niedziela, 18 kwietnia 2021

Rozwód w Budzie Sandor Marai

Wydawnictwo Czytelnik 2019 rok

Rozwód w Budzie, choć zdecydowanie mniej esencjonalny przypomina Żar Maraia. Podobnie jak tam cała akcja dzieje się podczas jednego spotkania odbywającego się w trakcie jednej nocy. Do sędziego Krisfofera Komives przychodzi jego dawny kolega szkolny – doktor Greiner. Następnego dnia sędzia ma go rozwieść. Podobnie, jak w Żarze i tutaj mało znaczące zdarzenie z przeszłości wywrze skutek na życie kilku osób. Ustabilizowany zawodowo sędzia, przykładny mąż i ojciec, wspinający się powoli, ale mozolnie na szczebelkach urzędniczej kariery, pogodzony z otaczającym go światem, który może nie jest najlepszy, ale którego zamierza bronić, bo tylko on daje mu poczucie bezpieczeństwa i stabilizację poddany zostaje próbie. Wysłuchanie spowiedzi dawnego kolegi sprowokuje go do przewartościowania swojego życia.

Węgry u progu XX wieku. Z jednej strony mamy konserwatywne społeczeństwo (nazywane przez bohatera rodziną), mające swe wielopokoleniowe zwyczaje. Z drugiej strony pojawia się jakaś nerwowość, powstają nowe ruchy, które dążą do zburzenia starego porządku.

Bo na samym dnie, w samoświadomości rodziny, w nowym pokoleniu już coś dojrzewało-niezadowolenie, które szukało nowych haseł, by móc się wyrazić. Młodzi szykowali się do czegoś, zarówno na dole, jak i na piętrach, gdzie znajdowały się mieszczańskie apartamenty! Komives każdym nerwem wyłapywał owo szykowanie się, ale wyczuwał i to, że już nie należy do grupy tych młodych (str. 27).

Komives, choć nie uświadamia sobie tego, nie czuje się zbyt dobrze w tym świecie. Irytują go własne słabości, bunt organizmu, tycie i zawroty głowy. Nie lubi wieczornych spotkań ze znajomymi i niechętnie opuszcza miejsce pracy, w którym czuje się względnie bezpiecznie. Wychodząc z biura wpada w panikę z obawy przed otaczającym go światem.

Sędzia urodził się na granicy dwóch światów, denerwują go obyczaje przodków, konwenanse, brak okazywania uczuć, a jednocześnie nie potrafił się pogodzić z ideą burzenia starego porządku.

Życie to obowiązek, któremu trzeba uczynić zadość, oczywiście to ciężki i skomplikowany obowiązek, niekiedy trzeba go wypełnić z samo poświęceniem, jakoś znieść. … Umiał ludziom współczuć i ich żałować, nie umiał ich rozgrzeszyć. Wierzył w wolę; wola jest wszystkim głosił, wola i dobrowolne posłuszeństwo, a mówiąc łagodniejszymi słowami: tylko pokora, chrześcijańska pokora mogła pomóc miotającemu się człowiekowi przetrwać nieznośne…. trudne do wytrzymania życiowe kryzysy (str. 21)

Jeśli wszyscy pozostaną na swoich miejscach …. Jeśli wszyscy będą wypełniali swoje obowiązki, to może da się ocalić rodzinę, do której przynależał, na którą złożył przysięgę, na tę wielką, wielką rodzinę. (str. 27)

… żył w taktownym i ukrywanym ubóstwie, w kręgu rodzinnym, dokładnie i sumiennie wypełniał swój urząd, unikał krętych dróg labiryntu bieżącej polityki i stykał się tylko z ludźmi pochodzącymi z tego samego świata co on, jego własne życie, każdego dnia, o każdej godzinie, mogła poddać badaniu jakaś oficjalna władza…. Miał wrażenie, że jest pożytecznym i porządnym członkiem społeczeństwa. (str. 51).

Rozwód w Budzie to kolejne u Maraia wspaniałe studium psychologiczne. To także studium wpływu zimnego wychowania na całe późniejsze, dorosłe życie. Te niespełna dwieście stron tekstu kryje niezwykłe bogactwo treści. Jest tu mowa o tęsknocie, rezygnacji, pogodzeniu, obojętności, przemijaniu, o nie zagojonych ranach z przeszłości, o  a także o życiu pojmowanym, jako egzystowanie i o uczuciach, które z tej egzystencji mogę uczynić coś więcej. 

