czwartek, 13 grudnia 2012

Dwie królowe Józef, Ignacy Kraszewski


Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1960 rok, stron 422
Kraszewski przyzwyczaił mnie (po przeczytaniu siedemnastu jego większych i mniejszych dzieł), iż co jak co, ale jego powieści historyczne nie zawodzą.

Lubię powieści historyczne, powieści z historią w tle, lubię, kiedy przez karty powieści przemykają znane z podręczników historii postacie, kiedy papierowa postać władcy czy narodowego bohatera ożywa i staje się bliska czytelnikowi. Tymczasem po lekturze Dwóch królowych (rzecz o królowej Bonie oraz jej synowej królowej Elżbiecie) jestem nie tyle wstrząśnięta, co zmieszana. Od pierwszych stron coś mi zgrzytało podczas lektury. Nie jestem wielbicielką królowej Bony, ale sposób potraktowania postaci budzi moje wielkie ubolewanie. Ta doskonale wykształcona, niezwykle gospodarna, mądra o silnej osobowości i dużym wyczuciu sytuacji politycznej władczyni została przedstawiona, w sposób karykaturalnie jednostronny i krzywdzący. Wychowywana na dworze Sforzów, przebywająca na dworze Lukrecji Borgii, będąca świadkiem krwawych i bezwzględnych rządów monarchów przybyła do nieznanego jej kraju owiana legendą trucicielki, jej polityczne aspiracje i rządy silnej ręki budziły sprzeciw i możnowładców i szlachty, jej mądrość i wykształcenie budziły zawiść mniej uczonych panów polskich. Do tego nie najłagodniejszy charakter Włoszki powodował, iż nie cieszyła się ona sympatią ani poddanych, ani nawet rodziny.

Bonę poznajemy w chwili, kiedy na Wawelu oczekuje się przybycia Elżbiety Habsburżanki – przyszłej żony Zygmunta Augusta. Zajadła przeciwniczka Habsurgów nie potrafi pogodzić się z myślą, iż żoną jej syna zostanie Niemka. Bona obawia się także, iż żona mogłaby zawładnąć sercem jej Zygmunta i pozbawić ją wpływu na jego decyzje, a tylko dzięki zachowaniu tego wpływu może nadal władać Koroną.  
Monarchini, która nie była osobą łagodną i która miała iście włoski, wybuchowy temperament została przez Kraszewskiego przedstawiona, jako niezmiernie antypatyczne babsko, intrygujące, wymuszające na otoczeniu zachowania zgodne z jej oczekiwaniami; a to pieniędzmi, a to oszczerstwami, a to znieważaniem, a to płaczem, histerią i rzucaniem się na podłogę. Do tego Bona Kraszewskiego to osoba dość ograniczona, nie potrafiąca logicznie myśleć, kłamiąca, kłótliwa, myśląca wyłącznie o sobie i swoich potrzebach. Intrygantka szkodząca interesom Rzeczpospolitej. Chyba dla równowagi młodą, niedoświadczoną, chorowitą, niezbyt bystrą królową Elżbietę przedstawił Kraszewski, jako dziewczę anielskiej cierpliwości, ogromnej pokorności, dobrotliwości, niewinną dzieweczkę szczutą na każdym kroku przez teściową. Ciekawa jestem, co było przyczyną ukazania tak nieprawdziwego wizerunku jednej z najlepszych polskich władczyń. Jedyną logiczną odpowiedzią, jaka mi się nasuwa była potrzeba pokazania bohaterki, która stanowiłaby tło dla tej w gruncie rzeczy romansowo-obyczajowej opowieści. Bo tak prawdę mówiąc historii w Dwóch królowych niewiele. Można natomiast poznać tło obyczajowe epoki; warunki życia na Wawelu, ceremoniał zaślubin, zwyczaje panujące na dworze, a także intrygi, rywalizację, tworzenie się koterii i stronnictw.

