sobota, 13 października 2012

Paryskie spotkania z Czarą i Holly (cz. 2)


Obok Park Monceau (źródło zdjęcia)
Jak pisałam w części pierwszej Paryskich spotkań wspólne wędrowanie po Paryżu z Czarą i Holly należą do moich najmilszych wspomnień z tegorocznej wycieczki po Francji. O odkrytym na nowo dzięki Czarze Montmartrze pisałam tutaj
Dzisiaj kolej na Paryż z Holly. Spacer rozpoczęłyśmy w przepięknym parku Monceau od znajdującej się przy wejściu rotundy. Park Monceau został utworzony pod koniec XVIII wieku z polecenia Ludwika Filipa Orleańskiego.  Była to ciekawa postać; arystokrata, oficer, bohater licznych romansów, królewski kuzyn, którego odwrót od dworu i postępowe poglądy zapewniały temat do rozmów. 
Obok pomnik Chopina w parku 
W trakcie trwania rewolucji francuskiej został posłem w konwencie narodowym i głosował za ścięciem króla. Postępowe poglądy nie zapobiegły jednak temu, iż sam został stracony na gilotynie. Ogród został stworzony na wzór ogrodów angielskich, co oznacza, iż pełen był starożytnych świątyń, chińskich pagod, ruin, obelisków, akwenów wodnych, sztucznych skał. Po upadku rewolucji został przekształcony w park publiczny. Pod koniec następnego stulecia park został wykupiony przez władze miasta, a ponad połowa jego terenu miała być przeznaczona pod budowę nowych nieruchomości. Dzięki inicjatywie barona Hausmanna tereny te jednak pozostawiono w granicach parku. Został on na nowo otwarty przez cesarza Napoleona III.
Obok obraz  Le Parc Monceau Moneta.   
Park był świadkiem nie tylko beztroskich chwil wypoczynku paryżan, ale także masakry komunardów w 1871 r., którzy tutaj schronili się przed żołnierzami wersalskimi. Był także motywem prac wielu XIX wiecznych malarzy, między innymi Moneta (Le Parc Monceau). Do dzisiejszych czasów zachowała się zaledwie część jego imponującego „wyposażenia”, która i tak daje pojęcie o pięknie i bogactwie parku za czasów jego pierwszego właściciela. Znajdujące się tu dzisiaj liczne place zabaw, pomniki, ławeczki, posągi, ruiny, pomniki. Jest też akcent polski Pomnik Fryderyka Chopina. 
Obok Dom Nany.   
Nieopodal Parku znajduje się dom, który jak twierdzą znawcy miał być domem Nany z powieści Emila Zoli. W pobliżu Parku znajduje się także wejście do Muzeum Camondo (Musee Nissim de Camondo). Odwiedziny w tym Muzeum są jak wycieczka w czasie; wprost z XXI wieku przenosimy się do XVIII apartamentu (małego pałacyku), wyposażonego w autentycznego akcesoria z epoki rokoka.   Wchodząc trudno się zdecydować, co podziwiać najpierw; przestrzenność, bogactwo, smak, czy historię, którą opowiadają wnętrza. Camondo byli potomkami jednego z najbogatszych żydowskich rodów, ich historia zaczyna się w XV wieku, gdy z  Hiszpanii poprzez Wenecję przenoszą się do Imperium Osmańskiego, aby tam zdobyć fortunę. Przodkowie Mojżesza Camondo (pierwszego właściciela dzisiejszego Muzeum) byli finansistami, założycielami banku Imperium Osmańskiego.  
