wtorek, 28 lutego 2012

Twarz mężczyzny Marii Kuncewiczowej, czyli kilka słów o dojrzewaniu do macierzyństwa i nie tylko

Twarz mężczyzny to zbiór trzech opowiadań oraz dwóch nowelek (220 stron).
W skład zbioru wchodzi stanowiące debiut literacki Przymierze z dzieckiem. Wydany w 1927 roku utwór wywołał skandal z powodu poruszenia - stanowiącego do tej pory tabu - tematu ciąży i porodu oraz trudnego okresu rodzenia się uczuć macierzyńskich. Do tej pory ciąża określana mianem stanu błogosławionego, tak też była traktowana, jako najszczęśliwszy okres w życiu kobiety, a miłość macierzyńska pojawiała się jeśli nie w okresie prenatalnym, to najpóźniej wraz z pierwszym krzykiem dziecięcia. Tymczasem Kuncewiczowa przelała na papier własne doświadczenia pokazując, iż uczucia macierzyńskie rodzą się czasami w większym bólu niż dziecko i nie każda kobieta stworzona jest do rodzenia dzieci.
Dobrze jest poprzedzić lekturę Przymierza lekturą Twarzy mężczyzny. Bohaterką obu opowiastek jest Tereska. W pierwszym opowiadaniu poznajemy nieco egzaltowanego podlotka, który odkrywa swoją seksualność i którego zainteresowania zaczynają i kończą się na chłopcach, miłosnych wzdychaniach i podobaniu się. Typowa nastolatka, tyle, że sprzed wieku.
„Terenia popadła w ciężkie wątpliwości. Czy jej nogi całkiem są jak należy? Czy ramiona mają tę długość i przepisową rozpiętość? Czy nie za szerokie są dłonie? I czy w tych wszystkich wiązaniach i płaskich miejscach nie przywarowało ziarno brzydoty, grożące lada moment rozrostem… Ustawiała tak lustra, aby od razu móc widzieć i piersi i profil…”
W drugim opowiadaniu Tereska jest już mężatką. Nadal jest pustą, głupiutką kobietką, która interesuje się wyłącznie strojami, bywaniem w kawiarniach i na dansingach. Kiedy zachodzi w ciążę oczekuje wybuchu uczuć nieziemskich, tymczasem zamiast fajerwerków, eksplozji radości i szczęścia, pojawiają się obrzęknięte nogi, bolesne piersi, ociężałość i zmęczenie. „Długie miesiące rządziło się w niej cudze życie”.
Poród opisany jest niemal, jako apokalipsa, koniec świata. Dla osoby beztroskiej i skoncentrowanej wyłącznie na sobie był to koniec świata.
„Kiedy zdyszana na śmierć zaszczuta do plugawego obłędu, potworna i ślepa ze strachu, chciała spłynąć z łoża tortur na kształt strumienia, co bez pamięci pada w przepaść – wychynęły z brzasku żelazne paszczęki, kleszcze złowrogie i opasłe butle jodyny.. Tłuszcza oprawców przywarowała w ciszy, by na dane hasło dziesiątkiem zębów szarpnąć łono i rozedrzeć je na dymiące ochłapy…”
Czyż nie brzmi, jak opis średniowiecznych tortur?
Instynkt macierzyński nie pojawia się także, kiedy na świat przechodzi strzyga, ssak, nowy twór. Dziecko sprowadziło Tereskę do roli karmicielki, opiekunki, niewolnicy, tymczasem ona chce być kobietą, kochanką, człowiekiem. Długi czas po porodzie Tereska nie nadaje dziecku imienia, jest ono tylko żarłocznym ssakiem, krzykiem/wrzaskiem z kosza, prześladowcą.
"Teraz ciało matki było zahukane, do cna wyzute z pewności siebie, całe nasiąknięte jeszcze pamięcią o ranach. […] Piersi ciążyły i rozpierały stanik. Prześliczne piersi, stokrotki wdzięczne – tak upragnione oczom i ustom mężczyzny, tak beztroskie – piersi Teresy stały się łupem ssaka. Wiadomo było, że kiedy wrzask z kosza bucha szczególnie natarczywy, trzeba ująć w dłonie różowe czarki i pozwolić wargom żarłoka, by niezdarnie szarpały to, co nie zaznało innego dotknięcia prócz pieszczoty. Zresztą nowe to już były piersi – nie te sny opalowe, ledwie znaczne wśród falistości ramion; raczej krzyczące magnolie, nalane pychą i mlekiem. Wszystkie suknie zostały poszerzone i Teresa – ze śmiercią w duszy – obnosiła po świecie nienawistny przepych swego ciała."