Jednak Dwie królowe to przede wszystkim romansidło z historycznymi postaciami w tle. Zdecydowaną większość fabuły zajmują miłosne intrygi, jakie snują kochanka Augusta - Dżemma, aby zatrzymać przy sobie młodego króla, Bona, aby odciągnąć go od nowo poślubionej żony, Pietrek Dudycz, aby zdobyć piękną Dżemmę, która byłaby doskonałym nabytkiem dla nieatrakcyjnego starego kawalera i zabezpieczeniem jego pozycji na królewskim dworze.

Osobiście nie przepadam za romansami, może dlatego (oraz z powodu stronniczości Kraszewskiego) książka nie przypadła mi do gustu. Nie mogę jednak powiedzieć, że jej lekturę uważam za czas stracony, jest w niej historyczne tło, jest nakreślenie sytuacji na dworze, no i dzięki niej nabrałam ochoty na poznanie prawdziwych losów królowej Bony Sforzy, a to wcale niemało.

Moja ocena 3,5/6
Książkę przeczytałam w ramach trzech wyzwań; stosikowe losowanie u Anny, Trójka E-pik u Sardegny (książka, którą chciałam przeczytać w 2012 roku), wyzwanie Kraszewski.
Na zdjęciu nagrobek królowej Bony (za XII wiecznym cyborium) w Bazylice Św. Mikołaja w Bari autorstwa Santi Gucci (tzn. nagrobek jego autorstwa. Zdjęcie moje) 

18 komentarzy:

  1. Kobieto, wpędzasz mnie w kompleksy :)Kraszewski znowu u Ciebie króluje, a moje egzemplarze leżą zakurzone... 17 dzieł - robi wrażenie, ja mam na koncie zaledwie jedną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie z kolei wpędza Iza w kompleksy, kiedy co rusz pojawia się jej nowa recenzja. Aby zmniejszyć trochę twoje napiszę, że kilka z przeczytanych przeze mnie "dzieł" to krótka forma opowiadanka :), a na półce leżą i czekają jeszcze dwie cegiełki. W tm roku już nie dam rady.

      Usuń
  2. I tak to jest z historycznymi powieściami - można je czytać z przyjemnością, gdy są osadzone w jakichś dość egzotycznych realiach, no, w każdym razie w takich, o których się (tzn. ja - czytelnik) niewiele wie albo zgoła nic. A gdy się wiedzę posiada i to dość ugruntowaną, bo jednak dzieje Jagiellonów są takim etapem historii, który każdy w mniejszym lub większym stopniu przyswoił, to czasem coś w takiej lekturze zgrzyta. Raz, drugi, kolejny... i tyle z przyjemności czytania. Zostaje warstwa romansowa - gdy się ją lubi. Albo powiedzmy obyczajowa - ale tu znów, czy można wierzyć? Czy czcigodny autor znów nie podkolorował obrazka tak, jak mu się podobało? I cała nasza lektura jest podszyta taką coraz bardziej uświadamianą refleksją, wątpliwościami, co zresztą świetnie przedstawiłaś w recenzji.