Rozwód w Budzie przy Żarze wypada nieco słabiej, ale jest pozycją wartą lektury dla osób, którym nie straszne psychologiczne rozważania. 

Marai jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.

Książka przeczytana w ramach losowania u Anny 

12 komentarzy:

  1. Ja się nie boję psychologicznych rozważań, więc powinnam chyba sięgnąć po tę książkę. :) Autora nie znam jeszcze zbyt dobrze, czytałam tylko "Siostrę", która okazała się refleksyjną, pełną dygresji i całkiem ciekawą powieścią o chorowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisuję sobie tytuł, bo choć trochę znam Maraia, o Siostrze nie słyszałam. Co prawda sam temat powieści o chorowaniu nie zachęca, ale jak to u Maraia na pewno jest ciekawie.

      Usuń
    2. To jeszcze dla zachęty dodam, że bohater jest pianistą, a tytułowa siostra to zakonnica, która pielęgnowała go podczas choroby. Książka jest krótka, ale bogata w treści. :) Widzę, że przeczytałaś sporo książek tego autora. W Polsce wiele ich się ukazało, fani nie mogą czuć się pokrzywdzeni. Z węgierskich pisarzy lubię też Magdę Szabo, ale jej książki trudno znaleźć, od dawna nie są wznawiane.

      Usuń
    3. Rzeczywiście trochę Maraia poczytałam (jeszcze czeka na zrecenzowania Wyznania patrycjusza), a i tak największy sentyment mam do W podróży, które chyba z powodu zamiłowania do podróżowania tak mnie urzekło. Szabo rzeczywiście poszukuję w antykwariatach i na allegro, jak na razie nie udało mi się nic kupić, po tym co wydano, a wydano niewiele. Jeszcze czeka tylko Tajemnica Abigeil na półce. A najbardziej mi się podobało za zamkniętymi drzwiami.

      Usuń
  2. Książka pasująca do czasów pandemii.
    "Sędzia urodził się na granicy dwóch światów, denerwują go obyczaje przodków, konwenanse, brak okazywania uczuć, a jednocześnie nie potrafił się pogodzić z ideą burzenia starego porządku"
    Alienujemy się coraz bardziej bo rzeczywistość zaczyna nas przerażać.
    Lubię tego typu rozważania psychologiczne, ale w obecnych czasach, nie chcę grzebać się w mózgach innych ludzi i zaczynam zamykać się na świat. Często szukam pozytywnych treści, w książkach, filmach, ludziach, ale coraz częściej znajduję zniechęcenie, przygnębienie, apatię, a nawet zło i nienawiść. Normalne życie staje się niemożliwe...
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem szukanie pozytywnych treści. Właśnie włączyłam jeden z ulubionych musicali i zamiast podnieść na duchu czuję się bardziej zdołowana, bo nie w nim happy endu. Bo ja w zasadzie zawsze wolałam takie smutne, bo bliższe życiu, ale dziś i ja potrzebuję pokrzepienia serca. Ale nie ginącego pod ruinami zamku -twierdzy małego rycerza. Ale w tym przypadku Marai nie jest dołujący, choć powieść nie kończy się happy endem, choć może uświadomienie sobie, czego nam brakowało, dlaczego nie potrafiliśmy się w życiu dobrze czuć nie jest miłe, ale jest pewnego rodzaju dobrym zakończeniem, bo jest nadzieja na zmianę. Można pójść inną drogą, można nadać swemu życiu sens, odważyć się żyć, a nie tylko egzystować. A to przecież jest budujące.
    Chcę wierzyć w to, że życie wróci jeszcze na swoje tory, choć co do normalności to w historii dziejów droga zawsze bywała pokrętna.
    Pozdrawiam także

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam Rozwodu w Budzie i po przeczytaniu Twoje recenzji raczej nie sięgnę po tę książkę. Coraz bardziej dobija mnie pandemia a teraz doszła jeszcze deszczowa i zimna aura. Od dwóch tygodni na przemian pada śnieg, deszcz. Przygnębia mnie brak słońca i te pochmurzaste dni i z tego powodu kupuję i czytam Michalak.
    Serdecznie Cię pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem zrozumiałe podejście, że szukamy czegoś odprężającego i nie chcemy się katować literaturą nieco więcej wysiłku, choć według mojej opinii książkę czytało się lekko. A pandemia i pogoda za oknem potrafią nieźle zdołować. Odliczam dni do drugiej dawki szczepionki, aby w końcu po ponad roku zamknięcia w domu wyskoczyć choćby na weekend. Pozdrawiam

      Usuń
  5. "Z jednej strony mamy konserwatywne społeczeństwo (...), mające swe wielopokoleniowe zwyczaje. Z drugiej strony pojawia się jakaś nerwowość, powstają nowe ruchy, które dążą do zburzenia starego porządku."

