środa, 29 lipca 2015

Dzienniki Dąbrowskiej - tom piąty

Skończyłam czytać Dzienniki. Trochę mi się ich lektura rozciągnęła w czasie, ale może to i dobrze, tyle tu ciekawostek, tyle rzeczy, które chciałoby się wynotować, zapamiętać. Tyle refleksji, które są mi szczególnie bliskie, jak ta poniższa w ostatnich dniach:

Obserwuję u siebie ohydną skłonność do siedzenia godzinami na krześle albo tapczanie bez ruchu w jakiejś bezmyślnej czarnej rozpaczy. Przedzieram się przez powracające stany prostracji, wydzieram z ciemności po omacku - to co chcę jeszcze powiedzieć, wyrazić, zostawić. 2.11.1958 r. 
I tyle nazwisk znajomych z różnych dziedzin życia. 
Ciekawa refleksja na temat dostojników świata katolickiego (przywodząca na myśl skojarzenia z Papieżem Franciszkiem) …Ciemne masy katolickie (w każdym razie w Polsce) i świeckie, i duchowne (księża) w ogromnej części nie są w stanie zrozumieć dwu papieży nowatorów, a nawet ich nienawidzą. [Jan XXIII i Paweł VI]. Czy Watykan zdoła wygrać walkę „o nowe” z własną swoją owczarnią? Co gorsza nasz Wyszyński, tak gorąco przyjmowany przez wielkiego Jana, jest podobno „le dur”[twardy] i sprzeciwia się wszelkim próbom Konkordatu, który jest jednak koniecznością w dziele tej ewolucji Kościoła. Podobno watykańskim kandydatem na Prymasa Polski jest nowy arcybiskup Wojtyła, człowiek nowego ducha. Ale prymasostwo jest dożywotnie ...Tylko, jeśli prawdą jest to co mówią o Wojtyle- dzisiejszy Kraków może być nosicielem nowego… 3.02.1964 r.
Po co je notuję, czy będę do nich kiedyś wracać, czy zdążę je przejrzeć po raz kolejny? A jednak fakt, że jeszcze to robię daje być może złudne poczucie sensu lektury. Kiedy pamięć coraz bardziej szwankuje takie wypisywanie pozwala utrwalić to, co w danej chwili jest mi bliskie/ważne. 
Tom piąty obejmuje lata 1958 – 1965. Ostatnie lata życia; pełne goryczy spowodowanej niemocą twórczą, zmęczeniem, chorobami, oczekiwaniem kresu. Pisanie ostatniej (niedokończonej) powieści Przygody człowieka myślącego to dla Dąbrowskiej męka. Czasami odnoszę wrażenie, iż robi wszystko inne, aby nie pisać kolejnych rozdziałów. 
Ale są to też lata niepozbawione radości dnia codziennego; spotkania z ludźmi, pisanie artykułów, lektury, wizyty w teatrze, na koncertach i najnowsze odkrycie - dziesiąta muza. Krytyczne uwagi na temat telewizji z wcześniejszych tomów zastąpił zachwyt nad filmem. Wielbiciele tej dziedziny sztuki mogą tu znaleźć uwagi na temat kultowych (i nie tylko) filmów z końca lat pięćdziesiątych i początków sześćdziesiątych (jak choćby Ostatni dzień lata, Popiół i diament, Dolce vita, Stracone złudzenia Grahama Greene`a, Awantura o Basię). Ponownie sporo miejsca zajmują opinie na temat przeczytanych lektur, czy obejrzanych spektakli, którym należałoby poświęcić odrębny wpis (wpisy).
I wciąż pojawia się refleksja dotycząca pisania Dzienników; strata czasu - czy dokumentowanie zdarzeń? 
…. Z powodu wydania fragmentów Dziennika Virginii Woolf jest parę cierpkich uwag o „dziennikach” pisarzy. Że są rzeczą zbędną i nawet niebezpieczną, stwarzają m.in. surogat twórczości, odciągający od twórczości prawdziwej. To mnie od razu zdetonowało i wprawiło w rozpacz, zniechęciło do kontynuowania „Dziennika”. W samej rzeczy, po cóż ja to robię? Sama się nudzę czytając…. 15.07.1958 r. 