    Zdjęcie! "Nasz" Santi Gucci! Bardzo dla mnie cenne. Lubię przyglądać się związkom Krakowa z Francją, Italią. Czy pisałaś na blogu o Bari? Widzę, że jest Florencja, Rzym, a całej włoskiej serii jeszcze nie przeglądałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie też miałam odczucia, że jest ta warstwa obyczajowa, ale czy i tu nie podkolorowana... I zastanawiam się, czy inne jego historyczne powieści były lepsze, czy moja wiedza była zbyt mała, aby wyłapać przerysowania. Ja rozumiem, że taka powieść nie zastąpi podręcznika historii i nie to jest jej rolą, ale jednak trochę wypacza nasze jej postrzeganie. No właśnie, jeśli lubi się romansidła to czytanie jej sprawi przyjemność, bo też i czyta się lekko i szybko.
      Ja też lubię związki polsko-włoskie i polkso-francuskie. O Bari nie pisałam- sama się zdziwiłąm temu zaniedbaniu, ale może wynika to z faktu, iż południowe Włochy zwiedzałam jeszcze z biurem podróży i wycieczka ta pozostawiła po sobie niedosyt i rozczarowanie z powodu tempa zwiedzania, jego powierzchowbności. Zamieściłam dwa krótkie wpisy Italia w pigułce - czyli jak szybko zwiedzić południowe Włochy (w okolicy października zeszłego roku- w zakładce bocznej Włochy-moja miłość). Mimo jednak niezbyt miłych wrażeń powinnam wysłać bukiet kwaitów i podziękowanie do biura podróży, bo to dzięki tej wycieczce -powiedziałam sobie dość- nigdy więcej i odważyłam się na mój pierwszy samodzielny wyjazd do Rzymu, który podczas wycieczki zwiedzaliśmy w niecały jeden dzień- Rzym i Watykan. Można więc wyobrazić sobie tempa tego zwiedzania i jego powierzchowność. Brrr. Moje pierwsze wpisy z podróży są też bardziej powierzchowne, takie zachłyśnięcie się tematem. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dziękuję! Dziś już wiem trochę więcej, bo wczoraj wieczorem zaczęłam przeglądać archiwa właśnie te z zakładki "Włochy moja miłość" :) Ale pobieżnie, przyznaję i nie zrozumiałam, dlaczego łączysz to z jakimś rozczarowaniem - no, to już wiem ;)
      Ja jeszcze chyba nie miałam nigdy doświadczeń z biurem podróży - ale myślę, że czasem takie zwiedzanie ma jakieś plusy, brak takich przyziemnych zmartwień, jakie mnie często trapiły w moich spontanicznych i niedopracowanych podróżach. Z drugiej strony - wolność! Sama planujesz co i w jakim tempie chcesz zobaczyć.

      A żeby już tak bardzo od tematu nie odbiegać, to przypomniałam sobie, że i ja czytałam Kraszewskiego w tym roku, o! A czytałam - i tu wątki się łączą - rzecz o podróży, o nostalgii i o... Wenecji, czyli "Półdiablę weneckie". Nie ma w tle tzw. Wielkiej Historii i jest to w swoim rodzaju dość urocza książeczka.

      Usuń
    3. Wiesz chyba jednak wolę te małe niedogodności związane z samodzielnym planowaniem podróży, tym bardziej, iż jako osoba nie władająca żadnym obcym językiem w stopniu nawet podstawowym przygotowuję te swoje wyjazdy dość starannie, bo potem tylko siąść i płakać :) I choć zdarzają się wpadki - jak ta, że samolot którym miałam lecieć popołudniu odleciał rano (i to nie była moja pomyłka, a błąd pośrednika)i działo się to na trasie Rzym-Wenecja - potraktowałam ją jako dodatkową atrakcję podróży. Półdiablę weneckie także czytałam, jako jedną z pierwszych książeczek Kraszewskiego Rzeczywiście choć nie jest to moim zdaniem wybitna literatura wspominam ją z uśmiechem i zgadzam się z określeniem urocza. :)