Obok salonik w posiadłości Mojżesza Camondo. Przybyły do Paryża Moisse był nie tylko bogatym bankierem, ale i wielkim kolekcjonerem sztuki. Wyburzył  odziedziczoną po ojcu posiadłość i przekształcił ją w odpowiednik nowoczesnego pałacyku przystosowany do pomieszczenia kolekcji mebli, obrazów, dywanów, wyrobów złotniczych, porcelany, książek. Kiedy jego syn Nissim zginął w 1917 roku podczas pierwszej wojny światowej w obronie Francji Mojżesz postanowił pozostawić swoją posiadłość wraz z ogromnymi zbiorami, jako Muzeum Sztuk Dekoracyjnych państwu francuskiemu dla uczczenia pamięci syna (Muzeum nosi dziś imię Nissima Camondo). Mojżesz, po śmierci syna i ucieczce żony z kochankiem do Włoch mieszka w tym ogromnych domostwie zupełnie sam, towarzyszy mu jedynie służba. Popada w depresję. Kiedy ogląda się ogromne pomieszczenia, np. jadalnię, czy salony można oczami wyobraźni zobaczyć samotnego, zgorzkniałego Mojżesza dla którego życie było takie piękne i takie smutne zarazem. Poniżej coś, coś jest moim marzeniem -biblioteka, na zdjęciu zaledwie jej fragment. Posiadłość wraz ze zbiorami przechodzi na własność państwa w 1935 roku. Ale to jeszcze nie koniec historii rodziny Camondo; jest jeszcze zamężna córka Mojżesza, bogata, wykształcona, niedawno przeszła na katolicyzm. Jest rok 1943, Beatrice bez obaw porusza się po mieście. Jest przecież jest katoliczką, jej ojciec przekazał cały swój olbrzymi majątek państwu, uważa więc, że nie może ją spotkać nic złego. A jednak - zostaje aresztowana i wraz z mężem i dwójką dzieci wywieziona do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, gdzie giną wszyscy. I tak kończy się historia XV wiecznego bogatego żydowskiego rodu. Na szczęście dla nas zostaje miejsce, w którym przetrwało coś z ducha tamtych lat, no i przepiękna kolekcja.
To Holly opowiedziała mi bardzo ciekawą historię rodziny Camondo, ja przytoczyłam jedynie jej fragment. Historia ta mogłaby posłużyć za scenariusz filmowy. Ponieważ na zwiedzenie Muzeum miałyśmy niezwykle mało czasu będzie to jedno z pierwszych miejsc, do których wrócę podczas kolejnej wycieczki do Paryża. Zdjęcia z muzeum nie są mego autorstwa.
Po opuszczeniu Parku Monceau czekała mnie niespodzianka. Holly zaprowadziła mnie na Rue de Chazelles, w miejsce, w którym zbudowana została Statua Wolności. Pewnie niewiele osób wie, że jednym z projektantów Statuy był Gustaw Eiffel (projektant konstrukcji). Stanęłyśmy dokładnie w miejscu, w którym w 1885 r. zostało sporządzone zdjęcie wyłaniającego się spoza pracowni posągu i zostałam obdarowana pocztówką z reprodukcją tamtego zdjęcia sprzed ponad 125 lat (zdjęcie pocztówki obok). Holly nie mogła chyba wiedzieć, jak ogromną mi tą niespodzianką sprawiła radość. Statua Wolności był to bowiem do niedawna jedyny powód, dla którego gotowa byłabym przebyć długą drogę za ocean. Mam to tego symbolicznego posągu wiele sentymentu.
Następnie udałyśmy się na przechadzkę, w trakcie której obejrzałyśmy między innymi przepiękny sobór Aleksandra Newskiego w Paryżu (pierwszą prawosławną świątynię we Francji), Dom Kapitana Dreyfussa (przy okazji dowiedziałam się, że nasz rodak ma nakręcić film o „aferze Dreufussa”. Ciekawa jestem, czy w filmie wystąpi też Zola, który stanął w obronie kapitana), ciekawy secesyjny budynek magazynowy (Magasine Reunis) i doszłyśmy na Rue des Acacias, gdzie toczy się akcja wielu powieści Remarqua.  
Spacer zakończyłyśmy vis a vis Łuku Tryumfalnego przy lampce calvadosa, gdzie snułyśmy rozważania, który z położonych w pobliżu hotelu mógł stanowić miejsce zamieszkania Ravica (bohatera Łuku Tryumfalnego).  
I poczułyśmy się trochę jak bohaterki z tej starej fotografii (1925 r.)

