poniedziałek, 20 lutego 2012

Tylko sam siebie możesz ofiarować Magda Szabo

Państwowy Instytut Wydawniczy (KIK),
Rok wydania 1974
stron 168
Znacie biblijną przypowieść o Abrahamie, którego Pan poprosił o ofiarowanie mu swego syna Izaaka w ofierze? Na pewno znacie. Otóż muszę się wam przyznać, iż nigdy nie mogłam zrozumieć tej przypowieści. Nie rozumiałam, jak Bóg, który ma być uosobieniem miłości może żądać od swojego wyznawcy takiej ofiary. Każe mu dokonać wyboru pomiędzy nim, a jedynym dzieckiem. Było to dla mnie przejawem okrucieństwa. Przypowieść nic nie mówi, jak zareagował na to Izaak, czy wykazał zrozumienie dla decyzji ojca, czy pogodził się z jego wyborem, czy też miał do niego żal.

Magda Szabo nawiązuje w swej książce do tej biblijnej przypowieści. Porusza w niej odwieczny problem konfliktu pokoleń, nieporozumień, szukania własnego miejsca w świecie.
Zamknięta w jednym dniu historia trzech rodzin opowiedziana z perspektywy wszystkich jej uczestników. Misternie skonstruowana intryga młodych mająca doprowadzić ich do wymarzonej wyspy niezależności pozwala na ukazanie racji i motywów postępowania obu stron; rodziców/dziadów i dzieci/wnuków.
Budapeszt lata 60-te ubiegłego wieku. Gabi i Miklos (dzisiejsi nowożeńcy) dorastają w rodzinach okaleczonych przez wojnę oraz ciężkie lata powojennych przemian. Ich rodzice nie potrafią kochać, ale udają miłość, nie potrafią się cieszyć się życiem, ale udają radość. A za swoje nieudane życie obwiniają zarówno okoliczności zewnętrzne (wojna, więzienie, nędza, rodzice), jak i swoje dzieci. Przecież, gdyby nie one to ich życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej. Trudno się dziwić rodzicom, że są rozgoryczeni, zawiedzeni, są pokoleniem przegranym, skazanym na traumę wojennych przeżyć. Ale też trudno dziwić się dzieciom, że nie chcą żyć w takim świecie pełnym zakłamania, udawania, fałszu, poczucia winy, że całe życie ktoś się dla nich poświęcał. Młodzi nie potrafią kochać i nie wykazują szacunku ani dla rodziców, ani dla dziadków.

Chcieliśmy mieć wyspę, gdzie nie będzie ani starych, ani dorosłych, ani złych, ani dobrych wspomnień, gdzie nie będzie nic poza nami. Chcieliśmy mieć dom, gdzie nikt się niczego nie boi, gdzie w pamięci mieszkańców nie ma bólu, cierpienia i nędzy, gdzie nie musimy nikogo żałować ani brać z nikogo przykładu, gdzie możemy być tacy, jacy jesteśmy, swobodni i weseli albo smutni.(...) Żebyśmy mogli robić to, co chcemy, i tak jak uważamy za słuszne, żebyśmy nie musieli być tacy, czy inni i zachowywać się tak czy inaczej, bo ktoś tego od nas wymaga, żebyśmy nie byli zadośćuczynieniem za wszystko co kiedykolwiek nie udało się starym i dorosłym (…)
Cała historia przedstawia jeden dzień z życia trzech rodzin; jeden przygnębiająco smutny dzień weselny. Bohaterów powieści trudno polubić, w ich postawach razi zarówno fałsz dorosłych, jak i szczerość do bólu młodzieży. Czy zatem jest to opowieść o straconym pokoleniu, czy nawet dwóch pokoleniach. Kto ma rację, a kto się myli. Autorka odpowiedzi jednoznacznej nie daje, a jednak w dopisanym przezeń zakończeniu biblijnej przypowieści „wyjął Izaak sznur z ręki ojca swego i rzekł; Tylko sam siebie możesz ofiarować, ojcze mój, jeśli chcesz złożyć ofiarę Jehowie, to ja nie chcę umierać za twojego Boga. Ja umrę kiedyś za mojego Boga i pozwól mi, abym go poszedł odnaleźć. I poszedł Izaak własną drogą, a Abraham został samotnie przed ołtarzem i płakał”.

Powtórzę za Karoliną, której zawdzięczam lekturę książka przygnębiająca, choć warta przeczytania.
W mojej ocenie 4/6

11 komentarzy:

  1. Mną bardzo wstrząsnęła ta krótka opowieść. Ostatnio zauważyłam, że im mniej książka przegada, tym bardziej utrafia w sedno.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzałam do twojej recenzji. Bardzo ciekawie napisana. Mną może nie wstrząsnęła, ale uważam że warto polecać.

      Usuń
  2. Nic dodać, nic ująć.
    Kiedyś zastanawiałam się dlaczego na Węgrzech jest taki wysoki współczynnik samobójstw. Przypomniało mi się o tym podczas tej lektury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wysokim współczynniku nie wiedziałam. Zarówno ta pozycja jak i Świniobicie nie nastrajają optymistycznie.

      Usuń
  3. O tych samobójstwach Węgrów bylo, tyle, że na wesoło w "Pod żabą" Tibora Fischera. Swoją drogą ciekawe, z czego to wynika.
    w takim razie pora zapolowac na jakąś nieco pogodniejsza Szabo (albo młodzieżową, albo Staroświecką historię).
    A co do samej ksiazki - jakoś trudno mi było skojarzyć, kto tu jest izaakiem - Gabi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem Izaakiem są młodzi, a Abrahamem starsi. Tak więc rodzice mogą występować w podwójnej roli i jako starsi dla dzieci i jako młodzi dla swoich rodziców.

      Usuń
  4. Czytałam kiedyś na zajęcia z antropologii, że wysoki współczynnik samobójstw jest charakterystyczny dla narodów urgofińskich, do których między innymi właśnie należą Węgrzy, Finowie i Estończycy. Rzeczywiście niektóre grupy etniczne mają różne nietypowe predyspozycje, albo brak jakiś predyspozycji - tak jak np. autochtoniczne ludy syberyjskie bardzo źle reagują na alkohol. W każdym razie na Węgrzech tradycyjnie już jest jeden z najwyższych współczynników samobójstw na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to cieszmy się, że nie należymy do predestynowanych nacji, choć statystyka to przecież największa kłamczucha. Ja np. też bardzo źle reaguję na alkohol/ a raczej moja głowa odmawia współpracy i mści się na mnie. :)

      Usuń
    2. Książeczkę odeślę jeszcze w tym tygodniu. Leży już w kopercie, tylko nie chce sama pójść na pocztę.

      Usuń
    3. Wiesz, rozumiem ją - pogoda wcale nie sprzyja, a ona ma przed sobą kilkuset kilometrową drogę, na jej miejscu też by mi się nie spieszyło ;-)

      Usuń
    4. Liczbę samobójstw zwiększa kulturowa akceptacja i... przyklad innych. Także może coś w tym jest.
      Ale mi i tak najbardziej kojarzy sie w tym kontekście Japonia:).

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).