niedziela, 6 maja 2012

Cudzoziemka Maria Kuncewiczowa

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Rok wydania 2005, ilość stron 224
Od chwili przystąpienia do Wyzwania Marzec z Marią i przeczytania u Lirael jej zachwytów nad twórczością Kuncewiczowej i ja poszukiwałam takiej książki, która poruszy we mnie jakieś czułe struny, która porwie tak bezwarunkowo i do końca, która sprawi, że powiem to jest TO. Po nazbyt moim zdaniem metaforycznej Twarzy mężczyzny, po ciekawym Tristanie 1946, po dobrych Przezroczach trafiłam w końcu na Moją Kuncewiczową. Ta książka wciągnęła mnie od pierwszej strony i myślę, że zapadnie w mojej pamięci na długo.
A wszystko to za sprawę głównej bohaterki - Róży. Cóż to za wyśmienity portret psychologiczny kobiety nieszczęśliwej, niespełnionej, zawiedzionej, kobiety niekochanej i niepotrafiącej kochać, kobiety irytującej, ziejącej jadem nienawiści do wszystkich i wszystkiego poza muzyką.
Róża nie wzbudza uczucia sympatii, przeciwnie Róża irytuje. Zawsze interesowało mnie skąd się bierze taka zajadłość i nienawiść do życia w tych pozornie miłych i cudownych kobietach. Jakie nieszczęście sprawia, że wrażliwa kobieta (w tym przypadku utalentowana artystka, kobieta wielu zalet i umiejętności) zamienia w piekło życie męża, dzieci i swoje własne.
Czy coś usprawiedliwia Różę w jej nienawiści do męża, że okazał się nie być NIM (wyidealizowanym niedoszłym kochankiem), do dzieci, że nie są JEGO dziećmi (i tak bardzo przypominają ojca), do ludzi wokół, że nie potrafią zrozumieć kobiety, artystki, cudzoziemki, do świata wreszcie, że nie tańczy tak, jak mu ona zagra. Róża, jako młoda dziewczyna przeżyła trzy „tragedie”. Musiała opuścić ziemię, na której się urodziła i gdzie spędziła młode lata, została opuszczona przez młodzieńca, w którym ulokowała pierwsze uczucia, została zawiedziona przez nieodpowiedzialnego nauczyciela muzyki, który złamał jej artystyczną karierę. Czy to dużo? Dla młodej, wrażliwej osoby niemało. Ale czy to powód, dla którego można by zamienić życie w piekło? Róża postanawia odtąd żyć zemstą. Za swoje „zmarnowane życie”, za brak uczucia, za złamaną karierę dręczy wszystkich wokół, a skoro najłatwiej skrzywdzić najbliższych to oni stają się jej ofiarami.
Adam dobry, kochający, troszkę niezaradny życiowo człowiek żyje w ciągłym strachu przed każdym nowym dniem, przed gniewem, histerią, irytacją, złością, napastliwością żony, której ulubionym zajęciem wydaje się dręczenie męża, wyśmiewanie go, pogardzanie nim. Dzieci wychowywane w poczuciu winy nie potrafią wyzwolić się spod dyktatury i terroru matki. Z jednej strony się jej boją, a z drugiej pragną zasłużyć na jej aprobatę, jej miłość, Róża je zarówno przeraża, jak i fascynuje. Róża, jest jak tornado, które niszy wszystko co spotka na swojej drodze. A jej niszczycielska siła polega na tym, że najbliżsi nie są w stanie wyzwolić się spod jej wpływu nawet, jeśli zdołali założyć własne rodziny i ograniczyć kontakty do minimum. Najbardziej dramatycznym wydaje się to, iż „pozorna przemiana Róży” (uświadomienie sobie, jak bardzo skrzywdziła swoich bliskich) bardziej ich przeraża niż uspokaja. To przypomina mi strach człowieka ciężko chorego przed myślą, że mógłby wyzdrowieć, kiedy on już pogodził się z tym, że nie ma nadziei na jakąkolwiek zmianę. W tym przejawia się cały paradoks sytuacji szantażu w rodzinie; ofiary nie pragną niczego więcej, jak wyzwolenia, ale kiedy pojawia się nadzieja, że mogłoby do niego dojść one nie potrafią w to uwierzyć.
Największe wrażenie zrobiło na mnie stwierdzenie Róży „jak ja mogę umrzeć, skoro wcale jeszcze nie żyłam”. Jeśli Róża naprawdę uświadomiłaby sobie do czego doprowadziło jej postępowanie, może zrobiłoby mi się jej troszkę żal. Jednak trochę mało wiarygodne wydaje mi się zakończenie powieści.
Pomimo to książka moim zdaniem wspaniała i obok Gron gniewu Steinbecka najlepsza, jaką w tym roku przeczytałam.
Moja ocena 6/6


15 komentarzy:

  1. Jak wiele dzisiejszych kobiet przypomina Kuncewiczową, Różę. Nie ten mąż, nie te ładne dzieci. Choć zdarzają się wyjątki, od tej reguły.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, w końcu zachyt nad moją ukochaną "Cudzoziemką"! Muszę - muszę! - ją powtórzyć. Czytałam dość dawno i nikt nie odbierał tej bohaterki jak ja. Mnie zachwycała. Facet odchodzi do innej, a Róża mu skarpetki dzierga (nie wiem, czy to skarpety, czy kapcie). Która kobieta tak dziś potrafi?! Córka nękana muzyką, ale sama Maria w "Fantomach" pisze w końcu, że żałuje kariery muzycznej i może ta właśnie dałaby jej prawdziwe miejsce w życiu. A jak pięknie się starzeje... Oj, niech w końcu pada i będzie zimno, to wezmę się za czytanie. Słońca w duszy życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż dziw, że facet podjął taką decyzję i odszedł. Nie znam biografii Kuncewiczowej, więc nie wiem na ile jest jej w jej bohaterkach. Muszę to nadrobić i zaraz zajrzę do Lirael, bo wydaje mi się, że ono coś więcej pisała o MK. Ja czytam, czytam, czytam- sama wiesz najlepiej dlaczego :)

      Usuń
    2. Gosiu, bardzo dużo autobiografii w utworach. A Róża to matka Marii. Czytaj, czytaj, czytaj i podrzucaj coś fajnego.:)

      Usuń
    3. Właśnie się tego doczytałam w wywiadzie publikowanym u Lirael. :) W maju skończyłam czytać cztery książki, a dwie są w trakcie czytania. Tylko kiedy ja o nich napiszę?

      Usuń
  3. Uwielbiam Kuncewiczową, a Cudzoziemkę szczególnie...
    Zachwyciło mnie maleńkie Muzeum M i J Kuncewiczów w Kazimierzu.
    Zaczytywałam się Jej pamiętnikami, a wiesz dlaczego ? Opisuje pobyty we Włoszech.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chcę do Kazimierza. Odnoszę wrażenie, że wszyscy znają, byli, widzieli, a ja wciąż mam to przed sobą. Pamiętniki? - chętnie sięgnę. Jak pisałam książkowcowi nie znam jej biografii, więc jestem zainteresowana. Co do włoskich odniesień - czytałam Przezrocza. Podobały mi się, ale jakiś taki smutek z nich płynął. Może to dlatego, że pisane w tak późnym wieku, a może w Kuncwiczowej było coś z Róży, albo w Róży z Kuncewiczowej :)

      Usuń
    2. Polowałam na "Cudzoziemkę", ale akurat wszystkie egzemplarze wypożyczone... To, co udało mi się zdobyć mnie nie zachwyciło, ale nie zniechęciłam się tak do końca - jak się nadarzy okazja, to chętnie wypróbuję :-)

      Usuń
    3. Kiedy przeczytałam, że bohaterka Cudzoziemki jest osobą irytującą, że niszczy rodzinę - nabrałam chęci na lekturę. A teraz zainteresowała mnie biografia pisarki- wygląda na to, że była osobą dość kontrowersyjną.

      Usuń
  4. Miałam bardzo podobne odczucia. Ależ mnie ta Róża irytowała! Właściwie nie pamiętam, żeby jakaś inna literacka postać kobieca wywoływała we mnie takiego "agresora"! Jej mąż Adam to święty człowiek. Czy istnieje coś, co usprawiedliwia jej zachowanie? Ja w swojej opinii napisałam, że artystyczna dusza, która nie pozwalała jej na realne życie. Jednak to też nie jest dobre usprawiedliwienie. Świetny kobiecy portret psychologiczny i masz rację, książka wciąga już od pierwszej strony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy coś usprawiedliwia Różę, sama chciałabym zrozumieć taką osobę. Ale nie rozumiem, co nie zmienia faktu, iż jest to wspaniała bohaterka literacka, gorzej gdy jest to bliska osoba, jaką dla Kuncewiczowej była matka. :(

      Usuń
    2. I jeszcze sobie pomyślałam, że to kolejny przykład "terapii" poprzez pisanie (vide Whorton Tato, gdzie opisuje on swoją matkę).

      Usuń
  5. Właśnie niedawno opisywałam (do pracy) muzeum Kuncewiczowej. Od razu zaczęłyśmy rozmawiać o "Cudzoziemce". Powtórzę to, co już pisałam u kogoś w komentarzu (zastrzel mnie, ale nie pamiętam), że to jedna z tych powieści wytrzymujących próbę czasu.

    OdpowiedzUsuń
  6. No nie, strzelać nie będę- po pierwsze nie mam pozwolenia na broń, po drugie nie jestem zwolenniczką siłowych rozwiązań, po trzecie jestem szalenie tolerancyjna, po czwarte rozumiem, że nie każdemu podoba się to samo w literaturze. :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).