      Usuń
  3. W młodości przeczytałam sporo Kraszewskiego, którego lubiłam bardzo bo zawsze lubiłam historię i powieści historyczne. Co prawda jego styl zawsze wydawał mi się nieco ciężki, ale czytałam z przyjemnością. Bonę faktycznie brzydko potraktował, nie dziwię się że nie lubili jej współcześni bo z pewnością bardzo odbiegała od ówczesnej polskiej białogłowy a do czarnej legendy na jej temat przyczynił się w dużej mierze poseł dworu habsburskiego, Marsupin, który w swoich listach opisywał ją jako histeryczkę i megierę tyranizującą męża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano odbiegała, a my nie lubimy, jak ktoś wystaje ponad przeciętność. Tak mnie teraz naszło, że może za czasów Kraszewskiego nie było dostępnej pełnej wiedzy na temat Bony i stąd te przekłamania. Inne jego powieści historyczne czytało mi się dużo lepiej, ale też i moja wiedza dotycząca tamtych okresów historii i tamtych postaci była dużo mniejsza, choć nie twierdzę, że o Bonie i Jagielonach wiem dużo. Marsupin na kartach powieści oczywiście też występuje i to niemal jako męczennik, którego Bona zwodzi, lży, oszukuje :) Pozdrawiam i cieszę się, że ktoś się odezwał- wydawało mi się, że na temat JIK- wszyscy zrobią w tył zwrot, bo trochę się o nim na blogach pisze w roku rocznicowym :)

      Usuń
  4. Jakiś czas temu opublikowała u nas tekst Monika z "Co się dziwisz - było bardziej o Bonie niz JIK-owej książce, ale też się zastanawiała, czym Bona podpadła Kraszewskiemu.
    Gdzieś mi się obiło o uszy, że Kraszeski dobrze żył z dworem austriackim, tak więc to jeżdżenie po Bonie mogło mieć związek z włoskimi dążeniami niepodłegłościowymi (tyle, że Bona była bardziej polska).
    No sama nie wiem...
    Btw - tak odchudzałąm swoje zbiory JIK-a a i tak mam 2. Zakamuflował mi się gdzieś przykurzony Masław i ostatnio nie mogłam się oprzeć którymś z zapisków podróżnych.
    P.S. w sumie dobrze, że masz przed sobą "Starostę Warszawskiego", bo podobno fajny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam wpis i widzę, że nie ja jedna ma takie zdanie o sposobie przedstawienia Bony (anek7 także to punktuje). Żył dobrze z austryjakami- czyli znou wstrętna polityka miesza się do literatury - moja naiwność nie zna granic- a sądziłam, że może brak źródeł historycznych w XIX wieku to spowodował. Chciałam coś spytać, ale wyślę maila, co by nie sugerować odpowiedzi :)

      Usuń
  5. Mam własnie takie wydanie tej książki w domu - lektura przede mną, a tematyka ciekawa. Kiedyś tę książkę nabyłam w antykwariacie za sporą sumę. Ale nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dostałam w prezencie od Izy- wydanie także antykwaryczne. Też myślę, że mimo pewnych zastrzeżeń warto przeczytać. A jeśli jeszcze lubisz wątki romansowe to powinno Ci się bardzo spodobać.

      Usuń
  6. Parafrazując klasyka: Kraszewski wielkim poetą był ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten temat nic nie wiem, bo poezja to nie mój konik :(

      Usuń
  7. Kraszewski i wszystko jasne. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabrzmiało jak hasło reklamowe żarówek, ale czemu nie

      Usuń
  8. W pewnym okresie Kraszewski przesłonił mi cały świat. Maniakalnie kupowałam wszelkie jego wydania. Dosyć dużo ich zgromadziłam.
    Czytałam "Dwie królowe", ale książki nie mam w swoich zbiorach.
    A co do Bony? mimo niekorzystnych opinii, mam do niej bardzo pozytywny stosunek.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że sporo czytałaś Kraszewskiego :) Ja dopiero go poznaję, bo przed przystąpieniem do wyzwania znałam jedynie ekranizację Hrabiny Cosel i nic ponadto. Ja nie jestem szczególną wielbicielką Bony, ale doceniam co chciała zrobić i co udało jej się zrobić w tym obcym i niesprzyjającym jej środowisku i czuję do niej pewną sympatię. Poza tym moje poczucie sprawiedliwości buntuje się kiedy robię komuś krzywdę obmową niezależnie od tego, czy daną osobę lubię, czy nie. ot i wyszłam na samochwałę :)

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).