niedziela, 27 maja 2012

Kaplica Trzech Króli (Capella dei Magi) we Florenckim Pałacu Medyceuszy

Czytając biografię Katarzyny Medycejskiej przypomniałam sobie tegoroczną wizytę w Palazzo Medici - Ricardi we Florencji. Lubię podczas lektury książki przenieść się w wyobraźni w miejsca, będące sceną opisywanych wydarzeń, zwłaszcza, kiedy miejsca te miałam okazję poznać.
Zbudowany w połowie XV wieku dla Kosmy Starszego (Cosimo de Medici) pałac wygląda niezwykle skromnie. Jego zleceniodawca odrzucił okazały, pełen przepychu i rozmachu projekt Brunelleschiego na rzecz prostego, surowego, ale eleganckiego projektu Michelozza. Kosma był człowiekiem niezwykle mądrym i wiedział, że chcąc cieszyć się szacunkiem mieszkańców Florencji nie należy epatować bogactwem.
Mimo całej swej prostoty Palazzo Medici stał się wzorem arystokratycznej rezydencji renesansowej. Służył on rodzinie niemal przez całe stulecie do 1540 r., kiedy Kosma I przeniósł siedzibę rodu do Palazzo Vecchio.
Patrząc na niepozorny, trzypiętrowy kamienny, gmach przy Via Larga niewtajemniczonemu turyście trudno domyślić się, jakie skrywa on skarby. Jest ich sporo, ale chyba najwspanialszym i najbardziej znanym jest Kaplica Trzech Króli (Capella dei Magi).
Kaplicę zaprojektował sam Michał Anioł. Jednak to nie jego nazwisko wymieniają wszystkie przewodniki opisujące Palazzo Medici. Z Kaplicą Trzech Króli nierozerwalnie łączy się nazwisko autora fresków zdobiących jej ściany - Benozzo Gozzoliego.
Gozzoli to żyjący w XV wieku włoski malarz renesansowy. Był uczniem Fra Angelico. Najbardziej znanym z jego dokonań jest fresk Pochód Trzech Króli w drodze do Betlejem znajdujący się w Pałacowej Kaplicy Florenckiego Pałacu. Rozpoczynając pracę Gozzoli musiał dostosować treść i klimat fresku do znajdującego się w ołtarzu kaplicy obrazu Fra Fillipa Lippiego Adoracja Dzieciątka. Po bokach obrazu Gozzoli namalował anioły oddające hołd Chrystusowi.
Na ściany boczne wybrał artysta pochód trzech króli z darami dla nowo-narodzonego.
Kaplica mieści się na niewielkiej przestrzeni, na tyle małej, że wchodząc doń można doświadczyć uczuć niemal klaustrofobicznych. Jeśli do tego wchodząc doń nie wiem się, że to właśnie jest cel naszych odwiedzin natychmiast można zostać pochłoniętym przez baśniowy świat fresków. Zdobią one trzy ściany niewielkiej kaplicy. Przedstawiona na nich historia to wędrówka trzech orszaków królewskich do Betlejem, wędrówka nie przez monotonne piaski pustyni, ale przez pełen fantazji krajobraz. Serpentynami skalistych gór, w otoczeniu wspaniałej przyrody oraz licznej zwierzyny zmierza barwny, bogaty orszak. Orszak ten przedstawia dwór Medyceuszy.
W osobie najmłodszego króla rozpoznano wyidealizowany obraz 11 letniego Wawrzyńca Wspaniałego. Ukazany został na tle drzewka laurowego (wawrzynowego) na koniu z herbem rodziny (kule). Malowidło to miało podkreślać potęgę i jej świetność rodu. W pochodzie przedstawiona także innych członków rodu Medicich między innymi; ojca Lorenza - Piero i jego dziadka - Cosimo. Na obrazie znalazło się także wielu przedstawicieli odbywającego się we Florencji w 1439 roku soboru. Freski się typowym przykładem malarstwa sponsorowanego, malarstwa na zamówienie, wychwalającego zleceniodawcę.
Mnie zachwyciły bogactwem szczegółów, wielością detali, różnorodnością i baśniowością. Nie są odkrywcze, czy nowatorskie, nie stanowią rewolucji w sztuce renesansu, są wynikiem odwzorowania artystycznej wizji Gozziego. Nie mniej należą do moich ulubionych dzieł, dzieł mojego nieistniejącego Muzeum Wyobraźni.
Zdjęcia: 1. Pochód Trzech Króli w drodze do Betlejem (zdjęcie ze strony) 2. Fragment obrazu (zdjęcie z kalendarza) 3. Lorenzo Medici wg Gozzoliego (zdjęcie z książki). 4. Benozzo Gozzoli ze strony internetowej (adres przy zdj. nr 1). Niestety w Kaplicy jest zakaz fotografowania wzmocniony obecnością pana pilnującego, aby nie łamać zakazu :(

