sobota, 21 października 2017

Kloszard

Widuję go od kilku miesięcy. Zapewne nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby nie fakt, iż to co robi, tak bardzo mi nie pasuje do postrzegania osób o jego wyglądzie. Jest zaniedbany, zarośnięty, ubranie ma poszarpane, wymięte i poplamione a wygląda tak, jakby przed chwilą wyszedł z altanki śmietnikowej. Podejrzewam też, że niezbyt ładnie pachnie. Czasami siedzą razem z nim inni, podobni mu panowie, niezbyt czyści i niezbyt trzeźwi. Rozmawiają, spierają się, kłócą. Nie jest to zatem człowiek stroniący od towarzystwa. Coś jednak go wyróżnia. Najczęściej widuję go samego, siedzącego na osiedlowej ławeczce; na nosie ma okulary, na ziemi stoi ortalionowa, granatowa torba, obok niego znajduje się termos, czasami coś do jedzenia, a w rękach ma … książkę. Pogrążony w lekturze nie zważa na otoczenie, siedzi i czyta, choć podejrzewam, że tak naprawdę to go tam nie ma. Jest gdzieś daleko, w innym miejscu i czasie, z innymi ludźmi. Może błąka się po paryskich uliczkach, może bierze udział w bitwie morskiej, a może zdobywa górskie szczyty. Książki w jego rękach się zmieniają, mają inny format, objętość, kolor okładki. Tylko raz, udało mi się dojrzeć tytuł. Był to Biały kieł Jacka Londona. Jestem bardzo ciekawa historii tego człowieka i listy jego lektur, tego jak żyje i skąd ma książki, ale brakuje mi odwagi, aby do niego podejść. Często zastanawiam się, czy nie jest to ten człowiek, który kiedyś zaczepił mnie w autobusie zachęcając do lektury książki, którą niedługo później zakupiłam. Ale zawsze, gdy go widzę chciałabym też usiąść na ławce i zanurzyć się w innym świecie. I w takich chwilach naprawdę mu zazdroszczę. Choć to przecież niemądre. Ja mam dom i pracę, czyste, pachnące świeżością ubranie, pełen brzuch i poczucie bezpieczeństwa. Względnego bezpieczeństwa. I tylko permanentny brak czasu i wyrwane z życia parę godzin bezsensu przez kilka dni w tygodniu. 
Nie ośmieliłam się porozmawiać, tym bardziej nie miałam odwagi zrobić zdjęcia, wydawało mi się to niestosowne. Dlatego posłużyłam się znalezioną w necie fotografią. 
źródło zdjęcia 



14 komentarzy:

  1. "Ja mam dom i pracę, czyste, pachnące świeżością ubranie, pełen brzuch i poczucie bezpieczeństwa".
    A on ma wolność i czas na to co lubi ....chociaż to bolesna być może wolność.
    Twój kloszard potwierdza fakt, że bezdomni to nie tylko chamscy pijacy. Bezdomnym bardzo łatwo się stać bez względu na to kim się w przeszłym życiu było. Robotnikiem, lekarzem a może nawet profesorem.
    Pamiętam jak w internecie czytałam jak to Robert Gonera z dnia na dzień stał się bezdomnym....wystarczyło się rozwieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiana ról może nastąpić niespodziewanie, nie zawsze za naszą przyczyną, czy zawinieniem. Choć znam też przypadek świadomego wyboru - wyzbycia się całego stanu posiadania w zamian za ułudę bycia naprawdę wolnym. Czy to się temu człowiekowi udało- nie wiem (bariera językowa nie pozwoliła mi go o to zapytać, a i wygląd co to dużo mówić odstraszał, zapach także).

      Usuń
  2. Nie zastanawiałabym się nawet przez moment.
    Bardzo lubię konwersację z takimi nietuzinkowymi ludźmi. Powinnaś podejść i zagadać.
    Ja na Twoim miejscu tak bym zrobiła. Kiedy byłam ostatnio w Pradze również spotkałam takiego człowieka. Wiadomo nie znam języka, więc nie zaczepiłam go, ale w innych okolicznościach na pewno bym to zrobiła. Już nie raz się przekonałam, że wśród takich ludzi można spotkać naprawdę wartościowe i mądre osoby. Znam co najmniej kilka i bardzo ich szanuję i cenię.
    Moja córka opowiadała o pewnym wykładowcy z UJ na którym studiowała.
    W pewnym momencie swojego życia stał się bezdomnym i siedząc na ulicy czytał dosyć ambitne książki. Nigdy nie wiadomo z kim mamy do czynienia, dlatego ja staram się szanować każdego człowieka, nawet najgorszego pijaczynę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zatem jesteś odważniejsza. Ja zawsze obawiam się, że będzie to wchodzenie z butami w czyjeś życie. Choć przecież może być i tak, że ten człowiek czeka, aż przestanie być dla otoczenia menelem, a stanie się partnerem do rozmowy.