Akceptacja przychodzi dopiero wówczas, kiedy dziecko nie potrzebuje już tak intensywnej opieki matki, wówczas Teresa nawiązuje przymierze. Tylko pojawia się pytanie. Z nim? Czy z sobą samą? Czy to narodziny uczucia, czy odzyskanie panowania nad własnym życiem powoduje to przymierze?
Dawno już nie czytało mi się książki z tak mieszanymi uczuciami. W szerokiej gamie tychże na pierwsze miejsce wychodziły zachwyt i utrudzenie.
Pierwsze wrażenia z lektury to język. Poetycko-metaforyczny. Przywodzi na myśl inne dziedziny sztuki. Gdybym miała zobrazować opowiadania wybrałabym któryś z obrazów Alfreda Muchy.
… Któregoś ranka w lipcu było tak prawdziwe, że czuła na piersiach, na ustach twarde i gorące dotyki. Zamknęła oczy – a wtedy Ono legło na niej, całe włochate i lśniące, jak nieziemski zwierz. Gęsta słodycz zalepiła usta, nie chciało się śliny połykać, a kolana drżały coraz słabsze i słabsze. …
To było o słońcu.
We wstępie czytam, że nadmierne metaforyzowanie zarzucali młodej debiutantce Irena Krzywicka i Antoni Słonimski. A Zofia Nałkowska – stwierdziła – „Pisarz musi mieć z czego wyrastać. Jeśli autor debiutuje jako artysta bez nadmiarów, natomiast z aptekarską wagą, należy się spodziewać, że jego styl dojrzały będzie scenografią”.
Zdecydowanie podpisuję się pod tą opinią. Nadmiar metafor powoduje, iż to, co początkowo zachwyca, z czasem zaczyna męczyć.
Najpierw smakowałam te literackie porównania, delektowałam się nimi. Taki np. zwrot „Wydaje mi się wtedy, że nie ma rzeczy, której bym nie nauczył… [kobiety]. Nawet milczenia w osiemnastu językach” powalił mnie na kolana.
Czy też „W październiku Bóg pokarał drzewa nagością za ich pychę sierpniową”.
Jednak w miarę czytania zagęszczenie metafor powoduje przesyt i zaczyna nużyć. Zgodnie z powiedzeniem, co za dużo to nie zdrowo. Poza nadmiarem metafor jest tu sporo egzaltacji.
Przez dwieście dwadzieścia stron lektury brnę cały tydzień. Równocześnie pochłaniając Królową Margot Dumasa (496 str.).
Jest jednak w tym języku, w tej poetyce coś co wciąga, nawet pomimo znużenia, coś, co daje obietnicę dobrych kolejnych utworów, utworów, w których mam nadzieję autorka przyjmie krytyczne rady kolegów po piórze i zapanuje równowaga pomiędzy ozdobnikami a poetyką.
Naprawdę bardzo jestem ciekawa, jak sprawa przedstawia się w dojrzalszych dziełach pisarki.
Kolejna sprawa to postać bohaterki. Z jednej strony pięknie odmalowane, pogłębione studium psychologiczne, z drugiej taż właśnie bohaterka szalenie mnie irytuje swoją powierzchownością. No bo niby oczytana, niby bywalczyni teatru, a jednak to przedkładanie swojego wyglądu i swoich przyjemności nade wszystko jakoś nie zjednuje mojej sympatii.
Nowatorstwo tematu - na pewno miało duże znaczenie w momencie wydania, świadczyło o odwadze i pewnym pójściu pod prąd. Wywołało ono oburzenie i falę listów protestacyjnych do publikującego Przymierze z dzieckiem kobiecego czasopisma „Bluszcz”. Dzisiaj temat nie wywoła takich emocji, zwłaszcza, kiedy o depresji poporodowej wiedzą już prawie wszyscy, a kobieta bezdzietna (z wyboru) nie jest wytykana palcami, jako egoistka i dziwadło.
Dla mnie zbiór opowiadań, jak na debiut jest całkiem niezły. Jednak czytanie go, jako lekturę pierwszego kontaktu jest ryzykowne, gdyż to co we mnie wywoływało mieszane uczucia innych może zniechęcić do dalszej znajomości z pisarką. Polecałam na kolejną lekturę.
Osobiście jestem bardzo ciekawa Dwóch księżyców. Oglądałam ekranizację i chętnie sięgnę po książkę.
Dziękuję Lirael za pomysł, bo zapewne gdyby nie ona nie przypomniałabym sobie o tej autorce.
Iza podesłała link do wypowiedzi współczesnej matki, której słowa brzmią bardzo podobnie do wypowiedzi Tereski choć mniej metaforycznie, a którą zapewne wszyscy znacie choćby z piosenki A jak powiem sobie dość. I jeśli nie dziwiły w ustach młodej mężatki z lat trzydziestych to w ustach gwiazdki pop brzmią jak kolejny chwyt marketingowy; nie ważne co piszą, ważne aby pisali.