To jednak nie był koniec przyjemności, ponieważ wieczór zakończyłyśmy wraz z Holly i Czarą delektując się ciekawą rozmową i smaczną kolacją. Dziewczyny, już się nie mogę doczekać kolejnego spotkania z wami i z Paryżem.

22 komentarze:

  1. W Paryżu też jest Statua Wolności na Île aux Cygnes. Nie trzeba oceanu przepływać:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, byłam, widziałam, ale ona jest dużo mniejsza i to już nie to samo, żadnego przyspieszonego bicia serca, żadnych skojarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gosiu, faktycznie z dziewczynami poznałaś ciekawe zakątki Paryża.
    Gdy jedziemy do Paryża, to w pierwszej kolejności chcemy poznać te znane miejsca.
    Dopiero potem możemy zapuścić się gdzieś dalej...
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. To zrozumiałe, jak jedziemy tam pierwszy, drugi raz, a potem krąg naszych poszukiwań rozszerza się i zatacza coraz większe koła. A przecież wciąż też wracamy w te miejsca, które nas urzekły. I pomyśleć, że są osoby, którym Paryż się nie podoba. Jakie to szczęście, że są, gdyby nie to byłoby tam jeszcze tłoczniej, a dzięki temu, że wolą spędzać urlopy na słonecznych plażach my mamy nieco większy komfort zwiedzania.

    OdpowiedzUsuń
  5. O, ja też bardzo chciałabym wrócić. Byłam dopiero raz i jestem zakochana. Dziękuję ci za te wspaniale wirtualne wycieczki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale Ci się nie dziwię, ja była pięć i ciągle chcę wracać i wciąż mi mało. W tym mieście naprawdę można się zakochać i nie koniecznie muszą to być jego sztandarowe miejsca, choć i te bywają piękne.

      Usuń
  6. Jak ja lubię odkrywać takie perełki jak muzeum Camondo! W Londynie, gdzie bywałam w swoim czasie wielokrotnie, za swoje odkrycie uważam muzeum Johna Soana i sadzę, że jest między nim a muzeum Camondo w Paryżu jakieś podobieństwo, choć epoka i życiorysy założycieli są zupełnie odmienne. Ale miejsca te nie sa najbardziej znanymi atrakcjami turystycznymi, a potrafią zachwycić i oczarować.
    Pocztówki bardzo "klimatyczne" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będę się wybierała do Londynu poproszę Cię o takie wskazówki, choć pewnie pierwsza wizyta będzie musiała być "tradycyjną" :) Tak to jest, jak nie ma się pewności co do powrotu. O Muzeum Johna Soana nie słyszałam, ale zapamiętam sobie. A pocztówki-być może twój cykl Ulotne chwile miał tu jakiś wpływ, bo zaczęłam poszukiwać takich retro pocztówek. Zaczęłam od Paryża.

      Usuń
  7. Interesujący spacer. Zachwyciłam się opowieścią o rodzinie Camondo i ich pałacyku. Nie znałam tego miejsca. Interesujący jest wątek kariery w Imperium Osmańskim, wielonarodowościowym i wieloreligijnym z pewną dozą tolerancji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również ta opowieść wciągnęła, tym bardziej, że nazwisko zupełnie mi nieznane, a tu proszę co za rodzina- finansiści, kolekcjonerzy sztuki, patrioci dla swej nowej Ojczyzny gotowi oddać życie. I ta odważna, a może zbyt łatwowierna Beatrice; w 43 roku wydaje się, że świat powinien wiedzieć, co czeka żydów ze strony najeźdźców, tymczasem zachód do końca nie wierzył; w obozy zagłady, w eksterminację, w getto, w powstanie żydowskie w Warszawie. Jestem po lekturze W ogrodzie pamięci Joanny Olczak Ronikier i takie mnie naszły skojarzenia.