      Usuń
  3. Właściwie to my nie znamy mentalności ludzi. Szybko szufladkujemy tylko po wyglądzie. Niejednokrotnie można się bardzo pomylić. Kiedyś spotkałam osobę, która być może nie była bezdomna, ale tez nie z salonów. Siedziała na murku z psem, zagadałam, bo chciałam sfotografować ich. Okazało się, że dłuższą chwile rozmawialiśmy o psie o jego zdolnościach a także o filozofii prostego życia. To było ciekawe doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałabym tak umieć nawiązywać kontakt z obcymi ludźmi. Zdecydowanie jestem lepszą obserwatorką, niż rozmówczynią. Ale być może kiedyś i to się zmieni. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiadomo, co spowodowało, że wybrał taką, a nie inną drogę. Ale ja też nie miałabym śmiałości, by go zaczepić...
    Warto obejrzeć Nowe życie Paula Sneijdera. Nie o kloszardzie, ale o trudnych wyborach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, nie tylko ja jestem taka mało odważna :)

      Usuń
  6. i really likes your blog!
    You have shared the whole concept really well and very beautifully soulful read! thanks for sharing.
    บุนเดสลีกา

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosiu!
    Wiem, że jesteś zbyt delikatna i boisz się wchodzić w czyjeś życie, boisz się niezrozumienia, odmowy a nawet może jakiejś zniewagi.
    Jakiś czas temu pisałam o ogrodzie gdzieś w Niemczech. Dosłownie skręcało mnie bo nigdzie nie widziałam właścicieli a chciałam zrobić zdjęcia. Przypuszczam, że mieszkańcy domu widzieli mnie chodzącą tam i z powrotem. W pewnej chwili z domu wyszła Pani. Powiedziałam jej jak bardzo zachwycił mnie ogród, kwiaty, mała architektura. Była zachwycona. Pozwoliła na zdjęcia i jeszcze zapraszała na kawę. Podziękowałam za gościnę.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie zawsze jest to obawa przed negatywną reakcją, co raczej niechęć przed wchodzeniem w czyjeś życie/ sprawy. Często oceniamy kogoś według swojej miary, a ja nie przepadam być zaczepiana przez obcych ludzi, choć zdarzają się też całkiem miłe "zakłócenia" mojej ciszy czy spokoju. Może dlatego nie robię tego, co sama odebrać mogłabym jako nie zawsze miłe. Ale ile ludzi, ile sytuacji tyle też możliwości zachowania takiego, czy innego. I nie chcę, aby moja wypowiedź została potraktowana jako negatywna ocena tych wszystkich, którzy lubią zagadać do nieznajomego, bo to nie tak. I zdaję sobie sprawę, że czasami, a może nawet całkiem często taka osoba bardzo potrzebuje, aby ktoś do niej przemówił. Tak jak było w przypadku tej pani, którą zaczepiłaś.

      Usuń
  8. Teraz, kiedy robi się coraz zimniej, pewnie przestanie czytać na dworze... Ja Cię rozumiem, mnie też czasami intryguje obcy człowiek, jednak nie mam odwagi go zagadnąć. W takiej sytuacji jak opisana przez Ciebie usiadłabym na jakiejś ławce w pobliżu, wzięła książkę do ręki i liczyła na to, że on poczuje się zaciekawiony i mnie zagadnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, prawie ciągle pada, więc zapalony czytelnik mam nadzieję znalazł suche i spokojne miejsce do lektury. Może pojawi się na wiosnę, i może wówczas uda się dowiedzieć czegoś więcej o nim. Widzę, że obie jesteśmy równie wycofane i mało odważne przed nawiązywaniem kontaktów z nieznajomymi. Choć czasami potrafię zadziwić samą siebie odwagę w nawiązywaniu rozmowy, to najczęściej jestem jak taka mimoza, która zamyka się, kiedy ktoś próbuje za bardzo się zbliżyć. :)

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).