A ja nie. Ja się nie nudziłam, choć przyznaję, że było parę fragmentów mniej zajmujących, zwłaszcza te, które dotyczyły fachowych rozważań nad literaturą czy osób, których nazwiska były mi zupełnie obce. A jednak to właśnie w piątym tomie występuje najwięcej bliskich mi postaci, bo one albo żyją nadal, albo żyją wciąż w mojej pamięci. Schyłek życia Dąbrowskiej zazębia się z początkiem mojego, dlatego z ciekawością czytałam o tym, co poprzedzało dzień mojego przyjścia na świat. W dniu tym Dąbrowska napisała „Tragedią starości nie jest starzenie się, ale to, że czujemy się młodzi”. Dziś nie potrafię się z tym zgodzić. Największą obawą przejmuje mnie to, iż mogłabym stracić radość istnienia i chcę się czuć młodo, choć może inaczej pojmujemy czucie się młodym.
Coraz mniej jest tu polityki, coraz więcej refleksji na temat życia i sztuki. Choć oczywiście nie sposób uniknąć polityki zupełnie, zwłaszcza tej, która zapisuje karty historii.
Od tygodnia konflikt Rosja-USA zaostrzył się tak, że właściwie wojna światowa, a właściwie globowa- bo to idzie o istnienie globu ziemskiego- wisi na włosku [kryzys kubański] Na lament ludzkości zgodzono się na jakieś rozmowy. Ludzie mówią „koniec świata odłożono o trzy tygodnie”- i trochę zelżało w sklepach, z których wykupywano już wszystko. To zdanie „koniec świata odłożony” brzmi jak żart, ale nie jest żartem. Poszło o Kubę… Ze względu na zbliżającą się wojnę atomową, a z nią koniec świata, zrobiłyśmy sobie dziś z Anną (a raczej Mela zrobiła) królewski obiad: barszczyk (domowego kiszenia) z kruchymi słonymi krążkami, wyborną kaczkę z jabłkami i czerwonym winem i na deser migdałowy tort. 28.10.1962 r. 
A mnie się przez długi czas wydawało, że młodość moich rodziców upływała niemal w sielance. I co ja przygotowałabym sobie na taki odłożony koniec świata? Sałatkę z rukoli i sushi z kieliszkiem białego wina.
No i to co staje się już istotą jej życia. 
Starość to najbardziej niespokojny okres życia. To miotanie się, jak na dworcu, z którego pociąg- ważny ostateczny pociąg ma niebawem odjechać. Męczący stan…. 15.07.1958 r. 
Jestem w o wiele większej dekompozycji duchowej, niż ktokolwiek może to sobie wyobrazić. Męczy mnie uczucie wypuszczania wszystkich spraw życia z ręki. …. Czuję się niewygodnie w istnieniu i nie wiem, czy to kwestia starości, czy po prostu nie umiem już sobie stworzyć warunków dobrych na samopoczucie. 28.04.1958 r. 
I chyba najbardziej optymistyczne zdanie z kresu podróży … Jak to się dzieje, że mimo tylu rozpaczy właściwie czuję się szczęśliwa? To już koniec nadchodzi, a mnie się ciągle zdaje, że znowu żyć zaczynam, że jeszcze tyle przede mną. 2.10.1958 r.
Zastanawiam się, jaką prawdę obiektywną postawiają dzienniki? Są przecież efektem rozmyślań ważnych i ważkich na daną chwilę, prawdziwych dziś, innych jutro, za miesiąc, rok czy dekadę. 
W ostatnim tomie jest dużo słów o doskwierającej samotności, ale są też i takie .. męczą mnie już ci goście-łaknę samotności, jak kania wody. Tylko do czego mi ta samotność potrzebna? Nie do twórczości, już, ale do napisania listu potrzebuję całego dnia spokoju, skupienia, bezludzia… 20.08.1958 r.
I ta ciągłe powracająca myśl aby nie całkiem umrzeć… wszyscy wierzący i niewierzący, módlcie się za mnie, abym żyła sto lat. Mam jeszcze coś do powiedzenia sobie, ludziom i czasom. A raczej, a raczej- coś do utrwalenia jako znak, symbol naszych rzeczy, czy też może mam do rozwiązania i uchwycenia w plastycznej konkretności abstrakcyjne symbole i znaki naszych czasów.. 7.07.1959 r.
Czy ta myśl nie przyświeca i nam piszącym blogi, chęć uchwycenia czegoś istotnego, wypowiedzenia jakiejś ważnej myśli tak do końca.

