niedziela, 23 sierpnia 2015

Dziewczyna z poczty Stefan Zweig


Dziewczyna z poczty to historia ubogiej austriackiej urzędniczki, której monotonną egzystencję przerywa zaproszenie od bogatych krewnych. I oto Kopciuszek na kilka dni staje się księżniczką, duszą towarzystwa, panną na wydaniu, o której względy się zabiega, a co najważniejsze osobą, która odkrywa, iż życie nie musi być szaro-bure, a świat ma mnóstwo kolorów. Piękne sukienki, nowa fryzura, delikatna bielizna, smaczne potrawy, tańce, zabawy, przejażdżki to wszystko może zawrócić w głowie. Christine zawróciło na tyle, że zatraciła się w korzystaniu z tu i teraz, zapominając, iż życie nie jest bajką i wkrótce trzeba będzie wrócić do okienka zapyziałego urzędu pocztowego gdzieś na prowincji, do brudnej i ciasnej klitki na poddaszu, do opieki nad schorowaną matką i do obywania się bez wszystkich tych pięknych rzeczy, jakimi tymczasowo obdarowała ją ciotka. Kiedy czar pryska, na jaw wychodzi prawda o pochodzeniu dziewczęcia odsuwają się od niej wszyscy. I tylko dziewczyna nie rozumie - dlaczego. Wróciwszy do swojej nędznej egzystencji nie umie już żyć tak jak dawnej, drażnią ją codzienne obowiązki, a ludzie irytują nędznym ubraniem i tym, iż sprawiają wrażenie, że takie życie, jakie prowadzą im odpowiada. Może, gdyby Christine nie zaznała swobody nietroszczenia się o środki do życia przez tych kilka dni, nie wiedziałaby nawet, że czegoś jej brakuje, że takie życie, jak wiodą jej sąsiedzi może być upokarzające, może wówczas nie zastanawiałaby się, dlaczego jedni mają niemal wszystko, a inni nie mają nic. Christine miota się pomiędzy nienawiścią do świata, który tak nierówno rozdzielił swe dobra, a chęcią ucieczki od życia, które uwiera. Próbuje coś zmienić, ale próby te kończą się fiaskiem. Pewnego dnia spotyka Ferdynanda, ale czy to spotkanie będzie zapowiedzią odmiany losu ... 
Bohaterka budziła we mnie mieszane uczucia, początkowo było mi jej żal, potem kiedy zatraciła się w zachłannym korzystaniu z życia, zapominając o realiach, oddanym przyjacielu i chorej matce, kiedy dała się uwieść pozorom zaczęła mnie irytować, aby kilka kartek dalej, gdy potraktowano ją niczym trędowatą przyznać, iż szkoda mi dziewczyny, bo w gruncie rzeczy nie popełniła żadnej zbrodni, chciała jedynie przeżyć kilka pięknych chwil, trochę się pogubiła, ale nie zasłużyła przecież na takie traktowanie (pozbycie się bez słowa wyjaśnienia). A jeszcze później, kiedy miotała się pomiędzy rutyną dnia codziennego a niezgodą na monotonię szarych dni chciałam, aby spotkało ją coś dobrego, miłego, jakaś odmiana losu, nic wielkiego, choćby etat na poczcie w Wiedniu, albo przeżycie swojego pierwszego razu w jakimś ładnym otoczeniu.  
Umiejętność wzbudzenia w czytelniku tak żywych uczuć  to spory talent.
Dziewczyna z poczty jest powieścią niedokończoną, czego bym się zapewne nie domyśliła, gdyby nie posłowie. Kończy się w momencie, który aż się prosi o kontynuację, ale można by pomyśleć, że to celowy zabieg autora, pozostawienie historii nierozstrzygniętej, nieprzesądzonej. 
Dla mnie Dziewczyna z poczty to przede wszystkim wspaniałe studium psychologiczne postaci głównej bohaterki, dla której szansą na udane/szczęśliwe życie jest osiągnięcie pewnego dostatku. I wcale nie twierdzę, że jest w tym coś złego, jedynie mam wątpliwość, czy Christine osiągnąwszy go zaznałaby radości. 
Dla tej właśnie wątpliwości, co do dalszych losów bohaterki żałuję, iż powieść nie została dokończona, a jednocześnie cieszę się, że została wydana, nawet w takiej, niepełnej formie.
Jest w Christine jakaś bezwolność, która sprawia, iż nie jest w stanie odważyć się żyć, dopiero spotkanie z Ferdynandem coś zmienia w jej egzystencji. I ta bezwolność jest nieco irytująca. 
Książka jest świetnie napisana, fabuła wciąga, postać głównej bohaterki zaciekawia, nawet jeśli czasami irytuje. Zweig nie na darmo pozostawał pod wpływem Freuda i jego prac.
Moim zdaniem Dziewczyna z poczty jest  lepsza od Niecierpliwości serca, którą i tak oceniałam wysoko. 