34 komentarze:

  1. Tak sobie myślę, że przytoczony opis porodu mógłby być dla dzisiejszych nastolatek skutecznym środkiem antykoncepcyjnym. A egzaltacji i maniery chyba MK pozbyła się zgodnie z radami krytyków, bo nie taką ją pamiętam. Zaczynam czytanie w weekend. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie cieszy, bo drugiej podobnie manierycznej lektury mogłabym nie zdzierżyć. Czuję, że jeszcze w marcu na coś się skuszę. No i prezentuj tu babo stosiku, planuj przeczytanie w miesiąc czy dwa, kiedy już dzień po zaczęłam czytam książkę spora listy i słuchać audiobooka. O tych zapomniałam zamieścić, a są biblioteczne i mają pierwszeństwo.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa recenzja. Czytałam "Przymierze z dzieckiem" kilka lat temu i miałam podobne wrażenie: metafory ładne, ale jest ich za dużo i z tego powodu męczą. Utwór jest bardzo dobry pod względem psychologicznym, ale język... język to inna sprawa :-)
    W "Przymierzu z dzieckiem" podobały mi się opisy Jędrusia, np. uroczy opis Jędrusia jedzącego kaszkę.
    "Dwa księżyce" moim zdaniem czyta się o wiele lżej, metafor jest zdecydowanie mniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam recenzję u ciebie. U mnie absolutny przebój to owe milczenie w osiemnastu językach. Ja potrafiłabym milczeć nawet w dwudziestu pięciu językach (gdybym tylko je znała). Cieszy mnie mniej metaforyczne Dwa księżyce, bo mam na nie wielką chętkę.

      Usuń
  3. Chryste, no to po cytatach już wiem, że nie sięgnę. Oj, ale mam uczulenie na takie pisanie, brrr, już kicham;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie nie polecam na pierwszy kontakt, no chyba, że na własną odpowiedzialność. Może kolejna recenzja późniejszego utworu zachęci cię do lektury. :)

      Usuń
    2. Chyba się dwa razy zastanowią, zanim po coś sięgnę.
      Zresztą podobnie miałam z tak ostatnio (sic!) poczytną Colette; dla mnie to grafomania, a coś, co miało być szokiem dla pruderyjnego społeczeństwa - po prostu śmieszy.