24 komentarze:

  1. Nie czytałam Dzienników Dąbrowskiej.
    Teraz czytam Lisę See " Dziewczęta z Szanghaju ".
    Serdecznie pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei nie znam Lisy See:) Pozdrawiam

      Usuń
  2. Te "ciemne masy katolickie" Dąbrowskiej przypominają mi "przypadkowe społeczeństwo" Nowiny Konopki. Ten sam poziom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jest różnica, bowiem Dąbrowska pisała to w prywatnych zapiskach (które, choć miały obejrzeć kiedyś światło dzienne) to nie były publiczną wypowiedzią o charakterze obraźliwym. Ale może się mylę i Dąbrowska wypowiadała taki sąd też publicznie.

      Usuń
    2. W sumie masz rację, arogancja jednej i przekonanie o własnej wyższości ujawniło się publicznie za jej życia, drugiej po śmierci.

      Usuń
    3. A czy ktokolwiek z nas może przyznać tak sam przed sobą, iż nie uważa, że to inni są w błędzie, mylą się ... a my mamy rację. Publicznie nie nazwę kogoś w sposób, który sprawi mu przykrość, ale co sobie pomyślę to pomyślę. Zakłamanie, czy kultura, poszanowanie czyichś uczuć czy obłuda? nie wiem

      Usuń
    4. Czym innym jest przekonanie, że to inni nie mają racji a czym innym pogarda wobec nich widoczna w słowach Dąbrowskiej.

      Usuń
    5. Nie mam przekonania, że podzielam twoją opinię :) widzę w tym raczej wyraz przekonania o własnej wyższości (lekceważący stosunek do innych) niż pogardę.

      Usuń
  3. Chyba nigdy nie zdarzyło mi się przeczytać pisarskich dzienników strona po stronie, za to uwielbiam do nich zaglądać "na chybił trafił". Wtedy jest wielka szansa na znalezienie takich świetnych fragmentów jak te, które udało się zauważyć Tobie u Dąbrowskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jest na nie najlepsza metoda, a może nie ma żadnej metody. Dziś uważam, że dobrze, że przeczytałam je w całości, teraz mogę (czy będę?) zaglądać wyrywkowo. Przede mną Dzienniki Goncourtów- i jeszcze nie wiem, jakim polecę kluczem.

      Usuń
  4. Dziękuję Guciu za ten wpis. Może jesteśmy jeszcze troszkę za młode, żeby czytać takie smutne rzeczy, pisane pod koniec życia, ale zachwyca taka totalna szczerość, nieudawanie, opisywanie strachu przed starością i śmiercią. Ja chyba nie poradziłabym sobie z tak smutną lekturą. Ale na pewno chętnie poczytałabym o wrażeniach z filmów i życia literackiego lat 50-tych i 60-tych. Były to, mimo wszystko, szczęśliwe czasy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to miło w naszym wieku być za młodym na coś:) I ja doceniam szczerość pisarki, jakiż sens miałoby pisanie dzienników przy cenzurowaniu własnych poglądów, choć oczywiście całkowitej autocenzury nie sposób wyłączyć. Ostatnio przeczytałam dwie pozycje o podobnym - smutno-refleksyjnym wydźwięku - które przyznaję trochę mnie przybiły. Bo ja jeszcze chcę się radować i cieszyć życiem i ogromnie boję się zgorzknienia, a jest w starości taka nuta goryczy. I też przyznaję, iż choć czasy nie były tak sielankowe, jak nam jako dzieciom/młodzieży się mogło wydawać, czy jak starano się nam wpoić to dla części społeczeństwa były szczęśliwe. Postaram się zamieścić filmowe fragmenty w niedalekiej przyszłości.

      Usuń
  5. Jeszcze ich nie czytam, ale już zaglądam od czasu do czasu, gdy szukam w jej zapiskach czegoś na interesujący mnie temat z przeszłości. Dzisiaj szukałam jej zapisków o początku Powstania Warszawskiego, ale zaćmiło mi umysł / pogoda dzisiejsza ie najlepiej na mnie działała / i szukałam zapisków z sierpnia 1945, by w końcu trafić na właściwe.
    W sierpniu 1945 jak wspomina Maria Dąbrowska "cała Warszawa wstrząśnięta" była nowym wynalazkiem czyli bombą atomową. I tu znalazłam znamienne słowa " Ludzkość jest na złej drodze - drodze pychy, która ją musi doprowadzić do ostatecznej zguby. Ludzkość nie może życia urządzić na ziemi, a wybiera się nieść swoja tragiczną głupotę jeszcze na inne planety". Ileż porażającej prawdy w tych zdaniach zawarła Maria Dąbrowska.