      Usuń
  8. Fascynujący wpis i bardzo interesująca, choć tragiczna historia rodziny Camondo. Jeśl kiedyś będę w Paryżu nie omieszkam odwiedzić parku i muzeum. A co do Zoli to historia Dreyfusa chyba się bez niej nie obejdzie bo odegrał w niej bardzo ważną rolę. A ten nasz rodak to Żuławski czy jakiś inny reżyser? Pozdrawiam serdecznie, liścik dostałam, odpiszę nieco później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że historia zainteresowała nie tylko mnie, ale jeszcze parę osób. Pewnie ucieszy to także Holly. Film ma nakręcić Roman Polański - widzę, że nie tylko ja o tym nie wiedziałam:) Skoro kręci nasz rodak to jest szansa, że i do Polski film dotrze i z przyjemnością go obejrzę. Z odpisywaniem spokojnie, jak znajdziesz czas, nastrój i chęć :)

      Usuń
  9. Droga Guciamal,

    Czytam, czytam i aż mi się wierzyć nie chce, że tyle zapamiętałaś z naszej przecież w sumie ograniczonej w czasie wędrówki...Niezwykle opisałaś tych kilka obejrzanych razem zakątków, spopularyzowałaś je, a ja się dowiedziałam, że park Monceau portretował Monet...byłam przekonana, że to Twoje zdjęcie...podretuszowane Instagramem! I bardzo mnie rozbawiło to ostatnie zdjęcie...siedziałyśmy dokładnie przy takich samych stolikach i na takich samych krzesłach, w podobnym chyba miejscu...nie zmienia się ten Paryż, oj nie zmienia. Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejną wizytę a przede wszystkim spacer!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Holly, gdym ja polegała na pamięci daleko bym nie zajechała, oczywiście trochę zapamiętałam, troszkę zanotowałam na gorąco, a troszkę poszperałam w książkach i internecie. Guciamal popularyzatorką nieznanych zakątków Paryża? - to mi się podoba, ale skromność nie pozwala mi się zgodzić na tak dumne miano. A na zdjęciu to my tylko niecały wiek temu (żywotne jesteśmy). Już jestem ciekawa, gdzie tym razem mnie zabierzecie :)

      Usuń
  10. Oj, z 10 lat temu w parku Monceau, w piękny słoneczny letni dzień siedziałam sobie pół dnia na ławeczce i czytałam "Ferdydurke", co jakiś czas wybuchając gromkim śmiechem, co chyba musiało trochę dziwnie dla osób wokół mnie wyglądać ;-)
    Śliczny spacer!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam takie czytelnicze skojarzenia, a jak jeszcze czytanie ma miejsce w pięknych okolicznościach przyrody to nie trzeba do szczęścia nic więcej.

      Usuń
  11. Przyjeżdżaj, przyjeżdżaj! Piękne Ci te zdjęcia wyszły z Parku Monceau, zwłaszcza to pierwsze, takie tajemnicze i zamglone. Ten park to miejsce mojego rannego biegania, małe to romantyczne i natchnione zestawiając z Chopinem, ale bardzo przyjemne w takim otoczeniu.
    A Park Monceau "zagrał" nie tylko w Nanie. W jednym z tych pałacyków na jego brzegu Zola umieścił też historię Renaty ze Zdobyczy (w Monceau dzieją się "pikantne" momenty;) ale też w Pieniądzu i innych.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  12. To pierwsze to akurat nie moje, więc na pewno piękne. Zaraz dodam źródło (ze wstydem przyznaję, że zdarza mi się o tym zapomnieć, kiedy czerpię ze strony obrazy dla..) Zauważyłam, że Paryż to miasto biegaczy, jeśli w Gdańsku widzę to pojedyncze sztuki, a w Paryżu całe tabuny. Zdobyczy jeszcze nie czytałam, a w Pieniądzu widocznie nie zwróciłam uwagi na ulice. Ale poproszę o wynotowanie numerów, a ja je obejrzę następną razą :) Pozdrawiam ciepło z zimnego Gdańska (od powrotu wciąż mi zimno- dziwne).

    OdpowiedzUsuń
  13. tego spotkania to Ci zazdroszczę, miałaś świetnych, nietuzinkowych przewodników :)
    i dopiero odkryłam tego Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mogę się z Tobą nie zgodzić co do przewodników :) A co do bloga spotkałyśmy się na anielskim blogu, którego staram się prowadzić przy współudziale kilku blogerek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, ale dopiero odkryłam, że masz ich więcej :)

      Usuń
  15. To już wszystkie :) Prowadziłam kiedyś na WP, ale zaprzestałam. A poza tym tylko uczestniczę we współtworzeniu paru (klasyka, nobliści, francuska kawiarenka,Kraszewski :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).