czwartek, 30 sierpnia 2012

Jane Eyre Charlotte Bronte - bajka, romans, czy studium psychologiczne na temat zniewolenia słabszych





Przynaglona upływającym w zastraszającym tempie czasem zamieszczam ekspresową notkę z lektury ostatniej pozycji trójkowego wyzwania u Sardegny – powieść z motywem XIX wiecznej Anglii.Jako, że notka ekspresowa to z oczywistych względów też pobieżna. Może za jakiś czas uda mi się ją uzupełnić, ale dziś w obawie przed nie zaliczeniem wyzwania napisałam pierwsze co przyszło do głowy.
Można nazwać Jane Eyre romansidłem, czytadłem, gotycką powieścią wiktoriańską i każde z tych stwierdzeń będzie zarówno prawdziwe, jak i fałszywe, bowiem powieść Chartlotte Bronte jest wszystkim po trochu. Dla wielu czytelników na plan pierwszy wysuwają się elementy romansowe. Trójkąt, próba uwiedzenia, mezalians, ucieczka, kolejny trójkąt, kilkakrotne oświadczyny, propozycja wspólnej podróży misyjnej. Osobiście za romansami nie przepadam, dlatego też z pewnymi oporami sięgałam po książkę. Jednak Jane Eyre to zdecydowanie coś więcej niż tylko powieść o miłości.
Jane Eyre jest też powieścią pełną baśniowych elementów. Skojarzenia z Kopciuszkiem – ubogą sierotką wychowaną przez złą macochę (ciotkę) czy Piękną i Bestią – Rochesterem wydają się oczywiste, choć są skojarzeniami na zasadzie przeciwieństw; ani Kopciuszek – Piękna (Jane) nie jest piękna, ani Bestia-książę (Rochester) nie ratuje Pięknej – Kopciuszka (Jane), a to ona kilkakrotnie ratuje jego. Tych odniesień - skojarzeń i przeciwieństw jest oczywiście dużo więcej, jak gubienie pantofelka (zawiązywanie sandałka), wyjazd do chorego ojca (chorej ciotki), odzyskanie urody (utrata wzroku). Lekturę można by potraktować jako zabawę w odnajdywanie podobieństw i przeciwieństw. Ja jednak poprzestanę na wyżej wymienionych pozostawiając przyjemność poszukiwań przyszłym czytelnikom.
Jane Eyre jest także gotycką powieścią wiktoriańską, a co za tym idzie odnajdujemy tu ponure domostwa, budzące grozę pomieszczenia, napotykamy na niepokojący śmiech rozbrzmiewający w środku nocy, pojawiającego się znienacka jeźdźca na koniu. Atmosfera jest tajemnicza a ponury nastrój otoczenia (mgły i wrzosowiska) współgra z nastrojem duszy bohaterki.
Jane Eyre jest również powieścią obyczajową, w której zobrazowana została sytuacja osieroconych dzieci oraz niezamożnych kobiet pozbawionych opieki rodziny. Życie w Lowood odzwierciedla niedolę skazanych na opiekę instytucji publicznych sierot.
Jane Eyre to też powieść o zniewoleniu słabszych przez silniejszych. Motyw zniewolenia przewija się przez karty powieści; mała Jane więziona przez nienawidzącą ją ciotkę  (w pokoju, w którym zmarł jej wuj), wychowankowie szkoły w Lowood zamknięci w jej murach i skazani na opiekę wstrętnego typa - pana Brocklehurst, młoda nauczycielka zniewolona codziennością i powtarzalnością zdarzeń, czy wreszcie guwernantka zniewolona przez swego pana (tym razem zniewolona uczuciem). Każdy rodzaj zniewolenia czy to wykorzystanie swej przewagi fizycznej, materialnej, czy szantaż psychologiczny odbierają ofiarom szansę na normalną egzystencję. Główna bohaterka dopiero dzięki ucieczce uzyskuje upragnioną niezależność. Ale do tego potrzebna jest determinacja, a niewiele znajdzie się osób gotowych na podjęcie ryzyka. Jane się odważy, bo Jane nie należy do typowych przedstawicielek swojej sfery; nie jest potulną, omdlewającą panienką. Jako dziecko nad wiek dojrzałe, była buntowniczką, zadziorną, niepokorną i wygadaną, jako młoda kobieta stała się osobą wykształconą, namiętną, choć pełną rezerwy, ciekawską, trochę egzaltowaną, odważną, pełną pasji. Dla swych przekonań gotowa jest na sprzeciwienie się konwenansom.
Jane Eyre to wreszcie galeria ciekawych postaci; od głównej bohaterki poczynając, poprzez Edwarda Rochestera (bohatera w typie bajronowskim; z jednej strony wybuchowego despotę, sarkastycznego gwałtownika o mrocznej przeszłości ulegającego namiętnym żądzom, z drugiej troskliwego, opiekuńczego, odnoszącego się z szacunkiem do ludzi na to zasługujących, potrafiącego współczuć), Bertę Mason (chorą, pierwszą żonę Rochestera, stanowiącą alter ego Jane Eyre, kobietę reprezentującą tłumione przez bohaterkę uczucia i namiętności) aż po St. Johna Rivers (ambitnego pastora, którego szlachetność budzi tyleż podziw, co i obrzydzenie).  
Moja ocena 5/6
Książka została wydana przez Wydawnictwo Zielona Sowa. Piękna zielona, twarda oprawa i złocone litery to chyba jedyna zaleta tego wydania. Książka została wydana tak niestarannie, że ilość błędów literowych, stylistycznych, pominięcia wyrazów i ich nadmiaru przez długi czas utrudniały lekturę. Pierwsze sto stron czytałam dokonując jednocześnie korekty, co doprowadziło mnie do odpowiedzi na zadane u Lirael pytanie, dlaczego do książek nie dołącza się dziś erraty. Otóż jeśli na ponad 400 stronicowej stronie błędy znajdują się optymistycznie licząc na co drugiej stronie, to można z łatwością wyobrazić sobie, iż errata stanowiłaby małą książeczkę o objętości kilkunastu stron, a takie przyznanie się do braku poszanowania dla czytelnika z pewnością odstręczyłoby od zakupu książki.
Dlatego polecam Jane Eyre, ale zdecydowanie odradzam zakup tudzież wypożyczanie tej pozycji z serii Wydawnictwa Zielona Sowa. 