    To dzięki Tobie Małgosiu nabyłam sobie "Dzienniki" i uważam, że Maria Dąbrowska dobrze robiła pisząc je. Żadna książka beletrystyczna, powieść nie odda tego co własne obserwacje poparte refleksją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy, że za sprawą moich wpisów nabyłaś Dzienniki, bo uważam że ze wszech miar warto. Nawet, jeśli nie ze wszystkim co pisała się zgadzamy, nawet, jeśli rażą nas pewne postawy, sformułowania, czy zachowania, to wiele w jej wypowiedziach mądrości i wiele ciekawostek. Może to i prawda, że z wiekiem rośnie zapotrzebowanie na to co realne, spada na fikcje, choć dobra fikcja też może być zajmująca. A z tą mądrością poprzednich pokoleń to kiedyś trafnie napisał Bazyl, w sumie, to już to, co powstało w starożytności jest wynikiem niezwykłej znajomości ludzkiej natury, czyli nie odeszliśmy wcale daleko od kolebki dziejów, choć wydaje nam się, że postęp, technika, wynalazki posuwają nasz świat naprzód, kiedy tymczasem one jedynie ułatwiają życie :), a źle użyte mogą je zniszczyć. Pozdrawiam

      Usuń
    2. To prawda co napisałaś. Prawa natury już dawno zostały poznane. A obecne pokolenia dla własnego widzimisię im zaprzeczają....ale to się kiedyś zemści. Zresztą już się mści.....

      Usuń
  6. Musze napisac, ze teraz najchetniej usiadla bym do dziennikow i sobie je tak czytala, czytala... Tyle ciekawych spostrzezen, tyle z tamtych czasow i tyle ponadczasowych mysli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja tak to odczuwam, jako świadectwo czasów, zdarzeń, fotografie ludzi i wyraz ciekawych (czasem kontrowersyjnych) refleksji, jak choćby cytowana z lektury czwartego tomu a dotycząca stosunku do dzieci. I jakaś taka bliższa stała mi się pani Maria, choć zawsze ceniłam ją jako autorkę Nocy i dni- jednej z moich ukochanych powieści.

      Usuń
  7. Od dawna poluję na Dzienniki Marii Dąbrowskiej. I wyobraź sobie, że po przeczytaniu Twojej recenzji poszłam do antykwariatu i na półce czekały na mnie wszystkie tomy :) Myślałam, że zemdleję ze szczęścia. Za wszystkie zapłaciłam 40 zł, więc uczciwa cena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wspaniale, ja za swoje kupione na allegro zapłaciłam chyba ciut więcej, ale było warto. Pozdrawiam

      Usuń
    2. To ja miałam fart, gdyż dałam za cały komplet w b.dobrym stanie tylko 15 zł....

      Usuń
    3. ło matko, naprawdę tylko 15 zł?

      Usuń
    4. Ania miała szczęście :), ja tak naprawdę to nie pamiętam, ile płaciłam za swoje pięć tomów, ale wydaje mi się, że około 50 złotych, co uważam za i tak dobrą cenę.

      Usuń
  8. Kupiłem kiedyś "Dzienniki" Dąbrowskiej, ale nie zmieściły się już do mojej walizki i zostały w Polsce.
    U mnie z czytaniem "Dzienników" jest różnie. Czasem czytam jak beletrystykę - od deski do deski (Cioran, Eliade, Herling-Grudziński...), czasem tylko podczytuję, bo jakoś dławię się lekko, kiedy chcę przełknąć większą całość (Tołstoj, Iwaszkiewicz, Woolf, Mrożek...)
    Przy okazji polecam "Dziennik" Marai'ego. Chociaż... może nie - bo ostatnie w nim wpisy dotyczące starości i umierania są wstrząsające,wręcz przerażające - a Ty przecież, jak piszesz, chcesz "się radować i cieszyć życiem i ogromnie boisz się zgorzknienia, a jest w starości taka nuta goryczy".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mam tak dużych doświadczeń z czytaniem Dzienników jak Ty, bo prawdę powiedziawszy zainteresowałam się tym gatunkiem dość niedawno. Czytałam Listy Van Gogha do brata (co prawda to nie dziennik, ale podobny gatunek, zapis codzienności, przemyśleń, doświadczeń, choć w przypadku Vincenta bardziej skoncentrowany na sobie) jednym ciurkiem, od deski do deski. Lekturę Dzienników Dąbrowskich przerwała konieczność zakupu, kiedy okazało się, iż biblioteka dysponuje zdekompletowanym zbiorem (bez tomów IV-V). Maraiego dysponuję Wyznaniami patrycjusza (czytałam, że słabsze niż Dziennik, ale myślę, że od tego zacznę, bo słabo znam biografię pisarza), ale myślę, że i na Dziennik przyjdzie czas. A że będzie to ciężkie doświadczenie- no cóż, życie rzadko bywa takie, jakim chciałabym je widzieć. Co nie oznacza, że można zamknąć oczy i udawać, że czegoś nie ma :) Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).