      Usuń
    3. Muszę się się przyznać, że i ja nie poznałam się na Colette. Czytałam Cheri i albo nie byłam w nastroju, albo literatura nie dla mnie. No może nie nazwałabym tego grafomanią, ale nie powaliła mnie, a nawet nieco znużyła.

      Usuń
    4. Czytając Colette czy nawet F. Sagan trzeba wejść w skórę ówczesnych pańć - takich egzaltowanych och! i ach! - czyli - z naszej perspektywy - patrzeć z (bardzo) przymrużonym okiem - dopiero wtedy staje się to strawne. Przynajmniej ja zawsze staram się tak czynić :) Bo siłą rzeczy - coś, co było szokiem i skandalem w ich czasach, dzisiaj na naszych twarzach wywołuje zaledwie uśmieszek politowania :)

      Usuń
  4. "Dwa księżyce" są owszem, metaforyczne, ale bez przepychu i nadmiaru, przynajmniej ja nie odczułam. Też jakoś długo czytałam, choć objętość niewielka, no ale to nie z powodu metafor, tylko ja tak z doskoku i na przemian czytuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę - może być. Trochę mi się podoba tej metafory, ale właśnie z umiarem, wyważenie. Ja takoż czytam po kilka pozycji, ale tak jest, że niektóre książki się wciąga a inne się podczytuje po troszeczku, bo więcej nie można, bo idzie opornie.

      Usuń
  5. A ja właśnie też wybrałam "Przymierze z dzieckiem" na marcowe spotkanie z Kuncewiczową, ale chyba poszukam innej pozycji. Boję się, że nadmiar metafor mógłby mnie przytłoczyć ;) Chociaż z drugiej strony - przyciąga to pogłębione studium psychologiczne, bo tego zawsze poszukuję w lekturach. Najwyżej przeczytam w późniejszym terminie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam tej książki, twoja Gosiu recenzja, chyba skutecznie mnie do niej zraziła, a w szczególności opis porodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej- nie lubię zrażać, ale w przypadku pani Marii myślę, że jest wiele książek, które będzie się czytać z dużą przyjemnością, a tę może kiedyś na deser :)

      Usuń
    2. Co do opisu porodu, to czytałam gdzieś, że Kuncewiczową oskrżono o to, że w "Przymierzu z dzieckiem" zamieściła szczegóły "ginekologiczne". A przecież tam nie ma żadnych szczegółów, wszystko opisane jest metaforycznie.

      Usuń
    3. To prawda, wszystko jest w przenośni, choc ta przenośnia działa na wyobraźnię :) zwłaszcza tych, które nie rodziły.

      Usuń
  7. Tak mi się przypomniał słynny felieton Chylińskiej a propos tego opisu porodu: http://kobieta.interia.pl/news-macierzynstwo-to-sciema,nId,398598

    jako lektóre na późneijsze czasy polecam Kowalskich - ilość metafor to maksymalnie jedna na opowiadanie:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza - ogromne dzięki za ten link :) Ciekawe, co by na to powiedziały czytelniczki "Bluszcza" z 1927r. :D

      Usuń
    2. Nemeni,
      po cichu by się chyba podpisały:). W sumie to szczera prawda, ściemniają raczej te celebryckie eko-mamy:).

      Usuń
  8. Przeczytałam i link dołączyłam do wpisu. Kowalscy chętnie, ale za jakiś czas (Matysiaków kiedyś nawet lubiłam słuchać). Teraz w kolejce Dwa księżyce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gosiu,trochę to dziwne. Właśnie czytam M.Kuncewiczowej "Przezrocza". Przypuszczam, że czytałaś.
    Włochy, to kraj który cały czas przeplatają się w jej życiu.
    Serdecznie pozdrawiam
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co dziwne?
      Twarz mężczyzny to moje pierwsze spotkanie z Kuncewiczową. A co do krajów to akurat w tym zbiorze opowiadań przewija się Paryż.