12 komentarzy:

  1. Też uważam, że nie ma to jak tekst i kontekst :-), ideałem byłoby móc czytac "Wyznania ..." w Pałacu w otoczeniu tych wszystkich postaci patrzących na Ciebie z fresków :-) ale i tak dobrze, że jest co wspominac :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami udaje mi się osiągnąć taki ideał czytając lub słuchając moich ukochanych musicalu, którego dotyczą. Niestety we Florencji nie byłam na to przygotowana. :) Mogłam jedynie wyobrażać sobie młodego Leonardo snującego się krużgankami Palazzo mając w pamięci Udrękę i ekstazę Stone (moją ulubioną książkę o moim ulubionym artyście)

      Usuń
  2. Zastanawiam się jak mogłam przegapić Palazzo Medici będą tyle razy we Florencji.
    Widzę jak pochłaniają Cię freski Benozzo Gozzoli, oglądałam jego prace w San Gimignano w kolegiacie Santa Maria Assunta...
    Stałam oczarowana niemal zachipnotyzowana.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne tak samo, jak ja do tej pory. Florencję odwiedziłam kilkakrotnie, a dopiero teraz dotarłam do Palazzo Medici. Jeśli chce się zwiedzać tak jak to mamy w zwyczaju niespiesznie delektując się wrażeniami nie można zobaczyć wszystkiego nawet odwiedzając miasto kilkakrotnie. Mimo, iż wydaje się nie tak rozległa i wszędzie blisko, jest co oglądać, a jeśli jeszcze lubi się wracać w ulubione miejsca, jak ja do Ufizzi (gdzie jestem za każdym razem, poza ostatnią bytnością, kiedy kolejka do wejścia była zbyt długa na kolejne odwiedziny).

      Usuń
  3. Ja również będąc kiedyś we Florencji, przeszłam koło tego pałacu jakby obojętnie. Teraz nie popełniłabym już takiego błędu.

    OdpowiedzUsuń
  4. No bo też wygląda on tak niepozornie, takie kamienne pudełko. Przyznam się, że wchodząc doń, bardziej myślałam o Michale Aniele, o jego obecności w tych murach wieki temu, niż o malowidłach ściennych, bibliotece, sali lustrzanej czy Madonnie Lippiego, bo jakoś nie skojarzyłam, że mogą tam być takie skarby.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałbym wrócić do Florencji, aby w spokoju, bez pośpiechu zwiedzić piękne muzea w tym mieście. Byłem kilka godzin z wycieczką, a to zdecydowanie za mało. Piękne te reprodukcje, ale chciałoby się je zobaczyć na własne oczy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Wcale ci się nie dziwię. I życzę powrotu i wiele, wiele czasu na oglądanie, a na to trzeba kilku dni :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo się cieszę że trafiłam na ten wpis (dzięki blogowi wkraja) gdyż kocham malarstwo quattrocenta a fresk Sodomy jest jednym z dzieł bardzo bliskich memu sercu. Uwielbiam go, jednak nigdy nie widziałam na własne oczy. Za to miałam szczęście widzieć Camera Picta w Mantovie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam, cieszę się, że się podobało. Ja także lubię malarstwo quatrocenta, choć bardziej skłaniam się ku XVI wiecznemu. Mantovy nie miałam okazji odwiedzać, ale przy moich częstych do Włoch wojażach nie wykluczone, że niedługo i tam zawitam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja świadomie zrezygnowałam z Pałacu Medicis, choć z żalem, ale to był mój pierwszy pobyt we Florencji więc właściwie ciągle trzeba było dokonywać selekcji, a Uffizi zabrało mi większą część dnia, mimo, że przyszliśmy wcześnie rano i niedługo staliśmy w kolejce. Tym przyjemniej przeczytać Twój wpis o tych freskach, które znam jedynie z reprodukcji. Uwielbiam malarstwo a fresco, na żywo, największe wrażenie zrobił na mnie Masaccio.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podczas mojego pierwszego we Florencji pobytu też skoncentrowałam się na Ufizzi. To ono było moim celem, a nawet nie całe Ufizzi, a Botoccelli, w którym się wówczas kochałam. Oczywiście odwiedzając Galerię nie poprzestałam na sali Sandra B., ale obejrzałam całość zbiorów, koncentrując się na malarzach renesansowych. Jest to Galeria do której wracam za każdym we Florencji pobytem, poza ostatnim, gdzie wielkość kolejki do wejścia była porażająca. I za każdym razem odnajduję coś nowego. Ale oczywiście pierwsze wrażenia - pierwszy raz na ławeczce pod La Primaverą i La Nascita di Venere i to wzruszenie i łezki napływające do oczu i niedowierzanie i radość i dławienie w gardle - to uczucia jedyne w swoim rodzaju.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).