20 komentarzy:

  1. A ja też bym się nie domyśliła, że "Dziewczyna z poczty" jest powieścią niedokończoną. Ale to właśnie świadczy o skali talentu Zweiga - powieść niepoprawiona, niedokończona, a tak cudnie, plastycznie napisana, wzbudzająca tyle emocji. Wobec głównej bohaterki miałam mieszane uczucia, przeważała niechęć. Jak szybko ta Christine zapomniała o matce, z jaką chęcią udawała, że pochodzi z innego, lepszego świata...

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie niedokończona, niepoprawiona, z tego co czytała bez wyraźnej zgody autora na publikację, a jednak tak dobra. Fakt, że Christine szybko zapomniała o matce też nie przysporzył jej mojej sympatii. I o ile rozumiem, że młodej niedoświadczonej dziewczynie nagła odmiana losu mogła zawrócić w głowie, to już "pogarda" do swoich sąsiadów, którzy podobnie, jak ona zmagali się z ubóstwem była dla mnie niewytłumaczalna. Dopiero spotkanie z Ferdynandem uświadamia jej, że przecież otaczający ją ludzie podobnie, jak ona nie ponoszą winy za swoje ubóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kopciuszek, którego sen się kończy.....mało która dziewczyna by się tak naprawdę z takiego snu otrząsnęła....i potraktowała jak niebyły....
    Znam Zweiga tylko z "Marii Antoniny" i z opowiadań, które kiedyś zrobiły na mnie duże wrażenie a były nimi " 24 godziny z życia kobiety", do których chcę powrócić, bo bardzo dawno czytałam.
    O tej i tej drugiej która wymieniłaś myślę od jakiegoś czasu...muszę sprawdzić bibliotekę.
    Tyle jest ciekawych książek a czasu coraz mniej........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po Zweiga warto sięgnąć, biografie są niezłe, ale książki o których wspominam ze wszech miar warte,aby poświęcić im czas. U mnie zanim o nich usłyszałam, a je przeczytałam minęły ze dwa lata, więc wszystko przed tobą.
      Opowiadań Zweiga jeszcze nie czytałam w przeciwieństwie do biografii obu Marii.
      Też mam ten dylemat, ilekroć ktoś poleca ciekawą książkę zastanawiam się, kiedy uda mi się ją przeczytać i czy w ogóle :)

      Usuń
  4. "Dziewczyna z poczty" to, moim zdaniem, jedna z najlepszych powieści Zweiga i jedna z najlepszych, jakie w ogóle czytałam. Paradoksalnie, magnetyzm tej opowieści wynika z tragizmu bohaterki, z tego, że Zweig bezlitośnie odbiera swoim postaciom nadzieję na zmianę, na tzw. "lepsze jutro". Sam wiedział najlepiej, jakie potrafi być życie! Cenię tych, którzy nie oszukują i wbrew sobie nie zostawiają bohaterom światełka w tunelu, gdy wokół ciemność. C'est la vie! Chociaż, książki podnoszące na duchu (ale nie za słodkie), też cenię. A o "Dziewczynie w poczty" wspominałam wczoraj u siebie we wpisie o książkach najlepszych na prezent na każdą okazję. Dziękuję za wpis!
    http://lezeiczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsza z książek Zweiga, jakie czytałam, a poza dwoma wspomnianymi czytałam biografie dwóch Marii:)Moim zdaniem Zweig równą wagę przykłada zarówno do warunków zewnętrznych, jak i do psychologii bohaterów i tego co blokuje ich "od środka" . Ja również lubię książki opisujące realia życia "bez ogródek". Zawsze twierdziłam, że smutne zakończenia są piękniejsze, aczkolwiek często mocno kibicuję bohaterom, aby spotkało ich coś dobrego. Nawet, kiedy czytam po raz kolejny biografię, jakiegoś artysty, który całe życie klepał biedę mam jakąś irracjonalną nadzieję, iż może jednak uda mu się sprzedać jakiś obraz :)
      Zajrzałam do Ciebie:)