    Dokładnie takim zdaniem można by określić to, co jest zawarte w "Dzienniku" (Maraiego (piszę tak, bo wiem że taką odmianę jego nazwiska przyjęła tłumaczka - to tak na marginesie).

    Stary świat się wali, powstaje nowy - którego pisarz w zasadzie nigdy nie zaakceptował, poddając go dość zgryźliwej i pesymistycznej analizie.
    Mimo wszystko dzienniki Maraiego polecam (jeśli nie m,a się ochoty na pięć tomów, to można przeczytać wybór dzienników, jaki się ukazał w Polsce 11 lat temu).
    Jak już Ci pisałem, u siebie, lektura ostatnich wpisów tamże była dla mnie wstrząsem.

    PS. O, widzę że mój blog wrócił na Twoją listę ;) Myślę, że to znikanie to jakiś feler na połączeniu między Wordpressem a Google (Bo to chyba Google jest właścicielem platformy blogowej, której używasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To myślę, że albo jestem podobnej wrażliwości, czy łączy mnie z Sandorem pokrewieństwo dusz (co nie wróżyło by mi najlepiej wiedząc, jak skończył pisarz), albo po prostu w pewnym wieku człowiek nie akceptuje zmian. Tyle, że u Maraiego (? zawsze mam problem z odmianą w obcych językach) to o ile się orientuję nie było to związane z wiekiem. Dziennik z lat 49-56 czeka na półce, chciałam najpierw zgromadzić wszystkie tomy). Bardzo lubię Maraiego (rzeczywiście lepiej brzmi, niż Maraia), jeszcze żadna jego książka mnie nie rozczarowała, choć przyznam, że poległam na Sądzie w Canudos.
      Nie panuję nad tym, co wyczynia blogspot (nie mam pojęcia kto jest właścicielem platformy). Blog zamieściłam na liście po raz kolejny, sprawdzam, nie ma, zamieszczam znowu, sprawdzam, nie ma. Poddałam się. Następnego dnia - jest. Pojawia się i znika.
      Ps. Oglądałam zdjęcia twojej biblioteki. Uwielbiam podglądać, co czytają inni, to zawsze sporo mówi o człowieku pod warunkiem, że zbiory są świadomym wyborem. Wcześniej zdarzało mi się kupować to, co wydawało się być zachęcającą lekturą, teraz zakupy są bardziej przemyślane. A u Ciebie jestem przekonana, zbiory są świadomym wyborem.

      Usuń
    2. Nie, u Maraiego to (jego postawa wobec świata) nie było związane z wiekiem - było związane z jego pewnym arystokratyzmem ducha, elitaryzmem (w dobrym tego słowa znaczeniu), czy wreszcie - z daleko posuniętym poczuciem autonomiczności.

      PS. Mogę Cię zapewnić, że zakupy do swojej biblioteki robiłem świadomie. Były to w zasadzie piozycje wyselekcjonowane (bo w Polsce ograniczał mnie bagaż jaki mogłem zabrać do samolotu), a w Stanach poniekąd cena, bo polskie książki są tutaj kilkakrotnie droższe, niż w Polsce.
      Miło mi, że moja jaskinia Ci się spodobał ;)

      PS2 Nie wiem, czy masz jakieś zawiadomienia, kiedy odpowiadam na Twoje komentarze u siebie. W każdym razie chciałem Cię powiadomić, że odpisałem na nie (z pewnym opóźnieniem). Można to znaleźć pod wpisami pod "Ojcem" i "Minari"

      Usuń
  6. Króciutko w tej chwili, bo jest dość późno. Nie dostaję powiadomień o komentarzach, ale je przed chwilą przeczytałam. Odpiszę więcej jutro. W tej chwili jest po północy, a mnie zamykają się oczy.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).