31 komentarzy:

  1. Ja uwielbiam "Jane Eyre" dla mnie nie jest to na pewno typowy romans. Raczej powieść, która przywraca wiarę w prawdziwą miłość, taką o solidnych fundamentach, zdolną do poświeceń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ recenzję pisałam w trybie ekspresowym (nie mam pojęcia, czy jutro uda mi się zasiąść do komputera) tylko się po książce przeleciałam wiele aspektów pomijając.

      Usuń
  2. Ja w ramach wywzawania sardegny czytałam "Wichrowe wzgórza", jeszcze rzutem na taśme mam plan je jutro zrecenzować :) "Jane Eyre" również mam na półce i chętnie przeczytam. Obie książki mam z paskudnymi okładkami Klasyki Romansu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie Wichrowe Wzgórza udało się przeczytać dwukrotnie i za każdym razem z przyjemnością. Jeśli miałabym porównywać to nieco bardziej podobała mi się Jane Eyre. Co do okładki-to tutaj rzeczywiście stanowi jedyny atut wydawnictwa

    OdpowiedzUsuń
  4. Wolę taką okładkę niż zdjęcie jakiejś panny. A Zielona Sowa wydaje tanio, stąd oszczędności, pewnie na korektorze w pierwszym rzędzie. Książki nie czytałam, oglądałam tylko film. Kiedyś przy nadmiarze czasu, czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To po raz kolejny potwierdza, iż tanio nie zawsze znaczy korzystnie :( Ja też wolę ascetyczną okładkę niż cukierkową lub plastikową lalę, która ma przyciągnąć czytelnika.

      Usuń
    2. Ja najbardziej nie lubię "filmowych" okładek, gdyż narzucają mi wygląd bohaterów.