      Usuń
    2. Właśnie, "happy end" to czasem banał i nuda ;-) Ja też trzymam kciuki za bohaterów, których polubię, ale w wypadku "Dziewczyny z poczty" nie spodziewałam się szczęśliwego finału - wiem, że Zweig nie zostawiał złudzeń... Albo raczej - rzeczywistość, w której przyszło Mu żyć, skutecznie z nich odzierała. I mimo że ta powieść jest niedokończona, myślę, że i tak nie byłoby nadziei dla Christine.
      PS Dziękuję za odwiedziny! Zapraszam częściej - mój blog dopiero raczkuje, a ja się rozkręcam. Dodałam Twoją stronę do listy czytelniczej. Czy jest jeszcze jakiś inny sposób, żeby obserwować "Moje podróże"? (Pardon, jak mówiłam, jestem tu nowa). Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Napisałabym nawet, że trzeba wielkiego talentu, aby powieść z happy endem nie była banalna i ckliwa. Co do Christine też mam wrażenie, że niezależnie od tego jaką podjęła decyzję (niby się zgodziła na plan Fernanda, ale kto wie, czy się nie wycofała później) nie osiągnęła radości życia, ale takie niedopowiedzenie daje cień szansy, a może jednak... :) Dziękuję, kiedy byłam młodą stażem (bo wiekiem niestety od dawna nie) blogerką też informowałam niektórych blogerów o umieszczeniu ich blogów (później dowiedziałam się, że to jest passe, ale ja nie widzę w tym nic złego, raczej sympatyczną oznakę:), co jeszcze można zrobić? niektórzy proszę, aby dołączyć do obserwatorów bloga (u mnie jest to zakładka po lewej stronie na dole), kiedyś sama się dołączałam u innych, teraz o tym zapominam, bo łatwiej śledzić mi nowości obserwując kolumnę po lewej stronie, gdzie uaktualniają się nowe wpisy, niż wchodzić w projekt i szukać nowo pojawiających się rzeczy:), ale wie, że niektórym to podbudowuje ego, im więcej ma się obserwatorów, polubień na f-b, czy innych portalach. Tak więc chyba nie jestem najlepszym źródłem informacji, jeśli chodzi o te wszystkie blogowe i internetowe gadżety. Życzę powodzenia i radości z blogowania, bo przecież głównie po to to robimy.

      Usuń
    4. Bardzo dziękuję - powodzenia nigdy dość! Cóż, o ile nie łamię blogowej netykiety, mogę być passe ;-) Widzę swoją ikonkę w obserwatorach Twojego bloga, co znaczy, że powoli ogarniam blogosferę, przynajmniej od strony technicznej. Pozdrowienia!

      Usuń
    5. Oj tam, jak ktoś grzecznie mnie informuje, to tylko przyjemność. Dobrze, że wprowadziłaś funkcję zatwierdzania komentarzy, bo jako młoda blogerka pewnie jeszcze nie wiesz, że ludzie czasami próbują swoje kompleksy w internecie leczyć dowalając innym przy okazji. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Nie czytałam tej książki.
    Z twojej recenzji wynika, że warto sięgnąć po tego autora.
    Serdecznie pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wykluczone, że nawet gdyby wszystko poszło po ich myśli, po chwilowym zauroczeniu Christine i Ferdynand by się rozstali. Oboje stanowili dla siebie nawzajem rodzaj "wyjścia awaryjnego" w okresie kryzysu i pamięć o nim zatruwałaby zapewne skutecznie radość z "sukcesu".

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety obawiam się, ze masz rację. Ponieważ połączyło ich pewnego rodzaju podobieństwo doświadczeń, a nie uczucie, a to za mało, aby budować związek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Do dzisiaj żal mi tej dziewczyny. Pogubiła się w świecie zbytku, co po latach życia w skromnych warunkach nie dziwi.
    Przejmująca była jej poniewierka z Ferdynandem, tak naprawdę nie było dla nich miejsca w społeczeństwie.
    Zakończenie podobało mi się, właśnie ze względu na brak rozstrzygnięcia, choć zakładam, że Christine skończyłaby marnie.;(

    OdpowiedzUsuń
  9. Owszem nie dziwi, bardziej dziwi zachowanie ciotki, która pobawiła się dziewczyną jak zabawką, a potem odsyła do domu bez słowa wyjaśnienia. To ich szukanie miejsca do bycia razem było bardzo smutne, chyba temu, aby znaleźli swój własny kąt choć na chwilkę kibicowałam jeszcze bardziej, niż aby ich życie zmieniło swój bieg. Christine raczej nie miała szans na odmianę losu :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię Zweiga. Przeczytałam kilka jego pozycji.
    Dziewczynę z poczty - też.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy to, że pisarz ma spore grono zwolenników i nie został zapomniany. :)

      Usuń
  11. Kiedyś wahałam się nad ta książką, z serią mam do tej pory nieliczne ale bardzo dobre doświadczenia. Chyba czas je rozszerzyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tę serię kojarzę bardzo dobrze, choć nie umiałabym sprecyzować dlaczego. Wydaje mi się, że wydawane są tu ciekawe pozycje. Ale to na zasadzie wydaje mi się, bo nie kojarzę, jak dużo czytałam z tej serii.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).