środa, 3 października 2012

Kościół de la Madeleine w Paryżu


Nie należę do osób, którym podoba się każda świątynia, którą zobaczą, która o każdej potrafi powiedzieć, że jest nią zafascynowana, że unikatowa i że to jedna z najpiękniejszych świątyń, jaką oglądałam. Ale, jeśli miałabym wskazać swe ulubione świątynie w Paryżu, to poza katedrą Notre Dame, (którą wielbię miłością bezwarunkową i nawet dewastacje, jakich dokonały na niej wieki nie są w stanie tego uczucia osłabić), jedną z takich ulubionych byłby kościół de la Madeleine w Paryżu. Właściwie nie do końca potrafię wyjaśnić dlaczego, ale tak to chyba z uczuciami bywa, są poza sferą logicznych argumentów. Być może sprawiło to połączenie chrześcijańskiej budowli z klasyczną grecką świątynią, w wyniku którego powstał taki dziwny melanż. Budowla zaplanowana przez Ludwika XV jako kościół, po wygaśnięciu rewolucji miała zostać przekształcona w giełdę, bank państwowy lub sąd handlowy, był też pomysł uczynienia z niej siedziby Konwentu Narodowego, biblioteki lub Opery. Dajcie mi budowlę, a powiem wam, co z nią można zrobić - chciałoby się powiedzieć. Napoleon I chciał przekształcić ją w świątynię zwycięskiej armii. Tymczasem Ludwik XVIII zapragnął wznieść kaplicę pokutną upamiętniającą egzekucje członków rodziny królewskiej. Egzekucja miała miejsce na położonym nieopodal placu de la Concorde. Pojawiła się również koncepcja stworzenia tu dworca. I w końcu klasycystyczna budowla została poświęcona jako kościół parafialny św. Magdaleny. Trwające przez lata budowy (a było ich zaledwie 85) zawirowania polityczne wpłynęły na ostateczny styl i kształt budowli. Wystarczy spojrzeć na fasadę z 52 doryckimi kolumnami, aby nasunęły się skojarzenia ze starożytną świątynią, czy choćby paryskim Panteonem. Kościół św. Magdaleny doskonale harmonizuje ze znajdującym się naprzeciwko, na drugim brzegu Sekwany Palais Bourbon, z daleka wyglądają, jak lustrzane odbicia symetrycznie spoczywające po dwóch stronach Placu Zgody. Miejsce przed wejściem do świątyni stanowi idealny punkt do sporządzenia zdjęć z widokiem obelisku oraz Pałacem Burbońskim w tle.
Również wnętrze z półokrągłą absydą przypomina bardziej rzymskie termy niż chrześcijańską świątynię. Panuje tu półmrok z powodu zamurowania małych okien lunetowych. W ich miejscu znajdują się sceny z życia Św. Magdaleny. Na mnie, jako osobie, która od pewnego czasu kolekcjonuje anioły (w sensie bardziej duchowym, niż materialnym; na zdjęciach, w zakamarkach pamięci, czy pod powiekami) spore wrażenie wywarł ołtarz, na którym znajduje się kobieca postać (św. Magdalena) w otoczeniu aniołów. Aniołów zresztą w tej świątyni jest więcej, co przecież nie może dziwić, bo to miejsce, jak mało które lepiej się do tego nadaje.

Z kościołem Św. Magdaleny związały się pośmiertne losy dwóch wielkich Polaków. Tutaj swą ostatnią podróż rozpoczęli; Fryderyk Chopin (30 października 1849 r.), 
którego kondukt żałobny przy dźwiękach Requiem Mozarta oraz własnego Marsza żałobnego odprowadził na cmentarz Pere - Lachaise oraz Adam Mickiewicz (21 stycznia 1856 r.), który został pochowany na polskim cmentarzu Montmorency w Paryżu, aby kilka lat później powrócić do Ojczyzny i spocząć w krypcie Katedry na Wawelu. Może to właśnie te polskie akcenty spowodowały, że jest to miejsce, do którego lubię wracać; przez serce i rozum. Na zdjęciu obok miejsce spoczynku Chopina

16 komentarzy:

  1. Ja chyba podczas mojego pobytu w Paryżu do tego kościoła nie dotarłam - faktycznie, co najmniej oryginalny!
    Dla mnie numer 1 w Paryżu to jednak Sacre-Coeur, ale po piętach depcze jej kaplica Sainte-Chapelle:)
    Chyba bardzo się napracowałaś tworząc ten wpis - nie uwierzę, że to wiedza z polskiego przewodnika! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sacre Coeur podoba mi się z zewnątrz, ten biały budulec, ta okrągła kopuła (jak ja lubię okrągłe kształty; vide rzymski panteon czy Castel di Saint Angelo, czy Piazza Navona), no i to położenie, które zarówno jemu, jak i wzgórzu Świętego Męczennika nadaje koloryt i niepowtarzalny urok. Jednak wnętrze - nie wywarło na mnie pozytywnego wrażenia, może z powodu obsługi pilnującej, aby nie robić zdjęć i chodzić z lewej nawy do prawej, absolutnie, nie inaczej, bo zaraz krzyczą i stresują. Sprawia to wrażenie, jakby znajdowały się tutaj niesamowicie cenne skarby, których fotografowanie pozbawi to miejsce charakteru sacrum, coś mu ubędzie. Może to mało istotna sprawa z punktu widzenia sympatii do miejsca, ale takie drobiazgi czasami zniechęcają. Natomiast Saint Chapelle cudna (pisałam o niej we wpisie z 7 stycznia tego roku). Już po zamieszczeniu wpisu pomyślałam, że powinnam podać źródła, ale czytam tyle książek na temat Paryża (także przewodników), że czasami nie pamiętam skąd pozyskałam daną informację. Jednak przed wpisem zajrzałam do książki, którą najbardziej cenię - Sztuka, architektura Paryż (Mam z tej serii Florencję i Rzym) Są to moje jedne z najlepszych źródeł informacji. Coś niecoś pamiętam też z pierwszej wizyty w kościele podczas wycieczki z 2007 r., kiedy zwiedzałam kościół z przewodnikiem.

      Usuń
    2. Mi w Sacre-Coeur podoba się najbardziej kontrast pomiędzy bielą fasady i przestrzenią (ach, to wzgórze!) zewnątrz, a przytłaczającą ciemnością wewnątrz. Może też miałam więcej szczęścia, bo nikt mnie nie przeganiał i nie tresował, ale to było ładnych parę lat temu, więc sporo mogło się zmienić.
      Wspomniałaś o zwiedzaniu z przewodnikiem - tak, czasem jest to naprawdę przydatne, pomimo że zasadniczo preferuję wycieczki i zwiedzania indywidualne.

      Usuń
    3. Widzę, że jak ja czytam u ciebie, Ty7 jesteś u mnie :) Tak chyba miałaś więcej szczęścia. Ja byłam tam w 2010 i w 2011 i za każdym razem (w sumie trzykrotnie) jedyne wrażenia z wnętrza to były okrzyki No foto, no foto i lekkie popychanie we właściwym kierunku i zawracanie z drogi, jeśli ktoś chciał np. wrócić do wejścia i tak musiał zrobić rundę dookoła. To takie prozaiczne, ale psuło wrażenia z wizyty na tyle, że nie mam już ochoty wchodzenia do wewnątrz, choć może, jak będzie kiedyś mniej turystów, to i pilnujących panów będzie mniej i nie będą przeszkadzać w wizycie. Co do form zwiedzania także preferuję indywidualne wyjazdy. Jednak po raz pierwszy byłam w Paryżu z wycieczką zorganizowaną i nawet jeszcze wtedy nie narzekałam. Pani przewodniczka upatrzyła mnie sobie do rozmowy i opowiadała mi wiele ciekawych rzeczy. Na ostatniej zorganizowanej wycieczce byłam w maju 2009 roku i od tej pory nie zamierzam psuć sobie radości z podróży - przynajmniej na terenie Europy chodzeniem ze stadem.

      Usuń
    4. Ale za to jaka akustyka w Sacre-C. - trafiłem, tam na Godzinki - coś niesamowitego, zawsze obiecuję sobie, że muszę to powtórzyc ale jak to bywa w życiu jakoś mi się do tej pory nie udało. No i widok ... szkoda tylko, że schody do ogrodu wonieją jak nie przymierzając bramy w kamienicach na Stalowej.

      Usuń
    5. Moja koleżanka trafiła na jakiś koncert i do dziś wspomina tę świątynię najprzyjemniej, a do tego wychodziła już po zmierzchu, kiedy białe mury odbijały w sobie światła latarń i oświetlały całe wzgórze. Czyli jak widać pierwszy raz może być decydujący. Widok zapiera dech.