      Usuń
    3. Ja też za takimi nie przepadam, bo nie lubię chwytów marketingowych. Pomysłodawcom zdaje się, że jak ktoś obejrzał film to kupi teraz jego "scenariusz" :(

      Usuń
  5. To jedna z moich ulubionych książek, aczkolwiek czasem miałam wrażenie, że sposób wyrażania uczucia przez Rochestera ociera się o szaleństwo. :)
    Jeśli interesuje Cię życie rodzeństwa Bronte polecam świetną książkę Anny Przedpełskiej - Trzeciakowskiej "Na plebanii w Haworth". Niby biografia, a czyta się rewelacyjnie, no i rozszerza naszą wiedzę na temat życia i doświadczeń sławnych sióstr i ich brata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem obaj panowie mieli w sobie jakiś pierwiastek szaleństwa, zarówno Rochester, który nie dopuszczał do siebie myśli, że Jane z nim nie zostanie w charakterze kochanki, jak i St. John, który nie dopuszczał do siebie myśli, że Jane z nim nie pojedzie w charakterze żony. O książce Przedpełskiej-Trzeciakowskiej czytałam pochlebne recenzje i mam nadzieję, że kiedyś do niej dotrę. Lubię biografie i biografie fabularyzowane, a nawet czasem troszkę podkolorowane.

      Usuń
  6. Jak na pobieżną notkę, sporo tego napisałaś ;) Ja też nie przepadam za romansami, ale "Jane Eyre" to zupełnie inna historia :)
    Co do wydania - ta seria Zielonej Sowy niestety charakteryzuje się koszmarną ilością błędów. Dramat, biorąc pod uwagę, że w ten sposób wydają (wydawali?) lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Notka pobieżna, bo zaledwie zasygnalizowałam pewne (nie wszystkie) aspekty powieści. Jane Eyre rzeczywiście trudno byłoby nazwać typowym romansem, ale już dobrym czytadłem - tak. Nie mam pojęcia, czy Zielona Sowa nadal wydaje. Mam z tej serii jeszcze moją ukochaną książkę Katedra NMP w Paryżu, ale nie czytałam jej w tym wydaniu.

      Usuń
    2. To może lepiej nie czytaj ;)

      P.S. Przeczytałam już Twojego Dehnela, spodziewałam się większego zachwytu, formalnie wiersze mi się w miarę podobają, ale jakoś nie umiem się w nich odnaleźć. Nawet nie potrafiłam stworzyć notki na blog ;) Więc jak będziesz chciała to jestem gotowa do powrotnej wymiany.

      Usuń
    3. Ale to moja ukochana książka i pewnie będzie mnie korciło a potem będę się wkurzac. Ja nie przeczytałam wszystkich wierszy, ale całkiem sporo, czytam po kilka co jakiś czas. Ładne, ale obawiam się, że nie wzbudzają we mnie takiego entuzjazmu, jak w Tobie. Może jeszcze kiedyś do poezji dojrzeję-poczuję. A na wymiankę możemy umówi się pod koniec września po moim powrocie z urlopu (przed nie dam rady)

      Usuń
    4. Odezwę się na maila, ale gdybym zapomniała - przypomnij się :)

      Usuń
    5. Ok, mi się nie spieszy jakby co :)
      Cóż, ja pisząc przez rok pracę magisterską bardzo się zżyłam z poetką, nie na każdym musi robić takie wrażenie ;)

      Usuń
    6. To nie "wina" poetki, raczej moja niezdolność do współczuwania się w poezję, nad czym ubolewam. Zupełnie inaczej odczuwam poezję śpiewaną, dopiero wówczas zaczyna do mnie przemawiać jej piękno, a tak mogę jedynie powiedzieć ładne :(. Ciągle liczę na to, że to się kiedyś zmieni.

      Usuń
  7. Uwielbiam książki Charlotte Bronte. Jane Eyre, przeczytałam jednym tchem, jednak miałam inne wydanie. Także nie wiem co powiedzieć o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę ci tylko napisać - nie kupuj książek z tej serii, bo choć niedrogie, to jest to taniość, która w efekcie nie jest tania, bo kosztuje sporo nerwów.

      Usuń
  8. Mam ogromne braki w brytyjskiej literaturze XIX-wiecznej. Jakoś nigdy do tej pory nie było mi z nią po drodze. Muszę nadrobić, bo wydaje mi się, że może mi się dobrze czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yeż mam braku w literaturze angielskiej. Moje zainteresowania dotyczą raczej literatury francuskiej.