      Usuń
  10. Jestem pod wrażeniem twojej wnikliwej i ciekawej recenzji, choć niezbyt entuzjastycznej.
    Na trochę manieryczny styl miała na pewno wpływ ówczesna moda. Późniejsze książki Kuncewiczowej brzmią zdecydowanie bardziej naturalnie.
    Szokujący opis porodu musiał wtedy wywołać skandal. O takich rzeczach po prostu się nie mówiło. Bohaterka "Duetu" Conan Doyla, który niedawno czytałam, zataja poród przed mężem, żeby go nie narażać na stres. Więc takie naturalistyczne rewelacje musiały bulwersować.
    Mam nadzieję, że kolejna książka spodoba Ci się bardziej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno dziś po latach trudniej docenić nowatorstwo i zrozumieć wywołany książką skandal. Moda- pewnie też nie od rzeczy. I chociaż rzeczywiście ta książka nie wywołała dużego entuzjazmu, to jak piszę pewne jej fragmenty pozwalają dostrzec potencjał. Poza tym przypomniałam sobie oglądane dawno temu dwa księżyce i chciałabym do nich wrócić. A ponieważ wieli komentatorów bardziej obeznanych z prozą MK zaświadcza, iż im dalej tym tej maniery mniej tym chętniej sięgnę po coś późniejszego. I jeśli nawet marzec przeciągnie się na dalszą cześć roku, to marzec będzie początkiem znajomości, a nie końcem. No i nie muszę chyba pisać, że gdyby nie wyzwanie ...

      Usuń
    2. Marzec może się przeciągać w nieskończoność. :) Szkoda tylko, że Kuncewiczowa napisała w sumie niewiele książek.

      Usuń
    3. Jeszcze jedno pytanie: czy Ty masz może "Przezrocza"? Bo właśnie czytam i często myślę, że mogłyby Ci się spodobać. Gdybyś miała ochotę, bardzo chętnie Ci je pożyczę.

      Usuń
    4. Nie mam. Jeśli uważasz, że mogłoby mi się spodobać to ja bardzo chętnie z pożyczki skorzystam. Adres wyślę na maila.

      Usuń
  11. Ten sam wpis znajduje się na blogu: http://ggpodroze.bloog.pl/id,330892029,title,Twarz-mezczyzny-Marii-Kuncewiczowej-czyli-kilka-slow-o-dojrzewaniu-do-macierzynstwa-i-nie-tylko,index.html#komentarze. To Twój drugi blog, czy ktoś go po prostu skopiował?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem to był mój pierwszy blog, który z powodów technicznych przeniosłam tutaj, ale dziękuję za uwagę, która uświadomiła mi, iż powinnam we wszystkich przeniesionych wpisach podać taką informacją (dla osób, które nie znają historii mojego blogowania:)

      Usuń
  12. Kuncewiczowa nigdy do końca nie zrezygnowała ze znacznej metaforyzacji rzeczywistości. Wystarczy spojrzeć na Tristana 1946, Don Kichote'a i Niańki, Naturę, Dwa księżyce itp. Jednak - jako młoda mama - powiem szczerze, że w swoim opisie porodu nie była taka znowu oddalona znacznie od stanu faktycznego... Należy też pamiętać, że co czas, to inna maniera pisania i mówienia. Styl Kuncewiczowej jest dość wysublimowany. Za poradami Nałkowskiej, Kuncewiczowa nieco go zmieniła po swoich debiutanckich opowiadaniach (zauważ: opowiadaniach, bo przed nimi publikowała już m. in. w Bluszczu).
    Mój blog nie jest co prawda o literaturze, gdyż zajmuję się nią niejako zawodowo i lubię czasem popisać o czymś innym (dla odmiany), ale zapraszam: mmswife.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy komentarz mile widziany. Przeczytałam kilka książek Kuncewiczowej, ale ta wydała mi się najsłabsza. Z wymienionych czytałam jedynie Tristana. Moim faworytem jest Cudzoziemka. Dobrze też wspominam włoskie refleksje (bodajże Przezrocza).

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).