      Usuń
  2. Byłam tam raz! Ale generalnie do kościołów zaglądam bardzo rzadko, chyba, że trwają w nich jakieś happeningi, "biała noc", albo gdy można posłuchać organów. Lubię natomiast chodzić na targ pod kościołem Sw. Magdaleny. Tuż obok znajduje się najpiękniejsza secesyjna toaleta, ale właśnie jest w remoncie...A pomysł z kolekcjonowaniem aniołków cudowny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to troszkę jest tak, że cudze chwalicie swego nie znacie. Czasami wydaje mi się, że rzymskie świątynie, które uwielbiam odwiedzać (też mam tam swoje ulubione, głównie ze względu na ślady bytności w nich Michała Anioła, ale nie tylko; świątynie są wspaniałymi galeriami sztuki. Tak więc pomijając potrzeby duchowe lub ich brak, do kościołów uczęszczam z potrzeby estetycznej; architektura, rzeźby, obrazy, czasami krypty) znam o wiele lepiej niż gdańskie. Są w moim mieście takie świątynie, w których byłam raz, a są też takie, których nigdy nie odwiedziłam. A na toaletę na przyszły raz poproszę namiary- prozaiczna rzecz, ale czasami ile można pić tej kawy, aby skorzystać, choć w Paryżu nie jest tak źle, jak w Rzymie z "tymi sprawami". Pomysł z aniołkami nieopatentowany tak że można się podłączyć.

      Usuń
  3. Piękna, pełna wirów historia:) Dziękuję za interesujące informacje. Z paryskich świątyń skłaniam się do wysyłania uczuć uwielbienia ku Notre Dame i Sainte- Chapelle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam twoje uczucia co do obu. Zarówno o jednej (która uosabia moją miłość także do Wiktora Hugo i Quasimodo) jak i o drugiej już pisałam i myślę, że niejednokrotnie będę do nich wracać - w sensie wpisów. W sensie odwiedzin nie dopuszczam innej możliwości :) Pozdrawiam

      Usuń
  4. Znałam ze zdjęć sylwetkę "Madeleine" ale po raz pierwszy widzę zdjęcia z wnętrza. Piękne są te rzeźby jak również inne detale które widać w tle. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak rzeźby, które jak już wspominałyśmy nie należą do naszej ulubionej dziedziny sztuki w świątyniach przyciągają spojrzenia. lubię je fotografować, bo często dopiero po czasie dostrzegam detale, których nie widziałam będąc na miejscu.

      Usuń
  5. Byłam w kościele de la Madeleine. W pierwszej chwili zaciekawiła mnie budowla przypominająca świątynie, budowle rzymskie, greckie.
    Potem dołączył sentyment, że tutaj odbyły się pogrzeby Chopina i Mickiewicza. Wnętrze zrobiło na mnie wrażenie...
    Gosiu, że uwielbiam odwiedzanie kościołów, to dla Ciebie nie jest żadnym zaskoczeniem. Katedra Notre-Dame, Sainte-Chapelle są tymi świątyniami, które odwiedzam kiedy jestem w Paryżu.
    Dla mnie to ciekawy przypadek, dlaczego nie można robić zdjęć w Sacre Couer. Masz rację, pilnujący są bardzo niesympatyczni...
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że kochasz odwiedzanie świątyń miłością gorliwą i gorącą, moja jej nie dorasta do pięt.
      Tez zakaz robienia zdjęć jest dla mnie też niezrozumiały, często występuje we włoskich świątyniach; właściwie poza Rzymem, gdzie nie przypominam sobie zakazu fotografowania, poza Kaplicą Sykstyńską chyba niemal wszędzie. Na Tobie też wywarli niemiłe wrażenie?- to dobrze, to znaczy dobrze, że nie tylko na mnie, że sobie ich nieuprzejmości nie wymyśliłam.

      Usuń
  6. Ja jakoś nie przepadam za zwiedzaniem kościołów. Owszem, odwiedzam je, ale inne zabytki jakoś bardziej do mnie trafiają i na dłużej zostają w pamięci. W kościele de la Madeleine byłam, ale przyznam, że zdjęcia ze środka, które zamieściłaś oglądałam tak, jakbym widziała te obrazy po raz pierwszy. Za to lepiej pamiętam okolice kościoła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja powtórzę, jak pisałam gdzieś wyżej, świątynie są dla mnie przede wszystkim galeriami sztuki; z dziełami tak wybitnych, jak Michał Anioł, Bernini, Caravaggio, Lippi, czy też całkiem nieznanych a tworzących cudowne poematy w kamieniu i na płótnie. Ja także nie pamiętam wielu świątyń, niektórych nawet z nazwy, a co dopiero wystroju, ale ta jakoś zapadła mi w pamięć

      Usuń

Nie odpowiadam na komentarze agresywne, napastliwe, próbujące wciągać w polityczne dyskusje. Jeśli będą pojawiać się nadal, pomimo ich ignorowania będę je usuwała. Na tym blogu Polityka nie jest mile widziana.