      Usuń
  9. Pierwszy raz czytałam tą książkę jak miałam 13 lat i od tamtej pory za każdym następnym przeczytaniem (a zdarza to się tak raz na trzy lata:)) odkrywam w niej więcej i więcej. Jak na pobieżne pisanie i tak dotknęłaś najważniejszych kwestii:) Dla mnie dzisiaj to książka ciekawie ukazująca ówczesne społeczeństwo. A naście lat temu była super romansem:) To chyba świadczy o tym jak uniwersalna i dobra to powieść. Siostry Bronte wyprzedzały swoje czasy i chwała im za to.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam to odkrywanie na nowo książek, dlatego też powracam do ulubionych co jakiś czas. Czytając jako nastolatka zrozumiałym jest, że na plan pierwszy wysuwają się wątki romansowe, tak jak zrozumiałym jest, że w wieku lat - dziestu, a bliżej - sięciu zaczynają one blaknąc i nudzić.

      Usuń
    2. O właśnie, co czytanie, to inna książka. Mnie z pierwszego czytania (byłam dzieckiem) zostały w pamięci upokorzenia małej Jane w domu ciotki. Przejmujące!

      Usuń
    3. No to zrozumiałe, jako dziecko identyfikowałaś się z małą Jane, jako nastolatka z zakochaną Jane, jako pani w średnim wieku patrzysz na jeszcze inne elementy powieści :)

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne wspomnienie z dzieciństwa. Miałam podobne wspomnienie związane z filmem, który w mojej pamięci zaplątał się jako pierwszy obejrzany świadomie dziecięciem. Wywarł na mnie piorunujące wrażenie, nie pamiętałam tytułu, aktorów i dopiero kilka lat temu natchnęłam się na ten film w TV. Książka Przedpełskiej-Trzeciakowskiej wydana była dość niedawno z tego co pamiętam, a i o tej drugiej książce gdzieś czytałam. To musi być interesujące przedstawienie historii z punktu widzenia tej drugiej, a może pierwszej :) szalonej, a może nie :)

      Usuń
  11. Errata grubości książki doprowadziłaby wydawnictwo do ruiny. :) "Lekturowe" wydania odradzam z całego serca, choć czasem są naprawdę atrakcyjne cenowo i wizualnie.
    Za "Jane Eyre" wręcz przepadam, to dla mnie kwintesencja angielskiej powieści. Wkrótce napiszę o przeczytanej niedawno książce, która bardzo mi się z nią kojarzyła.
    Podobnie jak Alicja polecam Ci "Szerokie morze Sargassowe" Jean Rhys. Powieść zrobiła na mnie duże wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale skoro nie zatrudnili korektora, to .... -- zresztą szkoda słów. Znak czasów- byle-jakość i nastawienie na duże i szybkie zyski i brak uczciwości. Co do wydań lekturowych będę się ich wystrzegać.
      Jak widzę, Jane Eyre stanowi ukochane dziecko wielu czytelniczek :)
      Czekam na kolejną recenzję książki skojarzeniowej. A Szerokie morze Sargassowe zapisuję sobie do schowka.

      Usuń
  12. Uwielbiam "Jane Eyre". Czytałam jednym tchem zapominając o bożym świecie. Nie wiem czy to dobrze czy źle...
    Mogę takie książki czytać bez końca.
    W moim życiu miłości mi nie brakuje. Jestem bardzo szczęśliwa!!!!
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma te swoje ubóstwiane książki.
      Cieszę się, że jesteś szczęśliwa i jeszcze się do tego przyznajesz. Dzisiaj mało kto się do tego przyznaje, w modzie jest narzekanie, nieszczęście, zmęczenie , brak czasu i depresje. Często mówi się, że człowiek szczęśliwym jedynie bywa, że szczęście nie jest stanem permanentnym. Ja się z tym nie zgadzam, przynajmniej nie do końca. Może to naiwnie, ale uważam się za osobę, która ma szczęście, czasami nawet myślę, czym sobie na to zasłużyłam :).

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).