszcze nosiła w łonie mózgu wytworną podobiznę Zenona".
"Oczami rozcałowując jej warg poziomki…"
Książka jest idealną pozycją dla wielbicieli talentu Magdaleny Samozwaniec, opowiadań satyrycznych, purnonsensów, parodii.
Nie jest to mój ulubiony gatunek literacki, ale czytało (słuchało się z dużą przyjemnością i uśmiechem na twarzy).

Moja ocena książki 4/6 (a dla pani Kwiatkowskiej 6/6)
Zdjęcie- plakat spektaklu na podstawie parodii Na ustach grzechu - z internetu.

6 komentarzy:

  1. Chętnie sięgnę po tę książkę. Panią Samozwaniec na razie znam tylko z "Krystyny i chłopów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę zaglądać do Ciebie w oczekiwaniu recenzji. Ja poza opisywaną znam jedynie Marię i Magdalenę

      Usuń
  2. Chyba wolę jednak bardziej liryczną Marię.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A możesz coś polecić? Bo ja lirycznej Madzi nie znam wcale.

      Usuń
  3. Czytałam w którejś jej książce, że "Na ustach grzechu" miało pierwotnie nosić tytuł "Ospowata", ale jednak jej tego tytułu odradzono ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fuj, wówczas czytali by jedynie studenci medycyny. Tytuł chwytliwy - niestety dziś głównie dla wielbicielek harlequinów.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).